poniedziałek, 21 lutego 2022
Top 5 miejsc w różnych częściach Polski, które warto zobaczyć
sobota, 20 listopada 2021
Jak nie podtrzymywać Krzywej Wieży w Pizie? [poradnik]
Piza jest idealna na jeden dzień. Pół dnia w okolicy wieży,
drugie pół dnia – na plaży. Czy w Pizie jest do zobaczenia coś poza Krzywą
Wieżą? Sprawdźcie!
Od razu uprzedzam pytania – nie nocowaliśmy w Pizie.
Spaliśmy we Florencji, gdzie spędziliśmy kilka dni. Do Pizy zrobiliśmy
jednodniowy wypad.
Auto zostawiliśmy na parkingu, który nadal nie wiem, czy był darmowy, czy też nie. Włoskie napisy informowały o jakichś dniach handlowych, parkomat nie działał… Uznajmy więc, że tego dnia parkowanie przy Via A. Paparelii było bezpłatne. Stamtąd do Krzywej Wieży było tylko 20 minut spacerkiem urokliwymi uliczkami.
Samą Krzywą Wieżę można oglądać za darmo, natomiast jeśli ktoś chce wejść na górę, musi zapłacić aż 20 euro. Jeśli kupimy bilety przez Internet, pominiemy kolejkę, ale musimy dopłacić 6,50 euro za transakcję. My odpuściliśmy sobie tę atrakcję. Tym bardziej że ustawił się przed nią całkiem długi ogonek.
Czy Krzywa Wieża faktycznie jest krzywa? Powiem tak: jest
tak krzywa, że jak patrzyłam na jej szczyt, to czułam, że na mnie leci. Serio. A
chmury płynęły jakoś szybciej…
Oczywiście teren wokół wieży był pełen turystów, którzy,
zatroskani, dbali o to, by wieża się nie przewróciła. Ja również do nich dołączyłam.
Marcin stwierdził, że ręce nie wystarczą i do uratowania wieży przed
zawaleniem użył nawet swoich nóg! Ludzie podtrzymywali wieżę nie tylko z
boku. Niektórzy starali się uchwycić jej czubek, mając nadzieję, że dzięki temu
nie upadnie. Inni, zaniepokojeni stanem podłoża, na którym wybudowano wieżę,
dawali jej dodatkową podstawę.
Byli jednak i tacy, którzy tym wszystkim podtrzymywaczom przeszkadzali i… pchali wieżę! Oj, nieładnie tak.
Jeśli wydaje Wam się, że powyższe sposoby to jedyne pomysły na "wyjątkowe" zdjęcie z Krzywą Wieżą w Pizie, to muszę wyprowadzić Was z błędu. Wieżę można jeszcze lizać albo… włożyć ją do wafelka! Wskazówka: lody kupicie w budce nieopodal wejścia na teren kompleksu.
No właśnie, trzeba zaznaczyć,
że Krzywa Wieża nie stoi sobie na jakimś pustkowiu osamotniona. Budowla ta jest częścią kompleksu. Tuż obok wieży, która jest de facto dzwonnicą, znajduje się katedra. Można
wejść do niej za darmo, trzeba jednak odebrać darmowy bilet w kasie i stanąć w
kolejce.
Dlaczego krzywa wieża jest krzywa?
Wszystko przez podłoże. Co ciekawe, obiekt zaczął pochylać się już ponad 850
lat temu, podczas budowy. Mimo to wieża powstała, choć na ukończenie prac
trzeba było czekać blisko 200 lat…
Wieża odchylona jest od
pionu o około 5 metrów.
Ciekawostką jest fakt, że wokół
wieży znajduje się teren zielony, na który – jak głoszą wszechobecne tabliczki –
wchodzić nie wolno. I faktycznie ludzie się do tego stosują. W konsekwencji,
aby zrobić dobre zdjęcie, stają na barierkach czy słupkach, ryzykując uszczerbkiem
na zdrowiu.
Na trawie można poleżeć
dopiero w okolicy baptysterium.
Po obejściu kompleksu zjedliśmy
włoski obiadek w jednej z pobliskich knajp, a potem pojechaliśmy nad morze – do
Marina di Pisa. Tam udaliśmy się na publiczną, bezpłatną plażę. Mimo że był środek
lata, bez problemu znaleźliśmy miejsce na kocyk. Woda była ciepła i czysta.
I tak oto spełniłam swoje
marzenie i zobaczyłam Krzywą Wieżę w Pizie. Czy było warto? Moim zdaniem tak. 😊
Sara
czwartek, 4 listopada 2021
Dlaczego warto odwiedzić Bergamo? Mają tam coś więcej niż lotnisko!
Wiedzieliśmy, że nie chcemy – tak jak większość turystów – pomijać Bergamo. To miasto po prostu zasługuje na coś więcej niż miano „miasta obok Mediolanu, do którego latają tanie linie”. Do Bergamo udaliśmy się na kilka godzin – tyle w zupełności wystarczyło, by zachwycić się tamtejszymi widokami. Jeśli więc wybieracie się do Mediolanu i lądujecie – jak miliony turystów – na lotnisku w Bergamo, oddalonym godzinę drogi od stolicy mody, zarezerwujcie choć parę godzin na spacer po malowniczym miasteczku. Nie pożałujecie.
Monza, czyli chodźmy się ścigać!
Naszą
podróż do Bergamo rozpoczęliśmy od
Monzy. To
miejscowość położona kilkanaście kilometrów na północ od
Mediolanu. Pojechaliśmy tam tylko w jednym celu: zobaczyć słynny
tor wyścigowy. Ja
kojarzyłam go z gry Gran Turismo na PlayStation, Marcin – z
telewizji, bo jest wielkim fanem Formuły 1. Co
ciekawe, tor powstał… w parku miejskim. Choć ze strony
internetowej wynikało, że obiekt
jest otwarty dla zwiedzających,
nam udało się go obejrzeć
właściwie trochę na nielegalu. Tor jest ogromny, ma kilka
kilometrów długości, w związku z czym zobaczyliśmy
jedynie jego kawałki. Z zewnątrz jednak nie robił takiego wrażenia
jak z trybun... Gdy
zauważyliśmy, że jedna
z bramek jest
uchylona, skorzystaliśmy
z okazji.
Chyba włoska żandarmeria nie będzie nas ścigać, jak sądzicie?
Spacer pod górkę w Bergamo
Po
spacerku z nutką adrenaliny pojechaliśmy do Bergamo. Zostawiliśmy
auto przy Via XXIV Maggio, jeszcze w tej tańszej strefie parkowania
i pieszo udaliśmy się do Citta Alta, czyli starego miasta, głównej,
zabytkowej części Bergamo. Szło się pod górę i nie było łatwo.
Część ludzi decyduje się przebyć tę drogą kolejką
(funicolare). Wydaje mi się, że sporo tracą – w szczególności
jeśli chodzi o widoki. A te są najpiękniejsze tuż przed bramą
San Giacomo, prowadzącą do Citta Alta. Rozpościera się stamtąd
widok na całe miasto i… samoloty! To chyba jedno z moich
ulubionych miejsc w Bergamo.
Gdy już narobiliśmy mnóstwo zdjęć i zjedliśmy kanapki z pasztetem z widokiem na włoskie miasteczko, przeszliśmy przez bramę i po prostu… udaliśmy się przed siebie. Po drodze zahaczyliśmy o informację turystyczną, gdzie okazało się, że mają mapki w języku polskim. I faktycznie na ulicach co chwila spotykaliśmy turystów z naszego kraju.
Co zobaczyć w Bergamo?
W
Bergamo zobaczyliśmy to, co odhaczyć wypada, czyli Bazylikę Santa
Maria Maggiore, Wieżę Miejską (na którą można wejść,
oczywiście za opłatą, by podziwiać miasto z góry, my jednak w
planach mieliśmy inny punkt widokowy), Palazzo della Ragione i inne
zabytki, wszystkie położone blisko siebie. To jednak nie one
zapadły nam najbardziej w pamięć. Zabytków mieliśmy aż zanadto
w Mediolanie, a później jeszcze więcej we Florencji. W Bergamo
urzekło nas coś innego: klimat.
Gdy już przeszliśmy przez stare miasto wzdłuż i wszerz, skierowaliśmy się w stronę kolejki funicolare, która zawiozła nas na wzgórze San Vigilio. Za bilet 75-minutowy w dwie strony zapłaciliśmy niecałe 2 euro. Podróż kolejką trwała jakieś trzy minuty i sama w sobie była pewną atrakcją. Moim zdaniem jednak o wiele fajniej jest wjechać właśnie na wzgórze San Vigilio, skąd roztacza się niesamowity widok na Bergamo, niż wjechać z Citta Bassa do Citta Alta – tę drogą spokojnie można przebyć pieszo i zaoszczędzić.
San Vigilio - "must see" w Bergamo
Na
San Vigilio zabytków zbyt wiele nie ma. Znajduje się tam zamek i
kilka restauracji. 75 minut spokojnie wystarczyło, by odbyć podróż
w obie strony i przespacerować się po wzgórzu.
Gdy
znaleźliśmy się z powrotem na starym mieście, stwierdziliśmy, że
czas w końcu zjeść coś włoskiego. To właśnie w Bergamo jadłam
najlepszą carbonarę i margaritę. Na tym jednak nie skończyły się
nasze jedzeniowe uciechy. W Bergamo kupiliśmy jeszcze lokalny
smakołyk - polenta
e osei,
czyli
supersłodkie
ciastko biszkoptowe
z dodatkiem orzechów i rumu. Słodyczy dodaje marcepan i cukier…
Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności. Przyznam jednak, że
za granicą jadłam o wiele lepsze lokalne przysmaki (pasteis de nata
w Lizbonie <3). W ciachu w Bergamo moim zdaniem za bardzo było
czuć rum, a ja do miłośniczek alkoholu nie należę. Ale zjadłam
je i nawet poczęstowałam Marcina. Swoją drogą tuż po zakupie
polenty, patrzyłam na ciastko
z taką czułością i dumą, że Marcin aż musiał zrobić mi
zdjęcie.
Jeśli
zastanawiacie się, czy odwiedzić Bergamo – zdecydowanie tak! To
miasto idealne na spacer.
Sara
środa, 3 listopada 2021
Mediolan w jeden dzień. Co warto tam zobaczyć? cz. 2
Gdy wszystkim wydawało się, że bloga porzuciłam już na zawsze, oto wjeżdża nowy post. Nie będę ukrywać, że wstydzę się tych przerw, ale jednocześnie staram się aż tak bardzo nie samobiczować. Po prostu dopadła mnie dorosłość. W gąszczu chorób, problemów, kłótni, dziennikarzenia, mycia garów i promocji w sklepach wyłuskałam chwilę, by napisać Wam, co robiliśmy w Mediolanie – gdy już zobaczyliśmy główną atrakcję miasta. Mediolan to coś więcej niż Duomo! Sprawdźcie, co jeszcze warto zwiedzić w stolicy mody.
Co zobaczyć w Mediolanie oprócz katedry? Zamek!
Słońce dość mocno przygrzewało, gdy opuściliśmy dach katedry w Mediolanie (o tym w poprzednim wpisie). Naszym kolejnym celem był zamek. Najpierw jednak zahaczyliśmy o Palazzo di Brera. Budynek nie wywarł na nas jednak dużego wrażenia – właściwie to nawet pisząc tego posta, musiałam sprawdzić, jak się nazywał. Być może nie utkwił nam w pamięci z tego powodu, że to, co najbardziej zachwycające, czyli potężna kolekcja włoskiego malarstwa, znajduje się we wnętrzu obiektu. W muzeum mieszczącym się w pałacu możemy oglądać dzieła Canaletta, Caravaggia czy Rafaela. Nas jednak obrazy nie bardzo interesowały, więc do środka nie weszliśmy.
Za to Zamek Sforzów zyskał naszą zdecydowaną aprobatę. Jego dziedziniec można zwiedzać bezpłatnie. Rozsiedliśmy się więc i podziwialiśmy majestatyczną warownię. Podczas podróży lubię oglądać zamki – zdecydowanie bardziej niż kościoły. Marcin zresztą podobnie, więc oboje byliśmy zadowoleni.
Gdzie odpocząć w Mediolanie?
To, co wydarzyło się w kolejnej części dnia, było dość spontaniczne i może przez to właśnie tak fajne. Marcin zauważył na Google Maps, że tuż obok zamku znajduje się rozległy park. A że my lubimy parki, lasy, brzegi rzeki i inne miejsca, w których można obcować z naturą, nie zastanawialiśmy się długo i stwierdziliśmy: czas na spacer. Jak by nam było mało spaceru tego dnia… Jedną z głównych atrakcji parku był Łuk Pokoju, który ja porównałam do Bramy Brandenburskiej. Dopiero później skapnęliśmy się, że Park Sempione i Łuk Pokoju mieliśmy na swojej liście rzeczy "do zobaczenia". Ale znaleźliśmy je, zupełnie ich nie szukając. Swoją drogą mediolański park wyglądał trochę inaczej niż zieleńce, które znam z Polski. Więcej było tam wypoczywających, niektórzy opalali się, inni piknikowali. W toruńskich parkach raczej trudno spotkać kogoś, kto w samym stroju kąpielowym wygrzewa się w słońcu.
Ostatnim punktem, który zobaczyliśmy przed obiadem była fontanna przed wejściem do zamku– niestety, ze względu na epidemię, nieczynna.
Romantyczna randka w Mediolanie. Poznajcie dzielnicę Navigli
Wróciliśmy
do wynajmowanego pokoju. Gdy
Marcin drzemał, ja zaczęłam się zastanawiać, co jeszcze
moglibyśmy zobaczyć. Nie chciałam ciągać nas po kościołach,
ale jednocześnie nie chciałam też zostawać w pokoju. Wymyśliłam,
że zrobię Marcinowi niespodziankę. Po przebudzeniu powiedziałam: "Zbieraj się", ale nie wyjawiłam, dokąd. Po dość długiej
podróży metrem,
a następnie kilkuminutowym spacerze dotarliśmy do Navigli.
W swojej rozpisce oznaczyłam ją jako "dzielnica z kanałami". I
faktycznie – w tej części miasta można poczuć się prawie jak w
Wenecji. Mnóstwo kafejek, kanały…
Choć nie jest to typowa dzielnica z zabytkami, to zdecydowanie
polecam Wam odwiedzić ją podczas pobytu w Mediolanie, najlepiej
wieczorem, gdy lokale będą pełne rodowitych Włochów,
popijających spritza. Nas Navigli zachwyciło. Niespodzianka
się udała! Poczuliśmy
się trochę jak nad naszą ukochaną Wisłą, nad którą
pocałowaliśmy się po raz pierwszy, zostaliśmy parą, a także
zaręczyliśmy się.
W Navigli trafiliśmy akurat na "złotą godzinę", czyli porę na godzinę przed zachodem słońca. To tylko dodawało tej dzielnicy romantyzmu.
"Ostatnia Wieczerza": bilety i inne przydatne informacje
To był pełen emocji dzień w Mediolanie. Zobaczyliśmy większość rzeczy, które chcieliśmy, a nawet więcej. Nie był to jednak koniec naszego pobytu w tym mieście. Kolejnego dnia pojechaliśmy do pobliskiego Bergamo (o czym w osobnym poście, jak już się go doczekacie). A jeszcze kolejnego rozdzieliliśmy się, bo każde z nas chciało zobaczyć, co innego. Choć do tej kilkugodzinnej rozłąki przyczyniły się nie tylko chęci, lecz także… brak biletów. Początkowo myśleliśmy, by razem zobaczyć "Ostatnią Wieczerzę", czyli jedno z najsłynniejszych dzieł Leonarda da Vinci, które znajduje się właśnie w Mediolanie. Jednak gdy chcieliśmy kupić wejściówki, okazało się, że na pasującą nam godzinę został dokładnie… jeden bilet. Stwierdziliśmy więc, że ja zobaczę "Ostatnią Wieczerzę", a Marcin w tym czasie pojedzie na San Siro obejrzeć słynny stadion AC Milanu i Interu.
Jeśli
chodzi o dzieło Leonarda da Vinci, w rzeczywistości nie jest to
obraz, lecz malowidło ścienne, które można podziwiać w
refektarzu,
czyli
jadalni
klasztoru dominikanów
przy
kościele
Santa
Maria delle Grazie. Do
samej świątyni wejdziemy bez opłat, natomiast by zobaczyć dzieło
Leonarda, musimy zapłacić.
Ceny
w listopadzie 2021 to: - 15
euro – bilet normalny,
- 2
euro – bilet ulgowy dla osób od 18 do 25 roku życia.
- Młodsze
osoby wchodzą za darmo.
Wizyta
przebiega według dość restrykcyjnych reguł. Wszystkie rzeczy,
łącznie z małą torebką, należy zostawić w szafkach. Do
pomieszczenia, w którym znajduje się malowidło, wchodzi tylko
określona liczba osób. Wizyta trwa 15 minut. Można robić zdjęcia,
lecz bez użycia lampy. W tym samym pomieszczeniu znajduje się także inne dzieło - "Ukrzyżowanie Chrystusa".
Nie
będę pisać o tym, czy warto zobaczyć "Ostatnią Wieczerzę",
czy też nie – o tym musicie zdecydować sami. Wszystko zależy od
Waszej osobowości, zainteresowań i potrzeb. Ja, gdybym miała
zapłacić 15 euro za możliwość oglądania malowidła przez
kwadrans, zapewne bym się nie zdecydowała – co innego 2
euro. Nie znaczy to, że dzieło mi się nie podoba albo w
jakikolwiek sposób mnie zawiodło.
To
tyle jeśli chodzi o Mediolan. Jeśli złapiecie tanie loty do tego
miasta, śmiało, bierzcie!
Sara

















































