niedziela, 22 marca 2015

Nie z tej Ziemi



Dopadł mnie. Remont mnie dopadł. Dosłownie. Przez niego ledwo widzę na oczy. Dzisiaj zatem post krótki – o zjawiskach i przedmiotach nie z tej Ziemi.
Zaćmienie słońca. Mówili o tym w wiadomościach, w radiu, ludzie przerywali pracę, wychodzili z lekcji „do toalety”, aby móc zobaczyć to niezwykłe zjawisko. Na szczęście w moim liceum wydłużono przerwę do 40 minut z okazji wiosny, która już podobno przybyła, ale nie zaprzyjaźniła się chyba jeszcze z temperaturą. Fizycy stanęli na wysokości zadania i przygotowali specjalne folie, dzięki którym mogliśmy oglądać zaćmienie bez zmartwień, że stracimy wzrok (chociaż dziś opary farby i kleju zafundowały mi podobne doświadczenie). Jak wyglądało zaćmienie? Magicznie, zjawiskowo, fascynująco. Słyszałam, że niektórzy obserwowali słoneczko, które wyglądało tego dnia jak księżyc, przez płyty CD, rentgen i okulary spawalnicze. Z okazji zaćmienia pierwszego dnia wiosny odwołano nam nawet klasówkę z wosu. :D 

 
źródło: besty.pl

Dotarły do mnie niedawno pocztówki od Tomasza, za które serdecznie dziękuję. Musiałam podpisać kolejną kopertę, bo powiedzcie, moi drodzy, do jakiego kraju należy włożyć takie oto kartki? ;) Powstała więc nowa zakładka – kosmos.
Obie kartki to autentyczne zdjęcia wykonane przez NASA. Pierwsza przedstawia Ziemię nocą i uświadamia nam, jak wiele zużywamy elektryczności. Z kartki dowiedziałam się też, że świetlne zanieczyszczenie sprawiają, że nie widzimy naprawdę mnóstwa gwiazd, które kiedyś można było oglądać z Ziemi!



Druga pocztówka to jeden z księżyców Jowisza. Zdjęcie zostało wykonane przez statek kosmiczny Galileo. Zostało ono przepuszczone przez 3 specjalne filtry i połączone w trochę przesadzony, fałszywy kolorowy projekt. Miało to na celu wyeksponowanie powierzchni księżyca. :)
 

 
Czy Wy też mieliście okazję obserwować zaćmienie Słońca? Może macie jakieś kosmiczne doświadczenia na swoim koncie? Chcąc, nie chcąc, pochodzę z miasta słynnego astronoma Mikołaja Kopernika, musiałam o to spytać!
Udanego tygodnia!
Sara
PS Kolejne zaćmienie Słońca widoczne w Polsce będzie w 2020, jednak prognozuje się, że będzie to zaćmienie naprawdę częściowe, widoczne tylko z Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Podobne płytkie zaśmienie czeka nas rok później. W 2027 również oczekujmy zaćmienia częściowego, w 2075 zaś i w 2093 – obrączkowego. Ale mam nadzieję, że nie będę musiała aż tak długo czekać i wyląduje być może np. w 2017 roku w USA i obejrzę całkowite zaćmienie Słońca!

piątek, 20 marca 2015

21 powodów, dla których nie zostałam blogerką modową


Gdy nauczyciel podczas lekcji wiedzy o społeczeństwie powiedział: Zawsze można zostać blogerką modową, większość ludzi z klasy spojrzała na mnie. Myślę, że dla stałego czytelnika mojego bloga może być absurdalne to, że ktoś jeszcze postrzega mnie jako blogerkę modową, szafarkę, osobę, która pokazuje, co ma w szafie, na większości zdjęć jest ona sama bądź też jej buty, kapelusz, rękawiczki, bransoletki i obowiązkowo w każdym poście znajduje się opis, z jakiego sklepu pochodzi dana rzecz. Wystarczy spojrzeć na ostatnie 10, a nawet 25 postów, aby przekonać się, że daleko mi do blogerki modowej. Tak daleko jak stąd do Argentyny. ;) Z chęcią przeglądam blogi o modzie, już nie w takim natężeniu jak kiedyś, odwiedzam te, które mnie inspirują i takie, których autorki bloga coś sobą reprezentują, można pośmiać się albo zadumać, czytając ich notki, a przy tym zdjęcia są wyjątkowe. Wiem, że również tutaj zaglądają blogerki modowe – serdecznie je pozdrawiam. 
 
Oto 21 i ironicznych, i szczerych powodów, dla których nie zostałam blogerką modową (choć mogłam :D)
1. Półdarmowe ciuchy – no gdzie ja bym je pomieściła?
2. Zdjęcia ałtfitów na Instagramie – musiałabym zrezygnować ze zdjęć jedzenia? :(
3. Pytania znajomych i rodziny „Ale czym Ty się właściwie zajmujesz, dziecko?”
4. Kieszonkowe zamiast na znaczki przeznaczałabym na ciuchy? A kto by mi dał potrójne kieszonkowe? :D
5. Pisanie > zdjęcia
6. Musiałabym zacząć malować paznokcie, a to czynność, której nie potrafię sprostać.
7. Marznięcie zimą w cienkim sweterku (nie zawsze wygląda się m o d n i e w kurtce)
8. Moja mama nie toleruje zdjęć artystycznych i ze smutnymi minami, musiałabym więc się ciągle uśmiechać, a wiecznie uśmiechnięta blogerka modowa to już przeżytek.
9. Z podróży przywożę pocztówki, rzadziej ubrania. ;)
10. Większe prawdopodobieństwo, że ktoś się we mnie zakocha. Tak, tak, to wada, bo to wcale nie musi być człowiek, którego ja pokocham.
11. Z czasem być może czekałoby mnie pozowanie na ściance, a ja ostatnio dobrowolnie uciekłam z castingu. Oj, nie mam parcia na szkło.
12. Bardzo możliwe, że z braku laku musiałabym pokazać coś, co mi się nie podoba – no hej, to mój blog, czy jakiejś firmy?
13. Listonosz często pukałby do moich drzwi, a w ręku nie miał żadnych pocztówek...
14. Musiałabym czytać wszystkie gazety modowe, a mnie i tak najbardziej fascynują reklamy na przedzie VOGUE.
15. Prawdopodobnie 80% odwiedzających nie czytałoby wpisów, a jedynie oglądało zdjęcia – to po co męczyć te palce?
16. W końcu musiałabym zainwestować w lustrzankę, a mnie i tak na razie bardziej pociągają bilety lotnicze.
17. Mogłabym trafić na pudelka, ewentualnie do nocoty.pl, ostatecznie wytropiłyby mnie niemodne polki.
18. W końcu ktoś oprócz mojego brata wyznałby mi tę bolesną prawdę: mam za duże oczy/tyłek/nos/usta.
19. Gdyby ktoś ubrał się jak ja, to nie wiedziałabym, czy się cieszyć, czy przebierać
20. Musiałabym rzucić szkołę zimą, bo zdjęcia po ciemku nie są tak efektowne. Chyba że czytelników oglądaczy zadowoliłyby zdjęcia na tle ściany.
21. Kocham modę, ale to nie znaczy, że od razu muszę prowadzić bloga modowego. Oczywiste? Nie dla wszystkich.
Pół żartem, pół serio, niektóre z tych powodów od dawna leżały mi na sercu, inne to jedynie ironiczne obserwacje blogerek, które powoli zamieniają się w celebrytki i gwiazdy. Z jedną z takich gwiazd zrobiłabym sobie zdjęcie. Może pokażę dzieciom.


Niezależnie, czy piszesz o modzie, pocztówkach, podróżach, psach, rowerach, rób to na 100%! I pamiętaj, blog ma być Twój. Nie firmy, nie konkurentki. Twój.
Kochani, życzę Wam samych dobrych, blogowych wyborów, a wszystkim modowym blogerkom kreatywności i zdrowego rozsądku.
Sara

środa, 18 marca 2015

Potyczki pocztówkowe - Bahrajn vs. Sri Lanka



Najlepsze pomysły przychodzą do głowy wtedy, kiedy nie możemy zasnąć. Tak też było z tym postem. Chciałam pokazać Wam kolejne pocztówki, ale w jakiś inny, wyjątkowy sposób. Wielu z nas lubi rywalizację, lubi udowadniać innym, że nie mają racji (a wiadomo, że każdy ma swoją…). Niby o gustach się nie dyskutuje, ale ja chciałabym, abyśmy podyskutowali. Czasami coś nam się podoba, bo tak, czasami umiemy to logicznie uzasadniać. Porównajmy więc dwie pocztówki, które mają ze sobą coś wspólnego – w tym przypadku obie przedstawiają mieszkańców danego kraju w tradycyjnych strojach. Wybierzmy zwycięzcę!

Bahrajn
Pocztówka z Bahrajnu długo była jedną z moich ulubionych. Dziwię się, dlaczego jej tu jeszcze nie pokazałam?! Nie mam jakiejś szczególnej słabości do kartek przedstawiających osoby w tradycyjnych strojach. W moim profilu na Postcrossingu nie znajdziecie prośby o tego typu kartki. Mimo to ta pocztówka bardzo mi się spodobała – po pierwsze dlatego że jest z kraju arabskiego, a te mnie fascynują, po drugie dlatego że z tak niepopularnego państwa, po trzecie jest po prostu intrygująca. Zdjęcie raczej nie oddaje tego w pełni, ale wierzcie mi, że Arab nalewający czegoś do kieliszka patrzy na dziecko oczami gwałciciela. Przepraszam Was za to skojarzenie, ale nie mogłam tego opisać inaczej. Za to chłopczyk nieśmiało, z nieświadomym uśmiechem zerka na dorosłego mężczyznę. Pocztówka troszkę mnie zbulwersowała napisem o Arabach łamiących post w czasie ramadanu. Napisałam do nadawcy, o co chodzi, jak to, łamią post? Czyż to nie jest haram (zakazane)? Otrzymałam odpowiedź, iż Arabowie łamią post co wieczór… No tak, skoro nie mogą jeść od świtu do zmierzchu, to wieczorem łamią post… A ja już wyobrażałam sobie nie wiadomo jaką aferę. :D

vs.

Sri Lanka

Druga pocztówka pochodzi ze Sri Lanki, przedstawia tradycyjny taniec i zdecydowanie mniej mi się podoba niż ta z Bahrajnu. Sam układ wydaje mi się bardzo chaotyczny, niezbyt przypadła mi do gustu czcionka. Jedynym przyjemnym akcentem jest prawy górny róg i szczerze uśmiechający się tancerz. Mimo białej ramki pocztówka ta nie będzie należeć do moich ulubionych, ale to nadal moja pierwsza i jedyna pocztówka ze Sri Lanki. :)
Czas na Was! Która pocztówka jest Waszą faworytką? Jakie macie z nimi skojarzenia?
Mam nadzieję, że uda mi się kontynuować tę serię postów. W każdym przedstawię Wam dwie kartki, które mają ze sobą coś wspólnego – widoczek, motyw, pochodzą z tego samego kraju…
Dużo słońca!
Sara

poniedziałek, 16 marca 2015

Wyłącz fejsa, zagraj w Scrabble


Myślę, że tej gry nie trzeba nikomu przedstawiać. Mimo iż wszyscy ją znają, to nie wszyscy o niej pamiętają. Scrabble, czyli gra słowna, która odkrywa w nas niesamowite pokłady wiedzy lingwistycznej. Nagle zaczynamy doceniać polskie ogonki i przeszukujemy wszystkie izdebki w mózgu w poszukiwaniu znanych nam słów z literą "ź".
Mój egzemplarz gry jest już nieźle sfatygowany, dostałam go wiele lat temu. Skłamałabym, gdybym napisała, że Scrabble nigdy mi się nie znudziło. Był taki czas, że wcale w to nie grałam. Ale fajnie było wrócić do głowienia się nad tym, jakie słowa można ułożyć z ośmiu liter. 



Pomyśleć, że nawet tak prosta gra jak Scrabble doczekała się różnych wersji i rozmaitych zasad. Jedni układają czasowniki, inni nie, jedni zezwalają na nazwy własne, pozostali są temu przeciwni. Niektórzy pozwalają na to, aby płytki stykały się z innym słowem, tworząc nieistniejący wyraz, niektórzy zaś krytykują tę regułę. Istnieją wersje Scrabble dla dzieci z obrazkami czy dla podróżujących, w której literki wkładane są w odpowiednie pola i nie wypadają podczas jazdy samochodem. Pamiętam, że kiedyś grałam nawet w podróbkę Scrabble – nazywała się bodajże Krzyżówka, zasady były takie same, tylko tabliczki z literkami kartonowe. 
  

Znam osoby, które nienawidzą Scrabble, bo to za trudne, za dużo myślenia, za monotonne. Faktycznie, czasami trzeba ruszyć głową – ale czy nie o to chodzi w grach planszowych? Nie mają odmóżdżać, tylko bawić, ucząc. Przyznaję, że w momencie gry w Scrabble najbardziej, oprócz momentu, gdy mam same spółgłoski bądź samogłoski, nie lubię czekania, aż ktoś inny wpadnie na genialny pomysł. 


 


Nieraz podczas rozgrywki zdarzało mi się zaglądać do słownika, bo moja kochana rodzina nie wierzyła, że istnieje jakieś słowo. Najczęściej ucierałam im nosa. :D (+100 do skromności). Wiecie, że w Internecie istnieje słownik Scrabble? Można tam sprawdzić, czy dane słowo jest tylko w naszej wyobraźni.
 


Co ciekawe, kilka dni temu w Zakopanem odbył się turniej gry w Scrabble. Odważylibyście się wziąć udział? Ja chyba nie, jestem raczej mistrzynią, ale drugiej ligi. ;)
Myślałam już nie raz o tym, aby grając w Scrabble, układać tylko angielskie słowa. Byłoby to utrudnione bez takich literek jak „x” czy „v”, no i musiałabym znaleźć chętnych…
Przyznajcie, kto z Was nigdy nie grał w Scrabble? Lubicie tę grę? Macie ją w swoim domu?
Słonecznego tygodnia!
Sara