Dobrze, że są wakacje, bo czasami mam wrażenie, że blog to
naprawdę praca na pełen etat, nieważne, czy ma się piętnastu, sześćdziesięciu,
czterystu czy pięć tysięcy obserwatorów i czy lajki na FB liczą się już w
tysiącach, czy jeszcze w setkach – jeśli wkładamy w tworzenie strony całe serce, to często
przygotowywanie postów i opieka nad blogiem zajmuje nam wiele godzin… Ale dla
mnie to tylko i wyłącznie powód do radości. :)
Wczoraj kilka godzin poświęciłam na przygotowanie tego właśnie wpisu, klękając,
kucając, wyginając się, licząc (ale kalkulator też poszedł w ruch), pojawiła
się także… drabina. Co zmajstrowałam, pewnie się zastanawiacie?
Otóż… od dawna zastanawiałam się, ile pocztówek uzbierało
się już w moich kopertach (dla przypomnienia – swoje skarby trzymam w
kopertach, na każdej z nich widnieje nazwa kraju – nadal twierdzę, że to
nieidealny sposób, ale nie mam pomysłu i chyba talentu, aby go zmienić…).
Liczyłam pocztówki już wcześniej kilkakrotnie , ale moja kolekcja ma się dobrze
i, co ważne, żyje i rośnie, więc co jakiś czas przybywa jej centymetrów. :) Skoro już przeszliśmy
tak gładko do miar, to może powiem Wam, ile mam tych pocztówek: jakieś 14
metrów kwadratowych. :D
Postanowiłam ułożyć wszystkie pocztówki, jakie mam, na wcześniej
odkurzonym dywanie, przedtem pieczołowicie je licząc (z podziałem na
kraje). Nie spodziewałam się, że zajmą tak dużą powierzchnię. Pierwotnie planowałam sfotografować je, po
prostu wchodząc na krzesło. Okazało się, że nie starczy już na nie miejsca,
wymyśliłam więc, że skorzystam z ramion taty, ale po zadanym mu pytaniu: „Tatuś,
a dasz radę wziąć mnie jeszcze na barana?”, dostałam propozycję przyniesienia…
drabiny. I tak pstrykałam zdjęcia moim
kartonikom, będąc bliżej sufitu niż kiedykolwiek.
No dobrze, to ile mam tych pocztówek? Moje konto na
Postcrossingu założyłam 965 dni temu, ale tzw. offów, czyli pocztówek z, jak ja
to nazywam, czystego Postcrossingu, po prostu biorących bezpośredni udział w
projekcie, mających numer ID, otrzymałam 131. Reszta kartek to pocztówki od
przyjaciół, znajomych, rodziny, te, które kupiłam sama oraz oczywiście swapy.
OK, zdradzę Wam tę magiczną liczbę: 475 pocztówek z 63 krajów. I choć zdaję
sobie sprawę, że istnieje mnóstwo, ale to mnóstwo zasobniejszych kolekcji, to
dla mnie moja i tak jest najpiękniejsza, haha. A tak z innej beczki –
pomyślcie, ile tutaj jest pieniędzy… Włożonych w bezpośredni zakup widokówek,
czy też, jeśli weźmiemy pod uwagę cenę znaczka, który musiałam kupić, aby
otrzymać pocztówkę w zamian… Hoho. Ale na razie nie zamierzam sprzedawać mojej
kolekcji i myślę, że w ciągu najbliższej dekady taki pomysł nie wpadnie mi do
głowy.
Domyślam się, że w te wakacje dobiję jeszcze do 500. W końcu trochę
pocztówek na pewno znajdę jeszcze w skrzynce (zdradzę Wam, że czekam na kartki
z Argentyny i Kirgistanu), niewątpliwie kupię kilka (ewentualnie kilkanaście :)) pamiątkowych widokówek w
miejscach, do których zawitam w sierpniu. (jeszcze Wam nie powiem, co to za
okolice, po pierwsze dlatego że części celów sama jeszcze nie znam, po drugie
dlatego że te, co znam, są tajemnicą, haha :D).
Jestem ciekawa, ile pocztówek liczą Wasze kolekcje? Jak
długo już zbieracie kartki? Chwalcie się, chwalcie, teraz na to czas!
Buziaki
Sara
PS Dziękuję mojej kochanej mamie za to, że pomogła mi
później pozbierać ten pocztówkowy dywan i posegregować go. :)




