Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 lutego 2022

Top 5 miejsc w różnych częściach Polski, które warto zobaczyć


W tej chwili część z nas rezygnuje z wyjazdu za granicę ze względu na testy, ryzyko kwarantanny albo obostrzenia. W zamian za to wybieramy wycieczki po Polsce. I super, bo nasz kraj też skrywa prawdziwe perełki. Dziś przychodzę do Was z małym zestawieniem miejsc do odwiedzenia w różnych częściach Polski. 

Toruń i Bydgoszcz
Jeden dzień w Toruniu, jeden dzień w Bydgoszczy? Czemu by nie! W moim rodzinnym mieście warto oczywiście wybrać się na starówkę, ale nie tylko. Z mniej oczywistych atrakcji polecam Wam punkt widokowy na lewobrzeżu, z którego rozpościera się widok na całą panoramę, a także Niewidzialny Dom, gdzie w kompletnych ciemnościach (ale takich naprawdę kompletnych) przechodzimy przez kolejne pomieszczenia, angażując zmysły inne niż wzrok... W Bydgoszczy z kolei rekomenduję odwiedziny w Muzeum Mydła i Brudu oraz spacer po Wyspie Młyńskiej. 

Podlasie - Kruszyniany oraz Kraina Otwartych Okiennic
Podlasie ma w sobie coś... egzotycznego. A jednocześnie bardzo swojskiego. Tam nadal znajdziecie miejsca bez zasięgu (albo ewentualnie z białoruskim zasięgiem!). Ja w szczególności polecam wizytę w Krainie Otwartych Okiennic - czyli zespole malowniczych wsi, z kolorowymi domkami. Uważajcie tylko, jak prowadzi Was nawigacja... A jeśli chcecie zobaczyć jeden z zaledwie kilku meczetów w Polsce, zachęcam Was do wizyty w Kruszynianach. Świątynia jest nadal czynna.

Karpacz i Karkonosze
Jeżeli macie dość tłumów w Zakopanem i korków na Zakopiance, może najwyższy czas odwiedzić Karkonosze? Wierzę, że Śnieżka Was nie pokona! Szrenica też nie. Tylko nie wybierajcie się na szczyt w balerinkach. Ja Karkonosze odwiedziłam kilkukrotnie. Pamiętam majestatyczność Świątyni Wang, emocje na torze saneczkowym (czynnym nawet latem!) i wodospady. Przy okazji wizyty w Karkonoszach można wyskoczyć do pobliskiej Pragi. Mnie marzy się jeszcze zobaczyć góry zimą... Więcej o Karpaczu i tamtych okolicach przeczytacie tutaj: www.malajaponia.pl/atrakcje-turystyczne/karpacz/

Kolorowe jeziorka i Park Mużakowski
W województwie lubuskim możemy przenieść się do Afryki albo... na księżyc. Wszystko dzięki kolorowym zbiornikom wodnym, położonym w środku lasu. Czerwone, szmaragdowe, brązowe... Wydaje mi się, że to miejsce, czyli Geopark Łuk Mużakowa, nadal pozostaje przez wielu turystów nieodkryte. My byliśmy tam w środku lata, a spotkaliśmy zaledwie garstkę spacerowiczów. Inaczej było w Parku Mużakowskim - tam zwiedzających było więcej, choć nadal bez odrażających tłumów. Jeśli lubicie spacery na łonie natury, polecam Wam oba te miejsca w Lubuskiem. 

Kamienne kręgi na Kaszubach
Przyznaję, że wiele miejsc na Kaszubach jeszcze przede mną. Jest jednak takie, które szczególnie zapadło mi w pamięć. To kamienne kręgi w Odrach. Nieważne, czy wierzycie w ducha Białej Damy, czy będziecie chodzić po lesie boso, czy jednak wybierzecie bardziej "racjonalny" sposób zwiedzania - w tym miejscu poczujecie niezwykłą energię. A przy okazji odetchniecie świeżym powietrzem. 

To tylko namiastka miejsc w Polsce wartych zobaczenia. Miałam okazję je odwiedzić i bardzo polecam.
Trzymajcie się!
Sara

sobota, 20 listopada 2021

Jak nie podtrzymywać Krzywej Wieży w Pizie? [poradnik]


Piza jest idealna na jeden dzień. Pół dnia w okolicy wieży, drugie pół dnia – na plaży. Czy w Pizie jest do zobaczenia coś poza Krzywą Wieżą? Sprawdźcie!

Od razu uprzedzam pytania – nie nocowaliśmy w Pizie. Spaliśmy we Florencji, gdzie spędziliśmy kilka dni. Do Pizy zrobiliśmy jednodniowy wypad.

Auto zostawiliśmy na parkingu, który nadal nie wiem, czy był darmowy, czy też nie. Włoskie napisy informowały o jakichś dniach handlowych, parkomat nie działał… Uznajmy więc, że tego dnia parkowanie przy Via A. Paparelii było bezpłatne. Stamtąd do Krzywej Wieży było tylko 20 minut spacerkiem urokliwymi uliczkami.

Samą Krzywą Wieżę można oglądać za darmo, natomiast jeśli ktoś chce wejść na górę, musi zapłacić aż 20 euro. Jeśli kupimy bilety przez Internet, pominiemy kolejkę, ale musimy dopłacić 6,50 euro za transakcję. My odpuściliśmy sobie tę atrakcję. Tym bardziej że ustawił się przed nią całkiem długi ogonek.

Czy Krzywa Wieża faktycznie jest krzywa? Powiem tak: jest tak krzywa, że jak patrzyłam na jej szczyt, to czułam, że na mnie leci. Serio. A chmury płynęły jakoś szybciej…

Oczywiście teren wokół wieży był pełen turystów, którzy, zatroskani, dbali o to, by wieża się nie przewróciła. Ja również do nich dołączyłam. Marcin stwierdził, że ręce nie wystarczą i do uratowania wieży przed zawaleniem użył nawet swoich nóg! Ludzie podtrzymywali wieżę nie tylko z boku. Niektórzy starali się uchwycić jej czubek, mając nadzieję, że dzięki temu nie upadnie. Inni, zaniepokojeni stanem podłoża, na którym wybudowano wieżę, dawali jej dodatkową podstawę.


Byli jednak i tacy, którzy tym wszystkim podtrzymywaczom przeszkadzali i… pchali wieżę! Oj, nieładnie tak.

Jeśli wydaje Wam się, że powyższe sposoby to jedyne pomysły na "wyjątkowe" zdjęcie z Krzywą Wieżą w Pizie, to muszę wyprowadzić Was z błędu. Wieżę można jeszcze lizać albo… włożyć ją do wafelka! Wskazówka: lody kupicie w budce nieopodal wejścia na teren kompleksu. 

No właśnie, trzeba zaznaczyć, że Krzywa Wieża nie stoi sobie na jakimś pustkowiu osamotniona. Budowla ta jest częścią kompleksu. Tuż obok wieży, która jest de facto dzwonnicą, znajduje się katedra. Można wejść do niej za darmo, trzeba jednak odebrać darmowy bilet w kasie i stanąć w kolejce.


Dlaczego krzywa wieża jest krzywa? Wszystko przez podłoże. Co ciekawe, obiekt zaczął pochylać się już ponad 850 lat temu, podczas budowy. Mimo to wieża powstała, choć na ukończenie prac trzeba było czekać blisko 200 lat…

Wieża odchylona jest od pionu o około 5 metrów.

Ciekawostką jest fakt, że wokół wieży znajduje się teren zielony, na który – jak głoszą wszechobecne tabliczki – wchodzić nie wolno. I faktycznie ludzie się do tego stosują. W konsekwencji, aby zrobić dobre zdjęcie, stają na barierkach czy słupkach, ryzykując uszczerbkiem na zdrowiu.

Na trawie można poleżeć dopiero w okolicy baptysterium.


Po obejściu kompleksu zjedliśmy włoski obiadek w jednej z pobliskich knajp, a potem pojechaliśmy nad morze – do Marina di Pisa. Tam udaliśmy się na publiczną, bezpłatną plażę. Mimo że był środek lata, bez problemu znaleźliśmy miejsce na kocyk. Woda była ciepła i czysta.



I tak oto spełniłam swoje marzenie i zobaczyłam Krzywą Wieżę w Pizie. Czy było warto? Moim zdaniem tak. 😊

Sara

czwartek, 4 listopada 2021

Dlaczego warto odwiedzić Bergamo? Mają tam coś więcej niż lotnisko!

 

Wiedzieliśmy, że nie chcemy – tak jak większość turystów – pomijać Bergamo. To miasto po prostu zasługuje na coś więcej niż miano „miasta obok Mediolanu, do którego latają tanie linie”. Do Bergamo udaliśmy się na kilka godzin – tyle w zupełności wystarczyło, by zachwycić się tamtejszymi widokami. Jeśli więc wybieracie się do Mediolanu i lądujecie – jak miliony turystów – na lotnisku w Bergamo, oddalonym godzinę drogi od stolicy mody, zarezerwujcie choć parę godzin na spacer po malowniczym miasteczku. Nie pożałujecie.


Monza, czyli chodźmy się ścigać!


Naszą podróż do Bergamo rozpoczęliśmy od Monzy. To miejscowość położona kilkanaście kilometrów na północ od Mediolanu. Pojechaliśmy tam tylko w jednym celu: zobaczyć słynny tor wyścigowy. Ja kojarzyłam go z gry Gran Turismo na PlayStation, Marcin – z telewizji, bo jest wielkim fanem Formuły 1. Co ciekawe, tor powstał… w parku miejskim. Choć ze strony internetowej wynikało, że obiekt jest otwarty dla zwiedzających, nam udało się go obejrzeć właściwie trochę na nielegalu. Tor jest ogromny, ma kilka kilometrów długości, w związku z czym zobaczyliśmy jedynie jego kawałki. Z zewnątrz jednak nie robił takiego wrażenia jak z trybun... Gdy zauważyliśmy, że jedna z bramek jest uchylona, skorzystaliśmy z okazji. Chyba włoska żandarmeria nie będzie nas ścigać, jak sądzicie?

Spacer pod górkę w Bergamo


Po spacerku z nutką adrenaliny pojechaliśmy do Bergamo. Zostawiliśmy auto przy Via XXIV Maggio, jeszcze w tej tańszej strefie parkowania i pieszo udaliśmy się do Citta Alta, czyli starego miasta, głównej, zabytkowej części Bergamo. Szło się pod górę i nie było łatwo. Część ludzi decyduje się przebyć tę drogą kolejką (funicolare). Wydaje mi się, że sporo tracą – w szczególności jeśli chodzi o widoki. A te są najpiękniejsze tuż przed bramą San Giacomo, prowadzącą do Citta Alta. Rozpościera się stamtąd widok na całe miasto i… samoloty! To chyba jedno z moich ulubionych miejsc w Bergamo.


Gdy już narobiliśmy mnóstwo zdjęć i zjedliśmy kanapki z pasztetem z widokiem na włoskie miasteczko, przeszliśmy przez bramę i po prostu… udaliśmy się przed siebie. Po drodze zahaczyliśmy o informację turystyczną, gdzie okazało się, że mają mapki w języku polskim. I faktycznie na ulicach co chwila spotykaliśmy turystów z naszego kraju.



Co zobaczyć w Bergamo?


W Bergamo zobaczyliśmy to, co odhaczyć wypada, czyli Bazylikę Santa Maria Maggiore, Wieżę Miejską (na którą można wejść, oczywiście za opłatą, by podziwiać miasto z góry, my jednak w planach mieliśmy inny punkt widokowy), Palazzo della Ragione i inne zabytki, wszystkie położone blisko siebie. To jednak nie one zapadły nam najbardziej w pamięć. Zabytków mieliśmy aż zanadto w Mediolanie, a później jeszcze więcej we Florencji. W Bergamo urzekło nas coś innego: klimat.

Gdy już przeszliśmy przez stare miasto wzdłuż i wszerz, skierowaliśmy się w stronę kolejki funicolare, która zawiozła nas na wzgórze San Vigilio. Za bilet 75-minutowy w dwie strony zapłaciliśmy niecałe 2 euro. Podróż kolejką trwała jakieś trzy minuty i sama w sobie była pewną atrakcją. Moim zdaniem jednak o wiele fajniej jest wjechać właśnie na wzgórze San Vigilio, skąd roztacza się niesamowity widok na Bergamo, niż wjechać z Citta Bassa do Citta Alta – tę drogą spokojnie można przebyć pieszo i zaoszczędzić.


San Vigilio - "must see" w Bergamo


Na San Vigilio zabytków zbyt wiele nie ma. Znajduje się tam zamek i kilka restauracji. 75 minut spokojnie wystarczyło, by odbyć podróż w obie strony i przespacerować się po wzgórzu.
Gdy znaleźliśmy się z powrotem na starym mieście, stwierdziliśmy, że czas w końcu zjeść coś włoskiego. To właśnie w Bergamo jadłam najlepszą carbonarę i margaritę. Na tym jednak nie skończyły się nasze jedzeniowe uciechy. W Bergamo kupiliśmy jeszcze lokalny smakołyk - polenta e osei, czyli supersłodkie ciastko biszkoptowe z dodatkiem orzechów i rumu. Słodyczy dodaje marcepan i cukier… Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności. Przyznam jednak, że za granicą jadłam o wiele lepsze lokalne przysmaki (pasteis de nata w Lizbonie <3). W ciachu w Bergamo moim zdaniem za bardzo było czuć rum, a ja do miłośniczek alkoholu nie należę. Ale zjadłam je i nawet poczęstowałam Marcina. Swoją drogą tuż po zakupie polenty, patrzyłam na ciastko z taką czułością i dumą, że Marcin aż musiał zrobić mi zdjęcie.



Jeśli zastanawiacie się, czy odwiedzić Bergamo – zdecydowanie tak! To miasto idealne na spacer.
Sara

środa, 3 listopada 2021

Mediolan w jeden dzień. Co warto tam zobaczyć? cz. 2

 

Gdy wszystkim wydawało się, że bloga porzuciłam już na zawsze, oto wjeżdża nowy post. Nie będę ukrywać, że wstydzę się tych przerw, ale jednocześnie staram się aż tak bardzo nie samobiczować. Po prostu dopadła mnie dorosłość. W gąszczu chorób, problemów, kłótni, dziennikarzenia, mycia garów i promocji w sklepach wyłuskałam chwilę, by napisać Wam, co robiliśmy w Mediolanie – gdy już zobaczyliśmy główną atrakcję miasta. Mediolan to coś więcej niż Duomo! Sprawdźcie, co jeszcze warto zwiedzić w stolicy mody.


Co zobaczyć w Mediolanie oprócz katedry? Zamek!

Słońce dość mocno przygrzewało, gdy opuściliśmy dach katedry w Mediolanie (o tym w poprzednim wpisie). Naszym kolejnym celem był zamek. Najpierw jednak zahaczyliśmy o Palazzo di Brera. Budynek nie wywarł na nas jednak dużego wrażenia – właściwie to nawet pisząc tego posta, musiałam sprawdzić, jak się nazywał. Być może nie utkwił nam w pamięci z tego powodu, że to, co najbardziej zachwycające, czyli potężna kolekcja włoskiego malarstwa, znajduje się we wnętrzu obiektu. W muzeum mieszczącym się w pałacu możemy oglądać dzieła Canaletta, Caravaggia czy Rafaela. Nas jednak obrazy nie bardzo interesowały, więc do środka nie weszliśmy. 
Za to Zamek Sforzów zyskał naszą zdecydowaną aprobatę. Jego dziedziniec można zwiedzać bezpłatnie. Rozsiedliśmy się więc i podziwialiśmy majestatyczną warownię. Podczas podróży lubię oglądać zamki – zdecydowanie bardziej niż kościoły. Marcin zresztą podobnie, więc oboje byliśmy zadowoleni.




Gdzie odpocząć w Mediolanie?

To, co wydarzyło się w kolejnej części dnia, było dość spontaniczne i może przez to właśnie tak fajne. Marcin zauważył na Google Maps, że tuż obok zamku znajduje się rozległy park. A że my lubimy parki, lasy, brzegi rzeki i inne miejsca, w których można obcować z naturą, nie zastanawialiśmy się długo i stwierdziliśmy: czas na spacer. Jak by nam było mało spaceru tego dnia… Jedną z głównych atrakcji parku był Łuk Pokoju, który ja porównałam do Bramy Brandenburskiej. Dopiero później skapnęliśmy się, że Park Sempione i Łuk Pokoju mieliśmy na swojej liście rzeczy "do zobaczenia". Ale znaleźliśmy je, zupełnie ich nie szukając. Swoją drogą mediolański park wyglądał trochę inaczej niż zieleńce, które znam z Polski. Więcej było tam wypoczywających, niektórzy opalali się, inni piknikowali. W toruńskich parkach raczej trudno spotkać kogoś, kto w samym stroju kąpielowym wygrzewa się w słońcu.


Ostatnim punktem, który zobaczyliśmy przed obiadem była fontanna przed wejściem do zamku– niestety, ze względu na epidemię, nieczynna.

Romantyczna randka w Mediolanie. Poznajcie dzielnicę Navigli

Wróciliśmy do wynajmowanego pokoju. Gdy Marcin drzemał, ja zaczęłam się zastanawiać, co jeszcze moglibyśmy zobaczyć. Nie chciałam ciągać nas po kościołach, ale jednocześnie nie chciałam też zostawać w pokoju. Wymyśliłam, że zrobię Marcinowi niespodziankę. Po przebudzeniu powiedziałam: "Zbieraj się", ale nie wyjawiłam, dokąd. Po dość długiej podróży metrem, a następnie kilkuminutowym spacerze dotarliśmy do Navigli. W swojej rozpisce oznaczyłam ją jako "dzielnica z kanałami". I faktycznie – w tej części miasta można poczuć się prawie jak w Wenecji. Mnóstwo kafejek, kanały… Choć nie jest to typowa dzielnica z zabytkami, to zdecydowanie polecam Wam odwiedzić ją podczas pobytu w Mediolanie, najlepiej wieczorem, gdy lokale będą pełne rodowitych Włochów, popijających spritza. Nas Navigli zachwyciło. Niespodzianka się udała! Poczuliśmy się trochę jak nad naszą ukochaną Wisłą, nad którą pocałowaliśmy się po raz pierwszy, zostaliśmy parą, a także zaręczyliśmy się.


W Navigli trafiliśmy akurat na "złotą godzinę", czyli porę na godzinę przed zachodem słońca. To tylko dodawało tej dzielnicy romantyzmu.





"Ostatnia Wieczerza": bilety i inne przydatne informacje

To był pełen emocji dzień w Mediolanie. Zobaczyliśmy większość rzeczy, które chcieliśmy, a nawet więcej. Nie był to jednak koniec naszego pobytu w tym mieście. Kolejnego dnia pojechaliśmy do pobliskiego Bergamo (o czym w osobnym poście, jak już się go doczekacie). A jeszcze kolejnego rozdzieliliśmy się, bo każde z nas chciało zobaczyć, co innego. Choć do tej kilkugodzinnej rozłąki przyczyniły się nie tylko chęci, lecz także… brak biletów. Początkowo myśleliśmy, by razem zobaczyć "Ostatnią Wieczerzę", czyli jedno z najsłynniejszych dzieł Leonarda da Vinci, które znajduje się właśnie w Mediolanie. Jednak gdy chcieliśmy kupić wejściówki, okazało się, że na pasującą nam godzinę został dokładnie… jeden bilet. Stwierdziliśmy więc, że ja zobaczę "Ostatnią Wieczerzę", a Marcin w tym czasie pojedzie na San Siro obejrzeć słynny stadion AC Milanu i Interu.


Jeśli chodzi o dzieło Leonarda da Vinci, w rzeczywistości nie jest to obraz, lecz malowidło ścienne, które można podziwiać w refektarzu, czyli jadalni klasztoru dominikanów przy kościele Santa Maria delle Grazie. Do samej świątyni wejdziemy bez opłat, natomiast by zobaczyć dzieło Leonarda, musimy zapłacić. Ceny w listopadzie 2021 to:
  • 15 euro – bilet normalny,
  • 2 euro – bilet ulgowy dla osób od 18 do 25 roku życia.
  • Młodsze osoby wchodzą za darmo.
Wizyta przebiega według dość restrykcyjnych reguł. Wszystkie rzeczy, łącznie z małą torebką, należy zostawić w szafkach. Do pomieszczenia, w którym znajduje się malowidło, wchodzi tylko określona liczba osób. Wizyta trwa 15 minut. Można robić zdjęcia, lecz bez użycia lampy. W tym samym pomieszczeniu znajduje się także inne dzieło - "Ukrzyżowanie Chrystusa".


Nie będę pisać o tym, czy warto zobaczyć "Ostatnią Wieczerzę", czy też nie – o tym musicie zdecydować sami. Wszystko zależy od Waszej osobowości, zainteresowań i potrzeb. Ja, gdybym miała zapłacić 15 euro za możliwość oglądania malowidła przez kwadrans, zapewne bym się nie zdecydowała – co innego 2 euro. Nie znaczy to, że dzieło mi się nie podoba albo w jakikolwiek sposób mnie zawiodło.

To tyle jeśli chodzi o Mediolan. Jeśli złapiecie tanie loty do tego miasta, śmiało, bierzcie!
Sara