Bardzo Was przepraszam, że tak
długo musieliście czekać na wyniki losowania. Jeszcze przed opublikowaniem wpisu
konkursowego postanowiłam, że tym razem wyniki muszę przedstawić w postaci
filmiku. A wiadomo, filmik trzeba nagrać, potem zmontować (to jest coś, czego
nienawidzę, ale jednocześnie zawsze po złożeniu jakichś nagrań jestem z siebie
niesamowicie dumna). W każdym razie coś tam z tego wyszło, a najważniejsze, że
wylosowałam zwycięzców, a raczej zwyciężczynie, bo z mojego czarnego kapelusza
wyłowiłam same karteczki z kobiecymi nickami, imionami i nazwiskami.
Dziękuję wszystkim bardzo
serdecznie za udział w konkursie! Było Was aż 28 osób. :) W ciągu kilku dni skontaktuję się
ze szczęściarami, do których trafią widokówki ze sklepiku Polska Pocztówka.
Jako że we wrześniu kończę 18
lat, będziecie mogli spodziewać się kolejnego konkursu! Już nawet mam pomysł na
zadanie… :D I nagrody też już mam. Ale cierpliwości, urodziny dopiero 16
września. :D Chociaż tę osiemnastkę będę świętować przez cały wrzesień, bo
przyjęcia urodzinowe będą aż… 3! Słownie: trzy. W sumie to już nie mogę się
doczekać!
Ściskam
Sara
PS Jeśli komuś mało mojego
dziecięcego i piskliwego głosu bądź trzęsącej ręki odsyłam Was do starych filmików (jeny, powinnam
je ukryć, a nie linkować….)
A dzisiaj… niespodzianka! Mniej czytania, więcej oglądania.
Znacie mnie już jako pisarkę przyszłą pisarkę, ale jako
przyszłą aktorkę nie, przynajmniej niektórzy nie pamiętają tych zamierzchłych
czasów, kiedy nagrałam swoje pierwsze video. No cóż… odważyłam się nagrać
kolejne.
Nigdy nie zostanę gwiazdą YT, a o Oscarze mogę
pomarzyć, ale i tak cieszę się, że nagrałam i, co o wiele trudniejsze,
zmontowałam dla Was krótki filmik. Teraz możecie nie tylko mnie zobaczyć, ale i
usłyszeć, a tym samym dołączyć do mojego brata i śmiać się z mojego głosu. Nie
zachęcam do tego, chociaż mój brat czuje się osamotniony.
Nagrałam ten filmik, ponieważ nie chciałam po raz kolejny
tworzyć wpisu z odpowiedziami na pytania zadanymi przez dziewczyny nominujące
mnie do Liebster Blog Award... Porwałam się więc z motyką na słońce i gadałam
do samej siebie. Postawiłam cały dom do góry nogami (a właściwie to tylko ławę,
która służyła za statyw) i w wielkich bólach, z kocimi uszami na głowie i
reniferem podtrzymującym mnie na duchu nagrałam ten dziesięciominutowy monolog.
Nikogo nie nominuję, bo niekoniecznie chcę narażać kogoś na
uzewnętrznianie się, więc tak, jak poprzednim razem, napiszę, że jeśli ktoś
chce odpowiedzieć w komentarzach bądź u siebie na blogu, na pytania z
poprzedniego posta nt. Liebster Blog Award, lub na te, które zadały mi Kika i
Weronika, a na które ja odpowiadam w filmie, to zachęcam!
Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.
Alfred Hitchcock
Trzęsienie ziemi? Będzie!
Zajęło mi to ponad miesiąc, ale UDAŁO SIĘ. W rzeczywistości wzięłam się za montowanie dopiero w majówkę, odwlekałam ten moment w nieskończoność, ale w końcu stwierdziłam, że pokazanie Wam nagrań z marcowej wycieczki do Londynu w sierpniu byłoby lekkim opóźnieniem, więc zmotywowałam się i oto jest - kolejny amatorski filmik. Tak naprawdę w jednej chwili myślę o tym, że w przyszłości zostaną montażystką, a w następnej mam dość wszystkich programów do sklejania filmów i zrobiłabym wszystko, aby nie wpadać na takie pomysły jak kręcenie.
Już przed wylotem wiedziałam, że oprócz zdjęć, chcę przywieźć ruchome obrazy. Zdjęcia nie oddadzą fenomenu zmiany warty albo londyńskiej, pochmurnej pogody.
Co postanowiłam umieścić w filmiku? Starałam się, aby nie trwał on tak długo jak ostatni (nie wspomnę, ile to było, jeśli Wam zależy, sprawdźcie tutaj...). Pocięłam najdłuższe nagrania, aby pokazać Wam jak najwięcej różnych ujęć.
A teraz krótki spis treści: 1) Kryptoreklama Ryanaira ;) 2) Muzeum Historii Naturalnej - na szczęście usunęłam mój głos i słowa: Jakieś ości! 3) i 4) W dalszym ciągu Muzeum Historii Naturalnej
5) Symulator trzęsień ziemi w powyższym muzeum. Było to zdecydowanie coś więcej niż lekkie drżenie, ale i tak w pełni nie oddawało tragedii, którą przeżywają ludzie dotknięci takim kataklizmem.
6) Nazbyt ruchliwy kolega, czyli gigantyczny T.Rex 7) Okolice Opactwa Westminsterskiego i Big Bena, czyli jednych z najbardziej znanych obiektów Londynu 8) Spacer po Harrodsie pod nazwą: Oby tu było wolno kręcić... 9) Piccadilly Circus, tłumy, tłumy, jeszcze raz tłumy i reklamy bardzo rzucające się w oczy 10) Londyńskie taksówki, których kształt skradł moje serce
11) Reklamy musicali w londyńskim metrze. Pamiętajcie, aby na schodach ruchomych stawać po jednej stronie! Inaczej osoby, którym nadzwyczaj się spieszy, Was zepchną. Przynajmniej w Londynie. :D
12) Udało mi się złapać taksówkę! Co prawda tylko w Madame Tussauds, ale to zawsze coś... 13) Prawie puste metro, rzecz niesłychana. 14) Big Ben, taki wysoki.
15) W drodze do St. James's Park. U nas w Polsce chyba nie było o tej porze jeszcze tak pięknych kwiatów...
16) A to już wspomniany park, mieszkanie wiewiórek, kaczuszek i innych stworzonek. 17) Zmiana warty już niebawem!
18) i 19) Piękna zieleń i niewyobrażalne tłumy. Czy wszyscy mieli nadzieję, że królowa wyjdzie się przewietrzyć :)?
20), 21) i 22) Oczekiwana z niecierpliwością zmiana warty. Mój brat twierdzi, że owi żołnierze mają tak duże czaszki, stąd te czapy... Przy okazji udało mi się nakręcić czyjeś włosy, głowy, innych kamerujących, kraty bramy... Warunki spartańskie.
23), 24), 25) Widoki z London Eye. Głównie na krople deszczu, ale to nadal widoki z wysokości 135 metrów.
26) Malutkie autobusy fascynowały mnie chyba najbardziej podczas pobytu w kapsule Diabelskiego Młyna.
27) Komunikaty wyświetlane w metrze - przydatne! 28)Tamiza 29) Przejażdżka Double-Deckerem (i siedzenie na piętrze oczywiście!) 30) Muzeum Brytyjskie, jedna z sal prezentujących eksponaty z Azji
Mam nadzieję, że Wam się podoba! Ręka trzęsła mi się wielokrotnie, chyba muszę zaopatrzyć się w statyw, skoro taka kamerzystka ze mnie, haha.
Buziaki Sara
PS. Listę piosenek, których użyłam, znajdziecie w informacjach o filmie na YT.
Dotrwaliśmy do setnego posta! Zarówno Wy, jak i ja. Jestem z
nas dumna. Mam nadzieję, że jeszcze kilka (a nawet kilkanaście, jak szaleć, to
szaleć) takich jubileuszy przed nami. Dzisiejszy post to dla mnie jedno wielkie
szaleństwo. Nigdy jeszcze tak długo nie zajmowałam się jednym wpisem. Okazało
się, że nagranie filmiku to pikuś (najdłużej zajęło mi wybranie odpowiedniego
miejsca do siedzenia).Za to montowanie
go, kiedy nie ma się odpowiedniego programu, a format, w którym są zapisywane
filmy na aparacie, jest powszechnie nieznany, zajęło mi pół dnia. Osiągnęłam
najwyższy poziom irytacji i zdenerwowania, a kiedy udało mi się uzyskać dostęp
do innego komputera (zajmowanego przez brata grającego na zmianę w World of
Tanks, League of Legends i Minecrafta, zrozumcie, to nie było łatwe), okazało się,
że tam… też nic nie da się zrobić. Ale moją największą zaletą (czasami będącą
nie do zniesienia) jest upór. Nie poddałam się i… jest, tort z wisienką, czyli filmik na setny
wpis na blogu.
O czym w nim opowiadam? Dlaczego nazwa bloga to nie kot wsardynkach, co jest moim największym blogowym marzeniem i co ma
wspólnego moja przeszłość internetowa z syrenkami.
Serdecznie zapraszam Was do oglądania!
Dziękuję, że jesteście ze mną, dziękuję za wsparcie.
Wszystko kiedyś się kończy, niestety, a może i na szczęście.
Ku końcowi zbliża się rok 2013, ale nie o tym dzisiaj. Czas na ostatni
berliński wpis :)
Przesadą będzie stwierdzenie, że Berlin mam już obcykany. Za
to na pewno do kłamstw nie zaliczę słów ZWIEDZIŁAM
BERLIN. Myślę, że mimo tego, iż nadal nie widziałam kilku znaczących miejsc
w tej stolicy, to dwie wizyty w Berlinie pozwoliły mi na zobaczenie tego co
warto. Chociaż daleko mi do przewodniczki po stolicy Niemiec, jeszcze dalej do
mieszkańca Berlina, a najdalej (mam nadzieję) do rodowitej Niemki.W każdym razie...
...przygotowałam dla Was film.
Nie. Film to zbyt wielkie słowo. Zacznijmy jeszcze raz.
Przygotowałam dla Was zbitkę nagrań. Nie pretenduję do miana
reżysera, więc film byłby tu słowem trochę niepasującym. Stwierdziłam, że
potrzebuję czegoś nowego, że przydałoby się zrobić coś, czego wcześniej nie
próbowałam. Miałam do czynienia z montażem, ale były to raczej prymitywne
twory. Nie twierdzę, że ten jest mniej prymitywny
(chociaż starałam się i nawet zaopatrzyłam się w nieco bardziej profesjonalny
program – Windows Movie Maker poszedł w odstawkę). Czym więc ta zbitka nagrań
różni się od poprzednich? Jest krótką relacją z podróży, a takich jeszcze nie
kręciłam. Zawsze tylko zdjęcia i zdjęcia… Tym razem już będąc w drodze do
naszych zachodnich sąsiadów, wiedziałam, że muszę zrobić kilka ujęć. Zdradzę
Wam, że kręcąc je, trochę sobie pofolgowałam, nie skupiłam się, myśląc, że
wszystko da się później naprawić, skorygować. Otóż… nie wszystko. Dlatego
następnym razem przyłożę się bardziej! A tymczasem zostawiam Was z tymi kilkoma
ujęciami :) Nagrania zawsze pokazują więcej niż zdjęcia, a ja pragnęłam pokazać Wam jak najwięcej Berlina.
Miłego oglądania!
Sara PS. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie lubią Sawatki na FB - CLICK WIADOMOŚĆ DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY LUBIĄ: Moje wpisy mogą do Was nie dotrzeć, dopóki nie najedziecie myszką na "Lubisz to!" i nie wybierzecie "Otrzymuj powiadomienia". Dla kogoś muszę się przecież produkować :)