Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To polecam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 maja 2016

Oj, działo się... - kwiecień 2016



Zastanawiam się, czy skoro obecnie mój czas galopuje, to czy za kilka lat będzie już pędził jak lampart, a za kilkanaście osiągnie prędkość  światła?

Kwiecień minął mi szybko, choć też dość schematycznie. Chodziłam do szkoły (albo i nie), uczyłam się do matury bądź robiłam wszystko, by się nie uczyć, bywałam zmęczona, a nawet wyczerpana tym, że ciągle jestem zmęczona. Ale pomiędzy tym wszystkim znalazło się miejsce na małe co nieco (jak to mawiał Kubuś Puchatek). 


Był sobie Toruń za pół ceny. Za każdym razem z utęsknieniem czekam na to wydarzenie, bo po prostu kocham kawiarnie, jedzenie, kawę i jedzenie. I jeszcze jedzenie. A do tego nie lubię przepłacać i wydawać pieniędzy. Dlatego taka akcja jest idealna dla mnie. Za każdym razem przeżywam wewnętrzny dylemat – lepiej odwiedzić ukochane, drogie miejsce, do którego nie zagląda się zbyt często, czy odkryć nową miejscówkę? W tym roku postawiłam na tę drugą opcję i trafiłam aż do czterech miejsc (!). Pierwszym z nich było Od dechy do dechy, zupełnie nowa knajpka. Mimo że soczek kosztował tylko 3,5zł, nie polecam tego miejsca. Ciasnota w połączeniu z niewygodnymi krzesłami i wysokimi półkami ze stosami książek potrafią przytłoczyć człowieka. Pomysł na kawiarenkę fajny, tylko coś nie poszło. 

Oprócz Od dechy do dechy odwiedziłam również Grzankę (pyszności!), a z rodzicami wybraliśmy się na obiad do włoskiej restauracji (gdy szliśmy przez miasto, a ja wypowiadałam się na temat co drugiej kawiarni, można by uznać, że spędzam w nich każde popołudnie. Ech, chciałabym!) Na deser udało nam się w końcu zajrzeć do restauracji Olender, oddalonej od naszego domu o zaledwie 2km. Przyznaję, że pewnie gdyby nie ceny zmniejszone o połowę, raczej by mnie tam nie zobaczyli.

Ok, porozwodziłam się trochę na jeden z moich ulubionych tematów, ale kwiecień to coś więcej  niż trzydniowa  akcja Toruń za pół ceny. W minionym miesiącu połechtałam nie tylko zmysł smaku, lecz także słuchu. Po raz pierwszy miałam okazję oglądać występy zespołów na przeglądzie KATAR. Wybrałam się tam z przyjaciółką w celu obejrzenia jednej konkretnej kapeli – Kids. Gdy chłopacy skończyli grać, my wróciłyśmy do domu. Jakże mile byłam zaskoczona, gdy okazało się, że to właśnie Kids wygrali przegląd! Zachęcam Was do posłuchania ich utworu – mnie ta melodia kojarzy się ze współczesnym Beatlesami. 

Co tam jeszcze się działo w kwietniu? Otrzymałam tajemniczą przesyłkę. Przed otwarciem Obejrzałam ją ze wszystkich stron. Kolorowa koperta, ładne znaczki i naklejki, dziwny adres… W środku znalazłam pocztówkę z Australii z przyklejoną, wydrukowaną wiadomością oraz kartkę z wypisanymi miejscami. Okazało się, że nadawca wylosował mnie na portalu Postcard United i po prostu miał nadzieję, że umówię się z nim na prywatnego swapa, jeśli tylko będę miała którąś z poszukiwanych przez niego pocztówek. A ja ani nie zamierzałam wymieniać się z nikim z Australii, bo mam z tego kraju już sporo widokówek, ani nie mogłam poratować tego postcrossera żadną poszukiwaną przez niego kartką. W każdym razie mnie ta przesyłka nie wkurzyła, bardziej zdziwiła. Widziałam jednak, że na forum takie przesyłki nazywane są "rakiem Postcrossingu". :O

Oprócz tej nietypowej przesyłki otrzymałam paczuszki od Tomasza, któremu serdecznie dziękuję! Wiecie, że moja kochana Taylor, od czasu zdjęcia na okładkę poniższego lutowego magazynu, zmieniła fryzurę już dwa razy?!

W drugiej przesyłce znalazłam przepyszne słodycze. Spałaszowaliśmy już wszystko. Mój brat stwierdził nawet, że powinnam polecieć do Wielkiej Brytanii i nakupować ciasteczek Reese's. Oj, chciałabym!

O końcu szkoły wspominałam w poprzednim poście, ale chciałabym jeszcze dodać, że w dniu zakończenia roku szkolnego od młodszych uczniów nasza klasa otrzymała kupony totolotka i zdrapki, co było naprawdę zaskakującym podarkiem! Niestety, milionerką nie zostałam, za to zdrapałam 10zł. :D A najpiękniejszym momentem zakończenia roku i tak był śpiewający pan od fizyki…

Jak Wam minął kwiecień, moi drodzy?
Pozdrawiam Was ciepło!
Sara

sobota, 27 czerwca 2015

Co robić w wakacje? - 50 pomysłów


Nienawidzę marnować czasu. Nie dla mnie całodzienne leżenie na kanapie. Prawie 70 dni bez szkoły jawi mi się jako raj, ale i… wyzwanie. Jak wykorzystać ten czas? Myślę, że to pytanie zadaje sobie niejeden uczeń. Mam dla Was 50 propozycji, większość z nich sama wykorzystałam bądź zamierzam wykorzystać w wakacje. :D

1. Urządzić piknik. W ogrodzie, w parku, na działce. Z przyjaciółmi czy z rodziną.
2. Pójść na karaoke. Albo samemu urządzić karaoke w domu przy zamkniętych szczelnie drzwiach i oknach.
3. Popsikać się wężem ogrodowym. To prawie tak dobra zabawa jak skakanie przez fale w Bałtyku. No właśnie!
4. Pojechać gdzieś. Blisko, daleko, stopem, Polskim Busem. Po prostu gdzieś wybyć.
5. Obejrzeć film. Głupi, stary, ambitny, francuski, z napisami, bajkę. W kinie lub przed laptopem.
6. Przeczytać książki. Zaległe lektury szkolne (haha, jasne), lektury na następny rok, zalegające książki z biblioteki, wielkie arcydzieła albo powieści dla nastolatek.
7. Robić krzyżówki, Sudoku, wykreślanki…
8. Kolorować! O, np. coś takiego.
9. Pójść na basen. W Toruniu w wakacje kąpiel w kilku basenach jest za darmo. :D
10. Posprzątać. Czy to szafę z ciuchami, czy szuflady od biurka, a może…
11. Wyrzucić niepotrzebne pliki z komputera, kartki z teczek, graty z półek, znajomych z Facebooka.
12. Sprzedać! Nieużywane ciuchy/płyty/książki/cokolwiek! Lub też…
13. Kupić to, czego naprawdę potrzebujemy.
14. Pisać. Może wierszyki, może zgadywanki, a może po prostu wykaligrafowane zdania? Lub posty na bloga!
15. Zrobić coś szalonego. Ale bez przesady. Z głową. Tatuaż nie zejdzie do września, chyba że taki z henny.
16. Nauczyć się czegoś. Gotowania, hiszpańskiego, a może układania nowych fryzur?
17. Zadbać o siebie. Domowe SPA to jedna z przyjemniejszych rzeczy!
18. Pracować. Rozdawanie ulotek to straszna sprawa, ale kasa sama do kieszeni nie wpadnie…
19. Zrobić jakąś rzecz po raz pierwszy.
20. Iść do muzeum albo galerii. Lepiej się trochę ukulturalnić niż zostać chamem, co nie?
21. Znaleźć darmowe atrakcje w swoim mieście. Koncert pod gwiazdami, festiwal… Ciekawych wydarzeń nie brakuje!
22. Odkryć coś. Nie myślę tu o szczepionce na raka, ale może jakaś nowa kawiarnia?
23. Przygotować owocową sałatkę, zdrowy koktajl lub inną pyszność.
24. Zrobić sesję zdjęciową. Nad wodą, na wysokościach...
25. Wybrać się gdzieś z rodziną. Może na zakupy z mamą bądź na kręgle z tatą?
26. Rozbudzić kreatywność. Kiedy ostatni raz lepiliście coś z plasteliny? Albo malowaliście farbami? Lubiliście takie zabawy jako dzieci? To dlaczego by do tego nie wrócić? :)
27. Pójść na siłownię. Plenerową!
28. Ćwiczyć. Chodakowska i Mel B czekają.
29. Wysyłać pocztówki i listy. Z wakacji, ale i z rodzinnego miasta. Taka niespodzianka cieszy bardziej niż SMS.
30. Wywołać zdjęcia. A co potem? Włożyć do albumu, przykleić na ścianę, powiesić w antyramie i wspominać…
31. Spotkać się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Kiedy jak nie w wakacje?
32. Tańczyć! Skakać, bawić się i korzystać z życia! :)
33. Zrobić remont. Zimą raczej tego nie polecam.
34. Pobawić się z młodszym rodzeństwem.
35. Kupić gazetę. Pośmiać się z plotek, znaleźć interesujące artykuły i porady.
36. Zagrać w karty i gry planszowe. Najlepiej w plenerze. :)
37. Zrobić sobie choć jednodniowy odwyk od Internetu.
38. Pójść na długi, relaksujący spacer… Najlepiej do lasu. Najlepiej niejeden.
39. Walczyć. Z okropnymi nawykami, z nadwagą, z lenistwem, z bałaganem. Nie poddawać się.
40. Poznać swoje miasto! Kiedy ostatnio widzieliście najsłynniejszy zabytek w swojej miejscowości?
41. Grill albo ognisko. Koniecznie z kiełbaskami (choć ja wolę karkówkę). :)
42. Wziąć udział w konkursie. A może się powiedzie?
43. Iść do zoo. Obcowanie ze zwierzętami potrafi i uspokoić, i rozśmieszyć, i wprawić w dobry nastrój. Skoro do Afryki daleko, to zoo pozostaje jedynym miejscem, w którym spotkamy żyrafę.
44. Wymyślić dzień i celebrować go. Jaki dzień?? Dzień Gier Planszowych, Dzień Harry'ego Pottera, Dzień Jabłek...
45. Zagrać w zakurzoną już grę (Simsy!)
46. Policzyć. Ale co? Swoje pocztówki, pieniądze w skarbonce, książki na półce...
47. Na spokojnie przygotować się do nowych wyzwań.
48. Zagrać na Play Station, na Xboxie...
49. Przygotować romantyczną kolację albo genialną imprezę, albo pełen śmiechu damski wieczór.
50. Zrobić to, na co nie mieliśmy czasu albo odwagi. Bo po co są wakacje? :)


Pozdrawiam Was!
Sara

środa, 19 listopada 2014

Toruński Młyn Wiedzy bawi i uczy jednocześnie



Każdy na swój sposób okazuje patriotyzm. Myślę, że jednym z jego objawów (chociaż to nie choroba, wręcz przeciwnie) jest poznawanie własnego kraju. Polska jest piękna, a znam osoby, które nigdy nie były nad polskim morzem bądź też w Tatrach… Za to Egipt i Tunezję mają nieźle obcykane. Wiadomo, iż do urlopu w naszym kraju może zniechęcać pogoda – zmienna i nieprzewidywalna (nic dziwnego, że pogoda jest rodzaju żeńskiego). Ale na szczęście nie cały rok w Polsce wygląda jak listopad i jeśli chcemy, znajdziemy odpowiednią okazję do poznawania zakątków naszej Ojczyzny. 

Lustra i ekrany przyciągają...

Naszą małą, rodzinną tradycją była wycieczka do jednego z polskich miast w dniu 11 listopada. Dwa lata temu pojechaliśmy do Gniezna, zjedliśmy rogale świętomarcińskie, w zeszłym roku zaś odwiedziliśmy Poznań o czym pisałam tu, tu i tu, a pocztówki z tego miasta opublikowałam tu. Tym razem pomysły były różne – wybrzeże (nie widziałam chyba nigdy morza jesienią!), Bydgoszcz, zamek w Golubiu-Dobrzyniu… Niestety, zbieg okoliczności sprawił, że nie pojechaliśmy nigdzie 11 listopada, za to dzień wcześniej wybraliśmy się na urodziny nieznajomego. :) Ale teraz to nasz dobry kumpel.

Chyba wolę oglądać świat przez różowe okulary...

Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy świętowało swoje pierwsze urodziny, czyli już raczkuje. ;) Dziwne, że nie trafiłam tam wcześniej, bo już od dawna miałam zamiar odwiedzić to miejsce. Żadna ze mnie dziewczyna z matfizu, z biolchemu wcale, stronię od nauk ścisłych (od historii też, hmmm), ale z czystej ciekawości, z pozytywnym nastawieniem chciałam przekonać się, co też zostało utworzone w starych, toruńskich młynach. 
 
Zmysł równowagi - jeszcze niewykształcony

Czy ktoś z Was był w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie albo w Centrum Nauki EXPERYMENT w Gdyni? Słyszałam porównania naszego toruńskiego centrum do tych placówek. Co jednak je wyróżnia? Na pewno najdłuższe wahadło w Polsce. Wahadło to obrazuje nam, jak obraca się ziemia, przewracając kolejne klocki domina.


Z moją niezniszczoną wątrobą

Przede wszystkim centrum jest jak bajki Krasickiego, czyli bawi i uczy jednocześnie ;) Nauka przez zabawę jest najlepszą formą – jeśli tylko chcemy się bawić. Poza tym jeżeli coś wyzwala w nas pewne emocje (a we mnie niektóre maszyny wyzwalały chęć rywalizacji i ogromną determinację ;)), to istnieje większa szansa, że cokolwiek z tego wyniesiemy. 
 
A w środku... niespodzianka!

W centrum znajduje się kilka wystaw, ale są to wystawy pełne rzeczy, które możemy dotykać, często, pchać, naciskać. Co zapadło mi najbardziej w pamięć?

- sala biologiczna z możliwością wyjęcia ludzkich organów,

- równoważnia licząca czas, w którym damy radę utrzymać równowagę,

- maszyna mierząca nasz refleks,

- sala muzyczna, w której mogliśmy sprawdzić swoje siły jako DJ,

- sala z wodą! Pryskanie, chlapanie, a to wszystko pokazujące ważne prawa fizyki,

- kołowrotek chomika dla ludzi… biegałam, zmęczyłam się, ale miałam z tego ogromną frajdę,


I jak tu nie mieć kompleksów?!
Chomiki to jednak dziwne stworzenia...

Urodziny to wyjątkowa okazja, dlatego w tym dniu miało miejsce także szczególne wydarzenie – spektakl malowania piaskiem. Nie wiem, czy mieliście kiedykolwiek okazję oglądać taki występ, poprzednią edycję polskiego Mam Talent wygrała dziewczyna malująca piaskiem i tworząca dzięki niemu niesamowite historie. Widziałam już wcześniej takie występy w Internecie i zawsze tak samo się na nich wzruszałam…




Dla kogo więc Młyn Wiedzy?

- dla osób ciekawskich, żądnych wiedzy, ale też chcących spędzić popołudnie w jakiś ciekawy sposób, bardziej ambitny niż ślęczenie przed telewizorem

- dla dorosłych, dla dzieci, dla tych zainteresowanych optyką, anatomią i innymi dziedzinami wiedzy, ale także dla tych, którym kojarzą się one jedynie z czarną magią. W centrum udowodniono, że nie taki diabeł straszny jak go malują.

Nie mam pojęcia, dlaczego cieszę się z tego, że zaraz stanę się posiłkiem...
Nie zaryzykowałabym wyprawy na takim rowerze

Pozdrawiam
Sara