Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokojówka czy Uciekinierka?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokojówka czy Uciekinierka?. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2020

Escape roomy, czyli branża, która może zniknąć po epidemii



Odmrażanie gospodarki trwa. Otwierają się kolejne miejsca, a ludzie wracają do pracy. Jest jednak taka branża, która wcale nie musiała zostać zamknięta i… nie wiadomo, czy zostanie otwarta.

Wraz z pojawieniem się koronawirusa w Polsce i zamknięciem szkół, wiele innych miejsc dobrowolnie zdecydowało o zawieszeniu działalności. Chociaż rząd wcale im nie kazał, one, w trosce o zdrowie i życie gości, a także pracowników, postanowiły na jakiś czas się zamknąć (pewnie nikt nie spodziewał się, że na aż tak długo). Tak było chociażby z escape roomami. W Toruniu mamy obecnie tylko cztery firmy – dwie z nich zamknęły się w okolicach 14 marca, jeden – w ogóle nie poinformował o zamknięciu (być może dlatego że nie aktualizuje swojego fanpage’a, od 2019 roku), ostatni z kolei znajduje się w centrum rozrywkowym z laser areną i też postanowił 14 marca zawiesić działalność. Każda z toruńskich firm inaczej podeszła do czasu epidemii.

Dom Kłódek zachęca do zakupu voucherów. W czasie epidemii właściciele dopracowali nowy pokój, który już czeka na swoje otwarcie. Z kolei Open The Door codziennie publikował albo listy polecanych filmów i książek, albo zagadki. Firma postanowiła też stworzyć własną grę karcianą. Można ją zakupić w cenie 35 zł. Do gry dołączane są również scenariusze potrzebne do stworzenia własnego, domowego escape roomu. Bunkier 51 z kolei zapewniał, że trwają pracę nad nowym pokojem.

Mamy drugą połowę maja, a nadal nie wiadomo, kiedy escape roomy się otworzą. Prawdopodobnie nastąpi to w ostatnim etapie odmrażania gospodarki, gdy zostanie otwarte już wszystko – kina, kluby czy teatry.

Powiem Wam szczerze, że mam wiele obaw dotyczących otwarcia escape roomów. Pierwsza dotyczy oczywiście tego, czy wszystkie firmy się otworzą. W końcu przez dwa miesiące nie zarobiły najczęściej ani grosza, a musiały płacić czynsz. Możliwe, że tak jak niektóre lokale gastronomiczne, sklepiki czy salony kosmetyczne część escape roomów po prostu zamknie się na amen.

Druga sprawa – czy w escape roomach będzie obowiązywał reżim sanitarny? Maseczki, rękawiczki? O utrzymaniu odległości nie ma mowy, w końcu wiele zadań trzeba wykonywać przy ścisłej i bliskiej współpracy. Maseczki również wydają się trochę kłopotliwe – możecie się śmiać, ale ja często z pokoi zagadek wychodzę zmęczona. Wizyta w escape roomie to co prawda nie trening sportowy, ale przynosi dużo emocji, a czasami trzeba wysilić nie tylko szare komórki.

Kolejna sprawa, która bardzo mnie nurtuje, to dezynfekcja. Nie wiem, czy jest inne miejsce, w którym tyle się namacamy i nadotykamy. W escape roomach nie wystarczyłoby przetrzeć przycisków albo klamek – należałoby zdezynfekować dosłownie wszystko. Czy to będzie możliwe? Szczerze w to wątpię. Firmy prawdopodobnie nie będą miały na to pieniędzy. Taka dezynfekcja musiałaby prawdopodobnie odbywać się za pomocą specjalnych urządzeń, którymi czyści się chociażby przystanki.

Pytanie też, czy ludzie w ogóle będą chcieli chodzić do escape roomów. W końcu w ostatnim czasie byli przymusowo zamknięci w domach. Czy dobrowolne zamknięcie w pomieszczeniu nadal będzie takie fajne? Może wybiegam trochę za daleko, ale coś mi się wydaje, że branża escape roomowa szybko nie wróci do czasów przed epidemii.

Przyznaję, że brakuje mi escape roomów. W styczniu i lutym tego roku odwiedziłam zaledwie cztery pokoje, a planowałam w tym roku zagrać w minimum 20. To jedna z moich ulubionych form rozrywki. Byłoby mi bardzo przykro, jeśli zniknęłaby całkowicie. Ale jednocześnie nawet gdy pokoje się otworzą, nie wiem, czy nie bałabym się do nich iść. Głównie chyba ze względu na te miliony potencjalnych zarazków. Pewnie, że do tej pory one też były, w niektórych pokojach panował drobny nieporządek. Tyle że do tej pory nie było covid 19.

Tak się zastanawiam – może dezynfekcja rąk przed wejściem do pokoju byłaby dobrym rozwiązaniem? Może to by wystarczyło? W końcu w środku raczej nikt rekwizytów nie liże…
Dajcie znać, co o tym sądzicie!
Sara

poniedziałek, 3 lutego 2020

Niezwykła pracownia malarska, jaką widzieliście tylko w filmach


Byliście kiedyś w pracowni prawdziwego artysty? Zwykle oglądamy takie miejsca tylko w filmach. Tymczasem my z Maćkiem wylądowaliśmy w pracowni malarza, która była niczym wyjęta prosto ze szklanego ekranu, i… spędziliśmy w niej 60 zagadkowych minut.

Ponad dwa lata temu odwiedziliśmy z Maćkiem Sex Room, który postawił poprzeczkę bardzo wysoko. Zastanawialiśmy się, czy Przeklęty Obraz, również stworzony przez ekipę Black Cat Escape Room, pobije tamten zmysłowy scenariusz.

W tej niezwykłej pracowni malarskiej czułam się… wyjątkowo spokojna i skupiona. Pokój nie był irytujący, nie wywołał we mnie żadnej frustracji, co niestety czasami się zdarza. W miarę płynnie przechodziliśmy przez kolejne zagadki. Zagadki – to słowo warto zaakcentować. Bo Przeklęty Obraz to nie tylko łączenie faktów, przeszukiwanie pokoju czy odkrywanie kolejnych liczb do szyfru. To przede wszystkim rozwiązywanie różnego rodzaju zadań – matematycznych, logicznych, zręcznościowych, słownych, a nawet… zapachowych (uwielbiam ten typ wyzwań). Wydaje mi się, że to czyni ten pokój jednocześnie wyjątkowym i uniwersalnym - świetnie poradziłyby sobie tam zarówno nastolatki, jak i starsze osoby. Zagadek przygotowano naprawdę sporo, więc nie sposób było się nudzić. Mimo że odwiedziłam już 50 escape roomów, to w Przeklętym Obrazie spotkałam się z takimi typami zadań, na które nie natknęłam się nigdzie wcześniej. I to było super. Ludzka kreatywność nie zna granic. Swoją drogą – Maćka i moja chyba też, bo jedno z zadań próbowaliśmy rozwiązać w taki sposób, jak jeszcze żadna inna grupa!

Przyznam Wam się szczerze, że historie escape roomowe nie zawsze wciągają. Niektóre scenariusze są wymyślone na wyrost. Wydaje się, że właściciele zbudowali pokój, a potem stworzyli do niego byle jaką opowieść. W przypadku Przeklętego Obrazu naprawdę nurtowało mnie, co się stało partnerką malarza - pisarką Sarą (zbieżność imion nieprzypadkowa? Czy to znak, bym jednak postawiła na karierę pisarską :D?). Gdy na koniec odkryliśmy tajemnicę… Byłam w szoku. Finał przygody sprawił, że pokój podobał mi się jeszcze bardziej.
Black Cat Escape Room, podobnie jak wiele innych firm po tragedii w Koszalinie musiał zmagać się z różnymi problemami. Ekipa znalazła jednak nową siedzibę. Lokal jest ogromny i co ciekawe, można tam organizować spotkania integracyjne czy wieczory panieńskie. Oprócz czterech pokoi – wspomnianego Sex Roomu, Przeklętego Obrazu, Złota Nazistów i Domu Mordercy są sale, w których można napisać się kawy i wspólnie świętować.

Dowiedzieliśmy się, że w przygotowaniu jest nowy pokój, o tematyce, z którą do tej pory nie mieliśmy do czynienia. Wydaje mi się, iż będzie to perełka na mapie Warszawy, a może i całej Polski?
Komu polecam Przeklęty Obraz? Właściwie to… wszystkim! W pokoju odnajdą się osoby, które lubią elektronikę w escape roomach, ale także te, które wolą tradycyjne kłódki. Jeśli uwielbiacie sztukę, na pewno docenicie klimat pokoju.
Wydaje mi się, że niełatwo jest stworzyć pokój fabularny, który tak wciągnie w swoją historię. Udało się to w escape roomie na warszawskim Grochowie.
A Wy który pokój wolelibyście odwiedzić – Sex Room czy Przeklęty Obraz?
Sara

sobota, 28 grudnia 2019

Jaki był dla mnie rok 2019? - podsumowanie cz. 1


Nie ma co ukrywać. Rok 2019 był do kitu. Może nie cały. Ale pewne wydarzenia źle na mnie wpłynęły.

W tradycyjnym alfabetycznym podsumowaniu zebrałam wszystkie ważne chwile, te radosne i te bolesne. Te, które sprawiły, że płakałam ze wzruszenia, ale i z bezradności.

Najsmutniejsze jest chyba to, że mimo iż sporo było miłych, zaskakujących, przyjemnych i ekscytujących chwil, to często te złe kładły się na nich cieniem. Dlatego tym bardziej muszę sobie przypomnieć te momenty, które sprawiły mi radość. 

A jak Andora. Jedna z najbardziej oryginalnych stolic europejskich, jakie odwiedziłam. Niewielka, ale otoczona wielkimi szczytami. Malownicza, urocza i idealna na jeden dzień. Pojechałam tam we wrześniu z mamą. Z Andory przywiozłam wyłącznie dobre wspomnienia.
B jak Barcelona. Odkąd wróciłam z Barcelony, powtarzam, że szkoda, iż nie jest ona stolicą kraju. Byłaby na pewno wysoko w moim rankingu stolic. To miasto ma tyle do zaoferowania! Gaudi, gotyk, plaże… I da się stamtąd dojechać do Andory. ;)
C jak cele. W 2019 roku zrealizowałam 7 z 9 celów. Wydaje mi się, że to świetny wynik. Niestety, nie udało mi się odhaczyć tego tajemniczego punktu, o którym nie chciałam Wam powiedzieć na początku roku. Ale myślę, że prędzej czy później go zrealizuję. To jedno z moich marzeń.

D jak dolnośląskie. W drugim półroczu byłam we Wrocławiu dwukrotnie – raz na nagraniu odcinka teleturnieju "Gra słów. Krzyżówka", który udało mi się wygrać! Z kolei druga wizyta była czysto turystyczna – z mamą wybrałyśmy się na słynny jarmark bożonarodzeniowy, a także oglądałyśmy klaszczące kotiki w Afrykarium.
E jak escape roomy. Planowałam w tym roku odwiedzić ich 12, wyszło… 19. To hobby zupełnie mi się nie nudzi. Fajnie by było znaleźć kolejnych towarzyszy do ucieczek z pokojów zagadek. W tym roku odwiedziłam nie tylko toruńskie escape roomy, lecz również pokoje w Bydgoszczy, Białymstoku i Gdyni.
F jak Finlandia. To kraj wyjątkowy. Widziałam w nim łosia (tyle że leżał). Finlandia dała nam się poznać jako spokojna, niezatłoczona, zielona. Bardzo leśna. Niestety, pogoda średnio dopisała. Ale co chciałyśmy, to zobaczyłyśmy – oprócz kościoła w skale, w którym akurat odbywała się jakaś uroczystość.
G jak gazeta. Pracę w OtoToruń zaczęłam w 2019 roku i w tym samym roku ją również rzuciłam, bo czułam się w tej redakcji po prostu źle. Nieszanowana, niedoceniana i olewana. Ale nie zmienia to faktu, że sporo się tam nauczyłam (zajmowałam się głównie tekstami sponsorowanymi, więc nagle stałam się ekspertką od wszystkiego!), a moje artykuły ukazywały się nie tylko na portalu internetowym, lecz także w gazecie.
H jak hasanie. W moim domku zamieszkała puchata kulka, zwana również Nicolasem, Nicosiem, Niko, Prezesem, Puciem, Pysiem. Kotek nie biega po domu – on hasa. Skradł moje serce i zasłużył na dwie literki w tym zestawieniu.
I jak irytacja. To uczucie towarzyszyło mi dość często. Gdy TSH nie chciało wzrosnąć. A potem gdy nie chciało spaść. Kiedy szef dzwonił do mnie w niedzielę o 9 rano. Gdy czekałam na autoryzację wywiadu przez miesiąc. A także w wielu innych momentach. Irytowałam się z powodu polityków i ludzi w Biedronce. I wyglądałam wtedy mniej więcej tak.
J jak Jordanki. Gdy sobie przypomnę, jak skomplikowana i wieloetapowa była rekrutacja do Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki, zdaje sobie sprawę, jaką szczęściarą (a może i zdolniachą?) jestem, że mam tę pracę. Dzięki niej rozwijam się, zarówno pod względem kulturalnym, jak i redakcyjnym i kreatywnym.
K jak koncerty. Ten punkt bezpośrednio łączy się z poprzednim, bo to dzięki pracy w Jordankach miałam szansę uczestniczyć w świetnych koncertach. Widziałam na żywo mnóstwo gwiazd polskiej muzyki. Ale w tym roku brałam też udział w wielu świetnych koncertach poza CKK Jordanki. Wreszcie usłyszałam na żywo największe przeboje z musicali i bajek w wykonaniu Studia Accantus. Bawiłam się świetnie także na koncercie Sorry Boys i show z przebojami Italo Disco. Ale powiem Wam coś jeszcze – przyszły rok zapowiada się o wiele bardziej koncertowo. We wrześniu moja największa idolka, Taylor Swift, ogłosiła, że przyjedzie do Polski na Openera. Gdy się o tym dowiedziałam, najzwyczajniej w świecie się popłakałam. W czerwcu spełni się moje wielkie marzenie – będę na koncercie Taylor!
Dalszy ciąg podsumowania już niebawem. 
A jaki był dla Was rok 2019?
Sara

sobota, 26 października 2019

W Toruniu znajduje się Lunapark inny niż wszystkie...


Uwielbiam lunaparki. Rollercoastery, karuzele i tę całą otoczkę, która kojarzy się z wesołym miasteczkiem. W Toruniu znajduje się wyjątkowy lunapark. Nie możecie w nim jednak zostać dłużej niż przez godzinę…

Gdy dowiedziałam się, że największy toruński escape room Open The Door zamyka swoje pokoje, byłam w szoku. To właśnie tam zaczęłam swoją przygodę z tą formą rozrywki. Nawiedzony Hotel był moim pierwszym w życiu escape roomem. Miałam nadzieję, że Open The Door ponownie otworzy swoje drzwi i… tak też się stało! Firma znalazła nową siedzibę. Na początek właściciele zdecydowali się przenieść pokój Lunapark. Byliśmy ciekawi, czy mimo nowej lokalizacji, zagadki pozostaną te same. Z Lunaparku udało nam się uciec po raz pierwszy kilka miesięcy temu. Pamiętaliśmy więc ten pokój dość dobrze. Mogliśmy porównać poprzedni Lunapark z tym znajdującym się w nowej siedzibie. I powiem Wam, że to porównanie wypadło bardzo korzystnie!

Lunapark jest jednocześnie słodki i mroczny. Kryje wiele tajemnic i przypomina wesołe miasteczka odwiedzane wieczorową porą. Nowa odsłona Lunaparku zawiera to, co najlepsze, ze starej wersji, ale pojawiło się w niej też trochę zaskoczeń. Nas intrygowało to, czy wyjdziemy z pokoju po 20 minutach, bo wszystko będzie się powtarzać i wykonamy zadania z pamięci, czy też czeka na nas większe wyzwanie. Okazało się, że twórcy zadbali o nasze szare komórki i pojawił się spory element zaskoczenia.

Nigdy nie zdarzyło nam się odwiedzić tego samego pokoju dwukrotnie. Byliśmy więc ciekawi, jak spodoba nam się Lunapark vol. 2. Z pokoju wyszliśmy o wiele bardziej zadowoleni niż za pierwszym razem. A zatem jeśli już próbowaliście swoich sił w ucieczce z Lunaparku, ale także jeżeli ten pierwszy raz dopiero przed Wami, warto spróbować swoich sił i poczuć tę tajemniczą aurę wesołego miasteczka. 

Czego możecie spodziewać się w tym pokoju? Znajdziecie tam zarówno tradycyjne kłódki, jak i elektroniczne rozwiązania. Jak zawsze warto dobrze przeszukać pokój i zaglądać we wszystkie zakamarki. O odpowiedni klimat zadbano nie tylko poprzez wystrój i dekoracje, lecz również… efekty dźwiękowe. Nic więcej zdradzić nie mogę! Oprócz tego, że pewne rzeczy w pokoju dzieją się magicznie. W końcu to nie jest zwykły Lunapark. 

Co ważne, pokój dostępny jest w dwóch wersjach – dla dorosłych przygotowano nieco trudniejszą i bardziej mroczną, dla dzieci łatwiejszą, bez zbędnych elementów z horroru, ale nadal efektowną.  

Na razie w Open The Door można odwiedzić tylko Lunapark, ale już niebawem pojawi się drugi scenariusz, coś o wiele bardziej mrocznego… Choć my nie przepadamy za pokojami w klimacie thrillera czy horroru, na pewno wybierzemy się ponownie do Open The Door, z czystej ciekawości. O ile w poprzedniej siedzibie pokoi było sporo i niekiedy zarzucano obsłudze, że nie śledzi dokładnie tego, co robi grupa, o tyle obecnie właściciele stawiają przede wszystkim na jakość, nie na ilość. My na pewno zajrzymy do Open The Door, gdy tylko pojawi się drugi pokój.

Toruń ma swój własny Lunapark. Warto go odwiedzić, niezależnie od tego, ile macie lat. Emocje jak na kolejce górskiej gwarantowane.
Sara

poniedziałek, 29 lipca 2019

Zagadka sprzed lat rozwiązana!


Będąc po raz pierwszy na Podlasiu, nie mogliśmy odpuścić sobie wizyty w escape roomie. Padło na Kod Enigmy w Team Escape. Czy to był dobry wybór?

Siedziba Team Escape znajduje się w centrum Białegostoku, nieopodal Kościoła św. Rocha. Firma posiada dwa pokoje – Dexter, w klimacie thrillera, i bardziej przygodowy Kod Enigmy. My raczej nie lubimy się bać, dlatego zdecydowaliśmy się na rozwikłanie słynnego szyfru.

Wystrój i wyposażenie pokoju przeniosło nas w czasie o kilkadziesiąt lat. W pomieszczeniu znajdziecie mnóstwo rekwizytów, mebli i dodatków, których raczej nie spotyka się już we współczesnych domach. Podziwiam twórców pokoju, że udało im się zdobyć takie przedmioty. Klimat więc jak najbardziej na plus.

A co z zagadkami? Pokój określony jest na lockme jako trudny i my zdecydowanie się z tym zgadzamy. Dawno nie odwiedziliśmy escape roomu, który tak bardzo rozruszałby nasze szare komórki. Kod Enigmy był pełen zadań wymagających logicznego myślenia. To nam się bardzo podobało, bo w dobie pokoi pełnych elektroniki, w których zdarzają się zagadki zupełnie od czapy, ten escape room na pewno bardzo się wyróżnia. Smaczku dodaje fakt, że szukacie tajemniczej enigmy, maszyny szyfrującej owianej niezwykłą tajemnicą.

Oprócz rozwikłania zagadek należało jak zawsze dokładnie przeszukać pokój. Choć może nie powinnam w tym wypadku używać stwierdzenia "jak zawsze", gdyż my spenetrowaliśmy pokój tak, jak robimy to zazwyczaj i… niewiele to dało. Kluczyki i inne potrzebne przedmioty były tak dobrze ukryte, że nie obyło się bez podpowiedzi. Wychodzi na to, iż nawet graczom z czterdziestoma pokojami na koncie mogą zdarzyć się wpadki. Szczerze mówiąc, było mi trochę wstyd, gdy okazało się, że jednego kąta nie sprawdziliśmy, czegoś innego nie podnieśliśmy… Następnym razem musimy wykazać się większym spokojem i lepszą koncentracją, a nerwy schować do kieszeni. Wtedy – mam nadzieję - wszystko uda się znaleźć. Choć z drugiej strony w escape roomie nie może być za łatwo, prawda?

Dużą zaletą był również system podpowiedzi. Przesympatyczna obsługa podawała nam je w ciekawy i kreatywny sposób. Z pokoju udało nam się uciec niecałe trzy minuty przed czasem i uważam, że to duży sukces, bo zagadek było sporo, a nad każdą z nich należało chwilę pomyśleć.

Komu polecam ten pokój? Wszystkim! I miłośnikom historii, i fanom niecodziennych gadżetów sprzed lat, i tym, którzy po prostu lubią trochę pogłówkować. Nasza grupa liczyła cztery osoby i choć jesteśmy zupełnie różni, każdemu z nas bardzo podobał się scenariusz Kodu Enigmy.

Widać, że to pokój stworzony przez ludzi, którzy kochają zagadki. Jeśli też chcecie trochę pogłówkować, to warto odwiedzić Białystok. Okazuje się, że dobre pokoje znajdziemy nie tylko na Zachodzie. ;)
Sara

sobota, 6 lipca 2019

Darmowy escape room w Toruniu!



W Toruniu otwarto bezpłatny escape room. Rozgrywka trwa pół godziny, a czas płynie nieubłaganie szybko. Pokój powstał z okazji świętowania setnej rocznicy odzyskania przez Toruń niepodległości.

Gdy w Internecie natknęliśmy się na informację o nowym toruńskim escape roomie, w dodatku bezpłatnym, nie mogliśmy przegapić takiej okazji. Odwiedziliśmy pokój jako pierwsza w historii grupa. Udało nam się uciec dwie minuty przed czasem, a, warto wspomnieć, na rozgrywkę w tym przypadku nie mieliśmy godziny, lecz zaledwie trzydzieści minut. Szczerze mówiąc, gdy do końca gry pozostało nam osiem minut, byłam pewna, że już nie uda nam się rozwiązać wszystkich zagadek. Ostatecznie jednak podołaliśmy, choć nie obyło się bez podpowiedzi.

Dzięki pokojowi "Odzyskaj Wolność" będziecie mieli okazję przenieść się sto lat wstecz. Escape room wygląda niczym gabinet sprzed wielu lat. 

Jeśli chodzi o zagadki, to wcale nie należą one do banalnych. Pokój jest liniowy, co oznacza, że dopóki nie rozwiążecie jednego zadania, nie możecie ruszyć dalej. W "Odzyskaj Wolność" znajdziecie kilka rodzajów kłódek, a także parę innych smaczków. Jak zawsze warto dobrze przeszukać pomieszczenie.

Czy jeśli escape room jest darmowy, to znaczy, że jest do bani? Stanowczo nie. Oczywiście wiadomo, że środki przeznaczone na budowę takiego pokoju nie były milionowe, więc raczej nie będziecie zbierać szczęki z podłogi. Ale warto iść i chwilę się pobawić, bo emocje przy rozwiązywaniu zagadek są takie same jak w tradycyjnym, płatnym escape roomie.

Pokój "Odzyskaj Wolność" jest częścią większego projektu Duch Błękitnej Armii, w ramach którego odbędzie się także gra terenowa dla uczniów toruńskich szkół oraz koncert Luxtorpedy. Tematyka pokoju jest rzecz jasna historyczna, natkniecie się w nim na wiele dat i informacji. Może przy okazji coś zostanie Wam w głowie. Oczywiście wiedza specjalistyczna nie jest potrzebna do ucieczki, ale może się przydać.

Warto wspomnieć o tym, że w escape roomie nie ma kamer, więc jeśli będziecie mieli z czymś problem, musicie krótko wytłumaczyć przez krótkofalówkę, jakiej wskazówki potrzebujecie. Pomieszczenie nie jest zamykane na klucz.

Wejścia do escape roomu odbywają się co godzinę, wyłącznie w piątki i soboty, jeśli więc chcecie odzyskać wolność, polecam pospieszyć się z rezerwacją. W rozgrywce mogą uczestniczyć grupy maksymalnie pięcioosobowe.

Bardzo popieram takie inicjatywy nauki przez zabawę, a promocja escape roomów w okresie, gdy naprawdę potrzebne jest im wsparcie, uważam za wielki plus. Warto dodać, że w tworzeniu tego pokoju uczestniczyli twórcy czołowej toruńskiej firmy Dom Kłódek.

Zapisy: Telefoniczne pod numerem Kamienicy Inicjatyw – tel. 514 786 113 od pon. do pt. w godz. 9.00 – 17.00 lub poprzez email biuro@kamienica-inicjatyw.pl.
Byliście kiedyś w darmowym escape roomie?
Sara

środa, 12 czerwca 2019

Wróciliśmy z wyprawy do Kambodży!



Wiecie, za co uwielbiam escape roomy? Za to, że w jednej chwili możecie przenieść się do Egiptu, w innej do więzienia, a w kolejnej zostać słynnym naukowcem. My tym razem wybraliśmy się w zagadkową podróż do… Kambodży i Wy też macie na to szansę, bo przygotowałam dla Was konkurs. Szczegóły pod koniec wpisu. 

Odmęty Angkor Wat przywitały nas dość… nietypowo. Jednak, jak się później okazało, to nie był koniec niespodzianek. Z każdą kolejną minutą coś nas zaskakiwało. Począwszy od zagadek, poprzez tajemnicze otwory, skończywszy na sposobie podawania odpowiedzi.

Bydgoskie Odmęty Angkor Wat zdecydowanie wyróżniają się tematyką na tle innych pokoi. Nie wcielacie się tam w rolę detektywów ani nie musicie odkryć, kto zabił. Waszym celem jest znalezienie bezcennego skarbu. Odmęty Angkor Wat to jedyny kambodżański escape room w Polsce.

My na tę ekspedycję wybraliśmy się we czwórkę, ale jeśli chcecie spróbować swoich sił w mniejszej grupie, myślę, że dacie radę. Wszystkie zagadki są logiczne. Choć niektóre wymagały kombinowania i dłuższego zastanowienia, ani razu nie przyszła nam do głowy taka myśl, że w życiu byśmy na dane rozwiązanie nie wpadli.  

EGO jest firmą rodzinną. W budynku znajduje się tylko jeden pokój – właśnie Odmęty Angkor Wat, jednak widać, że właściciele włożyli sporo pracy w jego wykonanie. Nie zabrakło technologii, mechanizmów, tajnych przejść i wyjątkowych rekwizytów. My wyszliśmy z pokoju naprawdę rozemocjonowani! Lubię takie scenariusze, które powodują, że skacze nasz poziom adrenaliny.

Czym jeszcze wyróżnia się ten pokój? Zdecydowanie klimatem – wydaje mi się, że na kilka chwil zapomnieliśmy, że przebywamy w pomieszczeniu i naprawdę poczuliśmy się jak na wyprawie w Azji. Ten pokój nie był udekorowany – on był po prostu zamieniony w świątynię Angkor Wat. Zdarzało się nam odwiedzać escape roomy, w których ktoś położył na podłodze kilka walizek, powiesił na ścianach parę obrazków i… to wszystko. Tymczasem twórcy Odmętów Angkor Wat postawili sobie za cel, by stworzyć w Bydgoszczy portal teleportujący nas do odległej, egzotycznej, nieco tajemniczej Kambodży. I udało im się.

Obsługa była przemiła i dokładnie śledziła naszą rozgrywkę, co również było dużym plusem. Z pokoju, a raczej ze świątyni, udało nam się wyjść przed czasem. Zagadki nie były bardzo trudne, ale wymagały chwili zastanowienia i… odwagi. Odwagi do tego, by nie bać się dziwnych rozwiązań i metod. ;)

Komu poleciłabym ten pokój? Wszystkim, którzy chcą przeżyć jakąś przygodę! Odmęty Angkor Was znajdują się w top 10 najlepszych pokoi w Bydgoszczy (gdzie poprzeczka postawiona jest naprawdę wysoko!) i w pierwszej pięćdziesiątce najlepiej ocenianych escape roomów w kraju.

KONKURS

To co? Ktoś ma ochotę na wypad do Kambodży? Tak się składa, że mam dla Was voucher dla grupy maks. 5 osób na wyprawę do Odmętów Angkor Wat w Bydgoszczy! Co zrobić, by go wygrać? Wystarczy, że napiszecie w komentarzu pod tym postem, jaka tematyka pokoju Wam się marzy. Przyznaję, że ja chętnie odwiedziłabym pokój związany z czekoladą, Beatlesami albo… stolicami europejskimi.

Konkurs trwa do 19 czerwca. Zwycięzcę ogłoszę pod tym postem w ciągu trzech dni od dnia zakończenia konkursu. Wybiorę najbardziej zaskakującą odpowiedź. Jestem bardzo ciekawa Waszych marzeń!
Samych udanych ucieczek!
Sara

Wyniki konkursu
Napisaliście tyle wspaniałych komentarzy, że trudno było wybrać jeden. Ostatecznie voucher otrzymuje Utkowa, która rozczuliła mnie swoim pomysłem powrotu do czasów dzieciństwa. Czekam na Twoje dane do wysyłki nagrody. 
Mam nadzieję, że pomysły na Wasze wymarzone escape roomy zostaną zrealizowane! 

środa, 8 maja 2019

Odwiedziłam wszystkie escape roomy w Toruniu – co dalej?



Gdy poszłam do swojego pierwszego escape roomu w życiu, nie sądziłam, że to stanie się moją pasją. Mam za sobą wszystkie toruńskie pokoje, kilkanaście warszawskich i... jeden bydgoski. Co dalej?

Jeśli mowa o escape roomach, ludzie dzielą się na kilka grup. Po tragedii w Koszalinie w Polsce raczej nie ma już osób, które nie słyszały o tej formie rozrywki. Na pewno istnieją tacy, którzy nigdy w escape roomie nie byli i nie zamierzają tego faktu rzeczy zmieniać – albo uważają, że to nie dla nich, albo boją się i twierdzą, że to niebezpieczne. 

Są też tacy, choć trudno mi w to uwierzyć, którzy byli raz w escape roomie i… nie spodobało im się (to w ogóle możliwe?). Znam osoby, które były w kilku pokojach, lubią te ucieczki, ale jednak nie praktykują tego zbyt często. Znam też takich, którzy w jeden weekend potrafią odwiedzić 14 pokoi.

A w jakiej grupie jestem ja? Uwielbiam pokoje zagadek, chętnie chodziłabym do nich częściej, ale nie zawsze mam taką możliwość. Czasami brakuje funduszy – to nie jest najtańsza rozrywka, niekiedy nie mam po prostu z kim iść do escape roomu. Gdybym miała więcej pieniędzy, na pewno robiłabym to częściej, tego jestem pewna.Wiem, że wiele osób, aby zmniejszyć koszty, decyduje się na współpracę z obcymi ludźmi, ale to chyba nie dla mnie. 

Jak zaczęła się moja przygoda z escape roomami? Był październik 2016, akcja Toruń za pół ceny. Nie wiem, jak to właściwie wyszło, że poszliśmy z rodzicami i bratem do jednego z pokoi – wydaje mi się, że po prostu przeglądałam oferty i rzuciła mi się w oczy ta niecodzienna propozycja. Dać się zamknąć na godzinę w pokoju z zagadkami? Cała nasza rodzina lubi gry, więc sądziłam, że to może być niecodzienne doświadczenie. Wizyta w Nawiedzonym Hotelu ogromnie nam się spodobała. Uciekliśmy z niego dosłownie sekundy przed upłynięciem godziny.

Później odwiedzałam pokoje zwykle przy okazji akcji Toruń za pół ceny. Z czasem zaczęłam współpracować z różnymi firmami z Torunia i Warszawy. Dzięki temu odwiedziłam całkiem sporo różnorodnych pokoi, o których napisałam wiele recenzji. Był czas, że każda moja wizyta w stolicy kończyła się wyjściem do escape roomu! Tak polubiłam tę formę rozrywki, że w 2017 roku, na święta, poprosiłam Mikołaja rodziców o voucher do escape roomu właśnie.

W tym roku postawiłam sobie za cel odwiedzenie 12 escape roomów. Wiem, że niektórzy zaliczają tyle pokoi w weekend. Dla mnie dwa pokoje na dzień w zupełności wystarczą. Boję się, że gdybym zaliczyła więcej, to nie czerpałabym z tego takiej radości, historie zlałyby się w jedno, a ja byłabym najzwyczajniej w świecie zmęczona. Chciałam, aby ten tegoroczny cel motywował mnie do tego, bym nie wydawała kasy na głupoty, tylko oszczędzała ją na to, co sprawia mi ogromną przyjemność – podróże i escape roomy.

Z czasem do zabawy wkręcałam kolejne osoby. Zabrałam po raz pierwszy do escape roomu ciocię, wujka, później oni zarazili tą pasją swoich znajomych.

Kilka dni temu odwiedziłam ostatni pokój w Toruniu. Była to dość symboliczna wizyta, ponieważ okazało się, że ostatnim, nieodhaczonym przeze mnie toruńskim pokojem był najstarszy escape room w Toruniu! Jakimś cudem nie trafiłam tam wcześniej.

Co dalej? Czekam na kolejne pokoje w Toruniu. Z tego, co wywęszyłam, latem mają powstać nowe fabuły. Poza tym ostatnio po raz pierwszy z bratem wybraliśmy się do Bydgoszczy. Podbój tego miasta to będzie coś zupełnie nowego, bo poziom escape roomów jest tam zupełnie inny.

Wiecie, za co tak lubię escape roomy? Pozwalają mi nie myśleć o problemach. W głowie mam tylko zagadki. Uwielbiam tę adrenalinę, emocje, satysfakcję przy otwieraniu kłódek.

Escape roomy pozwoliły mi też poznać fantastycznych ludzi, prawdziwych zapaleńców. Wywiad z parą, która odwiedziła ich 400, możecie przeczytać tutaj.
Jestem ciekawa, jakie są Wasze doświadczenia z escape roomami!
Sara

środa, 1 maja 2019

Oj, działo się... - kwiecień 2019


Cieszę się, że piszę te podsumowania. Pozwalają mi dostrzegać jaśniejsze strony. I napawają wiarą, że może nie zakończę roku, jęcząc, jaki to był ciężki, okropny czas, jaka jestem samotna, chora i zapracowana.

Kwiecień rozpoczął się całkiem nieźle, bo udało mi się Was… nabrać! Nie spodziewałam się, że aż tyle osób uwierzy w mój mały, primaaprilisowy żart. Nie wiem, czy to studiowanie psychologii pozwoliło mi być tak przekonującą, wrodzona skłonność do kłamstwa czy może po prostu umiejętność pisania bajek. :D Dziękuję za wszystkie gratulacje. Stewardessą nie zostałam, choć nie ukrywam, że jest to takie moje małe, niespełnione marzenie. Wydaje mi się jednak, że, ze względu na stan zdrowia, nie uda mi się go zrealizować. Za to w kwietniu przeprowadziłam wywiad ze stewardessą. Możecie go przeczytać tutaj. W naszej rozmowie Weronika obaliła trochę mitów na temat tego zawodu.
W kwietniu sporo czasu spędziłam w pracy. Zaowocowało to wieloma tekstami na Oto Toruń i relacjami na stronie Jordanek. To ogromna radość móc zarabiać pieniądze, robiąc to, co się lubi. Oczywiście czasami narzekam. Ale tylko czasami.
W minionym miesiącu odwiedziliśmy też kilka escape roomów, w tym drugi najlepszy pokój w Polsce – "W cieniu piramid". Mój brat stwierdził, że… to nie był escape room. To była przygoda. Żadnych kłódek, sama elektronika, mechanizmy. I mnóstwo, mnóstwo emocji. W takim escape roomie jeszcze nie byliśmy. To zupełnie inny typ pokoju. Nie mogę się doczekać kolejnych wypraw do Bydgoszczy. W momencie gdy piszę ten post w Toruniu został mi już tylko jeden nieodwiedzony pokój, ale to się zmieni w najbliższych dniach... ;)
Pod koniec kwietnia wzięłam udział w… dyktandzie. Konkurs odbywał się w ramach Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Gdy słuchałam tekstu dyktanda, śmiałam się pod nosem. Nie był to jednak śmiech związany z pewnością siebie, lecz raczej z niedowierzaniem. Słowa wydawały mi się trudne i  gdy je zapisywałam, miałam wrażenie, że robię to po raz pierwszy w życiu. Blamaż, rzeczułka, sczeznąć… To tylko niektóre z przykładów. Tymczasem siedzący obok mnie Piotr, filolog, nie mógł wyjść z podziwu, jak łatwe jest to dyktando. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy otrzymałam… wyróżnienie! A w nagrodę grę Monopoly: Edycja Toruń.

Kwiecień minął mi także na pisaniu pracy rocznej. Wielu osobom tłumaczyłam już, co to za dziwny twór, więc i z Wami się tym podzielę. Moje studia są jednolite – nie ma licencjatu, jest pięcioletnia magisterka (z jednej strony przyprawia mnie to o ból istnienia, z drugiej – dzięki temu nie rzucę tych studiów po trzecim roku). Zanim napiszemy pracę magisterską, musimy zmierzyć się z pracą roczną. Przypomina ona bardziej artykuł naukowy, może liczyć maksymalnie 20 stron. Oczywiście ta praca nie da nam żadnego tytułu, po prostu jest częścią zaliczenia roku. Moje badania dotyczyły powiązań preferencji reklamowych z otwartością na doświadczenia. Najtrudniejsze było dla mnie zebranie się do tego, by w ogóle zacząć tę pracę pisać. Ale gdy już zaczęłam, to byłam z siebie niezwykle dumna.

Co jeszcze ciekawego działo się w kwietniu? Oprócz tego, że kwitły magnolie i konwalie (czy Wy też kochacie te kwiaty?). Wspominałam Wam w jednym z postów, że czekam na 26 kwietnia. Tego dnia ukazała się nowa piosenka Taylor. Wiecie, to jest niesamowite i sama sobie zazdroszczę, że potrafię być fanką. Mam wrażenie, że ludzie, którzy nie pałają takim uwielbieniem do jakiegoś wykonawcy… coś tracą. Ta ekscytacja w oczekiwaniu na nowy singiel była nie do opisania. A gdy już obejrzałam teledysk, po prostu przepełniała mnie radość.
A co u Was działo się w kwietniu? Maj zapowiada się u mnie bardzo, ale to bardzo aktywnie!
Sara

wtorek, 26 lutego 2019

400 escape roomów na koncie. Wielka pasja w sercu - wywiad z Wypuśćcie Nas


Zawsze mają ochotę na wypad do escape roomu. Odwiedzili ich blisko 400. Możliwość spotkania z Agatą i Wojtkiem bardzo mnie ekscytowała. Efekty mojej ekscytacji możecie zobaczyć poniżej.


Odwiedziliście blisko 400 pokoi. Ale ja muszę zapytać o ten pierwszy. Czy pamiętacie, jak to się stało, że poszliście do escape roomu?


Wojtek: To wyszło ode mnie. Siedzieliśmy na grillu i zastanawialiśmy się, co nowego i fajnego moglibyśmy zrobić. Powiedziałem do Agaty: "Teraz jest moda na escape roomy. Może się wybierzemy, sprawdzimy co to." Poszliśmy do jednego z gdyńskich escape roomów we trójkę, z kolegą. To właśnie z nim zaliczyliśmy około 200 pokoi. A tego pierwszego dnia tak nam się spodobało, że od razu odwiedziliśmy trzy pokoje.
Agata: Pamiętam uczucia, jakie towarzyszyły mi przy pierwszej wizycie w pokoju. Drżały mi ręce, czułam się taka napięta i podekscytowana.

Czyli od razu polubiliście escape roomy, czy wkręciliście się dopiero po kilku rozgrywkach?

W: Zdecydowanie od razu się wkręciliśmy. Do kolejnego, czwartego pokoju poszliśmy po tygodniu. A nasz pierwszy wyjazd do escape roomów w innym mieście zorganizowaliśmy już trzy miesiące po pierwszej wizycie w pokoju zagadek.

Czy odwiedzacie również pokoje za granicą?

W: Byliśmy w pokoju na Lanzarote podczas wakacji. Planujemy pojechać też do Budapesztu.
A: Wydaje mi się, że tam powstały pierwsze pokoje w Europie.
W: I tam są podobno najlepsze escape roomy w Europie. Chcemy to sprawdzić.


Co myślicie o chodzeniu do tego samego pokoju więcej niż raz? Czy zdarza Wam się wrócić do raz odwiedzonego escape roomu?

W: Zdarza nam się wracać do pokoi, do których mamy duży sentyment.
A: Czasami też zaglądamy do odwiedzonych już wcześniej pokoi, które znajdują się w zaprzyjaźnionych firmach.
W: Ot tak, żeby je sobie odświeżyć wizualnie.
A:Przyznaję, że ja z chęcią wróciłabym do niektórych pokoi. Prawda jest taka, że jak się odwiedza mnóstwo escape roomów, to po pewnym czasie wielu rzeczy się nie pamięta. Dla przykładu – część z odwiedzonych wcześniej trójmiejskich pokoi powtórzyliśmy podczas Ligi Uciekinierów. Z jednego pokoju, z którego uciekliśmy podczas pierwszej wizyty, nie wyszliśmy podczas drugiej gry. Próbowaliśmy rozwiązać zagadki z pamięci i tak się skupiliśmy na tym, że coś powinno być tak, a nie tak, że straciliśmy mnóstwo czasu.


Co sądzicie o toruńskim rynku escape roomów?

A: Na toruńskim rynku przydałaby się firma-lider, która podniosłaby poprzeczkę.
W: Jeśli jest lider, to inne firmy próbują mu dorównać, co sprawia, że podnosi się poziom, to stwarza taką zdrową konkurencję. W Toruniu escape roomy są na dobrym poziomie, ale mniej więcej wyrównanym. 
A: W Toruniu brakuje też takiego elementu, który szczególnie zapadłby w pamięć, wyróżnił się w jakiś sposób.
W: Poza tym w Toruniu nie ma zbyt wielu pokoi – około 25. Przydałaby się tu jakaś rozpoznawalna firma.


Czy sądzicie, że escape roomy to droga rozrywka?

W:To zależy. W niektórych miastach, np. w Toruniu, jest podział na osoby, co oznacza, że para płaci mniej niż cztero- czy trzyosobowa grupa. Gdy podzielimy 120 zł na cztery osoby, wychodzi nam, że escape room kosztuje tyle co bilet do kina. W większych miastach często jest to wyższa cena bez podziału na osoby, co dla dwójki osób może stawać się już ceną wysoką. Chociaż jak porównamy ceny za granicą, na przykład w Niemczech - cena pokoju nie wynosi 100 zł, lecz 100 euro.


Które miasto jest według Was escape roomową stolicą Polski?

W: Wrocław i Bydgoszcz. Te miasta ze sobą rywalizują w naszym prywatnym rankingu. Kiedy byliśmy we Wrocławiu, zbieraliśmy szczęki z podłogi. W jednym z pokoi mieliśmy taką sytuację: musieliśmy się nieźle nagimnastykować - nie chcę zdradzać szczegółów. Byliśmy w takim szoku, że powiedziałem wówczas do Agaty, która trzymała krótkofalówkę: "Weź zapytaj mistrza gry, czy to się dzieje naprawdę." (śmiech) Ale nasz numer 1 znajduje się w Bydgoszczy.
A: Żadne inne miasto nie pozostawiało nas w takim stanie jak Wrocław czy Bydgoszcz. Choć przyznaję, że ja w pewnym momencie się zastanawiałam, gdzie znajduje się granica kreatywności i pieniędzy. Słyszeliśmy już o pokojach, których budowa kosztowała kilkaset tysięcy.


Przyznaję, że ciekawi mnie, czy skoro odwiedziliście już tak wiele pokoi, to jesteście traktowani inaczej. Czy jesteście zapraszani przez firmy w zamian za opinię?

A: Nie praktykujemy tego, bo byłoby to bardzo zobowiązujące. Samo wystawianie ocen jest bardzo trudne. Zdarza się, że pokój jest średni, ale widzimy, że twórcy są bardzo zaangażowani w to, co robią – mamy wtedy problem z wydaniem opinii. Choć i tak staramy się oceniać dość łagodnie.
W: Ktoś kiedyś powiedział, że jeżeli my dajemy pokojowi 5/10, to znaczy, że ten pokój jest okropny (śmiech).


Muszę poruszyć temat tragedii w Koszalinie. Coraz więcej escape roomów zamyka się po tym wydarzeniu. Jaka przyszłość czeka według Was tę branżę? Czy liczba pokoi zagadek w Polsce nadal będzie spadać?

W: Myślę, że to się w pewnym momencie zatrzyma i rozpocznie się tendencja wzrostowa. Na pewno był zastój w chodzeniu do escape roomów. Nawet my mieliśmy dość długą, dwumiesięczną przerwę i to nie dlatego, że się baliśmy. Pokoje albo były w danym czasie kontrolowane, albo przechodziły jakieś zmiany i były chwilowo zamknięte, więc mieliśmy problemy z rezerwacją. Obecnie budują się kolejne pokoje. Według mnie nie ma takiej możliwości, by przemysł escape roomów zniknął. Ludzie będą chodzić do pokoi. Może taka rozrywka będzie droższa, bo trzeba będzie sprostać większym wymaganiom, chociażby w przystosowaniu lokalu, może będzie nieco mniej odwiedzających. Ale branża nie zniknie.
A: Ja, gdy usłyszałam o tej okropnej tragedii, miałam taką myśl, że to będzie wyjątkowo trudny cios dla branży między innymi przez to, jaki wydźwięk miała tragedia w Koszalinie w mediach. Informacje o bezpieczeństwie i dobrych stronach escape roomów się nie przebijały. Ale teraz nastał moment odwrócenia i obecne są pozytywne głosy na temat tej branży. Escape roomy przechodzą kontrole, ewakuacje i udowadniają, że są bezpieczne. Nigdy nie mieliśmy takiego poczucia, że w pokoju jesteśmy zagrożeni. Oczywiście zdarzały się pojedyncze przypadki pokoi, które wymagały poprawek, ale większość właścicieli escape roomów cechuje uważność i troska o bezpieczeństwo.


Opowiedzcie trochę o swoich statystykach.

W: Odwiedziliśmy 398 pokoi. Zaczęliśmy w czerwcu 2016 roku. Przez pierwszy rok udało nam się wydostać z 200 pokoi. Zdarzało się, że odwiedzaliśmy 12-14 pokoi w jeden weekend. Jeśli dobrze się to rozplanuje, to nawet nie czuć zmęczenia. Staramy się wyspać, rano robimy tak ze trzy pokoje, później mamy długą przerwę na obiad, a potem rozpoczynamy sesję wieczorną (śmiech).


Czy po tylu odwiedzonych escape roomach zdarza Wam się z jakiegoś pokoju nie wyjść?

W: Coraz rzadziej. Żartujemy, że jak nie uda nam się wyjść z jakiegoś pokoju, to znaczy, że jest nielogiczny (śmiech). A tak na serio, to raczej zdarzało się nam to na początku naszych ucieczek.

A jaki jest Wasz rekord?

W: 2 minuty. Ale to był błąd w pokoju. Klucz do wyjścia znaleźliśmy po dwóch minutach. Czasami zdarza nam się jednak wychodzić po dwudziestu minutach.

Czy macie wśród znajomych osoby, które były w escape roomie, ale zupełnie im się nie spodobało?

A: Nie, raczej nie. Mamy trochę znajomych, którzy byli kilka razy z nami w escape roomie. Spodobało im się i później już odwiedzali pokoje sami. Bywa, że kiedy rozmawiam z osobami, które nigdy nie były w escape roomie, to słyszę: "Brzmi fajnie, ale to chyba nie mój klimat, nie odnalazłabym się w tym." Zdarzają się więc ludzie, którym wydaje się, że pokoje zagadek nie są dla nich… Choć sądzę, że mogliby zmienić zdanie po pierwszej rozgrywce.
W: Ale oczywiście escape roomy mają swoich hejterów. Po tragedii w Koszalinie czytaliśmy w Internecie komentarze typu "Chodzenie po escape roomach? Niech się do roboty wezmą!", "400 escape roomów?! Oni są podstawieni!".

Jakie miasto macie teraz w planach?

W: Od dłuższego czasu mamy w planach Kraków i myśleliśmy też o Poznaniu. Ale teraz trzeba chwilę poczekać, w związku z kontrolami i wprowadzanymi zmianami pokojów.
A: Chcielibyśmy też wrócić do Wrocławia. I oczywiście regularnie odwiedzać miejsca blisko Trójmiasta. Czas nadrobić zaległości.

A Wy ile escape roomów odwiedziliście? :D
Sara