Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pocztówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pocztówki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2020

Moje plany podróżnicze na 2020



Ostatnio natknęłam się na zajawkę na Facebooku, która zachęcała do przeczytania posta o planach podróżniczych blogerów na ten rok. Kliknęłam. Nie wyobrażacie sobie mojego oburzenia, gdy w tekście przeczytałam coś mniej więcej w tym stylu "nie możemy jeszcze nic zdradzić". Serio? 

W takie clickbajty dziś się bawić nie będę i co mogę, i co wiem, to Wam powiem. Jak przedstawiają się moje plany podróżnicze na ten rok? Zakładając, że nie umrzemy wszyscy pokonani przez koronawirusa.

Zacznę od tego, że trochę zmieniam w głowie moje podejście do podróży. Nie naciskam już tak bardzo na stolice – wiem, że prędzej czy później je zwiedzę. Poza tym jestem bardzo chętna na podróż z kimś nowym, z kimś, z kim jeszcze nie byłam za granicą. Może się uda to zrealizować.

Jedyną pewną podróżą jak na razie jest Cypr, loty już kupione, domek na Airbnb zarezerwowany. Lecimy na krótko, bo na wyspie spędzimy zaledwie dwa dni. W tym czasie mam nadzieję, uda nam się zobaczyć Larnakę oraz Nikozję. Wierzę, że na Cyprze można by spędzić tydzień albo i dwa, jeżdżąc po całej wyspie, bo jest tam co oglądać. Ale nas ogranicza praca mojej mamy i… kot.
No właśnie – Nicoś. Ze względu na niego nie wyjedziemy już nigdzie we czwórkę. O wakacjach rodzinnych nie ma mowy. Zresztą Dawid nie jest zainteresowany wyjazdem do ciepłych krajów, a moi rodzice z kolei nie chcą myśleć o zimnym Bałtyku. Co zrobimy w wakacje – jeszcze nie wiemy. Wiem jedynie, że ja spędzę dwa tygodnie w… Chełmnie! Na praktykach. To może brzmi śmiesznie, Chełmno nie jest bowiem ani zbyt dużym, ani zbyt znanym miastem. Mnie jednak ta informacja ogromnie ucieszyła, bo rozwiązał się mój problem pt. "Gdzie odbyć praktyki, by się za bardzo nie narobić?" Oczywiście nie chciałam wylądować w szpitalu psychiatrycznym, bo to by mnie jeszcze bardziej dobiło. Wolałabym kserowanie dokumentów w urzędzie. Ale praktyki w Chełmnie i badania terenowe też wydają się naprawdę niezłą opcją. Liczące niecałe 20 tys. mieszkańców miasto położone jest 50 km od Torunia. Jeszcze nie wiem, co dokładnie będziemy badać, ale na pewno będzie to coś związanego z psychologią środowiskową.
Do końca roku muszę wykorzystać moją nagrodę, czyli vouchery FlixBusa na podróż w dowolnym kierunku i z powrotem. Zastanawiałam się, w jaki sposób najlepiej spożytkować tę wygraną. Mogłabym wybrać jakieś miejsce w Polsce, mogłabym postawić na wyjazd zagraniczny… Ale jest jeszcze jedna opcja i wydaje mi się, że właśnie na nią się zdecydujemy. Chciałybyśmy udać się z mamą do jakiegoś kraju samolotem, a następnie stamtąd pojechać gdzieś FlixBusem – prawdopodobnie do miasta, do którego nie latają tanie linie z Polski. Po głowie chodziły mi Bałkany. Można by lecieć do Zadaru, a następnie pojechać do Zagrzebia, do Lublany, Belgradu… Na coś będę musiała się zdecydować.
Przez moment chodziła nam z mamą po głowie także wycieczka do ogrodów Keukenhof w Holandii. Aby zobaczyć tulipany, trzeba jechać w konkretnym terminie, najlepiej w drugiej połowie kwietnia. Ale coś mi się wydaje, że odłożymy tę wycieczkę na przyszły rok.

W ostatnich dniach pojawił się również pomysł, abyśmy z Maćkiem wybrali się do Liverpoolu. Już nie jako para, ale nadal jako wielcy fani Beatlesów. Taka wyprawa chodziła mi po głowie od lat, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie – a to funt drogi, a to może jednak stolica… Ostatnio jednak, gdy mój wykładowca, prowadzący zajęcia o muzyce, pokazywał nam zdjęcia z Muzeum Beatlesów w Liverpoolu, znów zaczęłam marzyć o wycieczce do tego miasta. Maciek zaproponował, że moglibyśmy lecieć tam razem, najlepiej w tym roku, dopóki nie zmienią się przepisy dla podróżujących po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii.
Takie są pomysły. A co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Na liście tegorocznych celów widnieją "przynajmniej trzy podróże zagraniczne"... 
A Wy dokąd wybieracie się w tym roku?
Sara 

środa, 22 stycznia 2020

Otrzymałam pocztówkę z przyszłości


Gdy 1 stycznia zmieniałam wystawkę pocztówkową na mojej tablicy korkowej, natknęłam się na pocztówkę z przyszłości. I dotarło do mnie, że przyszłość właśnie nadeszła.

Pokazywałam już tę widokówkę na blogu, było to jednak dawno temu i wydaje mi się, że wtedy mało kto potraktował ją poważnie. Gdy znalazłam ją w mojej skrzynce w 2012 roku, byłam tylko w lekkim szoku. Z jednej strony obraz przedstawiony na pocztówce mnie zasmucił, z drugiej wydał mi się absurdalny. Do roku 2020 było jeszcze sporo czasu.

Mowa o pocztówce, którą zaadresowano do mnie dokładnie 23 sierpnia 2012 roku. Była to kartka wysłana za pośrednictwem Postcrossingu. Sheila, bo tak ma na imię nadawczyni, napisała kilka słów o sobie (po holendersku!). Tego, co znajduje się na pocztówce, nie skomentowała – wyraziła jedynie nadzieję, że przesyłka mi się spodoba.
Na pocztówce widnieje flaga Holandii na środku… morza? Wymowny napis "Greetings from Holland", czyli "Pozdrowienia z Holandii" świadczy o tym, że w miejscu, gdzie znajduje się woda, kiedyś był kraj. Pomińmy to, że Holandia już nie nazywa się Holandią, lecz Niderlandami (tego akurat projektant pocztówki nie przewidział). Na dole kartki widnieje napis "Anno 2020".

Smutne jest to, że w 2012 roku mało kto mówił o katastrofie klimatycznej tyle, co teraz. Nawet mnie wydawało się bardzo nieprawdopodobne to, że w 2020 Holandia zatonie. Ale obecnie w obliczu ogromnych pożarów w Australii (które później zamieniły się w powodzie), zalanej Wenecji i filmów o tym, że Kiribati tonie, to zdjęcie holenderskiej flagi wydaje się bardzo prawdopodobne.

Powiem Wam, że sporo w ostatnich miesiącach myślę o środowisku. W domu, na uczelni czy wśród znajomych rozmawiamy o tym, co robimy, co można zrobić i co nas czeka. Nawet jedną z form zaliczenia zajęć jest przygotowanie kampanii prośrodowiskowej. 

Ludzie mają bardzo różne podejścia. Są tacy, którzy ogłaszają, że nie będą mieć dzieci. Nie chcą skazywać ich na życie na świecie, który niebawem może przestać istnieć. Inni powoli przechodzą na wegetarianizm. Ale są też ludzie, których spotykam codziennie w Biedronce. Tacy, którzy nie robią nawet tak małych rzeczy, jak wzięcie płóciennej reklamówki ze sobą na zakupy. Kładą na kasę dwa produkty i… foliową siatkę. Ludzka bezmyślność mnie boli.

Ja jestem gdzieś na rozdrożu. Sporo do myślenia dały mi zajęcia z psychologii prośrodowiskowej, będące częścią moich studiów. Dowiedziałam się na nich chociażby, że istnieje wiele badań pokazujących, w jak beznadziejnej sytuacji jesteśmy. I okazuje się, że niewiele by dało np. to, że nagle kilkadziesiąt milionów osób przestałoby latać samolotami albo przeszłoby na weganizm. Skoro to przyniosłoby marny skutek, to co dopiero mówić o takich rzeczach jak niekorzystanie z plastikowych słomek…

Jedyną rzeczą, która wydaje mi się, że może coś realnie zmienić, to głosowanie na partie naprawdę zajmujące się zmianami klimatu. A nie na partie, które powtarzają, że węgiel jest podstawą polskiej gospodarki. Może i jest, ale kiedy w Polsce nie będzie się dało już żyć z powodu zanieczyszczenia powietrza, to po ciula nam gospodarka.

Myślę, że planeta jeszcze kilkadziesiąt lat przetrwa. A co dalej? Tego nie wiem.
Sara

środa, 23 października 2019

Miejsca w Polsce, które chciałabym odwiedzić. W których już byliście?


Wydaje mi się, że mogę powiedzieć, że spory kawałek Polski już znam. To co jeszcze zostało?

Wielokrotnie odwiedzałam miasta wojewódzkie – Warszawę, Kraków, Łódź, Poznań, Gdańsk, o Bydgoszczy nie wspominając. Zwiedzałam Lublin, Białystok, Szczecin, Wrocław czy Olsztyn. Byłam w wielu nadmorskich miejscowościach, przemierzałam Karkonosze, Góry Świętokrzyskie, Tatry, Bieszczady, a także Góry Stołowe. Zwiedziłam wiele miejsc, do których rocznie przybywają tysiące turystów, ale dotarłam też do takich, które leżą poza szlakiem.  

O dziwo, coś jeszcze zostało – wiadomo, że nigdy nie da się poznać jakiegoś miejsca w 100 procentach. Jakie regiony czy miasta w Polsce chciałabym odwiedzić najbardziej? 

1. Zalipie. Magiczna, malowana i jednocześnie malownicza wieś.  Nie przypomina ona jednak Krainy Otwartych Okiennic, bo w Zalipiu ornamenty pochodzą ze sztuki ludowej i są o wiele większe, bardziej okazałe. Wieś położona jest w województwie małopolskim.

2. Zielona Góra. I może coś jeszcze w województwie lubuskim. To region zupełnie przeze mnie nieznany. Byłam tam jedynie przejazdem, nigdy nic nie zwiedzałam. Myślę, że warto to nadrobić.
3. Przemyśl i Rzeszów. W stolicy województwa podkarpackiego zrobiliśmy sobie kiedyś przystanek, aby zwiedzić Muzeum Zabawek. Nie poznaliśmy jednak Rzeszowa bardziej szczegółowo. Według niektórych nie ma tam co zwiedzać (oprócz pomnika, który, mówiąc bardzo delikatnie, przypomina żeńskie narządy płciowe). Ale ja chciałabym odbyć chociaż krótki spacer po Rzeszowie. Mam stamtąd sporo pocztówek, podobnie jak z Przemyśla, gdyż niegdyś miałam pen palkę z tamtych okolic. Nasz kontakt niestety się urwał, ale widokówki pozostały i zdecydowanie zachęcają do podziwiania tamtejszych kamieniczek.
4. Zamek w Łapalicach. To niedokończona budowla w województwie pomorskim. Pewien pan postanowił, że zbuduje sobie zamek. Tylko że nagle zabrakło mu pieniędzy, pojawiły się też inne kłopoty. Od wielu lat obiekt stoi pusty i niedokończony. Uwielbiam oglądać zamki i pałace, a za tym w Łapalicach stoi dodatkowa tajemnica i niesamowita historia, więc to jeszcze bardziej wzmaga chęć zobaczenia go na żywo.

5. Park Mużakowski. Tak bardzo nie po drodze. Znajduje się w województwie lubuskim, został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie wiem, dlaczego, ale wydaje mi się, że to miejsce mało popularne, położone nieco na uboczu, trochę już za granicą… A na zdjęciach prezentuje się naprawdę bajkowo. Park Mużakowski to oczywiście nie tylko roślinność, lecz również wyjątkowa architektura. 

6. Afrykarium. We Wrocławiu byłam kilkukrotnie, widziałam największe atrakcje, byłam też w tamtejszym zoo, jednak wówczas Afrykarium jeszcze nie istniało. A bardzo, bardzo chciałabym je odwiedzić, bo są tam kotiki, czyli foki z uszami.
Na mojej liście znajdują się także zamki, dworki i pałacyki rozsiane po całej Polsce. Szczególnie dzięki mojej pen palce Kasi miałam okazję zobaczyć wiele okazałych obiektów tego typu na pocztówkach. Sporo z nich znajduje się w województwie wielkopolskim, które sąsiaduje z kujawsko-pomorskim, więc może w któryś weekend uda nam się zobaczyć jeden z kunsztownych dworków.
A jakie miejsca Wy  chcielibyście najbardziej zobaczyć w Polsce? Może odwiedziliście któreś z wymienionych przeze mnie kierunków? Dajcie koniecznie znać, wszelkie wskazówki i rekomendacje mile widziane!
Sara

sobota, 19 października 2019

Tajemnicza wiadomość od czytelnika



Dzisiaj będzie krótko. Jakiś czas temu otrzymałam tajemniczy e-mail. Okazało się, że pochodził od jednego z moich czytelników, co już ogromnie mnie ucieszyło. A co znalazło się w treści listu?

Napisał do mnie Grzegorz, mieszkający w Anglii. Od dwudziestu lat amatorsko rysuje. Co więcej, Grzesiek przez pewien czas korzystał z portalu postcrossing.com. I prawdziwy szczęściarz z niego, bo udało mu się połączyć dwie pasje – rysowanie oraz pocztówki! Co z tego wyszło?

Grzesiek zaprojektował pocztówkę-mapkę, czyli jeden z najbardziej pożądanych i poszukiwanych typów kartek. Ja uwielbiam ten rodzaj widokówek, w swojej kolekcji mam zarówno mapki krajów, jak i linii metra. Rysunek Grześka nie przedstawia jednak żadnej rzeczywistej krainy. To mapka fantasy. Grześkowi udało się wydrukować tę kartkę, na razie w nakładzie 100 egzemplarzy.

Przyznam się Wam, że ja jestem totalnym beztalenciem artystycznym. Podziwiam zdolności Grześka, bo kartka wygląda, jakby stworzył ją profesjonalista. Według mnie ta fantastyczna mapka idealnie nadawałaby się jako ilustracja w książce.

I tutaj pojawia się moje i Grześka pytanie do Was – kto z Was chciałby przygarnąć taką pocztówkę? A może wiecie, jaki sklep byłby zainteresowany projektami Grześka? Może ktoś z Was ma jakieś doświadczenie w projektowaniu własnych kartek? Piszcie w komentarzach!
Uściski!
Sara

piątek, 28 czerwca 2019

Delicious Postcards: pyszne pocztówki czekają!


Okazuje się, że pocztówki mogą być nie tylko ładne i estetyczne. Mogą też wyglądać smakowicie i pysznie, co udowodnili Marta i Andrzej z nowego sklepiku Delicious Postcards.

Postcrossing w Polsce, mimo wysokich cen znaczków, ma się całkiem nieźle. Nadal wysyłamy sporo kartek za granicę. Kolekcjonerzy z innych krajów bywają niekiedy dość wymagający i poszukują coraz bardziej oryginalnych motywów pocztówek. Tym bardziej się cieszę, że powstał nowy sklep internetowy, w którym można zakupić różne pocztówkowe cuda.
Zapytałam Martę i Andrzeja, pomysłodawców Delicious Postcards, jak zaczęła się ich przygoda z Postcrossingiem. - Pocztówki w naszym życiu pojawiały się już w dzieciństwie: kartki wysyłane z wakacji, urodzinowe życzenia od kolegów i koleżanek... Dla Andrzeja, którego rodzice pracowali dyplomatycznie i często zmieniali kręgi znajomych, pocztówka stanowiła doskonałą formę komunikacji i była szansą na utrzymanie przyjaźni. Internet nie był wówczas jeszcze tak popularny, a rozmowy międzynarodowe kosztowały sporo. Pocztówka jawiła się więc jako rozwiązanie idealne. Kiedy parę lat temu pojawiła się możliwość założenia konta na portalu Postcrossing, szybko z niej skorzystaliśmy. O międzynarodowym projekcie wspomniała nam, szczęśliwym trafem, jedna ze znajomych.

A jak to się stało, że Marta i Andrzej zdecydowali się założyć własny biznes? - Kolekcje pocztówek mają to do siebie, że lubią się powiększać w nieskończoność – śmieją się Marta z Andrzejem. - Gdy zaczynaliśmy przygodę z Postcrossingiem, pocztówek gotowych na wypisanie nie mieliśmy wcale. Najpierw był szybki wypad do kiosku po miejski widoczek, później szukanie ofert w Internecie (a wtedy żadnego sklepu ukierunkowanego na Postcrosserów jeszcze nie było). Powoli zaczęła więc kiełkować w nas myśl o własnej pocztówkowej działalności. Co ciekawe, licencje niektórych zdjęć, aktualnie znajdujących się w ofercie, wykupiliśmy już prawie dziesięć lat temu! O pocztówkach nigdy nie zapomnieliśmy i pewnego dnia doszliśmy do wniosku, że najwyższy czas, by zrealizować plany i dołożyć kilka własnych pomysłów na pocztówkowe wzory.
Przyznaję Wam, że byłam bardzo ciekawa pocztówek z Delicious Postcards. Dotarły do mnie szczelnie zapakowane. Są naprawdę świetnej jakości, wydrukowane na dobrym papierze. Z tyłu znajduje się informacja o tym, co widzimy na pocztówce, za co wielki plus. Są też linijki do wpisania adresu.
Jeśli chodzi o wzory, to oczywiście do wyboru mamy pyszne kartki ze zdjęciami jedzenia i picia. Jedną z moich faworytek jest poniższa pocztówka.
Jednak Delicious Postcards to nie tylko motywy, dzięki którym cieknie nam ślinka. To również kartki ze zwierzętami – do wyboru oczywiście psy i koty, ale także wzory z bałtyckimi fokami, uroczymi prosiaczkami czy ptakami – puszczykiem, a nawet maskonurem!
W sklepiku znajdziecie też piękne krajobrazy i wyjątkowe kadry. Zdarza się, że Postcrosserzy szukają pocztówek z drzwiami czy oknami i w Delicious Postcards takich motywów też nie brakuje.
Na razie w sklepiku dostępnych jest kilkadziesiąt wzorów. Czego jeszcze możemy się spodziewać? - Na liczbę dyskusji i burz mózgów na temat tego, co powinno znaleźć się w sklepie, nie możemy narzekać – przyznają Marta i Andrzej. - W niektórych przypadkach nasze gusta są doskonale zbieżne, w innych od siebie odbiegają. Uwielbiamy oczywiście wszelkiego typu krajobrazy, zwierzaki - dzikie i udomowione, smakołyki (stąd nazwa!), ale także artystów nowych pokoleń, minimalizm, abstrakcję. Będziemy się starali stworzyć jak najbardziej różnorodną ofertę, łącznie z akcesoriami pocztówkowymi. Nasza lista celów przekroczyła niedawno sto pozycji - powoli, lecz bardzo systematycznie, będziemy się rozwijać.
Mam dla Was konkurs, w którym możecie wygrać 10 pocztówek z Delicious Postcards. Co zrobić, aby wziąć w nim udział? Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem napiszecie odpowiedź na pytanie:

Co pysznego chcielibyście znaleźć na pocztówce?

Wybiorę najbardziej kreatywną odpowiedź. Konkurs potrwa do 5 lipca. Wyniki ogłoszę w tym poście, w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.
Życzę Wam, żebyście ze skrzynki wyciągali same piękne pocztówki!
Sara

WYNIKI KONKURSU

Dziękuję za wszystkie pyszne komentarze! Trudno było wybrać jednego zwycięzcę, postanowiłam więc nagrodzić dwie osoby. 
Zestaw dziesięciu pocztówek ze sklepiku Delicious Postcards poleci do Moniki. Z kolei dodatkowa nagroda w postaci pięciu pocztówek trafi do Grushenki. Proszę, skontaktujcie się ze mną dziewczyny!
Dodam jeszcze, że część z Waszych smacznych pomysłów można już znaleźć w polskich sklepikach pocztówkowych. :)

sobota, 22 czerwca 2019

Ile pocztówek uzbierałam przez blisko dziewięć lat?


W ramach przerw od nauki do sesji można robić różne, mniej lub bardziej dziwne rzeczy. Ja, co roku o tej porze, liczę swoje pocztówkowe zbiory.

Ostatni rok w mojej pocztówkowej karierze nie obfitował w stosy przesyłek. Nie nastąpiło żadne nagłe wzbogacenie. Przez ostatnie dwanaście miesięcy nie wylosowałam ani jednego adresu na Postcrossingu. Pocztówki zdobywałam głównie dzięki prywatnym swapom albo dobrym duszyczkom. Kupowałam też widokówki podczas moich podróży.

Skupiłam się przede wszystkim na zdobyciu kartek z brakujących krajów. W tym roku postawiłam sobie za cel powiększenie mojej kolekcji o trzy nowe kraje, co udało się zrealizować – w skrzynce znalazłam kartki z Wysp Salomona, Konga i Malawi.

W ostatnim czasie skupiłam się też nieco bardziej na moich zdobyczach z Polski - podzieliłam je na województwa, a następnie na powiaty, by zorientować się, jak, po blisko ośmiu latach kolekcjonowania pocztówek, wygląda sytuacja z rodzimymi widokówkami.

Tegoroczne liczenie pocztówek zajęło mi kilka godzin. Jakie były rezultaty? Przede wszystkim w tym roku… zmądrzałam. Trochę poniewczasie. Zorientowałam się, że część pocztówek do tej pory klasyfikowałam źle. Trochę winna była temu strona Postcrossingu, która takie podmioty jak Hongkong uznaje za osobny kraj. Mam także kartki z państw nieuznawanych na arenie międzynarodowej i zawsze wliczyłam je do wspólnej puli. Co więcej, w moich zbiorach znajdują się pocztówki z miejsc, które trudno sklasyfikować jak Antarktyda, kosmos czy San Escobar.  ;)

Ostatecznie jednak mogę podsumować, że stan mojej kolekcji na dzień 20 czerwca wynosi 1483 kartki ze 180 krajów (w tym państw nieuznawane takie jak Tajwan czy Kosowo). Najwięcej pocztówek mam oczywiście z Polski (568), a także Wielkiej Brytanii (73), Włoch (66), Niemiec (56) i Rosji (56). 

Z jakich krajów nie posiadam jeszcze pocztówek? Nadal brakuje mi:

1. Angola,
2. Botswana,
3. Demokratyczna Republika Konga,
4. Dominika,
5. Grenada,
6. Gwinea Równikowa,
7. Kamerun,
8. Komory,
9. Mauretania,
10. Palau,
11. Paragwaj,
12. Republika Środkowoafrykańska,
13. Sudan,
14. Tonga,
15. Tuvalu,
16. Wyspy Św. Tomasza i Książęca

Poza tym nie mam części państw nieuznawanych (ciekawe, czy wszystkie produkują swoje pocztówki…).

Jeśli jesteście ciekawi, jak powiększała się moja kolekcja, podsumowania z poprzednich lat znajdziecie tutaj:


Jaka przyszłość czeka moją kolekcję? Nie ukrywam, że najbardziej chciałabym zdobyć brakujące kraje! A także wrócić do porzuconych jakiś czas temu celów, czyli zebrania pocztówek ze wszystkich stanów USA i kartek ze wszystkimi europejskimi monarchiami.

Czasami mam takie myśli, by znów pobawić się w Postcrossing. Trochę mi tego brakuje. Ale może, gdybym znowu zaczęła losować adresy i znajdowała w swojej skrzynce głównie kartki z Rosji i z Niemiec, Postcrossing po raz kolejny poszedłby w odstawkę.

Na koniec chciałam podziękować wszystkim, którzy przyczyniają się do powiększania mojej kolekcji. To dzięki Wam zajmuje ona dwa pudła, które ważą 11 kg.
A jak tam Wasze pocztówkowe kolekcje?
Sara

piątek, 7 czerwca 2019

Potyczki pocztówkowe – Lesotho vs. Burundi



Kochani, jeszcze przebywam w szpitalu, ale nie chciałam zostawiać Was bez nowego posta. Zdałam sobie sprawę, że na blogu nie pokazałam jeszcze wielu kartek z Afryki, czyli kontynentu, z którego, według mnie, najtrudniej zdobyć pocztówki. Postanowiłam więc pochwalić się dziś widokówkami z dwóch malutkich krajów afrykańskich – Lesotho i Burundi.


Co łączy te dwa państwa, oprócz tego, że oba położone są na Czarnym Lądzie? Jeśli mowa o powierzchni, zarówno Burundi, jak i Lesotho zajmują odległe miejsca na liście wszystkich krajów świata. Są mniejsze niż województwo mazowieckie. Poza tym żadne z nich nie ma dostępu do morza. Lesotho jest jednak krajem zamożniejszym od Burundi.

Jak zdobyłam pocztówki z tych odległych miejsc?

Kartkę z Lesotho otrzymałam od Beaty, która odwiedziła to miejsce w 2016 roku. Jak sama napisała: "są na szczęście jeszcze na świecie miejsca niezalane betonem i asfaltem, gdzie czas płynie wolniej." Była to moja pierwsza i jak dotąd jedyna widokówka z Lesotho. Warto wspomnieć o tym, że jest to kraj w całości otoczony przez terytorium Republiki Południowej Afryki. Co więcej, to jedyne państwo na świecie, którego 100% powierzchni położone jest powyżej 1000 m.n.p.m. 
Pocztówka z tej enklawy przedstawia trzech mieszkańców Lesotho, którzy poruszają się na młodych koniach. Podobno jest to najlepszy środek transportu w górach i dolinach tego kraju. Pocztówka ogromnie mi się podoba – nie dość, że przedstawia fragment życia lokalnej społeczności, to jeszcze w tle widoczny jest bajkowy widok.
Z kolei pocztówkę z Burundi zdobyłam w mniej chwalebny sposób, bo kupiłam ją od kolekcjonera. Również przedstawia ona kadry z życia lokalnej społeczności. Niestety, Burundi to jedno z najbiedniejszych państw naszej planety – ma najniższy wskaźnik PKB na osobę na świecie. Nic więc dziwnego, że na stronie Postcrossing.com zarejestrowany jest tylko jeden użytkownik z Burundi, w dodatku nieaktywny od trzech lat. Bieda panująca w tym kraju powiązana jest z niedawnymi wojnami i ciągle trwającymi niepokojami społecznymi. 
Gdybym miała wybrać, która pocztówka bardziej mi się podoba, zdecydowanie postawiłabym na tę z Lesotho. Jednak pocztówka z Burundi, choć nie należy do najpiękniejszych, również jest dla mnie wartościowa, bo zdobycie kartki z tego kraju graniczy z cudem. 


Jestem ciekawa, czy Wy macie w swoich kolekcjach kartki z Burundi i Lesotho. Która z powyższych pocztówek podoba Wam się bardziej?
Życzę Wam wielu pięknych pocztówkowych zdobyczy!
Sara

środa, 10 kwietnia 2019

Zrealizowałam pierwszy tegoroczny cel!



Gdy ponad siedem lat temu rozpoczynałam swoją przygodę z Postcrossingiem, nie myślałam, że kiedyś dojdę do tego momentu. Do punktu, w którym będę miała pocztówki z prawie wszystkich państw świata.


Moim jednym z tegorocznych celów było zdobycie pocztówek z trzech nowych krajów. Ktoś mógłby powiedzieć: "Skromnie!" czy "Bez szału!". Ja tymczasem w ostatnich latach zorientowałam się, jak trudne jest zdobywanie kartek z krajów, w których nie ma żadnego postcrossera… Z państw biednych i oddalonych od Polski o ponad dobę w samolocie. Jednak w marcu udało mi się zrealizować to postanowienie.
Z jakich krajów zdobyłam pocztówki?
W swojej skrzynce znalazłam najpierw kartkę z Konga wysłaną z Austrii, później dwie pocztówki prosto z Malawi, aż w końcu widokówkę z Wysp Salomona, która podróżowała do mnie przez blisko trzy miesiące.

Jak zdobyłam pocztówki z tych krajów?
Kongo oraz Malawi zdobyłam dzięki postowi na grupie Postcrossingu na Facebooku. Z kolei Wyspy Salomona otrzymałam po wysłaniu wiadomości przez oficjalną stronę postcrossing.com z zapytaniem o swap.

Co oferowałam za pocztówki z tak trudnych do zdobycia krajów?
Oczywiście nie była to kasa ani kremy NIVEA. Wiem, że niektórzy są skłonni wysłać w kopercie do Afryki banknot 50 zł, ale według mnie nie o to chodzi w Postcrossingu. W zamian za kartki proponowałam oczywiście pocztówki, nie były to jednak kartki z Polski, lecz widokówka z Tristan da Cunha czy korkowe kartki z Portugalii. Jedna pani natomiast zażyczyła sobie pocztówkę z owcą.
Co przedstawiają kartki?
Pocztówka z Konga jest dość stara. Pochodzi jeszcze z czasów Ludowej Republiki Konga. Przedstawia ona hotel Mbamoue Palace w mieście Brazzaville. Kartka może nie powala na kolana, ale dla mnie jest jak skarb – w końcu nie mogłam zdobyć nic z Konga przez 7 lat!

Z Malawi otrzymałam dwie kartki – nadawczyni postanowiła zrobić mi niespodziankę. Pierwsza przesyłka przedstawia kadr z wioski Chintheche nad jeziorem Malawi. Druga natomiast to typowa, turystyczna kartka. Co ciekawe, jezioro Malawi było niegdyś nazywane Jeziorem Gwiazd. Obie pocztówki bardzo mi się podobają. Zdobywanie kartek z Afryki do łatwych nie należy, tym bardziej się cieszę, że mam dwie widokówki z Malawi w mojej kolekcji.
Przesyłkę z Wysp Salomona jeszcze kilka tygodni temu spisywałam na straty. Na wymianę umówiłam się na początku roku, kartka została wysłana 3 stycznia, ale nie dotarła do mnie przez dwa miesiące. Sądziłam, że pewnie zaginęła gdzieś nad oceanem. Tymczasem pod koniec marca wyjęłam kartkę ze skrzynki! Widokówka pochodzi z prowincji Ysabel, z miasteczka Sigana, które zamieszkuje nieco ponad 2000 osób. Wyspy Salomona nie są zbyt często odwiedzanym krajem – może dlatego, że  niełatwo się tam dostać – z Polski niezbędne byłyby dwie albo trzy przesiadki.
Jak widzicie, nie warto tracić nadziei na to, że zdobędziemy kartki ze wszystkich krajów świata. Mnie pozostało mniej niż 20 państw.
Życzę Wam wielu wspaniałych, pocztówkowych niespodzianek!
Sara

poniedziałek, 4 lutego 2019

Korea Północna: czy można tam jechać na wycieczkę?


Korea Północna. Kraj owiany mroczną tajemnicą. Powstają o nim szokujące filmy dokumentalne. Ja tymczasem chciałabym Wam dziś pokazać pocztówki z tego miejsca. Nie wiem, czy to nie będzie równie szokujące.

Pocztówki kojarzą się z miłą pamiątką. Zwykle możemy na nich podziwiać piękne widoki, przywozimy je z wakacji. Pocztówki rzadko kiedy przedstawiają cierpienie czy wady danego kraju. I… tak też jest z widokówkami z Korei Północnej.

Maciek zdobył dla mnie dwie kartki z tego kraju. Obie przedstawiają górskie szczyty. Pewnie niewielu z Was o tym wie, ale do Korei Północnej organizowane są wycieczki. Oczywiście nie ogląda się wówczas cierpienia i biedy na ulicach Pjongjangu. Turystom pokazywane są wybrane fragmenty koreańskiej rzeczywistości. Prawda jest jednak taka, że większość turystów w Korei Północnej stanowią mieszkańcy Chin, Rosji oraz Japonii. Nie można jednak podróżować po tym kraju samodzielnie, wymagany jest przewodnik. Co ciekawe, istnieje taki obszar w Korei Północnej, w którym mogą przebywać nawet obywatele skonfliktowanej z autorytarnym krajem Korei Południowej i nie potrzebują na taki pobyt żadnych specjalnych zezwoleń. To teren wokół góry Kumgang w Górach Diamentowych.

Pewnie zastanawiacie się, co przedstawiają moje pocztówki z Korei Północnej. Na obu znajdziemy widoczki z Gór Diamentowych właśnie. To malownicze miejsce pełne rozmaitych formacji skalnych, wodospadów i jezior. Oprócz tego w górach znajdują się klasztory buddyjskie. Obstawiam, że to jedno z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejsc w Korei Północnej.
Przyznam Wam szczerze, że ja z jednej strony chciałabym zobaczyć na żywo, jak wygląda funkcjonowanie w Korei Północnej. Z drugiej strony obawiam się, że wróciłabym stamtąd przygnębiona i przekonana o własnej bezradności. Nie wiem też, czy dałabym radę kłaniać się każdemu napotkanemu pomnikowi.

Poszperałam trochę w Internecie i znalazłam oferty wycieczek do Korei Północnej. Turystom proponuje się odwiedzenie Gór Diamentowych, miasta Wonsan czy wodospadu Kuryong. W planie jest też zwiedzanie stolicy kraju – od jednego pomnika do drugiego. W Internecie można znaleźć zarówno ofertę polskiego biura podróży - wyjazd kosztujące ponad 10 tys., jak i informacje o wycieczkach z Chin, których ceny zaczynają się od kilkuset euro. Tylko najpierw trzeba jakoś dostać się do Chin.

Korea Północna – chcielibyście zobaczyć ten kraj na żywo? Czy przeraża Was taka perspektywa?
Sara

piątek, 1 lutego 2019

Oj, działo się... - styczeń 2019


Jakiś czas temu wysnułam hipotezę, że listopad jest najgorszym miesiącem w roku. Zmieniam zdanie. To styczeń najbardziej potrafi dać w kość.

S jak styczeń, s jak sesja, s jak siedzenie w domu z powodu choroby. Styczeń dał mi nieźle w kość. Przez większość czasu byłam markotna, samotna, smutna i chora. Nic, tylko smarkałam i narzekałam.

Ale w naszym kraju jest tyle żółci, flegmy i zrzędzenia, że nie będę Wam tu już dłużej biadolić (a przynajmniej bardzo się postaram…) i zrobię wszystko, by znaleźć w styczniu jakiekolwiek plusy.

Mimo że cały czas w świecie escape roomów dzieje się źle, zamykają się kolejne firmy, a liczba pokoi od tragedii w Koszalinie zmniejszyła się o ponad 100, to ja nie zamierzam rezygnować z tej formy rozrywki. Co więcej, przygotowuję się do wywiadu z osobami, które odwiedziły mnóstwo pokoi w całej Polsce. Efektami oczywiście podzielę się na blogu. W styczniu miałam okazję uciec z dwóch escape roomów. Jeden z nich, "Nieogarnięty Mikołaj Święty" pokonałyśmy z moją przyjaciółką w 34 minuty, co jest moim osobistym rekordem!

+ W styczniu zdałam dwa egzaminy na studiach na 5. Oby tak dalej.

+ Jeśli uda mi się utrzymać obecne tempo czytania książek, to mój cel 62 pozycji zrealizuję po… 7 miesiącach! W styczniu przeczytałam bowiem 9 książek. Były wśród nich takie, które mnie nie zachwyciły (jak "Najlepszy powód, by żyć"), takie, które uważam za totalnie stracony czas ("Wielki Ogarniacz Życia"), takie, które powodowały uśmiech na mojej twarzy ("Coś o tobie i coś o mnie") oraz tak nieoczywiste, że pozostawiłam je bez oceny ("Margo").


+ Można powiedzieć, że w styczniu sama sobie zafundowałam pewien eksperyment. Postanowiłam, że moja praca na bioetykę będzie opowiadać o przykładach eutanazji w kinie. Wyszukałam więc mnóstwo historii opowiadających o tym zagadnieniu i… oglądałam. Muszę przyznać, że po którymś z kolei filmie o eutanazji czułam się nieco przybita oglądaniem umierania, ale jednocześnie było coś fascynującego w poznawaniu różnych historii na ten sam temat. Każdemu z Was polecam taki eksperyment. Ja obejrzałam takie filmy jak: "Zanim się pojawiłeś", "Ostatni kurs do Darwin", "Spadkobiercy", "Jack, jakiego nie znacie" oraz "Za wszelką cenę".

+ Być może zastanawiacie się, jak przygotowuję miesięczne podsumowania. Zwykle zerkam do mojego kalendarza, w którym zapisuję, co miłego wydarzyło się każdego dnia, przeglądam Instagram i katalog ze zdjęciami. Kierując się Instagramem, nie mogłabym nie wspomnieć o Marszu w obronie Zwierząt z Toruńskiego Schroniska. Jeśli nie słyszeliście o tej głośnej sprawie, postaram się ją krótko streścić. W Toruniu ogłoszono przetarg na nowego prowadzącego toruńskiego schroniska. Zgłosiły się dwa podmioty – obecny kierujący oraz firma-widmo, z którą kontakt jest utrudniony. Co więcej, podała ona tak niską kwotę, że najpewniej albo zwierzaki nie miałyby co jeść, albo zostałyby uśpione. Było jeszcze kilka innych, rażących punktów w tej sprawie. Torunianie postanowili wiec wyjść na ulicę, by pokazać swój sprzeciw. Coś to dało, bowiem przetarg został unieważniony!


+ Mimo że dzień 27. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zakończył się tragicznie, nie mogę zapomnieć o tym, że był to również czas pełen hojności i wdzięczności. Pełen dobrej energii. Razem z mamą zebrałyśmy do puszek 3000 zł i zostałyśmy obdarowane wieloma uśmiechami.

+ Na koniec pochwalę Wam się, że w styczniu moja kolekcja pocztówek powiększyła się o nowy kraj – Kongo!

Dobra. Styczeń jednak nie był taki zły.
Jak tam u Was, Kochani? Życzę Wam, by luty przyniósł Wam dużo uśmiechu!
Sara

piątek, 11 stycznia 2019

Potyczki pocztówkowe - Jamajka vs. Jamajka


Ostatnio zrobiłam mały rekonesans i okazało się, że nie pokazywałam na blogu pocztówek z wielu krajów. Tak wielu, że trudno było mi wybrać, które w takim razie opisać w kolejnym poście.


Ostatecznie postawiłam na Jamajkę. Mam stamtąd dwie kartki. Do początku 2016 roku Jamajka znajdowała się na liście moich brakujących państw. W końcu, w marcu tegoż roku, w ciągu zaledwie kilku dni otrzymałam aż dwie pocztówki stamtąd (właściwie jedna została wysłana z Wielkiej Brytanii, co nie robi wielkiej różnicy, królowa ta sama).
Jedna z widokówek pochodziła z prywatnej wymiany, na którą umówiłam się z Joey. Przedstawia flagę Jamajki, wydaje mi się, że jedną z najlepiej rozpoznanych flag na świecie. Uwielbiam kartki z flagami - przynajmniej od razu widać, skąd pochodzi dana pocztówka. Mam ich co najmniej kilkanaście w kolekcji. Joey przykleił znaczek z Bobem Marleyem. Wydaje mi się, że to najsłynniejszy Jamajczyk na świecie (może na równi z Usainem Boltem). Kolory na fladze tego kraju symbolizują kolejno – żółty świecące słońce, zielony ziemię, czarny natomiast silnych ludzi. Na kartce z Jamajki Joey zawarł cytat: Don't feel bad if people remember you only when they need you. Feel privileged that you are like a candle that comes to their mind when there is darkness, który można by przetłumaczyć następująco: Nie czuj się źle, jeśli ludzie pamiętają o tobie tylko wtedy, gdy cię potrzebują. Czuj się zaszczycony, bo jesteś jak świeca, która nasuwa im się na myśl, gdy jest ciemno.
Drugą pocztówkę z Jamajki otrzymałam od niezawodnego Tomasza. Przedstawia ona hotel Tower Isle w Ochio Rios, widziany od strony plaży. Piękny widok i cudowny kolor wody.
Jamajka raczej nigdy nie była na mojej liście marzeń. Nie słucham reggae, a z archipelagu Wielkich Antyli o wiele bardziej wolałabym odwiedzić Kubę. Jednak obie pocztówki z Jamajki, które mam w swojej kolekcji, bardzo mi się podobają.
Z czym kojarzy Wam się Jamajka?
Gorące pozdrowienia (co prawda nie z Jamajki…)
Sara