Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do Wielkiej Brytanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do Wielkiej Brytanii. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2019

Mój subiektywny ranking stolic europejskich cz. 1


Podobno już się pogubiliście. Nie wiecie, gdzie byłam, gdzie nie byłam. Dziś więc skromnie przypomnę 23 stolice, które już odwiedziłam. Drugie tyle przede mną!

Ostatni ranking stolic europejskich pojawił się na tym blogu w 2017 roku, gdy miałam za sobą 14 odwiedzonych stolic. Od tego czasu sporo się zmieniło – nie tylko zwiedziłam nowe miasta, lecz także wróciłam do niektórych z nich.

Właściwie im więcej miejsc poznaję, tym trudniej jest mi tworzyć takie rankingi. Bo trudno jest porównywać coś, co jest zupełnie inne. Dlaczego mam zestawiać Helsinki z Rzymem, skoro te miasta powstały w zupełnie innym okresie, położone są na innej szerokości geograficznej, różni je wielkość, liczba ludności i tysiące innych rzeczy? Tym razem postanowiłam, że ranking będzie wyglądać nieco inaczej. Stworzyłam właściwie spis skojarzeń – i tych dobrych, i tych złych. Starałam się jakoś uporządkować miasta pod względem poziomu sympatii, ale nie jest to sztywne ustawienie. Za to bardzo, bardzo subiektywne.

Powiem Wam, że w pewnym momencie, gdy rozpisałam ten ranking  na kartce, stwierdziłam, że uszeregowanie stolic od najwspanialszej, najpiękniejszej, tej, którą wspominam najlepiej do tej, która nie zagościła w moim sercu, jest… niewykonalne. Nie chciałam skrzywdzić żadnej ze stolic. Poza tym niektóre może nie cechują się wyjątkową architekturą, ale są po prostu bliskie mojemu sercu. Z kolei ślad po wizytach w niektórych z nich powoli zaciera się w mojej pamięci…

Wpis podzieliłam na dwie części – gdybym zaczęła opisać wszystkie dwadzieścia trzy odwiedzone stolice w jednym tekście, to wyszedłby nam rozdział książki.

Zacznę od końca.

23. Bratysława. Nawet po kilku latach od wizyty w tym mieście Bratysławę nadal umieszczam na szarym końcu. No ale ktoś musi zająć to zaszczytne, ostatnie miejsce. Bratysława to stolica, do której nie chciałabym wrócić, bo nie widzę powodu, dla którego miałabym to zrobić. Miasto dało mi się poznać jako szare, smutne, brudne, postkomunistyczne, zaniedbane. Zobaczyłam, co miałam zobaczyć, skręciłam kostkę, spałam w obskurnym hotelu i nie mogłam się z nikim dogadać. Czy zauważyłam jakiekolwiek plusy tego miasta? Ciekawe pomniki i ładny zamek.
22. Tallinn. To miasto nie jest brzydkie. Tylko że nie zapisało się w mojej pamięci. Pewnie przyćmiła je Ryga, w której wówczas nocowaliśmy. Tallinn… po prostu odwiedziłam. Było fajnie, momentami zabawnie. Na przykład wtedy gdy nie byliśmy pewni, czy to, co oglądamy, to faktycznie Pałac Kadriorg, czy może tylko jakaś przybudówka.
21. Wilno. Po latach jawi mi się jako miasto, do którego nie chciałabym wrócić. Gdy myślę o Wilnie, widzę kościoły, cmentarze… Mało zachęcający widok, prawda? Pozytywnym punktem tego miasta była na pewno wizyta w Republice Zarzeczańskiej, czyli artystycznym państwie w państwie. Władca tej nie przez wszystkich uznawanej krainy wysłał mi nawet maila z podziękowaniami za promowanie jego kraju.
20. Dublin. Podróż do Dublina zaliczam do dość… trudnych. To był nasz pierwszy wspólny wyjazd z Maćkiem, dochodziło do małych zgrzytów, w naszym pokoju chrapał narkoman, a i pogoda nie za bardzo sprzyjała. Może miasto pubów po prostu nie powinno przypaść do gustu dziewczynie, która nie pije alkoholu. Co dobrego zapamiętam z Dublina? Przepiękne parki.
19. Berlin. Byłam w tej stolicy kilkukrotnie i wydaje mi się ona zbyt nowoczesna. Wiadomo, że Berlin był zniszczony po II wojnie światowej i nie znajdziemy tak urokliwego Starego Miasta. Gdybym miała wrócić do tej stolicy, to chciałabym zobaczyć Pałac Charlottenburg, który de facto położony jest pod Berlinem.
18. Sofia. Gdy wybieraliśmy się w podróż do Aten i Sofii, czułam, że grecka stolica mnie zawiedzie, a ta bułgarska zaskoczy. W sumie było na odwrót. W Sofii spodobała mi się multireligijność – tu meczet, tam cerkiew, nieco dalej synagoga. Lubię czytać o wierzeniach innych narodów i te elementy miasta wydawały mi się interesujące. Poza tym było jednak dość… smutno. Dało się dostrzec, że nie jest to zachodnie miasto. Plus za położenie nieopodal gór i przelatujące samoloty.
17. Bruksela. Zawsze gdy opowiadamy z mamą o stolicy Belgii, podkreślamy, że zabytki były piękne, ale samo miasto brudne i zaniedbane. Spotkałyśmy w nim wielu bezdomnych i żebraków – nawet takich z Polski… Zaskoczyło nas to, że miasto uznawane za stolicę Unii Europejskiej wygląda właśnie tak. Zabytki były naprawdę piękne, kojarzyły się nieco z architekturą wiedeńską. Gofry w Brukseli bardzo nam smakowały. Frytki belgijskie natomiast lepsze jadłam w Polsce.
16. Londyn. Gdy myślę o Londynie, to dochodzę do wniosku, że to wcale nie jest jakieś wybitnie ładne miasto. Na pewno najlepiej zapamiętam z tej stolicy wizytę w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds. Możecie uważać to za płytkie, ale ja bawiłam się w tym miejscu po prostu genialnie. I to najlepiej zapamiętałam z Londynu
15. Sztokholm. Możliwe, że gdybym odwiedziła nieco mniej stolic, to Sztokholm znalazłby się wyżej. To naprawdę przyjemne miasto, ciekawie położone, otoczone przez wodę. Super było to, że w Sztokholmie nie tylko oglądałyśmy zabytki, lecz także bawiłyśmy się w Junibacken, czyli Muzeum Szwedzkiej Literatury, i spacerowałyśmy po ogromnym skansenie. Co więcej, zajrzałyśmy też do parku rozrywki Grona Lund, gdzie przejechałam się kolejką górską. W sumie teraz żałuję, że miałam wówczas zamknięte oczy.
14. Watykan. Niełatwo oceniać drugą najmniejszą stolicę świata. Wiadomo, że trudniej będzie jej się bronić. W dodatku nie czuję się do końca swobodnie, wypowiadając się o Watykanie, bo, mimo że odwiedziłam ten kraj i miasto dwukrotnie, to nie zwiedziłam Kaplicy Sykstyńskiej. Bądź co bądź uważam, że warto zobaczyć Watykan, nieważne, czy jesteś osobą wierzącą czy nie.
13. Helsinki. Niby takie nic, a jednak coś. Helsinki to ostatnia odwiedzona przeze mnie stolica. I chociaż pogoda nie w pełni dopisała, to miasto będę wspominać miło, głównie ze względu na wyspę Suomenlinnę. Mało turystów, sielsko, cicho i przyjemnie.
Kolejne miejsca w następnym poście. Jak obstawiacie, co znajdzie się na podium? Czy coś Was zdziwiło? Jak wyglądałby Wasz ranking stolic europejskich?
Uściski!
Sara

sobota, 20 maja 2017

Mój ranking stolic europejskich #2



Dziś wszystko będzie jasne. Co jest na pierwszym miejscu, a co tuż za podium? Która stolica skradła moje serce?


W poprzednim poście rozwodziłam się na temat mojego marzenia. Zdradziłam również, jakie miasta znalazły się na końcu mojego subiektywnego rankingu odwiedzonych przeze mnie stolic europejskich. Dziś czas na pozostałe miejsca.


9. Sztokholm, Szwecja, sierpień 2014. Odnoszę wrażenie, że ta stolica otworzyła pewną epokę. Odkąd wygrałyśmy z mamą bilety na prom, co roku odwiedzamy jakąś stolicę (ewentualnie dwie ;)). Stało się to fantastyczną tradycją. Z niecierpliwością wyczekujemy tych wyjazdów, planujemy je, odkładamy pieniążki… Sztokholm to stolica wyjątkowa, bo otoczona wodą. To mi się bardzo podobało, dodawało miastu niezwykłego klimatu. I mimo że w Sztokholmie wisiałam do góry nogami na roller coasterze i bawiłam się jak dziecko w Junibacken, to muszę przyznać, że widziałam ładniejsze stolice.

8. Ryga, Łotwa, kwiecień 2017. Naprawdę, żadna stolica chyba tak mnie nie zaskoczyła jak Ryga. Moja ciocia skutecznie zniechęciła mnie do tego miasta, mówiąc: "w nocy g*wno widać, w dzień g*wno do oglądania". Tymczasem Ryga okazała się po prostu bardzo ładna. Ciekawa architektura, bardzo różnorodna, piękne bulwary, obiekty przypominające te w wielkich metropoliach… A to wszystko na Wschodzie. No kto by pomyślał! W dodatku z M. o wiele lepiej dogadywaliśmy się podczas tej podróży, co również wpłynęło na moje miłe wspomnienia. 

7. Londyn, Wielka Brytania, marzec 2014. Z Londynem mam pewien problem. Wszyscy się nim zachwycają. A mnie najbardziej w tym mieście wcale nie podobał się Big Ben, Tower Bridge czy Pałac Buckingham. Najlepiej bawiłam się w muzeum figur woskowych Madame Tussauds. Chciałabym zajrzeć do tego muzeum również w innym mieście. Londyn jest dość wysoko w rankingu także dlatego, że lecąc do tego miasta, spełniłam swoje marzenie. Z naciskiem na "lecąc". Podróż samolotem była moim wielkim marzeniem.

6. Watykan, Watykan, lipiec 2013. W mieście tym (i kraju) byłam przy okazji cudownej podróży po Włoszech. Z Watykanem kojarzy mi się m.in. mój prześmieszny ubiór, w którego skład wchodziły białe legginsy z koronką… Musiałam mieć zasłonięte kolana i pech chciał, że przez cały dzień chodziłam po Rzymie ubrana jak klaun. Pamiętam również bardzo długą kolejkę do wejścia do Bazyliki św. Piotra. Wydaje mi się, że nie ma możliwości, by ogromny Plac św. Marka i sama bazylika nie zrobiły na kimś wrażenia.

5. Paryż, Francja, wrzesień 2016. Jestem zdziwiona, że umieściłam Paryż tak wysoko. Ale to wszystko przez Nią. Przez tę Damę. Stalową. Pamiętam trzy takie momenty, gdy nogi się pode mną ugięły podczas zwiedzania. Po wyjściu z autobusu w Nowym Jorku. Po wyjściu z autobusu w Paryżu. I po wyjściu z metra… zaraz zdradzę gdzie. Wieża Eiffla mnie zachwyciła. Wiem, że niektórzy widzą w niej kupę stali, ale ja odczuwałam niebywałą radość, że w końcu mogę zobaczyć ten symbol Francji na własne oczy. Zakochałam się tez w Sacre Coeur i w całej dzielnicy Montmartre. I choć architektura Paryża jest dość niespójna, a miejscami było brudno – uległam Paryżowi i się do tego przyznaję!

4. Budapeszt, Węgry, marzec 2016. Podróż za 2zł, połączenie Pragi i Wiednia… Budapeszt spodobał mi się, pomimo tego że zwiedzałam go w zimowej kurtce i znienawidziłam węgierski. Chociaż obejrzałam większość zabytków wartych zobaczenia w tej stolicy, czuję, że gdyby znów trafiła się okazja, by jechać do Budapesztu, to nie wahałabym się zbyt długo. Budapeszt wyglądał bajecznie po zmroku – od tej pory z mamą uwielbiamy oglądać miasta również wieczorem.

3. Rzym, Włochy, lipiec 2013. Tłoki i złodzieje nie zniechęciły mnie do Rzymu. Cudowna architektura, słoneczna pogoda i pyszne jedzenie wygrały. To właśnie wychodząc z metra w tej stolicy, nogi się pode mną ugięły. Zobaczyłam Koloseum. Nieważne, że otaczały je rusztowania. Coś czuję, że mojej mamie spodobałby się Rzym.

2. Praga, Czechy, sierpień 2009 i jeszcze inne lato. Polacy mają szczęście, że Praga jest tak blisko. To cudowne miasto. W poprzednim poście pisałam, że mam do niego sentyment, bo była to pierwsza zagraniczna stolica, którą odwiedziłam, w dodatku dwukrotnie. Praga zachwyca swoją architekturą. Mnie zachwyciła też lodami i słońcem. Możliwe, że gdybym pojechała tam zimą, stolica Czech byłaby w rankingu niżej… Ale jest, jak jest.

1. Wiedeń, Austria, sierpień 2015. Wiedeń nie jest najpopularniejszym kierunkiem podróży. Nie jest marzeniem większości ludzi jak Paryż, Londyn czy Nowy Jork. Jadąc do Wiednia, bardzo się ekscytowałam, ale bez bicia przyznaję – nie sądziłam, że ta stolica zasłuży na złoto. Tymczasem Wiedeń – mimo że zwiedzałam go po marnych 2 godzinach snu w autokarze – okazał się po prostu przepiękny. Majestatyczny, iście królewski. W Wiedniu podobało mi się wszystko, począwszy od Hoffburgu i ogrodu różanego, poprzez Hundertwasserhaus i Schönbrunn, na pandach i słonecznej pogodzie skończywszy. Właśnie w Wiedniu spełniłam kolejne ze swoich marzeń – zobaczyłam na żywo pandy! To była wielka radość. Zdradzę Wam, że Wiedeń jest również na pierwszym miejscu rankingu stolic mojej mamy.

I to już koniec.

Żart. To oczywiście nie koniec zwiedzania stolic. :D

W którym z tych miast byliście? Które podobało Wam się najbardziej?

Przypominam, że w poprzednimpoście znajdziecie miejsca od 14. do 10.

Życzę Wam wielu wspaniałych podróży! 
Sara

sobota, 25 czerwca 2016

Tag podróżniczy



U Kingi jakiś czas temu znalazłam ciekawe odpowiedzi na pytania dotyczące podróżowania. Jako że życia bez podróży sobie nie wyobrażam, z chęcią i ja odpowiedziałam na te wymyślone przez Annę pytania. :)


Jaki jest Twój ulubiony środek transportu podczas podróży? 
Jestem wygodnicka i odpowiem – samolot! Po kilkunastogodzinnych maratonach w autokarze mam serdecznie dość tego środka transportu. Jeżdżąc autokarami, zwykle się nudzę i nie mogę znaleźć wygodnej pozycji. 
Lubię też jeździć rowerem, ale mam na tyle słabą kondycję, że raczej w grę nie wchodzą żadne dalekie wycieczki. Jeśli chodzi o prom, hmm, podczas rejsu okropnie się bałam, szczególnie w nocy, gdy słyszałam dziki taniec fal, ale wielkim plusem podróży tym środkiem transportu jest możliwość przespania się w prawie normalnym łóżku czy też przespacerowania się. 
Warszawa, 2016

Wolisz podróżować w grupie czy indywidualnie? 
Najbardziej to ja lubię podróżować z moją mamą. :D Podróżowanie w grupie ma te minusy, że jesteśmy zależni od wielu osób. Z kolei samotne wyprawy jawią mi się jako dość ryzykowne. Większość słynnych podróżników nie zabiera ze sobą kompanów, wybierając się na drugi koniec świata. Ja jednak potrzebowałabym kogoś, kto… robiłby mi zdjęcia! (to okropnie powierzchowne, wiem :D)
Bałtyk, 2014

Czy jesteś typem podróżnika aktywnego czy biernego (wypoczynkowego)? 
Zdecydowanie aktywnego! Nie potrafię leżeć cały dzień na plaży, to nie dla mnie. Najchętniej od rana do wieczora zwiedzałabym, spacerowałabym uliczkami miast czy też górskimi szlakami. 


Jesteś w podróży i widzisz przed sobą stoisko/sklepik z pamiątkami. Co najczęściej kupujesz, jeśli chodzi o pamiątki? 
Jasne, że pocztówki! Staram się nie przesadzać, ale cóż, zwykle wybór jest dość trudny. Czasami kupuję też kubki, śmieszne gadżety czy czekoladki w opakowaniu z symbolem danego miasta.
USA, 2015

Gdy wybierasz się w podróż, to najpierw czytasz o danym miejscu (co można tam zobaczyć/zwiedzić) i to zwiedzasz, czy najpierw zwiedzasz, a po powrocie do domu czytasz o danym miejscu? 
Planowanie podroży sprawia mi wielką przyjemność, więc zazwyczaj na długo przed wyjazdem zaglądam do różnych źródeł i czytam o miejscach, które warto odwiedzić, które mogą mnie zainteresować. Pomijam wątki historyczne, bo nie jestem tym jakoś specjalnie zafascynowana. Po powrocie często wracam do wcześniej przeczytanych informacji, aby czytelnicy na blogu mieli niejaki pogląd na to, gdzie byłam i co udało mi się zobaczyć. :D


Czy lubisz poznawać życie codzienne mieszkańców danego miasta/miejscowości/wsi? 
Pewnie! Choć… zwykle nie mam na to czasu. Jestem takim typem turystki, który przez wielu jest krytykowany – chcę zobaczyć jak najwięcej. Może nie dojrzałam jeszcze do podróżowania, podczas którego najważniejsi są ludzie, nie zaś miejsca? 


Wolisz pakować swoje rzeczy do walizki czy plecaka? 
Znowu zabrzmię płytko, ale co poradzę na to, że moje plecy nie wytrzymałyby dźwigania kilkunastokilogramowego plecaka? Wybieram walizkę, ale za to podczas zwiedzania mam ze sobą nie torebkę, lecz plecaczek.
Londyn, 2014

Wolisz krótkie wyjazdy (np. weekendowe) czy długie - tygodniowe/dwutygodniowe? 
Chyba wolę krótkie wyjazdy, bo częściej na takowe mogę sobie pozwolić. Dłuższe wyjazdy, jakie zaliczyłam w moim życiu, to głównie kolonie i obozy, poza tym – wymiana do USA. Zdecydowaną zaletą takich podróży jest możliwość zobaczenia większej liczby miejsc, spróbowania różnych lokalnych potraw i po prostu lepszego poznania lokalnych zwyczajów. Minusem jest tęsknota za domem i własnym łóżkiem
Ciechocinek, 2014

Czy lubisz jeść w miejscach, do których podróżujesz? 
Poniekąd już odpowiedziałam na to pytanie. ;) Bardzo lubię jeść, gdziekolwiek jestem. :D Zwykle w czasie podróży żywię się zupkami chińskimi albo jem w McDonaldzie, bo jest to po prostu niedrogie rozwiązanie, jednak jestem ogromnie ciekawa nowych smaków, więc najczęściej choć jednej potrawy, z której słynie dane miejsce, muszę spróbować!
Niemcy, 2013

Czy lubisz robić zdjęcia w czasie podróży? Opisujesz gdzieś swoje przeżycia podróżnicze? 
Jak zapewne dobrze wiecie, lubię robić zdjęcia. Sama nie wiem, czy wolę być fotografem, czy modelką. Wychowana zostałam jednak w przekonaniu, że zdjęcie samego zabytku, to mogę sobie w Google Grafika poszukać, więc fotografia ze mną i zabytkiem będzie najlepszą pamiątką. Przeżycia opisuję oczywiście na blogu i kocham to robić! :D

Szczecin, 2015

Jeśli macie ochotę również zastanowić się nad odpowiedziami na powyższe pytania, zachęcam! :) Z przyjemnością przeczytam Wasze odpowiedzi.
Trzymajcie się!
Sara

czwartek, 28 kwietnia 2016

Pa, szkoło!



Oficjalnie skończyłam szkołę. Jeszcze "tylko" matura. Odebrałam już swoje świadectwo i odetchnęłam z ulgą, że nie muszę więcej oglądać niektórych nauczycieli. 

Szłam do liceum, nie znając w tej szkole praktycznie nikogo. Pierwsza dziewczyna, z którą się przywitałam, została moją przyjaciółką i, co więcej, mieszka 1,5km ode mnie. A nigdy wcześniej się nie spotkałyśmy.

Co na pewno będę miło wspominać? Podróże! To dzięki szkolnym wycieczkom udało mi się zobaczyć po raz kolejny Berlin (i przy okazji zaznajomić się dobrze z huraganem Ksawerym), po raz pierwszy Wilno (batoniki twarogowe w czekoladzie <3), a także spełnić moje wielkie marzenie – polecieć samolotem i to do Londynu. 


Wybrałam takie a nie inne liceum ze względu na wymiany. Niestety, nie udało mi się wziąć udziału w wymianie z francuską szkołą w Angers, ale za to poleciałam do Stanów! Wcześniej co prawda musiałam przyjąć sprawiającą problemy Amerykankę, ale dzielnie to przetrwałam (no dobra, płakałam tylko kilka razy).

Znalazłam w mojej klasie kompankę, która nie czuła się zażenowana, przebierając się na takie szkolne święta jak Halloween, Frankofonia czy Dzień Języka Niemieckiego. W liceum zostałam więc piratem, wampirem, Myszką Miki i Legalną Blondynką. Nasze kreatywne przebrania pewnego dnia nagrodzono (!) - jedną koroną na spółę (niektórzy myśleli, że ten kawałek świecącego, królewskiego plastiku nas podzieli - tymczasem my już przez rok przekazujemy sobie tę koronę i żadna z nas sobie jej jeszcze nie wzięła na własność. :D)
Śmiać mi się chce, gdy przypomnę sobie, jak z dziewczynami wybrałyśmy się na okienku do kawiarni oddalonej o mniej więcej kilometr. Gdy dotarłyśmy na miejsce, zaczęło okropnie lać. Zastanawiałyśmy się, czy nie kupić parasola. W końcu wróciłyśmy do szkoły... taksówką. :D Śmieję się też, gdy pomyślę o tym, co robiłyśmy z Fanny na polskim - wypowiadałyśmy komuś wojnę (dowód na marginesie zeszytu), grałyśmy w statki, w kółko i krzyżyk albo siedziałyśmy na ławce, bo zabrakło dla nas krzeseł. 

Miło było też spędzać okienka w Cafe Perks, kawiarni wzorowanej na serialu "Przyjaciele" czy w najlepszej lodziarni w Toruniu – u Lenkiewicza (to niedozwolone, ale i tak wszyscy to robili).

Na pewno długo będę pamiętać również wizerunki nauczycieli, które A. namalował w szatni, pyszne deserki jogurtowe sprzedawane w szkolnym sklepiku i okropny zaduch panujący w sali chemicznej. Albo jak w kółko jeździłyśmy z dziewczynami szkolną windą, by zrobić sobie idealne zdjęcie a'la Dawid Woliński. Pewnie będę się kiedyś śmiać z niezwykle wysokiej frekwencji na piątkowym polskim (zaczynającym się o 7:45!) czy z tych myśli "Jak tu szybko wyjść z sali matematycznej, by nie musieć wycierać tablicy?" O, i mam nadzieję, że będę w przyszłości żartować z moich wizyt u pani dyrektor, kłótni z panią z sekretariatu albo tego, jak nasza wychowawczyni wpatrywała się we mnie przez dobrą chwilę podczas sprawdzianu, gdy ja spisywałam wszystko z telefonu. Kiedy zwróciła mi uwagę, ja na to, że właśnie próbuję wyciszyć telefon/odebrać wiadomość czy coś w ten deseń. Jedynki nie dostałam. :D

Każdy etap w życiu ma swoje dobre i złe strony. Ja zapewne nie poleciłabym nikomu mojego liceum, co nie znaczy, że nie przeżyłam w nim żadnych radosnych chwil. Poznałam mnóstwo ciekawych osób. Jak to w życiu bywa, pewnie z większością z nich stracę kontakt. Ale to, czego się dowiedziałam, czego nauczyłam, nie wyparuje z mojej głowy tak szybko. I nie chodzi mi tu tylko o funkcje trygonometryczne czy interpretację porównawczą

Może za kilka lat zatęsknię za szkołą. Ale na razie cieszę się, że to już się skończyło. Że nie będę więcej zerkać na zegar na polskim, angielskim i udawać na historii, że wcale nie korzystam z telefonu. Nie będę ślęczeć bezsensownie w szatni, na lekcji przyrody, chować się przed nauczycielami za słupem (a konkretnie przed jedną osobą) ani bać się, że przy wychodzeniu ze szkoły wpadnę na polonistkę wracającą z palarni. I nie będę stresować się szkołą. Jasne, przyjdą inne sprawy, które na pewno będą mnie przejmować i martwić. Ale szkolny stres, mam nadzieję, już nigdy więcej mnie nie dopadnie. 
Sara