Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mniam!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mniam!. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 marca 2017

Oj, działo się... - luty 2017

Luty był krótki. W lutym była sesja. A i tak wiele się zdarzyło (napisałam najpierw "zaliczyło"... no racja, zaliczyło się wiele egzaminów. Jednego nie.) Co robiłam w lutym?

Świętowałam walentynki. I to właściwie przez dwa dni. ;) W weekend przedwalentynkowy wybraliśmy się z Maćkiem do centrum handlowego, w którym zostały zaaranżowane escape roomy. Mieliśmy tylko 15 minut na uwolnienie się z pokoju i niestety nie podołaliśmy. Chociaż kilka zagadek udało nam się odkryć. :) Mojemu chłopakowi spodobała się taka rozrywka, więc może co jakiś czas będę go ciągać do różnych mrocznych miejsc. :D
Byłam na dwóch koncertach. Dwóch jakże różnych koncertach. Na recitalu w Dworze Artusa królowały polskie utwory z lat. 80. Przygotowałam fotorelację z koncertu, która ukazała się na portalu Spod Kopca i spędziłam wspaniały wieczór. Z kolei drugi koncert - mimo że wybrałam się na niego z M. - był koszmarem. Ludzie rzucali się na siebie, a ja stałam przerażona. Smuci mnie to, że gdy słuchałam na YouTubie piosenek In The Whale,  większość naprawdę mi się podobała. Najwidoczniej nie nadaję się na koncerty rockowo-punkowe, nieważne, jak bardzo się wymaluję. 
Wypróbowywałam nowe przepisy. Między innymi na szarlotkę sypaną i omlet cesarski. Zazwyczaj, gdy coś piekę, smażę, gotuję, to smak jest bez zarzutu, ale konsystencja woła o pomstę do nieba. Chociaż w przypadku omletu po wiedeńsku wszystko wyszło super - omlet należało porwać już po usmażeniu.
Kupiłam samochód! W końcu. Prawko zdałam jesienią, ale przez te kilka miesięcy nie udało nam się znaleźć nic niedrogiego a działającego. Aż do teraz. Śmigam już swoim małym, zielonym autkiem, choć długie trasy jeszcze cały czas przede mną. Śmieję się, że posiadanie własnego pojazdu zrobi ze mnie agresywną osobę. Już zdarzały mi się sytuacje z cyklu "O boże, ja pierdzielę, muszę zmienić pas." 
Pracowałam, trenowałam, wydzwaniałam. Nie wróciłam do call center, a znowu spędzam czas ze słuchawką przy uchu. Oby przyniosło to jakieś efekty. Poza tym dużo czasu poświęcam na treningi z dzieciaczkami w ramach badań nad dyskalkulią.  
Co jeszcze przyniósł luty? Koszmary sesji, o których przeczytacie tu, oraz wywiad z Łotyszką, który znajdziecie tu.
Przyznaję, w lutym bywały takie dni, że myślałam tylko o tym, by schować się pod kołdrę i zostać pod nią przez cały dzień. Tak byłam zmęczona. Mam nadzieję, że marzec będzie dla mnie trochę... łagodniejszy. Szykuje się sporo przygód. 
Jaki był dla Was luty?
Buziaki!
Sara
PS Czy czeka mnie jakiś spokojny miesiąc bez wrażeń? Chyba nie. :D

środa, 28 grudnia 2016

Przełomy 2016 #1


Znowu? Ale że znowu koniec roku? Tak szybko? Nie spodziewałam się! :D Nie będzie przesadą, jeśli nazwę rok 2016 przełomowym. W moim życiu naprawdę wiele się wydarzyło. Kończący się właśnie rok zapamiętam jako 12 miesięcy zmian, a nie stagnacji. Jak było? Tradycją stało się już podsumowywanie mojego roku na blogu w postaci alfabetu.

A jak auto, którego jeszcze nie mam, ale którego usilnie poszukujemy z rodzicami od dwóch miesięcy. Prawko udało mi się zdać za drugim razem (za pierwszym przeszkodziły mi takie czynniki jak stres/nieumiejętność jazdy w deszczu/pani egzaminatorka). Nie sądziłam, że tak trudno jest znaleźć tani, niestary i sprawny samochód. Ale nie tracę nadziei. Zakładam, że  rok 2017 będzie niezwykły, bo wreszcie kupię sobie, za swoje pieniądze, własne autko!

B jak bal maturalny, którym niesamowicie się przejmowałam, a który – oprócz niesmacznego jedzenia – okazał się świetną zabawą. Chętnie bym to powtórzyła! Szczególnie tańce (nie umiem tańczyć, ale lubię to robić :D).

C jak CD. Przez długi czas płyty CD były dla mnie czymś, na co szkoda pieniędzy. Maciek trochę zmienił mój punkt widzenia. Przede wszystkim sam posiada kolekcję ok. 300 albumów muzycznych. Sprawił, że i mnie zaczęło sprawiać radość kupowanie, dostawanie, dawanie i słuchanie płyt. Śmieję się, że gdy zamieszkamy razem, będziemy mieli podwójne wydania płyt Fleetwood Mac i Taylor. :D


D jak dziewiętnastka. Ludzie wielką wagę przykładają do osiemnastych urodzin. Dla mnie każde urodziny są ważne. :) Te dziewiętnaste będę wspominać jako ostatnie "naste" święto spędzone z przyjaciółkami, chłopakiem, rodziną.



E jak egzaminy maturalne, które zdałam, haha. Dwa nawet na 100%. Jeeny, jak ja się stresowałam! Tak bardzo, że dzień przed maturą z polskiego nie mogłam nic przełknąć i leżałam na kanapie w salonie, oglądając "Kupiliśmy zoo". Nigdy nie zapomnę tego momentu, gdy dowiedziałam się, że zdałam maturę z wiedzy o społeczeństwie lepiej niż większość osób, które uparcie chodziły na zajęcia do C. Ja – jako urodzona buntowniczka – oczywiście je zbojkotowałam. Na dobre mi to wyszło.

F jak Francja. I Paryż! Bałam się. Choć jakby spojrzeć na to realistycznie w większości miejsc Europy Zachodniej nie jest w 100% bezpiecznie. Mimo że w niektórych momentach towarzyszył nam deszcz, wizytę w stolicy Francji będę wspominać z uśmiechem na ustach. Najchętniej robiłabym to jeszcze z croissantem w ustach.


G  jak gotowanie i pieczenie. Powiem Wam coś: dorastam! Nigdy nie gotowałam, nie smażyłam i nie piekłam tyle, ile w tym roku. Nauczyłam się przyrządzać wiele nowych potraw i to nie tylko śniadaniowych. Z własnej woli zaczęłam przeglądać przepisy kulinarne! Co to się dzieje…


H jak huśtawka nastrojów. Kilka tygodni temu w rozmowie ze znajomym streściłam mój rok w paru zdaniach. Ale po chwili dodałam, że właściwie zawsze po długim niewidzeniu się z kimś mówimy wyłącznie o swoich sukcesach i wielkich wydarzeniach. Nikt nie wspomina o chandrach, o spadkach nastroju, o słabszych dniach, o tym, że zdarzało mu się płakać. A ja o tym napiszę. Z nadzieją, że w przyszłym roku będę lepiej sobie radzić z moimi nastrojami.

I jak Instagram, który niezwykle pomógł mi w przygotowaniu tego podsumowania. Aplikacja ta jest dla mnie swego rodzaju pamiętnikiem. Zbiorem ważnych wydarzeń, smacznych momentów i chwil pełnych radości.


J jak jeszcze bloguję. Chociaż od pół roku robię to inaczej niż wcześniej. Nie komentuję już innych blogów. Jeszcze nie wiem, czy do tego wrócę. W tym roku dodałam stosunkowo mało wpisów na bloga, ale za to zanotowałam o wiele więcej wyświetleń niż w poprzednich latach. Tylko komentarzy jakoś niedużo przybywa…


K jak książki. Przeczytałam ponad 52 książki i zrealizowałam swój cel na ten rok! O lekturach, po które sięgnęłam w 2016 roku, przeczytacie już za kilka dni w osobnym poście.


L jak lubię to! Uwierzycie, że w 2016 roku ponad 7000 razy kliknęłam "lubię to!" na fejsie? Wolę nie myśleć, ile czasu spędziłam, scrollując facebookową tablicę… Ale zdarzały się też dwudziestoczterogodzinne odwyki od fejsa. 
Kolejne literki już niebawem. 
2016 - żegnacie go z uśmiechem na ustach?
Sara

sobota, 22 października 2016

Pomysły na proste, szybkie i tanie śniadania #3



Dziś serwuję Wam ostatnią porcję śniadaniowych przepisów. Coś a’la Gordon Ramsay i coś prosto… od babci. :D

Pamiętam, gdy przychodziłam do babci i prosiłam, by ugotowała mi zupkę mleczną, która była bardzo słodka. Kiedy przybyło obowiązków i nie odwiedzałam babci tak często, przekonałam moją mamę, że na pewno jest w stanie przyrządzić zupkę mleczną. Aż w końcu nauczyłam się ją gotować sama.

Wystarczą… 
2 szklanki mleka 
1 jajko 
¾ szklanki mąki 
Cukier (jeśli musicie!)
Mleko gotujecie jak zwykle. :D W głębokim talerzu przygotujcie w tym czasie zacierki (lub – po kruszwicku – "zuciurki"). Wymieszajcie surowe jajko z mąką i wyróbcie kluseczki. Gdy mleko zacznie wychodzić z garnka… a raczej chwilę wcześniej, wrzućcie zacierki do mleka. Gotujcie przez chwilę, by zmiękły.

Teraz będzie coś naprawdę masterchefowego. Jajko w koszulce. Brzmi strasznie? Nie uwierzycie, jak łatwo je przygotować…

Wystarczą… 
Woda 
Jajka (dowolna liczba :D) 
2 łyżki octu 
Grzanki
Gotujecie wodę z octem. Do szklanki natomiast wbijacie jajko. Gdy woda zacznie wrzeć, zamieszajcie ją tak, by utworzył się wir. W jego środek wlejcie jajko. Gotujcie na małym ogniu przez 3 minuty, a następnie odcedźcie ostrożnie jajko - polecam do tego łyżkę durszlakową/cedzakową (oj, wiecie, taką szeroką!). Jajko smakuje wybornie, gdy położycie je na grzance.

Na sam koniec kulinarnej przygody mam dla Was przepis weekendowy. Ugotowanie tego dania wymaga nieco dłuższej chwili.

Wystarczą… 
Woreczek ryżu 
Woda 
2 szklanki mleka 

Cynamon
Ugotujcie ryż według przepisu na opakowaniu (czy tam według receptury babci ;)) Gdy napęcznieje, wysypcie go z woreczka wprost do gotującego się mleka. Mieszajcie przez moment, aby "zupka" zgęstniała.

Mam nadzieję, że dzięki tym przepisom spojrzycie na poranki trochę łaskawszym okiem. :D 
Smacznego! 
Sara

czwartek, 20 października 2016

Pomysły na proste, szybkie i tanie śniadania #2



Głodni? Mam dla Was idealne, śniadaniowe rozwiązania. I to aż trzy!

W poprzednim poście podzieliłam się z Wami przepisami na tosty francuskie, jaglankę i jajka na miękko. Co zjemy tym razem?

Zaczniemy od czegoś iście amerykańskiego.

Pancakes to amerykańskie naleśniki, które od tych powszechnie znanych w Polsce różnią się tym, że dodajemy do nich proszku do pieczenia. Placuszki są mniejsze i bardziej pulchne. Przebywając w USA, tylko raz zjadłam typowe pancakes na śniadanie (przez resztę dni dostawałam gofry z paczki :D). Dlatego też po powrocie do domu, postanowiłam sama nauczyć się przygotowywać pancakesy. Nie jest to wcale takie trudne. :)

Wystarczą… (dla dwóch osób – kilkanaście małych placuszków):
1 szklanka mąki
1 jajko
1 szklanka mleka
3 łyżeczki cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka oleju
Dżem/nutella/syrop klonowy/cukier puder lub inne cuda do polania/posmarowania racuszków

Roztrzepujemy jajko z cukrem. Dodajemy mleko i olej, a następnie mieszamy aż do uzyskania piany. Dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia. Wszystko mieszamy (ale nie mikserem!). Smażymy na małym ogniu (gdy patelnia będzie zbyt gorąca nasze dzieła po prostu się spalą). Przewracamy placuszki na drugą stronę, gdy na ich powierzchni zaczną pojawiać się bąbelki.

Jeśli nie chcecie budzić domowników wyciąganiem wielu składników z szuflad i szafek, może skusicie się na przygotowanie… kaszki manny? Tak, takiej dla dzieci! :D Ale nie z proszku.

Gdy byłam małym brzdącem, kaszka manna nie należała do moich ulubionych dań. Nie do końca pasowała mi jej konsystencja i dodawany sok. Jednak kubki smakowe się zmieniają. Kilka miesięcy temu kaszka manna na śniadanie stała się dla mojej mamy i mnie swego rodzaju sobotnim rytuałem. Postanowiłam nauczyć się ją gotować. Nie ma w tym nic trudnego. :)

Wystarczą…
2 szklanki mleka
4 łyżki kaszki manny
Ewentualnie: banan, cynamon, sok malinowy

Mleko gotujemy. Gdy zaczyna wrzeć, dodajemy kaszkę. Mieszamy, aby nie przypalić ani naszej potrawy, ani garnka. Ja wolę dość rzadką kaszkę, ale każdy ma swoje własne upodobania. :) W trakcie gotowania do rondelka można dodać banana i cynamon – wyjdzie nam idealne danie dla bobasów (wiecie, że gdy miałam kilkanaście lat jednym z moich minimarzeń było kupienie sobie kaszki dla niemowląt w proszku…?! I zjedzenie jej. Tylko że gdy zobaczyłam skład takiej mieszanki, to prawie padłam. Jednak naturalna kaszka manna, przygotowana w domowym zaciszu to o wiele zdrowszy posiłek.)

Na koniec potrawa, którą mój chłopak nazwał daniem dla chorych w szpitalu. Dziękuję za reklamę, Kochanie! Ja będę Was uparcie przekonywać, że budyń jaglany to jedno z najsłodszych i najsmaczniejszych śniadań, jakie można przygotować w krótkim czasie.

Wystarczą…
1 szklanka mleka
4 łyżki płatków jaglanych
1 banan
1 łyżka kakao

Gotujecie jaglankę tak, jak w przepisie z ostatniego posta (tj. 1 szklanka mleka + 4 łyżki płatków). Następnie przelewacie ją do blendera, dodajecie połamanego na cząstki banana i kakao. Wszystko blendujemy. Czekoladowe śniadanko, które równie dobrze może uchodzić za deser – gotowe!

Który z tych przepisów kulinarnych spodobał Wam się najbardziej? 
Ściskam! 
Sara

wtorek, 18 października 2016

Pomysły na proste, szybkie i tanie śniadania #1



Nie dam sobie wmówić, że nie macie czasu na śniadanie. Serio. Poranne posiłki przygotowuje się o wiele krócej niż te obiadowe, a korzyści są naprawdę nie do przecenienia. Ja pierwsze co robię po wstaniu to uczesanie się, wypicie szklanki wody i… przyrządzenie śniadania. Posiłek zjedzony w ciągu godziny od przebudzenia się, jest najlepszy dla naszego metabolizmu.

Mój blog prawdopodobnie nigdy nie stanie się serwisem kulinarnym… Chociaż do niedawna powtarzałam, że nie cierpię gotować. A jak widać po zdjęciach na Instagramie, to się zmieniło. Czyli jednak nie ma rzeczy niemożliwych, haha. :D

Ogromnie chciałam podzielić się z Wami kilkoma propozycjami na szybkie, smaczne, niedrogie i przede wszystkim proste w wykonaniu śniadanka. Przyznaję, że trochę tych pomysłów mi się nazbierało przez ostatnie miesiące, dlatego ten post zapewne podzielę na trzy części.To będzie (mam nadzieję) smaczny tydzień na blogu.

Zacznijmy od… tostów francuskich. To brzmi tak kosmopolitycznie. A to po prostu pyszny chlebek w jajku. 

Wystarczą:
2 jajka 
1/5 szklanki mleka 
Pieczywo
Olej/masło do smażenia
Słodkie dodatki (można się bez nich obyć, ale… po co? :D)

Wystarczy do głębokiego talerza wbić dwa jajka i dolać mleko. Wszystko mieszamy. Następnie moczymy chlebek/chałkę/czerstwą bułkę (im starsze pieczywo, tym lepiej wchłonie bełtaninę ;)). Smażymy. Nieskomplikowane, a jakie smaczne! Przez kilkanaście lat swojego życia jadłam taki chlebek bez żadnych dodatków. Niedawno odkryłam jednak, że jest jeszcze smaczniejszy, gdy posmaruje się taki tost dżemem bądź nutellą, poleje syropem klonowym albo po prostu przyprószy cukrem pudrem.

Pozostańmy w klimacie jajecznym. Zazdroszczę tym, którzy mają jajka prosto od wiejskiej kurki. Ale zaręczam, że jajka z Lidla też się nadadzą, by przygotować jajko na miękko.
Czy kiedykolwiek próbowaliście ugotować jajko w ten sposób? To wcale nie jest trudne!

Wystarczą:
Jajka
Woda
Opcjonalnie pieczywo – ja uwielbiam jajko na miękko zagryzać grzankami!

Gotujecie wodę. Gdy zaczyna wrzeć, ostrożnie wkładacie do niej jajko i… wyjmujecie po 4 minutach. Płynne żółtko, delikatne białko… Pycha!

A teraz coś dla fanów mleka. Nie wiem, czy wolę mleczne cuda czy te jajeczne. Trudny wybór. A Wy? ;)

Prostym i szybkim w przygotowaniu mlecznym śniadankiem jest… jaglanka.

Wystarczą:
1 szklanka mleka
4 łyżki płatków jaglanych (błagam, nie tych błyskawicznych!)
Ewentualnie cynamon, maliny, truskawki, borówki itd. itd. do smaku (co nie znaczy, że bez tych dodatków nasz mleczny posiłek nie jest smaczny ;)).

Wystarczy, że zagotujecie mleko i gdy zacznie wrzeć (nie dajcie mu wykipieć, bo okropnego zapachu nie pozbędziecie się przez tydzień!), wsypiecie płatki jaglane. Mają one to do siebie, że bardzo szybko pęcznieją, przez co jaglanka w krótkim czasie staje się gęsta. Taka alternatywa dla owsianki. ;)

Koniecznie dajcie znać, co Wy jecie na śniadanie!
Już w następnym poście kolejne proste przepisy.
Buziaki!
Sara