Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koronawirus puka do drzwi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koronawirus puka do drzwi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 czerwca 2020

Co z podróżami po epidemii, czyli dokąd pojadę w najbliższych miesiącach?


Słowo "nigdzie" byłoby nadużyciem, wyrażenie "za granicę" – raczej złudną nadzieją. Czy w to lato wybiorę się w jakąś podróż? O tym zdecyduje nie kto inny, a koronawirus.

Pamiętacie mój post z lutego, w którym pisałam, dokąd chcę się wybrać w tym roku? Cypr zdążył wypalić, co z pozostałymi planami – nie wiadomo. Pewne jest, że nie wypali Chełmno, w którym mieliśmy robić praktyki z psychologii środowiskowej. Natomiast jeśli chodzi o podróże zagraniczne, linie lotnicze już wysyłają mi maile – Ryanair pisze „Hiszpania czeka, loty od 130 zł”. Wizz Air kusi promocjami. Ale ja trochę się boję. Samolotowy ścisk, kilka godzin w maseczce, później, nie daj boże, zwiedzanie w upale, z zasłoniętymi ustami i nosem, tłumy pod atrakcjami… Nie wiem, czy to bezpieczne i czy byłoby po prostu przyjemne. W końcu nie o to chodzi w podróżach, by się męczyć i czuć niekomfortowo.

Część państw już otworzyła się na turystów, inne przyjmą cudzoziemców dopiero w lipcu, ale są też takie, które na razie średnio kogokolwiek zapraszają (albo średnio zapraszają Polaków). Jeśli musiałabym przechodzić dwutygodniową kwarantannę po przylocie, cała podróż mija się z celem.

Na pewno bezpieczniejsza byłaby podróż własnym samochodem. Ale to raczej też nie wchodzi w grę. Mój tata nie chce jeździć autem do innych krajów, z kolei ja, jako kierowca, boję się dalekich tras.

Pozostają więc podróże po Polsce. Co z nimi? Myślę, że takie wycieczki wchodzą w grę. Nawet gdy obowiązywał jeszcze nakaz chodzenia w maseczkach, to wiele osób wybierało się na krótkie wypady. Ja jestem skazana raczej na krótkie podróże z kilku powodów. Po pierwsze, kotek. O czteroosobowych wycieczkach dłuższych niż jeden dzień nie ma mowy. Zawsze ktoś musi zostać w domu z Nicolasem. Chociaż powiem Wam, że już na początku lipca mój pupil zaliczy swoją pierwszą dłuższą podróż do… Łysomic pod Toruniem. Mój brat wyprawia osiemnastkę i postanowił wygonić nas z domu. :D Z racji tego że nie chcę, by ktoś po pijaku ogolił mi kota, zabieram go ze sobą. Nie wszystkie hotele przyjmują zwierzęta, ale znaleźliśmy taki, który nie ma nic przeciwko. Zwierzę musi być małe (do 5 kg). Nicoś jakoś się mieści. Oczywiście oprócz transportera musimy zabrać miseczki czy kuwetę, więc zapowiada się grubsza wyprawa – choć zaledwie kilkunastokilometrowa.

Wiem, że niektórzy podróżują ze zwierzętami. Kotki mogą nauczyć się chodzić na smyczy, dostępne są też specjalne szelki. Ja czuję przed tym drobny opór, bo Nicolas to kocur niewychodzący, domowy. Czasami wypuszczamy go na taras (albo sam się wypuszcza), ale tylko pod nadzorem. Każde wyjście to właściwie narażenie się na dodatkowe zarazki.

Kolejna sprawa, z powodu której nie mogę sobie pozwolić na dłuższe podróże, to praca. Najprawdopodobniej już od lipca przejdę na pełen etat, a na najbliższy czas urlopu nie przewiduję.

A zatem jeśli gdzieś wybiorę się w najbliższych miesiącach, będą to na pewno miejsca w Polsce. Myślałam o województwie lubuskim – nie miałam okazji go zwiedzić. Przy okazji chciałabym też zahaczyć o Park Mużakowski, który jest przecież na liście UNESCO.

Poza tym zamierzam też odkrywać pobliskie miejscowości. Mam wspaniałych kompanów na takie wypady, co więcej dzięki pracy w Nowościach i redagowaniu tekstów turystycznych odkryłam sporo ciekawych miejsc w naszym powiecie. Pałace, dworki, punkty widokowe… Myślę, że nie będę się nudzić.

Gdzieś w głowie mam nadzieję, że we wrześniu albo w październiku uda się wybrać na jakąś krótką podróż zagraniczną, tylko z mamą (Mamuń, ja stawiam). Ale wszystko zależy od wirusa.
Dajcie znać, jak Wasze plany wakacyjne. Polska czy zagranica? Jestem bardzo ciekawa!
Sara

czwartek, 30 kwietnia 2020

Nauczanie zdalne to nie bajka



Już od ponad miesiąca na studiach i w szkołach obowiązuje nauczanie zdalne. Myślę, że to dobry moment na to, aby podsumować, jak to w rzeczywistości wygląda.

Zdalne zajęcia mogą się wydawać bajkowe. Siedzisz sobie w piżamce, z kubkiem herbaty pod ręką, i słuchasz kogoś gadającego na ekranie. W międzyczasie robisz milion innych rzeczy i masz wrażenie, że jesteś taki produktywny. Tymczasem moje doświadczenia są takie, że na zajęciach zdalnych nie do końca można się skupić.

Książki zamiast zajęć
E-learning przybiera rozmaite formy, niekiedy dość zaskakujące. Gdy epidemia się rozpoczęła, jeden z wykładowców, który wcześniej prowadził wykład na obecność, zaproponował, że może po prostu na zaliczenie przeczytamy lektury i napiszemy na ich podstawie dwa eseje. Tylko jak to zrobić, skoro biblioteki są zamknięte? Ostatecznie studenci przekonali profesora, aby prowadził wykład online na Zoomie. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Podczas pierwszego spotkania połączenie zajęło mi… 40 minut. Nadal nie wiadomo, co było przyczyną. Link zadziałał dopiero po kilkudziesięciu minutach link. Czy profesor zaliczył mi obecność – tego nie wiem. Na szczęście potem nie było już takich problemów z tym konkretnym wykładem.

Podczas innych zajęć z kolei pan doktor postanowił puścić nam… film. Miało to wyglądać tak, że prowadzący uruchamia wideo na swoim komputerze, a następnie udostępnia nam ekran. Domyślacie się, jak to się skończyło. Film się zacinał, momentami nie było nic słychać, ostatecznie więc każdy miał obejrzeć produkcję na własnym sprzęcie. Tytuł nie jest jednak dostępny za darmo w Internecie, pojawił się zatem kolejny problem – jak wysłać taki wielki plik? Ostatecznie udało się. Ale straciliśmy na to mnóstwo czasu.  

Jak pastwić się nad studentami
Jedne z najbardziej spędzających mi sen z powiek zajęć to ćwiczenia, które polegają na tym, że prowadzący pokazuje nam na swoim komputerze, jak korzystać z programu do tworzenia… map. Nie pytajcie mnie, co takie zajęcia robią na psychologii. Niestety, niemożliwe jest jednoczesne wykonywanie poleceń w programie – no chyba, że ktoś ma dwa komputery albo dwa ekrany. Pozostaje więc robienie wszystkiego po prezentacji prowadzącego. Zajmuje to bardzo dużo czasu. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek poświęcała tyle godzin i straciła tyle łez na jakiekolwiek zajęcia na studiach. Tymczasem ostatnio wykładowca pokazał moją pracę jako przykład, jak NIE powinna wyglądać mapa. Gdy usłyszałam: "Widać, że ta osoba nie poświęciła zbyt wiele czasu na to zadanie", miałam ochotę rzucić kapciem w ekran. Ostatecznie moja agresja wyładowała się nieco inaczej, bo w postaci płaczu. Choć na końcu języka miałam słowa: "Fajnie, że pastwił się pan nad moją pracą. Ulżyło panu?". Zachowanie prowadzącego było bezczelne i nie muszę chyba mówić, jak bardzo demotywujące. Czy takie zdarzenie miałoby miejsce, gdybyśmy nie mieli zajęć zdalnych? Trudno powiedzieć. W sumie jak komuś brakuje empatii i zwykłego poczucia przyzwoitości, to nie ma tu raczej znaczenia forma odbywania się zajęć.

Szybkie testowanie 
Ale zajęcia zdalne to nie wszystko. Mam za sobą także wirtualny egzamin. Trwał 10 minut, a zawierał 9 pytań zamkniętych i 1 otwarte. Przyznaję, że przed takim testem online stresowałam się bardziej niż przed zwyczajnym egzaminem – chociaż teoretycznie mogłam mieć pod ręką notatki. W praktyce jednak czas rozwiązania wystarczył zaledwie na przeczytanie pytań i zaznaczenie. A wyobrażacie sobie, co by było, gdyby akurat Internet odmówił współpracy? W Małej Nieszawce ma to miejsce dość często – zdarzyło się także podczas jednych ćwiczeń.

Niektórzy dają radę
To moje spostrzeżenia. Wiem, że niektórzy mają podobne, inni – jeszcze gorsze. Wykładowcy wysyłają studentom mnóstwo zadań, mimo że nigdy wcześniej tego nie robili. Często sami prowadzący nie wiedzą, jak się zachować w tej sytuacji – na nich też ona spadła jak grom z jasnego nieba. Niektórzy stają na wysokości zadania. Jeden z nauczycieli mojego brata nagrywa im krótkie, bardzo ciekawe filmiki na YouTubie. Podobnie postępuje część wykładowców z mojej uczelni. Dbają nawet o zmianę scenografii. ;) Nagrania można obejrzeć w dowolnym momencie, a czas ich trwania pozwala się skoncentrować.  

Zajęcia zdalne wydają się bardzo wygodne. Nie musisz nigdzie jechać. Nie musisz się ubierać, malować ani czesać. Właściwie to nawet słuchać nie musisz. Wystarczy, że postawisz laptopa i zajmiesz się czymś innym. Ale w praktyce to nie bajka.

Pewnie teraz bałabym się wrócić na uczelnię. Więc zajęcia zdalne pozostają jedyną opcją. Tylko jak przeprowadzić je w sposób efektywny, w sposób jak najmniej stresujący? Pewnie nie tylko ja zadaję sobie to pytanie.
Dajcie znać, jakie Wy macie doświadczenia z zajęciami zdalnymi!
Sara

czwartek, 23 kwietnia 2020

Za czym tęsknicie?



Półtora miesiąca w domu. Półtora miesiąca bez wizyt u babci, bez podróży, bez jedzenia na mieście. Za to z ogromną dozą niepewności, strachu, stresu i dużą dawką pytań – co będzie dalej?

Za czym tęsknicie najbardziej? Za wizytami na siłowni? Seansami w kinie? A może za kawą na mieście? Czy tęsknicie za spokojnym życiem, w którym można cokolwiek zaplanować? Bo ja bardzo.

Dla mnie wolność to jedna z najważniejszych wartości. I cały czas ciężko mi pogodzić się z tym, że ktokolwiek może ją ograniczać. I chociaż wiem, że robię to dla swojego zdrowia i zdrowia innych, gdzieś z tyłu głowy czai się myśl: tak bym chciała wyjechać. Tak bym chciała wrócić do normalności.

Szkoda, że nikt nie może dać mi gwarancji, że za tydzień, miesiąc, pół roku wszystko będzie jak dawniej. Że nie będę musiała bać się o to, że zachoruję. Że będę mogła kupić bilety i polecieć, dokąd chcę i kiedy chcę. Tymczasem teraz nawet nie wiem, czy w przyszłym tygodniu dalej mamy zajęcia zdalne na studiach. Oczywiście – zapewne tak. Ale oficjalnych informacji nie ma.

Boli mnie to, że może kolejne miesiące będziemy chodzić w maseczkach, w których trudno się oddycha. Martwi mnie to, że właściwie w każdej chwili ktoś z mojej rodziny może się zarazić koronawirusem.

Ale gdyby ktoś spytał mnie, za czym tęsknię najbardziej, to wahałabym się między dwoma odpowiedziami. Za normalnym kontaktem, w którym mogę przytulić się do mamy, mając pewność, że się nie zarażę. I za pewnością. Bo teraz niczego nie można być pewnym.

Oczywiście, że tęsknię za escape roomami, za latte, za wizytami u babci, za planowaniem podróży, za wychodzeniem z domu tak po prostu, bez zastanowienia, czy na pewno to konieczne. Szkoda, że nikt nie może mi powiedzieć, kiedy to wszystko wróci. Właściwie to tęsknię nawet za zwyczajną wizytą w Lidlu, podczas której swobodnie przyglądam się półkom, nie robiąc zakupów tak, jakby mnie ktoś gonił. Teraz goni mnie wirus.

Dzisiaj zastanawiałam się, kiedy podróżowanie stanie się z powrotem bezpieczne. Pewnie dopiero, gdy wynajdą szczepionkę. Kilka miesięcy bez wyjazdów to dla mnie tortury. Siedzenie w domu wpływa okropnie na mój nastrój. A najgorsze jest to, że samopoczucia nie może poprawić nawet perspektywa wyjazdu. Bo na razie te perspektywy są znikome.

Cieszę się, że moja rodzina jest zdrowa, że mam pracę. Jestem za to bardzo wdzięczna. Ale czasami jest naprawdę ciężko. Wydaje mi się, że sporo zależy od charakteru. Są tacy, którzy chcą, muszą wiedzieć. Bo inaczej usychają.  

Za czym Wy tęsknicie?
Sara

poniedziałek, 23 marca 2020

Co robić samemu w domu w czasie kwarantanny? - 50 pomysłów


Nie potrafię śpiewać, tańczyć, rysować ani zwinąć języka w rurkę. Jestem beztalenciem sportowym i technicznym. Ale mam jedną zaletę: kreatywność. I w tych trudnych czasach dzielę się nią z Wami!

Ciężko jest przetrwać dwa tygodnie bez wychodzenia z domu. A co dopiero dłuższy okres. Ale trzeba. Zróbmy to dla siebie, dla naszych bliskich, znajomych, dla drugiego człowieka. Dzięki naszemu pozostaniu w domu ktoś inny może pozostać na tym świecie.

Co jednak robić samemu w domu np. w czasie kwarantanny? Zebrałam dla Was 50 pomysłów.


1. Nauczcie się tańczyć układ do "Skibidi", "Delicate" albo "Hit Me Baby One More Time". Dla najtwardszych zostaje "Thriller". Zalecam robić to przy zasłoniętych oknach. 


2. Adoptujcie jakieś zwierzę wirtualnie. Np. fokę. Albo sowę. Opcji jest całkiem sporo - możecie wybrać zarówno polski oddział WWF, jak i organizację spoza granic naszego kraju, chociażby Seal Rescue Ireland. Nie każdy to wie, że adoptować wirtualnie można nie tylko koalę, lecz także takie zwierzęta jak niedźwiedzie, delfiny albo psy i kotki .
3. A może zrobicie coś własnymi rękoma? W sensie nie kanapkę. Tylko np. czapkę. Albo takie siateczki na warzywa wielokrotnego użytku - przydadzą się podczas wyprawy na zakupy. A jeśli chcecie zrobić coś, co przyda Wam się w czasach epidemii, polecam domowy płyn do dezynfekcji - w necie krąży sporo przepisów.

4. Czytajcie książki papierowe i e-booki. Teraz Empik Premium macie przez 60 dni za darmo. I niestety sieć nie zapłaciła mi za tę wzmiankę (a szkoda! Mogłaby odwdzięczyć się książkami :D). W Empik Premium czeka na Was 11 tys. e-booków i audiobooków. Możecie też zamówić książki z bezpłatną dostawą do domu (od 40 zł).

5. Słuchajcie podcastów i audiobooków. Ja akurat zupełnie nie potrafię się skupić, gdy ktoś tam do mnie gada, a ja go nie widzę (o dziwo, nie dotyczy to rozmów przez telefon). Ale wiem, że teraz powstaje mnóstwo ciekawych podcastów - tematyka dowolna, od ekonomii począwszy, poprzez organizację czasu, na "Ja i moje przyjaciółki idiotki" skończywszy. 

6. Pobawcie się z Waszymi zwierzakami i zadbajcie o nie! Wyczeszcie kociaka, wykąpcie psiaka i zróbcie im domowe SPA. Na co dzień zwykle odkłada się takie czynności jak wyczyszczenie uszu mruczkowi. Teraz jest na to sporo czasu. 
7. A jeśli nie Waszym pupilom, to może zrobicie domowe SPA sobie? Przygotujcie domowy peeling albo po prostu wydepilujcie nogi i wymodelujcie brwi. Żeby podczas kwarantanny nie czuć się jak chewbacca. 

8. Róbcie listy! Listy rzeczy, które zrobicie, gdy epidemia się skończy, listę miejsc, które chcecie w przyszłości odwiedzić, listę rzeczy, w których jesteście dobrzy. Cokolwiek, co podniesie Was na duchu. 

9. Oglądajcie filmy. Netflix, VOD, Player i telewizja czekają. Sporo programów zostało zawieszonych z powodu koronawirusa, w zamian za to mają lecieć filmy. Może wreszcie puszczą coś innego niż "Titanic" i "Sami swoi"?

10. Wyśpijcie się. Nie nastawiajcie budzika i po prostu spróbujcie się trochę zregenerować.

11. Zróbcie gruntowne porządki w szafie z ubraniami. Pozbądźcie się tego, co za małe/za duże/za krótkie/za brzydkie. Przyszyjcie w końcu ten odpruty guzik.

12. Poćwiczcie. Nie musicie z Chodakowską. Równie dobrze sprawdzi się zumba, joga albo jakiekolwiek ćwiczenia, które nie wywołają u Was miliona przekleństw. Te domowe ćwiczenia, gdy nie mamy możliwości wychodzenia z domu, są szczególnie ważne. Na co dzień robimy chociaż trochę kroków w drodze z parkingu i z powrotem do samochodu. A teraz nic. Trzeba to jakoś nadrobić. 

13. Umyjcie okna dla Jezusa wirusa. Możecie wykorzystać przy tym jakiś nowy sposób np. woda z octem. Podobno gdy użyje się tej mikstury i szmatek z mikrofibry, to jakoś mniej się te szyby mażą. 

14. Wypróbujcie jakiś nowy przepis z Internetu albo z książki kucharskiej z Lidla, na którą zbieraliście naklejki, a później ani razu z niej nie skorzystaliście. To dobry czas, by wprowadzić jakąś nową potrawę do menu. W końcu mamy dużo czasu, by ją przygotować. A wcześniej przecież zrobiliśmy ogromne zapasy w sklepach. Prawda? 

15. Odkurzcie Wasze płyty DVD i sprawdźcie, co się na nich kryje. Czyżby High School Musical? A może Camp Rock? Nasza szafka z płytami DVD skrywa wszystkie części Harry'ego Pottera i wesele rodziców. No i wspomniany High School Musical. Wszystkie części.

16. Pooglądajcie albumy rodzinne. Zastanówcie się, czy rozpoznajecie wszystkich krewnych.
17. Posprzątajcie dom. Ale tak gruntownie. Odsuńcie łóżko i sprawdźcie, czy znajdziecie tam ładowarkę/zakładkę do książek/10 zł (niepotrzebne skreślić).

18. Urządźcie kąpiel swoim kwiatkom. Od czasu do czasu warto je wstawić do wanny albo pod prysznic i porządnie zlać. 

19. Wciągnijcie się w jakiś serial. Teraz bezkarnie można lecieć sezon za sezonem. I przypominam, że nie tylko Netflix ma fajne produkcje. Mnie ogromnie wciągnęła tvnowska "Pułapka" i "Pod powierzchnią".

20. Pomalujcie, porysujcie i nie myślcie, że to głupie. Ja np. jestem totalnym beztalenciem artystycznym, a ostatnio naszkicowałam swojego kota. Jak oceniacie podobieństwo?
21. Przejrzyjcie szafy – może znajdziecie gdzieś nierozwiązane krzyżówki albo sudoku? Albo wykreślanki, które kupiliście na długą podróż samolotem, ale na wycieczkę nie wzięliście ze sobą długopisu.

22. Śledźcie strony na Facebooku. Część z nich organizuje darmowe koncerty online, spotkania autorskie, a niektóre np. te dotyczące escape roomów codzienne publikują zagadki.

23. Napiszcie coś. Wiersz, opowiadanie, haiku. Może akurat coś Wam leży na duszy? Może musicie wyrzucić z siebie tę frustrację?

24. Zwiedźcie muzea. Wirtualnie! Swoje wnętrza udostępniają przez Internet m.in. Luwr, Muzeum Salvadora Dali czy Muzeum Powstania Warszawskiego.

25. Urządźcie sobie karaoke na YouTubie. Włączcie piosenki z tekstem. Tylko zamknijcie dobrze okna.

26. Przejrzyjcie swoją kolekcję. Nieważne, czy to kubki, pocztówki czy kapsle od piwa. Zróbcie z nimi porządek, przetrzyjcie, jeśli trzeba. I zastanówcie się, czy nadal chcecie to zbierać. 
27. Posprzątajcie pulpit. Niech będzie widać tego słodkiego kociaka z tapety. A nie tylko jego ogon.

28. Ogarnijcie szafkę z lekami, z kosmetykami i zróbcie gruntowny remanent. Sprawdźcie, czy nie macie czegoś, co pamięta jeszcze czasy Blog 27. 

29. Przeglądnijcie zdjęcia na komputerze i wybierzcie te, które wywołacie. A jeśli nie chcecie mieć fotografii w wersji tradycyjnej, po prostu zróbcie trochę miejsca na dysku. 

30. Zróbcie remont. Wiem, że wiele osób się teraz za to wzięło. Jeśli nie macie potrzeby kucia ścian, to może trochę poprzestawiajcie meble albo powieście kilka fotografii na ścianie.

31. Zagrajcie w jakąś grę z poprzedniej epoki np. Simsy albo Tetrisa. I przypomnijcie sobie, jakie to fajne.

32. Ułóżcie wieżę z Jengi. Albo z papieru toaletowego (skoro już macie zapas).

33. Poćwiczcie swoje skupienie i pozaznaczajcie w artykule w gazecie (może być też program telewizyjny, ewentualnie gazetka z Biedronki) wszystkie literki "r".

34. Odpocznijcie od Internetu. Chociaż przez jeden dzień. Odpocznie przede wszystkim Wasza głowa.

35. Zróbcie porządek w papierach bądź fakturach. Wiem, to okropny punkt. Ale potem możecie nic nie robić.

36. Pogadajcie z bliskimi przez telefon, na messengerze albo na skajpaju. Ta cała epidemia wzmaga poczucie samotności. Warto więc kontaktować się z innymi na wszelkie sposoby, byleby nie na żywo.

37. Pooglądajcie kompilacje na YouTubie "najlepsze piosenki z Eurowizji". Mnie to zawsze odpręża. 

38. Zróbcie coś na zapas. Przetwory, pierogi albo notatki do pracy magisterskiej. Może się przydadzą. 

39. Wyrzućcie niepotrzebne pliki z komputera i zbędnych znajomych z Facebooka. Skoro tak dużo czasu spędzamy w wirtualnym świecie, to dlaczego mamy mieć tam syf? Warto od czasu do czasu odlajkować część stron na Facebooku, które polubiliście kiedyś przez przypadek, biorąc udział w konkursach albo robiąc przysługę znajomemu. 

40. Zagrajcie na PlayStation, xboxie albo… Nintendo. Kto jeszcze ma Mario?

41. Poukładajcie puzzle. Ja właśnie zamówiłam zapasik. Układanie bardzo mnie relaksuje. Nie wybieram sobie jakichś wielkich wyzwań typu puzzle 5000 części. Zwykle stawiam na 1000 kawałków.
42. Zróbcie próbny makijaż. Może być halloweenowy.

43. Przejrzyjcie stare notatki, zeszyty i uświadomcie sobie, że nigdy już z nich nie skorzystacie. Pamiętam, jak Maciek wyrzucał swoje próbne wydruki prac magisterskich. Było ich tyle, że do dziś używam niektórych jako tzw. kartek drugiej szansy i robię na nich notatki. 

44. Pooglądajcie filmiki z chow chowami lub kotami na YouTubie. Zapraszam też na Instagrama - mojego i Nicolasa. Tam też znajdziecie urocze fotki i nagrania z hopsania.

45. Zadbajcie o swoje zdrowie. Pijcie dużo wody, bierzcie witaminy i pamiętajcie, że czasami wypada się wyspać. Dobra odporność jest teraz na wagę złota. 

46. Zjedzcie śniadanie w łóżku. Podajcie je sobie na tacy. Ostatecznie może być też tablet na pierogi albo deska do prasowania (wiem, że dobrze się też sprawdza jako home office). 

47. Wyprasujcie to wszystko, co zalega w szafie od miesięcy. Żartowałam.

48. Zróbcie to, na co zwykle nie macie czasu. Cokolwiek to jest. To może być głupia, mała rzecz jak odpisanie na jakiegoś maila czy wyniesienie czegoś na strych. Zróbcie to, niech nie zajmuje więcej Waszych myśli. 

49. Zaplanujcie, co będziecie robić, gdy epidemia się skończy. Kino, teatr, lody na mieście, piknik w parku? Niech Was to podniesie na duchu.

50. I pamiętajcie, że nie musicie przeznaczać tego czasu na samorozwój i naukę pięciu języków.

Trzymajcie się zdrowo!
Sara

piątek, 20 marca 2020

8 rzeczy, które zrobię, gdy epidemia koronawirusa się skończy


Nie wiem, czy to będzie kwiecień, maj, a może dopiero czerwiec? Ale myślenie o tych rzeczach podtrzymuje mnie na duchu.

1. Kupię bilety na "Aidę". 

Te, które tak dzielnie upolowałam na początku roku, niestety przepadną. Zobaczenie spektaklu w Teatrze Roma jest jednym z moich celów na ten rok. Właściwie to bilety na kolejne miesiące można kupić już teraz, ale życie to obecnie jedna wielka niewiadoma, przyznacie? Właściwie nic nie można zaplanować i człowiek niczego nie jest pewien.
2. Kupię bilety na "Miss Saigon". 

To również mój cel na 2020. Nie ma jednak informacji, kiedy odbędą się kolejne spektakle – może dopiero w październiku.

3. Zaplanuję kolejną podróż. 

Jak dobrze, że udało mi się jeszcze polecieć na Cypr przed rozpętaniem się epidemii koronawirusa w Europie. Trochę mniej dzięki temu jęczę i narzekam. W co będę celować, gdy nie będzie już takiego zagrożenia i zamkniętych granic? Prawdopodobnie w kilkudniową podróż po Bałkanach – chciałabym wykorzystać moje wygrane bilety Flixbusa.
4. Kupię kawę lawendową w kawiarni. 

Niektóre z lokali gastronomicznych sprzedają obecnie jedzenie na wynos. Ale ja wolę nie wychodzić z domu.
5. Spotkam się z przyjaciółmi. 

Zarówno tymi z Torunia, jak i tymi z Warszawy. Teraz piszemy na Facebooku, ale rozmawiamy też przez telefon albo dzwonimy do siebie na messengerze. Mam wrażenie, że koronawirus sprawia, iż jesteśmy bardziej samotni. Czujemy się bardziej samotni. Moja kumpela ze studiów wysłała mi obrazek idealny obrazujący obecną sytuację:
Ja nie jestem typem człowieka, który każdy wieczór spędza ze znajomymi w klubach. Rzadko wychodzę. Lubię siedzieć w domu. Ale teraz brakuje mi kontaktu z innymi ludźmi. Martwię się o nich. Dobija mnie też perspektywa tego, że nie wiadomo, ile ta cała sytuacja potrwa.

6. Wypożyczę kilkanaście książek z biblioteki. 

Przed zamknięciem uczelni wypożyczyłam zdecydowanie za mało książek. Przedwczoraj zamówiłam jakieś zapasy z Empiku, ale na ile starczą? Na pewno krócej niż zapasy papieru toaletowego… Gdy tylko otworzą biblioteki, ruszam na łowy.
7. Nadrobię zaległe wizyty u lekarzy, które mi odwołali. 

To postanowienie może brzmi śmiesznie. Ale przez koronawirusa przepadła mi chociażby wizyta u specjalisty, na którą czekałam dwa miesiące. Chciałam zrobić rutynowe badania, sprawdzić, czy wszystko w porządku. To musi poczekać. Prawdopodobnie odwołam też dentystę – trochę się naczytałam historii w stylu: "ginekolog miał koronawirusa. Przyjął 141 pacjentek".

8. Obejrzę film w kinie. 

Ciekawe, czy za 3 miesiące nadal będą grali to, co teraz…?. Przed epidemią chciałam iść na "Doktora Dolittle", myślałam też o "Emmie". To trochę dziwne, gdyby w maju albo w czerwcu nadal grali to samo w kinach… Ale nawet jeśli puszczą nowe filmy, na pewno znajdę coś dla siebie. Obecnie trochę ratuję się Netflixem.
Niestety, na razie nie mogę napisać, że pojadę na Openera. Wczoraj odwołali Eurowizję. Czy Openera czeka to samo?
Dajcie znać, co Wy zrobicie, gdy skończy się ta okropna epidemia!
Sara

środa, 18 marca 2020

Koronawirus: Kronika z czasów zarazy



Ludzie się chwalą, ile to teraz czytają książek, mówią, że odkurzyli gry planszowe i wreszcie mają czas na remont. A jak to wygląda u mnie?


Czwartek, 12 marca.
Jako rasowa dziennikarka poluję na puste półki w sklepach. Cały dzień spędzam na pracy i jakoś nie mam czasu myśleć o koronawirusie. W głowie huczy mi tylko pytanie – czy wypożyczyłam wystarczająco dużo książek? Kończę pierwszą.

Piątek, 13 marca.
Długo zastanawiam się, czy wyjść z domu na pocztę. W końcu gdy postanawiam, że nie mam innego wyjścia, jadę do miasta. Myślę sobie – zapłacę kartę i zachowam odległość od innych klientów. Nie spodziewam się, że wdam się w pyskówkę ze starszą panią. Na poczcie była taka kolejka, że zdecydowałam się stanąć na dworze (obecnie to już normalka). Kiedy tłum się przerzedził, weszłam do środka. Za mną grupa dzikich pań. Jedna z nich zaapelowała, że może tak byśmy się ścisnęli i przesunęli, bo ona tu na drzwiach stoi. Na co ja zasugerowałam jej, że mogła stanąć na dworze jak ja. W odwecie usłyszałam, że powinnam być w szpitalu, skoro mam jakieś objawy!!! Na co ja spokojnie odpowiedziałam, że młodzi chorują bezobjawowo, więc wolę dmuchać na zimne i zachować odległość - a ona chyba nie chciałaby, abym ją zaraziła, prawda? Babka na to, że skoro wróciłam z zagranicy, to powinni mnie zbadać!!! Łaskawie poinformowałam ją, że za granicą nie byłam. Ale i tak skończyło się na wzajemnych wyzwiskach. Ciekawe, co teraz mówi ta kobieta, gdy idzie do apteki, na pocztę albo nawet do zwykłej Biedronki. Czy też każe ludziom się ścisnąć?

Sobota, 14 marca.
Postanawiam, że trzeba wykorzystać jakoś ten wolny czas i posprzątałam pokój. Myślałam, że przy okazji przesłucham po raz enty całą dyskografię One Direction. Ale jakoś wyjątkowo krótko sprzątałam i starczyło tylko na jedną płytę. Tego dnia ruszam też do sklepu zoologicznego z obawą, że go zamkną. Robię zapasy dla Nicosia, który niebawem będzie już dorosłym kotkiem.

Niedziela, 15 marca.
Dowiaduję się, że zawieszają Twoja Twarz Brzmi Znajomo. Nawet to mi nie pozostało w tym trudnym czasie. W sumie to w weekend nie mogłam się doczekać poniedziałku, bo wiedziałam, że zajmę myśli pracą. Jednocześnie obawiałam się, jak poradzę sobie, pracując zdalnie. Jedynym momentem w weekend, gdy nie myślałam o epidemii, było półtorej godziny z Netflixem i "Lady Bird" (polecam Wam ten film. Niby o niczym, ale bardzo przyjemnie się ogląda). Kończę drugą książkę.

Poniedziałek, 16 marca.
Uczesałam się, bo myślałam, że będzie jakaś wideokonferencja w pracy. Nie było. Spędziłam dzień na pisaniu o koronawirusie. Byłam pewna, że skoro akurat przypada mój dyżur, to na bank ogłoszą pierwszy przypadek zakażenia w Toruniu. Ale tym razem szczęście mi dopisało.

Wtorek, 17 marca.
Znowu praca. W sumie to cieszę się, że mogę pracować z domu. I akcent pada tu zarówno na "z domu", jak i na "pracować". Gdybym miała przez dwa tygodnie nic nie robić i tylko zastanawiać się, kiedy ta cała epidemia się skończy, to dostałabym szału i potrzebowała psychoterapii. Więc cieszę się, że mogę rozruszać szare komórki i pisać, i informować ludzi. Praca dziennikarki bywa męcząca, nieprzewidywalna i ekscytująca jednocześnie. Ale coś mi się wydaje, że do tego zostałam stworzona. Wieczór spędziłam na oglądaniu wszystkich zwycięzców Eurowizji od 1956 roku. A potem wszystkich wykonawców, którzy byli na podium.

Środa, 18 marca.
Wyszliśmy na spacer do lasu, aby złapać trochę powietrza. I to było cudowne i zbawienne. Przyjechał kurier, który stanął kilka metrów ode mnie (i dobrze! Ani on nie naraża mnie, ani ja jego). Przywiózł matę dla Nicolka. Nie do ćwiczenia jogi (chociaż w sumie…). Po 8 miesiącach stwierdziłam, że muszę kupić matę pod kuwetę, bo to codziennie odkurzanie żwirku naprawdę bywa irytujące. Zastanawiam się, czy jednak nie zrobić zapasów książek. Teraz Empik wprowadził Empik Premium za darmo na dwa miesiące, więc jednak robię zakupy. Obecnie nie ma możliwości odbioru zamówień w salonie, ale z Empik Premium dostawa do domku od 40 zł jest za darmo.

I tak mija mi ten czas zarazy. Pewnie niedługo ogłoszą, że dwa tygodnie zamienią się w miesiąc.
Cały czas mam nadzieję, że moja mama się nie zarazi. Ona musi chodzić do pracy. Ale jak już ona się zarazi, to wszyscy w domu będziemy chorzy. Może uda się przejść to bezobjawowo.

Przyznam Wam się, że kiepsko znoszę ten okres. Nie traktuję go jak wakacji czy ferii. Wydaje mi się, że ja po prostu kiepsko znoszę ograniczanie wolności. Pewnie nie przetrwałabym więzienia. Wszyscy mówią o tym, że teraz jest czas na nadrabianie zaległości książkowych, czas na samorozwój, czas na spędzanie czasu z rodziną… Tyle że ja to wszystko robię normalnie, na co dzień. Teraz też to robię, tylko z tą natrętną myślą z tyłu, że po świecie hula wstrętny wirus i wielu ludzi umiera.

Każdego dnia myślę, co zrobię, gdy skończy się już ten okropny czas lęku. I pewnie napiszę Wam o tym w kolejnym poście.
Co robicie, jak sobie radzicie?
Sara

piątek, 13 marca 2020

Koronawirus z różnych perspektyw



Tak jakoś głupio pisać o podróżach w tym okropnym czasie. Nawet tych odbytych. Bo przecież w najbliższym czasie raczej nigdzie nie polecimy, prawda? Robię więc przerwę od relacji z Cypru.

Zebrałam  w tym poście moją garść przemyśleń. Smutnych, niepewnych, przesyconych koronawirusem. 

Koronawirus z perspektywy studentki 

Zajęcia odwołane. Niby na dwa tygodnie, ale możliwe, że na dłużej. Nikt nie wie na ile. Na moim wydziale nie odbędą się zajęcia przez Internet, e-learningu też nie będzie – przynajmniej przez najbliższy czas. A co potem? Tego nie wiadomo. W kolejnych tygodniach miałam pisać egzamin z prawa autorskiego i uczestniczyć w zblokowanych zajęciach, które mają miejsce tylko trzy razy w semestrze. To wszystko musi zostać przesunięte. Tylko na kiedy? Może przyjdzie nam powtarzać cały semestr? U mnie na roku właściwie mało kto się ucieszył z odwołanych zajęć. Raczej nikt nie pomyślał: "Łiii, wolne!" Tylko: "To teraz będziemy chodzić na uczelnię w wakacje?" Rozumiemy jednak, że takie zarządzanie ma pomóc w rozprzestrzenianiu się wirusa i była to decyzja niezbędna.

Koronawirus z perspektywy podróżniczki

Jeszcze przed wylotem na Cypr kupiłyśmy z mamą maseczki. Ostatecznie jednak ich nie użyłyśmy, tym bardziej że osobom zdrowym nie zaleca się noszenia ich na co dzień. Gdy leciałyśmy na Cypr, sytuacja w Europie była jeszcze w miarę spokojna. Dopiero po naszym powrocie wirus zaczął się mocno rozprzestrzeniać. Na szczęście w tej chwili nie mam kupionych żadnych innych biletów, nie muszę się więc zastanawiać, co ze zwrotami itp. Ale nie planuję też kolejnych podróży, zarówno na bliski czas, jak i na odleglejszy termin. Niektórzy twierdzą, że teraz powinno się latać do miejsc, w których wirusa nie ma. Serio? I zarazić tych, którzy są zdrowi? To by była skrajna nieodpowiedzialność i chamstwo z naszej strony. Moim zdaniem teraz nie powinno się lecieć nigdzie. Ograniczmy przemieszczanie się. Nie popieram też pomysłu, by kupować bilety np. na maj. Nie umiemy przewidzieć, jak sytuacja się rozwinie. Może linie lotnicze odwołają nasz lot, może czeka nas kwarantanna na miejscu albo zamknięte zabytki… Według mnie nie ma co ryzykować. Tym bardziej że w tanich liniach zmiana terminu wylotu zwykle kosztuje. Tak samo nie jestem skłonna, by teraz rezerwować wycieczki, bo są tańsze, a później rzekomo zdrożeją. Po co to robić, nie mając pewności, że będzie można gdzieś lecieć? Nawet największy polski portal podróżniczy Fly4Free wydał oświadczenie o niepublikowaniu ofert z terminem szybszym niż 1 czerwca. Choć zamieszczanie informacji o wyjazdach to przecież ich sposób na zarobek. Nie powinnam wypowiadać się pozytywnie o Fly4Free, bo przecież oni poinformowali mnie, że nie potrafię pisać :D Ale chyba jednak umiem to robić, skoro obecnie pracuję w największym toruńskim dzienniku.

Koronawirus z perspektywy dziennikarki

A jeśli o pisaniu mowa, myślę, że warto wspomnieć o tym, jak ta cała sytuacja wpłynęła na moją pracę dziennikarską. Wiadomo, że media dużo piszą o koronawirusie. Niektórych to denerwuje, inni posądzają nas o sianie paniki. Ale rolą mediów jest informowanie i pokazywanie różnych aspektów sytuacji. Będziemy pisać o koronawirusie, bo ludzie potrzebują wiedzy. Na szczęście mamy możliwość pracy zdalnej z domu.
Z kolei jeśli chodzi o moją pracę w Jordankach, to wszystkie wydarzenia do końca marca zostały odwołane. Nie mam więc, o czym pisać, i co za tym idzie – nie zarobię. Ale w sumie to cieszę się, że taka decyzja zapadła. Duże zgromadzenia to jednak zawsze większe niebezpieczeństwo.

Koronawirus z perspektywy zwykłego człowieka

Pewnie, że się boję. Staram się nie panikować, ale przyznaję, że się boję. A chyba najbardziej przeszkadza mi niepewność. Ta sytuacja jest bezprecedensowa, nieznana, a człowiek boi się tego, co nieznane. Nie wiadomo, ile to wszystko potrwa i jak się potoczy. Nie można nic zaplanować – pozostaje siedzenie w domu. Miałam iść na koncert – odwołany. Miałam zobaczyć "Aidę" – spektakl odwołany. Miałam jechać na Openera i spełnić swoje marzenie – nie wiadomo, czy festiwal się odbędzie.

Boję się o moich najbliższych, szczególnie o mamę, która ma teraz styczność z tysiącami ludzi, którzy rzucili się na papier toaletowy i makaron.
W dziwnych czasach nam przyszło żyć. Ale błagam, nie bawcie się w koronachill. Myjcie ręce (możecie przy tym śpiewać "Białą armię", ale inne piosenki również są dozwolone). Jeśli nie musicie, nie wychodźcie z domu. I dbajcie o swoją odporność, bierzcie witaminy, wysypiajcie się.

Trzymam kciuki za to, by nie zwyciężyła ludzka głupota.
Sara
PS W tym całym gąszczu negatywnych informacji jedna wywołała we mnie ciepło.