Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 marca 2018

Najczęściej odwiedzane państwa świata


Jakiś czas temu pisałam o najrzadziej odwiedzanych państwach świata. Dziś mam dla Was listę tych najczęściej odwiedzanych w 2016 roku (według Światowej Organizacji Turystyki). 

Niestety nie udało mi się dotrzeć do najnowszych danych z 2017 roku. Szkoda, bo po przestudiowaniu statystyk z ostatnich lat zauważyłam, że między piątym a dziesiątym miejscem zmienia się kolejność lub też w pierwszej dziesiątce pojawiają się zupełnie inne kraje (np. Rosja). 

Ponownie chciałabym ubarwić ten post pocztówkami. Co ciekawe w pierwszej dziesiątce nie ma żadnego państwa afrykańskiego ani południowoamerykańskiego. Również kraje Australii i Oceanii nie należą do najczęściej odwiedzanych. To gdzie w takim razie jeździmy i latamy najczęściej?

NAJCZĘŚCIEJ ODWIEDZANE KRAJE W 2016 

10. Turcja (Europa & Azja). W 2016 roku kraj ten odwiedziło 30 milionów osób. Ja sama do Turcji jeszcze nie dotarłam, chociaż prędzej czy później pewnie to się zmieni, ponieważ Turcja zaliczana jest do państw europejskich. A z racji tego, że marzę o tym, by odwiedzić wszystkie stolice europejskie (na razie 17 odhaczonych!), i do Ankary będę musiała kiedyś zajrzeć. Chociaż, szczerze mówiąc, o wiele bardziej pociąga mnie Stambuł z majestatyczną Hagią Sophią i tysiącami kotów czy Pamukkale ze słynnymi, wapiennymi tarasami.
9. Tajlandia (Azja). Czyli Chorwacja dla burżujów. ;) A tak serio to chciałabym zobaczyć Tajlandię, ale nie ciągnie mnie nad tamtejsze morze. Bardziej intryguje mnie, jak faktycznie wygląda Bangkok, czyli królestwo burdeli, sex shopów i innych uciech, i czy kontrast między takimi spelunami a świątyniami zwala z nóg. W 2016 roku prawie 33 miliony turystów zobaczyło Tajlandię na własne oczy. Ilu skorzystało z oferowanych tam usług – nie wiem. Z Tajlandii mam dwie pocztówki, obie już publikowałam na blogu, w tym oraz w tym poście.

8. Meksyk (Ameryka Północna). Przyznaję – do Meksyku w ogóle mnie nie ciągnie. Turyści zapewne przybywają do Meksyku, by zobaczyć słynne budowle cywilizacji Majów. Albo żeby po prostu poleżeć na plaży. ;) Ja mam inne priorytety. Ale warto zauważyć, że w 2016 roku Meksyk odwiedziło więcej turystów niż wszystkie pozostałe kraje na Karaibach – 35 milionów. Moją jedyną pocztówkę z Meksyku - za to jakże oryginalną - pokazywałam Wam tutaj

7. Niemcy (Europa). U naszych zachodnich sąsiadów byłam kilkakrotnie. Myślę, że trudno byłoby wymienić wszystkie miejsca warte zobaczenia w tym państwie - począwszy od Berlina, poprzez zamek Neuschwanstein, skończywszy na katedrze w Kolonii. Na pewno mnóstwo osób odwiedza Niemcy przy okazji Oktoberfest czy bożonarodzeniowych jarmarków. Ja sama miałam okazję być dwa razy w stolicy kraju, a także na Tropical Island pod Berlinem. Do naszych zachodnich sąsiadów w 2016 roku wybrało się nieco ponad 35 milionów podróżujących.
6. Wielka Brytania (Europa). Okazuje się, że do Wielkiej Brytanii przyjeżdżają nie tylko ludzie szukający pracy, lecz także... estetycznych wrażeń ;) Londyn to cel wielu turystów (w 2016 roku blisko 36 milionów – to prawie tyle, ile mieszkańców liczy Polska), a także…  osób chętnych na zakupowe szaleństwo. Jednak Wielka Brytania to oczywiście nie sam Big Ben i królowa. Kraj ten słynie ze szkockich zamków, Stonehenge (podobno przereklamowane!) i mnóstwa innych atrakcji takich jak łaźnie w Bath. Ja odwiedziłam ten wyspiarki kraj kilka lat temu – spędziłam wówczas parę dni w Londynie. Ale marzy mi się jeszcze Liverpool!
5. Włochy (Europa). Sądziłam, że cudowna Italia znajdzie się na pierwszym miejscu, ale w 2016 roku odwiedziły ją "zaledwie" 52 miliony turystów. Ja sama zakochałam się w tym kraju pięć lat temu, spędzając czas na Sycylii, zwiedzając Pompeje oraz stolicę kraju. Do dziś pamiętam, jak nogi się pode mną ugięły, gdy zobaczyłam Koloseum po raz pierwszy. Po Włoszech można by podróżować przez miesiące, a może i lata. Zachwyt wielu turystów budzą miasta na północy kraju takie jak Wenecja, Mediolan, Werona czy Bolonia. Leniuchy mogą oczywiście odpocząć nad morzem w Rimini. ;)
4. Chiny (Azja). Chcielibyście odwiedzić ten kraj? Chiny nie są moim marzeniem, ale w 2016 odwiedziło je niecałe 60 milionów osób. Założę się, że spora część miała okazję przespacerować się po Wielkim Murze Chińskim, zobaczyć drapacze chmur w Pekinie, Zakazane Miasto czy Terakotową Armię.
3. Hiszpania (Europa). Gorąca Hiszpania cały czas przede mną. Do tej pory miałam okazję zobaczyć tylko piłkarzy z tego kraju. ;) Podróż do Hiszpanii jest dla mnie dość… problematyczna, bowiem chciałabym zwiedzić i Barcelonę, i Madryt – trudno mi wyobrazić sobie sytuację, gdy podczas jednej wycieczki nie odwiedzam któregoś z tych miast. A niestety wyprawa do obu za jednym zamachem jest dość kosztowana. Jednak Barcelona i Madryt to nie jedyne miejsca, które zachęcają turystów do odwiedzenia Hiszpanii. Do tego kraju przybywają również liczni pielgrzymi, chcący przejść Szlakiem Świętego Jakuba. Nie mogę też zapomnieć o Polakach wylegujących się na plażach Lloret de Mar i innych znanych kurortów. Hiszpanię w 2016 roku odwiedziło nieco ponad 75 milionów turystów.
2. Stany Zjednoczone (Ameryka Północna). Jak w kilku zdaniach opisać, co warto zobaczyć w tym ogromnym państwie? To niemożliwe. Ja po dwóch tygodniach spędzonych w USA czuję niedosyt. Chciałabym powrócić do Nowego Jorku. Ale Stany przyciągają nie tylko miłośników ogromnych metropolii, lecz także cudów natury takich jak Wielki Kanion Kolorado czy wodospad Niagara. Po USA można by podróżować przez miesiące i tak nie zobaczyć wszystkiego, co warte zobaczenia. W 2016 roku Stany Zjednoczone przywitały 75,6 milionów turystów.
1. Francja (Europa). Statystyki wskazują na to, że Wieża Eiffla fascynuje największą liczbę turystów (w 2016 do Francji przybyło 82,6 milionów ludzi). I nic dziwnego. Ale Francja to coś więcej niż Paryż – to urokliwe miasteczka w Prowansji czy Lazurowe Wybrzeże. Ja we Francji spędziłam zaledwie trzy dni i nie zdołałam nawet zobaczyć słynnego na cały świat Luwru... Na to muzeum trzeba zdecydowanie zarezerwować osobny dzień.
Czy coś jest dla Was zaskoczeniem? W których z tych krajach byliście, a które są na Waszej liście marzeń?
Sara
PS Pisząc tego posta, korzystałam z tej strony.

wtorek, 30 stycznia 2018

10 marzeń podróżniczych


W maju 2015 roku opublikowałam pamiętny post. Podzieliłam się z Wami listą moich podróżniczych marzeń. Myślę, że najwyższy czas ją zaktualizować.

Część miejsc z poprzedniej listy muszę wykasować, bo… udało mi się je odwiedzić! Inne z kolei już tak mnie do siebie nie ciągną, jak jeszcze dwa i pół roku temu.
Podczas tworzenia poprzedniej listy podróżniczej podzieliłam ją na kontynenty. Tym razem stwierdziłam, że spróbuję wybrać 10 miejsc, do których gdybym mogła, poleciałabym teraz, zaraz.

Zdecydowana czołówka

Nie musiałam się nad nią zbyt długo zastanawiać.

1. Nowy Jork, Stany Zjednoczone - na pierwszym miejscu miasto, w którym już byłam, ale które jest moim zdecydowanie ukochanym miejscem (poza moim własnym domem). Trochę konformistyczny wybór, wiem. Ale marzy mi się poznanie Nowego Jorku. Czuję niedosyt po mojej pierwszej wizycie w tym mieście, gdy Statuę Wolności oglądałam z odległości kilku kilometrów.
2. Jerozolima, Izrael - marzy mi się zobaczenie na żywo ortodoksyjnych Żydów. Gdziekolwiek jestem, staram się wynajdywać miejsca związane z judaizmem – synagogi, kirkuty, pomniki. Czas, abym w końcu odkryła centrum tej religii.

3. Dubaj i Abu Zabi, Zjednoczone Emiraty Arabskie - ktoś mógłby powiedzieć, że to kicz i komercja. Ale mnie fascynują drapacze chmur. Fascynują mnie metropolie. Poza tym często śmieję się, że intrygują mnie wszystkie religie, oprócz katolicyzmu, dlatego chciałabym zobaczyć meczety i arabską kulturę na żywo.
4. Moskwa i Sankt Petersburg, Rosja - w końcu jakaś stolica europejska. :D Ale nie tylko. Zawsze gdy myślę o wycieczce do Rosji, nie potrafię dokonać wyboru – czy wolałabym odwiedzić Moskwę, czy Sankt Petersburg? Najlepiej… oba. Marzy mi się zobaczenie na żywo Cerkwi Wasyla Błogosławionego, Pałacu Zimowego i Kremla.
5. Islandia - jeśli chodzi o ten kraj, nie chciałabym się ograniczać do Rejkiaviku. Bo to, co najbardziej warte zobaczenia na Islandii, to natura. Krajobrazy, gejzery, lodowce. Na Islandię nie wystarczy weekend.

Z kolejną piątką miałam trochę większy problem. Jak wiecie, moim największym marzeniem jest zobaczenie wszystkich stolic europejskich (stan na 30 stycznia 2018: 17 stolic). Jednak to nie one znalazły się w dalszej części rankingu.

6. Santorini, Grecja - w wiele bardziej niż Ateny wolałabym zobaczyć tę rajską, białą, malowniczą wyspę.

7. Piramidy i Sfinks, Egipt - nie chcę lecieć do Afryki, by leżeć plackiem na plaży. Chciałabym na żywo zobaczyć imponujące piramidy i Sfinksa. Czy faktycznie są takie ogromne?

8. Liverpool i Stonehenge - Beatlesów słucham od gimnazjum, super byłoby zobaczyć miejsca związane z tym zespołem. A co do Stonehenge – wydaje mi się, że to miejsce przyciąga mnie po prostu swoją tajemnicą.

9. Północne Włochy - mam tutaj na myśli Mediolan, Florencję, Weronę, Wenecję, Pizę… Marzy mi się powrót do Italii i objazdówka po tym kraju.
10. Zamek Neuschwanstein, Niemcy - To disnejowskizamek w Bawarii. Uwielbiam oglądać pałace i zamki, a Neuschwanstein nie tylko wygląda przepięknie – jest też położony w bajkowej, górskiej scenerii.
A jakie są Wasze największe marzenia podróżnicze?
Życzę Wam niezapomnianych podróży!

Sara

wtorek, 24 stycznia 2017

Pocztówki z podróżującego zeszytu



Kochani, stwierdziłam, że jestem Was coś winna. Nie pokazałam na blogu wszystkich pocztówek, które znalazłam w moim podróżującym zeszycie! Jedynie Muminki od Madzi i uroczego psiaka od Karoliny. A w zeszycie, który powrócił do mnie po 9 miesiącach, umieszczono naprawdę piękne kartki. Poprosiłam osoby wpisujące się, by, w miarę możliwości, włożyły do koperty pocztówki ze swoich miejscowości. 


Zaczniemy od samej północy czyli od widokówki z Gdańska. Agata przyznała, że powinna wysłać mi kartkę z Gdyni, bo to miasto o wiele bardziej jej się podoba. Ale ostatecznie zdecydowała, że do swojego wpisu załączy kartkę kupioną na Jarmarku Dominikańskim. Pocztówka posiada pieczątkę z tego słynnego jarmarku.


Od Ani (z którą nigdy się nie spotkałyśmy, mimo że studiowałyśmy w tym samym mieście! Koniecznie do narobienia ;)) otrzymałam dwie kartki. Jedną oczywiście z Torunia. Z cytatem Joanny Brodzik, z którą przeprowadzono wywiad dla Teraz Toruń: "A tak poza tym myślę, że macie najpiękniejszą starówkę w Polsce." Ania dołączyła również widokówkę z Bajerza, jej rodzinnej miejscowości. Co ciekawe pałac przedstawiony na pocztówce był kiedyś… domem Ani! Mieszkało w nim kilka rodzin. Gdy Ania wpisywała się do mojego zeszytu, w Bajerzu zaczęto wydobywać… ropę naftową! Nadawczyni kartki śmiała się, że ma małą Wieżę Eiffla za oknem. ;)


Marta umieściła w zeszycie malowaną pocztówkę z Gniezna. Napisała na niej: "Wiem, że pocztówki z Gniezna już masz, ale takiej zapewne nie…" Miała rację! Kartka bardzo mi się podoba.


Ania, moja pen palka, jest w tej samej sytuacji co ja – z miejscowości, w której mieszka, nie ma pocztówek. Żurawica nie posiada swoich kartek, Mała Nieszawka też nie. :( Przemyśl, w którym pracuje Ania, mam już w swojej kolekcji. Otrzymałam więc pocztówkę z Kalwarii Pacławskiej, miejscowości, o której wcześniej nie słyszałam.


Pocztówek z Krakowa nigdy dość! Za tę widokówkę serdecznie dziękuję Natalii.
Kiedy w końcu wrócę do Krakowa…?


Madzia, oprócz kartki z Muminkami, dołączyła do swojego wpisu pocztówkę przedstawiającą obraz Anastazji Fietisowej pt. "Smutna piosenka". Malarka uwieczniła na płótnie miejscowość Gietrzwałd, a konkretnie widok z perspektywy osoby siedzącej na przystanku autobusowym. Miasteczko, w którym mieszka Magda, nie posiada swoich widokówek… Ale nadawczyni kartki chce coś z tym zrobić, bo w Sząbruku znajduje się m.in. kościół, który odwiedził sam król Belgii.


Podróżujący zeszyt skrywał również kartki z… Niemiec. Ula mieszka obecnie w tym kraju. Na pocztówce możecie zobaczyć jeziora Schwarzwaldu oraz widoczki z Offenburga.

Dziękuję za wszystkie otrzymane kartki i… przepraszam, że pokazuję je tak późno! 
Pięknego tygodnia! 
Sara

środa, 28 grudnia 2016

Przełomy 2016 #1


Znowu? Ale że znowu koniec roku? Tak szybko? Nie spodziewałam się! :D Nie będzie przesadą, jeśli nazwę rok 2016 przełomowym. W moim życiu naprawdę wiele się wydarzyło. Kończący się właśnie rok zapamiętam jako 12 miesięcy zmian, a nie stagnacji. Jak było? Tradycją stało się już podsumowywanie mojego roku na blogu w postaci alfabetu.

A jak auto, którego jeszcze nie mam, ale którego usilnie poszukujemy z rodzicami od dwóch miesięcy. Prawko udało mi się zdać za drugim razem (za pierwszym przeszkodziły mi takie czynniki jak stres/nieumiejętność jazdy w deszczu/pani egzaminatorka). Nie sądziłam, że tak trudno jest znaleźć tani, niestary i sprawny samochód. Ale nie tracę nadziei. Zakładam, że  rok 2017 będzie niezwykły, bo wreszcie kupię sobie, za swoje pieniądze, własne autko!

B jak bal maturalny, którym niesamowicie się przejmowałam, a który – oprócz niesmacznego jedzenia – okazał się świetną zabawą. Chętnie bym to powtórzyła! Szczególnie tańce (nie umiem tańczyć, ale lubię to robić :D).

C jak CD. Przez długi czas płyty CD były dla mnie czymś, na co szkoda pieniędzy. Maciek trochę zmienił mój punkt widzenia. Przede wszystkim sam posiada kolekcję ok. 300 albumów muzycznych. Sprawił, że i mnie zaczęło sprawiać radość kupowanie, dostawanie, dawanie i słuchanie płyt. Śmieję się, że gdy zamieszkamy razem, będziemy mieli podwójne wydania płyt Fleetwood Mac i Taylor. :D


D jak dziewiętnastka. Ludzie wielką wagę przykładają do osiemnastych urodzin. Dla mnie każde urodziny są ważne. :) Te dziewiętnaste będę wspominać jako ostatnie "naste" święto spędzone z przyjaciółkami, chłopakiem, rodziną.



E jak egzaminy maturalne, które zdałam, haha. Dwa nawet na 100%. Jeeny, jak ja się stresowałam! Tak bardzo, że dzień przed maturą z polskiego nie mogłam nic przełknąć i leżałam na kanapie w salonie, oglądając "Kupiliśmy zoo". Nigdy nie zapomnę tego momentu, gdy dowiedziałam się, że zdałam maturę z wiedzy o społeczeństwie lepiej niż większość osób, które uparcie chodziły na zajęcia do C. Ja – jako urodzona buntowniczka – oczywiście je zbojkotowałam. Na dobre mi to wyszło.

F jak Francja. I Paryż! Bałam się. Choć jakby spojrzeć na to realistycznie w większości miejsc Europy Zachodniej nie jest w 100% bezpiecznie. Mimo że w niektórych momentach towarzyszył nam deszcz, wizytę w stolicy Francji będę wspominać z uśmiechem na ustach. Najchętniej robiłabym to jeszcze z croissantem w ustach.


G  jak gotowanie i pieczenie. Powiem Wam coś: dorastam! Nigdy nie gotowałam, nie smażyłam i nie piekłam tyle, ile w tym roku. Nauczyłam się przyrządzać wiele nowych potraw i to nie tylko śniadaniowych. Z własnej woli zaczęłam przeglądać przepisy kulinarne! Co to się dzieje…


H jak huśtawka nastrojów. Kilka tygodni temu w rozmowie ze znajomym streściłam mój rok w paru zdaniach. Ale po chwili dodałam, że właściwie zawsze po długim niewidzeniu się z kimś mówimy wyłącznie o swoich sukcesach i wielkich wydarzeniach. Nikt nie wspomina o chandrach, o spadkach nastroju, o słabszych dniach, o tym, że zdarzało mu się płakać. A ja o tym napiszę. Z nadzieją, że w przyszłym roku będę lepiej sobie radzić z moimi nastrojami.

I jak Instagram, który niezwykle pomógł mi w przygotowaniu tego podsumowania. Aplikacja ta jest dla mnie swego rodzaju pamiętnikiem. Zbiorem ważnych wydarzeń, smacznych momentów i chwil pełnych radości.


J jak jeszcze bloguję. Chociaż od pół roku robię to inaczej niż wcześniej. Nie komentuję już innych blogów. Jeszcze nie wiem, czy do tego wrócę. W tym roku dodałam stosunkowo mało wpisów na bloga, ale za to zanotowałam o wiele więcej wyświetleń niż w poprzednich latach. Tylko komentarzy jakoś niedużo przybywa…


K jak książki. Przeczytałam ponad 52 książki i zrealizowałam swój cel na ten rok! O lekturach, po które sięgnęłam w 2016 roku, przeczytacie już za kilka dni w osobnym poście.


L jak lubię to! Uwierzycie, że w 2016 roku ponad 7000 razy kliknęłam "lubię to!" na fejsie? Wolę nie myśleć, ile czasu spędziłam, scrollując facebookową tablicę… Ale zdarzały się też dwudziestoczterogodzinne odwyki od fejsa. 
Kolejne literki już niebawem. 
2016 - żegnacie go z uśmiechem na ustach?
Sara

piątek, 8 kwietnia 2016

Wiosna za oknem, wiosna na pocztówkach



Cześć! Co u Was słychać? Przepraszam, że przez kilka dni nie pojawił się nowy post. Musiałam przemyśleć kilka spraw.

Mam nadzieję, że korzystacie z uroków wiosny, bo na dzisiaj przygotowałam post na cześć tej pory roku. Wreszcie porzuciłam grubą zimową kurtkę na rzecz ukochanej ramoneski i schowałam głęboko w szafie kozaki, w zamian wyjmując najwygodniejsze buty na świecie czyli trampki. W najbliższej przyszłości nie przewiduję powrotu zimy! :D

W swojej kolekcji znalazłam całkiem sporo wiosennych, zielonych i kwiatowych pocztówek. Okazuje się, że wiele z nich już pokazywałam na blogu, ale niektóre nadal czekają na swoją kolej! To co, może dzisiaj?

Pierwsza kartka jest jedną z kilku widokówek prezentujących Arboretum Bolestraszyce, które otrzymałam od Weroniki i Edyty – jeszcze raz serdecznie Wam dziękuję, dziewczyny, nie miałam żadnych pocztówek z tego miejsca, a jest ono po prostu cudowne. O tej porze roku musi być tam jak w bajce. Gdy patrzę na poniższą kartkę, od razu mam ochotę wybrać się na spacer!

Nie mogę uwierzyć, że nie pokazywałam Wam jeszcze mojej jedynej pocztówki z Irlandii! Ten kraj zachwycił mnie dzięki twórczości Cecelii Ahern i mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję zobaczyć tamtejsze krajobrazy na żywo. Przesyłkę tę otrzymałam 4 lata temu za pośrednictwem Postcrossingu. Kartka ta jest po prostu idealna – piękny kolor nieba, ośnieżony szczyt, wiosenne kwiaty, biała ramka i nazwa kraju, no czy można chcieć czegoś więcej? :D

Ten niemiecki zamek wyjątkowo pięknie prezentuje się wiosną. Spójrzcie na te równo przystrzyżone trawniki i delikatne kwiaty! Wiosną wszystko wygląda piękniej, to magia czy co?

A tutaj wiosna w nieco innym wydaniu. Może kolory tej kartki nie kojarzą się zbyt radośnie, ale stokrotki – jak najbardziej. Nie jestem jakąś wielką znawczynią sztuki, ale lubię malowane kartki. Ta przywędrowała do mnie z Białorusi. 

Prawdopodobne jest to, że owe zdjęcia zostały potraktowane Photoshopem, a kolory trochę podrasowane, a może te soczyste barwy to kolejny urok wiosny? Pocztówkę z Gór Bystrzyckich otrzymałam od mojej cioci, której bardzo dziękuję. Wiedzieliście, gdzie ten rejon jest położony? Ja nie miałam pojęcia, ale Internety przyszły mi z pomocą. ;) To powiat kłodzki, województwo dolnośląskie. 

Poniższa pocztówka ma dość dziwną historię. To znaczy, ja się czuję trochę niezręcznie, mając ją w swojej kolekcji. W moje osiemnaste urodziny ciocia podarowała mi mnóstwo kartek, które przywoziła ze swoich podróży, ale i dostawała od znajomych bądź rodziny. Ta widokówka jest jedną z nich. Na odwrocie siostrzenica mojej cioci opisuje swój pobyt we Francji. Dziwnie jest czytać coś niezaadresowanego do mnie, jakby nietaktownie. Ale z drugiej strony ciocia sama zdecydowała o podarowaniu mi tych kartek. Aubazine to niewielka miejscowość we Francji, na pocztówce możecie zobaczyć tamtejszy kościół. Może sama kartka na pierwszy rzut oka nie nastraja optymistycznie, ale wybrałam ją ze względu na dużo zieleni i przyklejony kwiatek (podoba mi się ten pomysł, bo owa roślinka pasuje do tej kartki!).

Z tą przesyłką mam drobny problem. Przepiękny widok, nazwa kraju widoczna na pocztówce, sympatyczna postcrosserka, w dodatku z Polski. Sama wybrałam sobie tę kartkę, tyle że po jej otrzymaniu okazało się, że to nie jest kartka, lecz kawałek kartonika. Papier jest o wiele mniej sztywny niż ten, z którego zwykle wykonuje się widokówki, zaś z boku widać lekko krzywy ślad po cięciu. Niby nic wielkiego, a jednak poczułam się trochę oszukana. Miło jest popatrzeć na ten sielankowy widok, kwiaty, górskie szczyty, chatki, ale z drugiej strony, gdy ja wysyłam prawdziwe pocztówki i umawiam się na wymianę pocztówek, to liczę, że znajdę w swojej skrzynce nie kartonik czy kartkę, tylko pocztówkę. :(

Na sam koniec zostawiłam jedną z piękniejszych pocztówek w mojej kolekcji. Gdy patrzę na nią po raz enty, nadal chwyta mnie za serce ten uderzający spokój, te ledwo widoczne fale na wodzie, ta japońska precyzja, ten przepiękny niebieski kolor, góra Fuji i kwiaty wiśni. Czy jest lepsza pora na podróż do Japonii niż wiosna?

Dajcie znać, która kartka wyczarowała w Waszym sercu wiosnę!

Wiosennego weekendu!

Sara