Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konkursy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konkursy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lipca 2018

Konkurs z okazji piątych urodzin bloga


Jak najlepiej świętować urodziny bloga? Dając Wam prezenty!

9 sierpnia minie 5 lat, odkąd postanowiłam założyć bloga. Czuję się zażenowana na myśl, że miał to być blog modowy. Jakoś nie widzę siebie opisującej, że to mam z H&M, a to akurat kupiłam w Lidlu.

Za to przez te 5 lat na bloga zaglądało wielu miłośników Postcrossingu i kolekcjonerów pocztówek. To właśnie dla nich przygotowałam ten konkurs.

Zasady

Wystarczy, że pod tym postem pozostawicie komentarz z opisem miłego zdarzenia związanego z pocztówkami, jakie Was spotkało. Może to być cokolwiek – niespodziewana przesyłka, zaskakujące zachowanie listonosza, a może ciekawy, pocztówkowy łup.

Spośród opisów wybiorę ten, który wyda mi się najbarwniejszy, najciekawszy, po prostu chwyci mnie za serducho. Na zwycięzcę czeka zestaw 12 pięknych pocztówek ze sklepiku Ul Pocztówek. Słyszeliście wcześniej o tej stronie? Możecie tam znaleźć zarówno pocztówki ze zwierzętami, jak i kartki retro. Nie brakuje również pięknych pejzaży oraz widokówek przedstawiających nasz kraj. Mnie chyba najbardziej przypadły do gustu pocztówki kulinarne. Ceny są bardzo przystępne, a jakość pocztówek naprawdę wysoka. W sklepiku Ul Pocztówek możecie zakupić również ozdobne tasiemki.

Wśród 12 pocztówek, które powędrują do zwycięzcy, znalazły się i kartki z ptakami, i śliczne fotografie kulinarne, a także portrety.

Swoje zgłoszenia możecie zostawiać pod tym postem do dnia 7 sierpnia (wtorek) do godz. 20:00. 9 sierpnia, a więc w dniu urodzin bloga, ogłoszę zwycięzcę.

Uwaga! Ze względu na RODO i inne dziwne rzeczy nie będę Was prosić, byście w komentarzu zostawili swojego maila itp. Wystarczy, że się podpiszecie (może być to pseudonim, imię), a ja 9 sierpnia w poście na blogu ogłoszę, czyj komentarz zwyciężył. Wówczas bardzo proszę zwycięzcę, by odezwał się do mnie mailowo lub przez fanpage na Facebooku. Nie mogę się doczekać Waszych historii!

Sama zastanawiałam się, jaka byłaby moja pocztówkowa opowieść… Otrzymanie przeprosin od kanadyjskiej poczty? Pocztówki z egzotycznych krajów otrzymane od Maćka? A może znalezienie w skrzynce pliku czystych kartek od Madzi, która, po zakończeniu przygody z Postcrossingiem, postanowiła po prostu rozesłać swoje skarby do różnych osób?
Trzymajcie się ciepło i powodzenia w konkursie!
Sara

sobota, 17 grudnia 2016

Wyniki świątecznego konkursu z PostcardShop



Moi drodzy! Rzadko kiedy zaczynam posty w ten sposób, ale myślę, że dziś jest na to odpowiedni dzień. Chciałabym bowiem ogłosić wyniki konkursu świątecznego, który zorganizowałam wspólnie z Panią Edytą z PostcardShop. Wymyślając zadanie konkursowe, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak trudny będzie wybór najlepszej odpowiedzi. Niełatwo oceniać czyjeś pomysły na prezent i czyjeś upodobania.


10 osób zdecydowało się opowiedzieć mi o niezwykłym prezencie. Wśród odpowiedzi pojawiały się zarówno upominki, które otrzymaliście, jak i te, które podarowaliście. Były książki, gramofon, kasztan, marchewka+króliczek, bilety na mecz, na koncert, maszyna do pisania i… siostrzyczka.

Każda odpowiedź była pełna szczerości i uczuć. Uśmiechałam się, czytając je. Dziękuję, że zechcieliście podzielić się ze mną fragmentami Waszych światów.

Miałam kilka typów, ale trudno było mi podjąć decyzję, więc o głos poprosiłam moją mamę. Podyskutowałyśmy trochę i zwycięzcy zostali wybrani.

Przypomnę tylko, że nagrodami są 3 zestawy pocztówek z PostcardShop – są wśród nich kartki świąteczne, pocztówki z plakatami, zwierzętami, jedzeniem, znanymi postaciami, malowniczymi widokami… Każdy zestaw liczy 30 pocztówek. Dodatkowo zwycięzcy otrzymają małą niespodziankę, również dzięki Pani Edycie.

Nie trzymam Was dłużej w niepewności! Dodatkowe prezenty gwiazdkowe wyślę do...

olapiwko
Mówiąc o prezentach, zawsze cieszyło mnie bardziej dawanie niż branie, może bo ciężko trafić w mój gust, a może tak jakoś z potrzeby serca.
Kilka lat temu tuż przed świętami (w listopadzie) wybrałam się z rodzicami kupić sobie miniwieżę do pokoju. Gdy krążyłam pomiędzy półkami, zauważyłam rodziców zachwycających się wieżą w stylu retro z gramofonem. W drodze powrotnej cały czas rozmawiali, co mieli na płytach winylowych. Wtedy właśnie wymyśliłam, że kupię im gramofon (taki w stylu retro) i płyty, ale nie sama, bo niepracującej licealistki na to nie stać. Z dziadkiem i babcią zachwyconymi pomysłem pierwszy raz organizowałam takie zakupy i miejsce ukrycia prezentu. Było to dla mnie niezwykle trudne, gdyż mama zaglądała wszędzie w obu mieszkaniach, pomagając przy sprzątaniu, ale udało się.
W Wigilie, gdy nadszedł moment rozpakowywania prezentów, poprosiłam rodziców, aby podeszli na dywan, bo ledwo byłam (jako mikołaj) w stanie przesunąć zapakowany gramofon z jakimiś 70 płytami winylowi. Minę mamy i łzy wzruszenia zapamiętam do końca życia, nawet tata, który nigdy się nie wzrusza, uronił łezkę (specjalnie u góry położyłam ulubioną płytę mamy - album ABBY, a następnie Afric Simone). Rodzice byli zadowoleni jak małe dzieci, otwierające nową zabawkę, nie spodziewali się, że ktoś może o nich tak bardzo pomyśleć. Chciałabym, aby każdy, otwierając prezent, mógł się poczuć jak małe, radosne dziecko i tego wszystkim życzę
To były najcudowniejsze święta, nie tylko przez prezent, ale także, jak się okazało, ostatnie z dziadkiem.
Sama zakochałam się w tych płytach i uwielbiam muzykę z lat 70-90. Prezent dla rodziców stał się również prezentem dla mnie.
P.S. Nadal po kilku latach, co najmniej raz w tygodniu, płyty słuchane. Od tego czasu zyskałam także pomysły na następne prezenty, korzystając z tego, że coraz więcej wydaje się na vinylach.
W tym roku kupuję rodziców Jean Michel Jarre, życzcie mi powodzenia, aby i ta płyta
przypadła im do gustu.


Anonimowy
Byłam wtedy w gimnazjum. U nas w klasie panował taki zwyczaj, że co roku, każdy z uczniów, losował innego, aby kupić mu prezent. Były to drobiazgi za nie więcej niż 30 zł, ale emocje i podekscytowanie zawsze towarzyszyły naszej mikołajkowej loterii. Najgorzej było, jak trzęsącą się ręką każdy wyjmował z koszyczka imię osoby, dla której miał kupić prezent. Zawsze tylko z nadzieją się myślało "Oby moja psiapsiółka mnie wylosowała albo ja ją". I właśnie w tej ostatniej klasie gimnazjalnej moja najlepsza koleżanka Łucja wylosowała mnie!! Jak ja się wtedy ucieszyłam, bo w końcu dostanę coś, co naprawdę lubię i chcę. W końcu przyjaciel zawsze najlepiej wie, czego chcesz XD
Nareszcie, kiedy nadeszła nasza klasowa Wigilia i nastąpił moment rozdawania prezentów, czułam się naprawdę podniecona. Łucja zapakowała prezent dla mnie w czerwony, świąteczny papier. Może paczka nie była wielka, ale ja i tak byłam pewna ,że to będzie coś specjalnie przeznaczonego dla mnie. No i tak jak przypuszczałam... Rozdarłam papier, a tam pięknie oprawiona książka!! Ktoś by powiedział "Eee, książka? Taki prezent od przyjaciółki? Możesz sobie sama kupić w księgarni." Ale ja wiedziałam, że to jest książka przeznaczona specjalnie dla mnie, którą Łucja na pewno długo szukała.
Strony pachniały jeszcze drukarnią, a każda z nich ukrywała słowa pełne przeznaczenia. Nic innego tylko czytać! Tym bardzie, że opis z tyłu wydawał się wyjątkowo interesujący, a ja nigdy wcześniej nie widziałam tej książki w księgarni. Zresztą żadna moja koleżanka nie widziała tej powieści w księgarni, ale Łucja i tak uważała, że mi się spodoba, bo sama czytała. Skoro tak mówiła, to zabrałam się do czytania.
Książkę pochłonęłam praktycznie jednego wieczoru, tym bardziej że była naprawdę chuda, ale za to jaka dobra XD Napisana prostym, młodzieżowym językiem, a zarazem zawierająca masę morałów i mądrości życiowych.
Kiedy pojechałam na weekend do mojej kuzynki, zabrałam książkę ze sobą, aby kuzynka też ją przeczytała. Anka nigdy nie przepadała za książkami, ale tamtą przeczytała naprawdę szybko, aż się zdziwiłam. Stwierdziła nawet, że pojedzie do księgarni i kupi inną książkę tego autora. Ale pojawił się problem... Na stronie tytułowej ani nigdzie indziej nie było żadnego autora!! Coś tu ewidentnie nie grało. Od razu w szkolny poniedziałek dopadłam Łucję z pytaniem "Książka jest super, chcę przeczytać więcej takich, ale jaki jest autor?" Nie zgadniecie, co i powiedziała!!! "JA". "TY?" - to było bezmyślne potwierdzenie słów Łucji, bo byłam w wielkim szoku "Jak ty? To jest przecież niemożliwe!"
Wiedziałam, że Luśka kochała pisać, miała przecież szóstkę z polaka, wygrywała dużo konkursów literackich, ale żeby wydała swoją książkę, to nie słyszałam! Wytłumaczyła mi wszystko.
Od jakiś pięciu miesięcy pisała hobbistycznie opowiadanie, które po pewnym czasie przekształciło się w dość dużą powieść. Na mikołajki chciała sprawić mi naprawdę dużą radość. Połączyła fakty - ja lubię czytać, ona ma długie i niepowtarzalne opowiadanie, a jej tata kolegę w drukarni z możliwością wydrukowania w jednym egzemplarzu własnej książki, postanowiła zrobić to dla mnie i naprawdę jej się udało! A swoja pasję kontynuuje do dzisiaj, pisząc krótkie felietony do gazet.
To właśnie mój najbardziej wyjątkowy, a zarazem wymarzony prezent, dziękuję Ci Luśka, już chyba po raz setny!! :)


LieveG
Gdy miałam około jedenastu lat, Wigilię spędzałam w dwóch miejscach: najpierw u rodziny ze strony mamy, a później u nas w domu. Jako mała dziewczynka bardzo się cieszyłam, bo to przecież tyyyyle świątecznej atmosfery!
Na pierwszej kolacji było naprawdę miło. Ale wiadomo - jako jedenastolatka najbardziej czekałam na moment otwierania prezentów. Gdy w końcu nadszedł, szybko rozdałam każdemu "co jego" i wzięłam się za odpakowywanie swojego - dość skromnego gabarytowo - prezentu. Okazało się, że to była... marchewka. Och, ależ ja byłam zła! Nienawidzę marchewek, a tu takie coś! Skandal!
Było mi naprawdę bardzo smutno. No ale trudno, wróciliśmy do domu, a ja pierwsze co zrobiłam, to pobiegłam do swojego pokoju i wrzuciłam marchewkę do szuflady, głośno trzaskając przy zamykaniu. Gdy ochłonęłam, postanowiłam wyjść do salonu. Wchodząc do pokoju, stanęłam jak wryta. Dosłownie - odebrało mi głos. Pod choinką stała... klatka. Z królikiem. Małym, kochanym, jasnobrązowym króliczkiem.
Zaczęłam piszczeć z radości, pobiegłam po marchewkę i podeszłam do królika. Bawiliśmy się, dopóki nie padłam wyczerpana. :)
To był najlepszy prezent, jaki mogłam sobie wyobrazić - chyba głównie przez to, że najpierw naprawdę nieźle się wkurzałam. :D
Ach, moi rodzice mają talent do wykręcania mi takich numerów. :)


Serdecznie gratuluję. Czekam na adresy do wysyłki! 
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie, a Pani Edycie za miłą współpracę. 
Został tydzień do świąt! I dwa tygodnie do końca tego roku… Wykorzystajcie je na to, co lubicie najbardziej! Trzymajcie się ciepło. :) 
Sara
PS Będę wdzięczna, jeśli zdradzicie, w jaki sposób dowiedzieliście się o konkursie.

środa, 7 grudnia 2016

Wymarzone prezenty - konkurs z PostcardShop



Bardzo lubię obdarowywać ludzi prezentami. Z okazji zbliżających się świąt chciałabym również sprawić radość Wam, moim czytelnikom. Dzielnie mnie wspieracie i… cierpliwie czytacie. :D

Wraz z Panią Edytą z PostcardShop mamy dla Was pocztówkowe upominki. Znacie PostcardShop? To sklep z kartkami, jakich nie znajdziecie nigdzie indziej. :) Szukacie pocztówek z wizerunkami słynnych osób? A może potrzebujecie kartki z rosołem/orzechami/bobasem. Albo poszukujecie kartek świątecznych nieprzedstawiających świętej rodziny? To wszystko i jeszcze więcej oferuje nam PostcardShop. Pani Edyta przygotowała dla 3 osób zestawy składające się aż z 40 wyjątkowych pocztówek.
Co trzeba zrobić, by jeszcze przed świętami móc cieszyć się oryginalnymi, wykonanymi z dobrej jakości papieru pocztówkami?
Mikołajki za nami, przed nami Gwiazdka. Pierniczki, Last Christmas, choinka i… prezenty!
Przygotowałam więc dla Was upominkowe zadanie. ;)
Opiszcie w komentarzu niezwykły prezent. Ten, który otrzymaliście, ten, który podarowaliście, a może ten, o którym marzycie.
Dajcia lajka PostcardShop i Sawatce na Facebooku. :D
Nie ma ograniczeń zdaniowych. :D Są jedynie czasowe – konkurs trwa od dziś tj. od 7 grudnia (środa) do 16 grudnia (piątek). Zależy mi na tym, aby nagrody dotarły do zwycięzców jeszcze przed świętami. W końcu ma to być swego rodzaju prezent pod choinkę…
Zostawcie w komentarzach również swój mail/adres bloga/link do facebookowego profilu, abym mogła się z Wami skontaktować. :)
Wybiorę 3 najlepsze i najbardziej kreatywne odpowiedzi.
Mnie do głowy przychodzą różne podarki… Pamiętam, jak popłakałam się, gdy znalazłam pod choinką autobiografię Michaela Jacksona. Albo jak śmiałam się, gdy od Gwiazdora otrzymałam… łóżko. Na myśl przychodzi mi też przyjęcie niespodzianka, które było prezentem od moich przyjaciółek, książka o muzyce, którą wręczyłam tacie i czarnoskóra Barbie, która przywędrowała do mnie aż z Niemiec. 
Nie mogę się doczekać Waszych odpowiedzi! 
Dziękuję Pani Edycie z PostcardShop za niezwykłe pocztówki. 
Powodzenia! 
Sara 
PS Dla każdego zwycięzcy mam jeszcze jedną niespodziankę… ;)

sobota, 27 sierpnia 2016

Dlaczego warto wysyłać tradycyjne pocztówki? - wyniki konkursu



Nie mam żadnych wątpliwości. Nie waham się. I Wy też nie powinniście.


Pod postem konkursowym nie pojawiła się żadna negatywna odpowiedź. Wszyscy, jak jeden mąż, stwierdziliście, że wysyłanie pocztówek to coś pięknego. Dostrzegaliście wady tej pasji (spore wydatki!), ale jednocześnie byliście przekonani, że pocztówka to coś trwałego. Wiadomość na Facebooku zginie wśród miliona innych, a pocztówka… zostanie. Może będzie trochę zakurzona, może trochę pogięta. Ale będzie miała duszę. Co ciekawe, twierdziły tak nawet osoby niezbierające kartek czy dopiero zaczynające swoją przygodę z Postcrossinigem.

Wśród wielu szczerych, pełnych emocji odpowiedzi trudno było mi wybrać te zwycięskie.

Tak naprawdę to wszyscy jesteście wygrani, skoro… nie odesłaliście pocztówek do lamusa. :D Jednak musiałam wybrać 3 zwycięskie odpowiedzi. Oto one:
1. Danka Pałęga
 

Czy warto wysyłać tradycyjne pocztówki? Otóż... zresztą, poczytajcie, a odpowiedź nadejdzie sama...
Obudziła się w pustym domu. Za oknami prószył śnieg. Mała wioska na głębokiej Syberii od trzech miesięcy stała pod grubą warstwą białego puchu. Do domu sąsiada trzeba było wędrować 30 minut. Kalendarz pokazywał 15 dzień stycznia. Obliczyła szybko w myślach, że to już czwarty z kolei 15 dzień stycznia, od kiedy jej ukochany mąż i przyjaciel w jednym zasnął na wieczność. W domu panowała drażniąca uszy cisza. Wciągnęła na stopy wełniane skarpety i podreptała do kuchni dołożyć drewna do pieca. Żar jeszcze się trzymał. W garnuszku na piecu zagrzała mleko i usiadła przy stole, opierając podbródek na nadgarstku. Smutny wzrok utkwiła w zaspie śniegu leżącej przy płocie podwórza jej domu. Miarowe tykanie zegara odmierzało wypełniony pustką czas. Mleko wystygło, ogień wygasł, a na głowie przybyło kolejnych kilka siwych włosów. Zastygła w swoim smutku i samotności, która od lat była jej jedyną przyjaciółką...
Pukanie do drzwi otrząsnęło ją z zadumy. Poderwała się na równe nogi i odruchowo odgarnęła kosmyk włosów, który przykleił się do jej policzka. "Kogo licho niesie?" - wymamrotała pod nosem, wędrując do drzwi. Nie spodziewała się żadnych gości, rodziny nie miała, nawet pies uciekł latem w nieznaną stronę i nigdy nie wrócił. Przekręciła klucz w zamku i uchyliła potężne drewniane drzwi. Uśmiechnięty człowiek w puchowej kurtce wyciągał w jej stronę dłoń i coś jej wręczał.
- Dzień dobry, listonosz, poczta dla Pani - mężczyzna wręczył jej wygiętą tekturkę i poprawiając szalik, ruszył w dalszą drogę.
- Poczta? Jaka poczta? - mruknęła, zamykając za sobą drzwi i zerkając na kartkę, którą otrzymała.
Serce zabiło mocniej, w głowie lekko zaszumiało...
Kochana - pisał - tak mi tu smutno bez Ciebie. Uśmiechu brakuje i dłoni ciepłej Twojej. Żebyś zupę ugotowała, po kuchni się krzątała w zasięgu wzroku mego, jak tak, wiesz, gazetę czytam wieczorem. Tęskno do Ciebie. Ale wracam, już niedługo wracam... Całuję Cię.
W głowie wir, serce łopocze jakby wyfrunąć miało z piersi, tchu brak... Zimne palce otarły gorące łzy. Lawina wspomnień, lekki uśmiech w kąciku warg i ciepło - błogie, słodkie ciepło rozlewające się po całym jej wnętrzu. Nieważne, że ta pocztówka z drugiego końca Rosji szła aż tyle lat, ważne, że dotarła i dała jej to uczucie. Uczucie, które zamarzło. A które teraz ta mała karteczka rozmroziła i tchnęła życiem. 

2. Monika Radtke 

Oczywiście, że warto wysyłać tradycyjne pocztówki!
Dlaczego są lepsze niż wiadomości internetowe? Z prostej przyczyny. Poprzez wysłanie pocztówki okazujemy odbiorcy większy szacunek, niż na przykład wysyłając Smsa. Musimy zadać sobie trud, żeby ją wybrać, kupić, wypisać i zanieść na pocztę. Ponadto kartki zostaną na długo i zawsze możemy do nich wrócić, a wirtualne wiadomości popadają w zapomnienie...
Nieważne czy jest to kartka świąteczna, urodzinowa, inna okazjonalna, czy też widokówka z wakacji. Każda otrzymana pocztówka ma większą emocjonalną wartość niż sms czy email...(to samo z tradycyjnymi listami). Właśnie wczoraj przeglądałam stare rzeczy i znalazłam mnóstwo pięknych kartek. Aż łezka się w oczku kręci jak się je ogląda, czyta. ;) A smsy, maile, Facebook? Kto by tam pamiętał kto i czego mu życzył na urodziny czy święta pięć lat temu...Albo szukał zdjęć z wakacji znajomego w długiej konwersacji.
No i oczywiście nasz cudowny Postcrossing czyli projekt, który w prosty sposób uszczęśliwia ludzi. :)
Oj, zapomniałbym o jeszcze jednej, najważniejszej rzeczy: chyba każdy woli znaleźć w swojej skrzynce coś więcej, niż tylko rachunki i ulotki. Nie mówcie, że nie, bo nie uwierzę. ;)
3. Martyna Sobczak 


Blogspot trochę popsuł jakość, więc już Wam zdradzam, co jest napisane na tych pocztówkach:

Ktoś, kto nigdy nie otrzymał pocztówki, nie zrozumie, jakie emocje towarzyszą przy wyciąganiu jej ze skrzynki. Uważa to za przeżytek - w końcu po co czekać tydzień na coś, co można wysłać w kilka sekund przez Internet i to za darmo! Przecież to to samo. Otóż nie.
Postawmy się na moment na miejscu tej drugiej osoby. Jak coś dzień wraca do domu po ciężkim dniu pracy, od niechcenia sprawdza skrzynkę (oby żadnych rachunków!) i nagle dostrzega kolorowy kartonik. Na twarzy pojawia się szeroki uśmiech, a po brzuchu rozlewa się fala ciepła. Jakie to miłe, że, będąc na urlopie, pamiętał o mnie! Nastawienie zmienia się o 180 stopni i dzień z parszywego staje się naprawdę wyjątkowy. Pocztówka ląduje na lodówce, by cieszyć oko na co dzień bądź znika w szufladzie - aż za jakiś czas się ją otworzy i z sentymentem spojrzy na kartkę sprzed lat. Mały skarb, który można trzymać w dłoni z całą pewnością wypiera maila, który zaraz bezpowrotnie znika w tomie innych.
..a gdyby spojrzeć na to z jeszcze innej strony? Sam gest ma spore znaczenie, ale gdyby dodać aspekt natury duchowej? Jakby nie było, trzymamy w rękach kawałek kartonika, który przebył pół świata, by do nas trafić. To historia nie tylko samego nadawcy, lecz także tych wszystkich ludzi, przez których dłonie przeszła.
Dalekie podróże bez wychodzenia z domu - czy to nie jest piękne?
Mówcie co chcecie, pocztówka to najpiękniejszy skarb, którego cena wynosi kilka złotych - ale pod względem wartości, jest bezcenny!
 
Gratuluję zwycięzcom!


Ale… mam jeszcze jedną niespodziankę. Wyróżnienie w konkursie otrzymuje Klaudia Piszczan:


Myślę, że jak najbardziej powinno się wysyłać pocztówki. Przede wszystkim dlatego, że powracamy do tradycji. W dobie Internetu, kiedy komputery, laptopy, smartfony i inne rzeczy tego gatunku nas opanowały, sztuka zwykłego porozumiewania się, jak i komunikacji zanika. Wiele osób korzysta z tzw. slangów, pisze w skrótach i stosuje różne obrazy graficzne. Czy w ten sposób idzie wyrazić to, co dokładnie się myśli i czuje? Według mnie nie. Nie widzimy wtedy naszego rozmówcy, więc może on myśleć co innego, a również pisać co innego. Pocztówki, listy, rozmowa bezpośrednia - to one właśnie pokazują, jaką osobą jesteśmy. Poprzez pisanie wyrażamy siebie. Odbiorca dostając od nas kartkę może wywnioskować, jaką osobą jesteśmy. Czy to po charakterze pisma, czy też po sposobie pisania. A przede wszystkim ile wkładamy serca w napisanie i ozdobienie naszych pocztówek. Choć nie powiem, zdarza się, że dostaje pocztówki - takie, żeby było. Jednak ja o swoje dbam - nigdy nie wrzucam do skrzynki na listy - zawsze oddaję na poczcie - nie zabrudzą się i widzę nawet, jak Pani stempluje. Wkładam w pisanie całą siebie i zawsze piszę do tej konkretnej osoby, którą wylosuje. Czytam na profilu, co lubi, co chciałaby dostać. Oczywiście zdarza się, że nie posiadam akurat takiej pocztówki, jaką by chciała. Wtedy wybieram tę najbardziej odpowiednią, zbliżoną do zainteresowań. Co jeszcze jest pięknego w wysyłaniu? Chyba najpiękniejsze jest to, że odkrywamy miejsca na Ziemi, o których czasami w ogóle nie słyszeliśmy. I oczywiście, a raczej to przede wszystkim - utrwalamy naukę języków obcych i poznajemy nowe kultury.


Klaudio, wybierz proszę jedną kartkę z Pracowni Pocztówek, a niebawem znajdziesz ją w swojej skrzynce.


Wszystkich czworo proszę o wysłanie swoich adresów. :) 
A Wam wszystkim życzę wspaniałych pocztówek i... radości. Tej niby zwyczajnej radości, którą daje nam wypisywanie, wysyłanie i otrzymywanie widokówek. 
Marcie dziękuję za wspaniałe kartki!
Moc uścisków! 
Sara