Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świąteczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świąteczne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 grudnia 2016

Będzie kolęda



Kochani. Mamy święta. Przez ostatnie dwa tygodnie docierały do mnie kartki świąteczne – za wszystkie pięknie dziękuję! Biorąc pod uwagę uzdolnienia Poczty Polskiej, kartki z gwiazdkowymi życzeniami będę dostawać aż do 1 stycznia… ;)
Za tę kartkę dziękuję Marcie.

A za tę - Karolinie.
Życzę Wam, by te święta Bożego Narodzenia były pełne rodzinnego ciepła. Spokojne i radosne jednocześnie. Aby było smacznie i wesoło. Abyście odpoczęli i nabrali sił na zmierzenie się z wyzwaniami w nadchodzącym roku. Nie dajcie się porwać bezsensownym stresom i zmartwieniom. Zawsze podobały mi się życzenia "spędź ten czas tak, jak lubisz". Tego Wam życzę, Moi Drodzy.
Dla mnie to Boże Narodzenie będzie na pewien sposób wyjątkowe, jak to w reklamie Lidla mówią "takie, jak jeszcze nigdy wcześniej", ponieważ 26 grudnia odwiedzi nas Mój M. 
Tę wyjątkową kartkę otrzymałam od Tomasza - dziękuję!

A tutaj ogromna kartka od Dziadków. Dziękujemy!
Chciałabym Wam również życzyć wielu pięknych chwil w roku 2017. Ludzie życzą sobie, aby kolejny rok był lepszy od poprzedniego. A jeśli ktoś podsumowuje miniony rok z uśmiechem na ustach? Dlaczego następne 12 miesięcy nie miałoby być tak samo udane? Nie musi być jeszcze lepiej. Byle dalej było tak dobrze. :) Życzę Wam, abyście w nadchodzącym roku nie musieli narzekać na swoje zdrówko, abyście spełniali swoje marzenia. Abyście dostrzegali pozytywy w każdym, nawet pochmurnym, dniu. Abyście otaczali się wspierającymi ludźmi. A przede wszystkim życzę Wam… miłości.
Dziękuję za pamięć, Aniu!

I kartka od innej pen palki - Kasi. Dziękuję!
Niedługo zacznę podsumowywać kończący się rok w postach na blogu. Zdradzę Wam, ile celów udało mi się zrealizować. :)
Wczoraj dostałam kartkę od Weroniki, której ślicznie dziękuję.

Kartka od Edi - dziękuję!
Dziękuję, że jesteście ze mną, że tu zaglądacie. Dziękuję za wsparcie, które otrzymywałam od Was na przełomie ostatnich kilkunastu miesięcy. 
Wesołych świąt! 
Wasza Sara

sobota, 26 listopada 2016

Snail mail box - dajcie się zaskoczyć!



Na pewno zauważyliście szał na pudełka. Mnie on nie ominął, gdyż sama prawie że zdecydowałam się na zakup kosmetycznego boxu (nieważne, że w Rossmannie najczęściej kupuję pastę do zębów :D). Ostatecznie w moim domu nie znalazło się ani pudełko z rzeczami związanymi z basenem Morza Śródziemnego, ani box mola książkowego. Otrzymałam za to Snail Mail Box czyli pudełko pełne niespodzianek dla postcrosserów i/lub wielbicieli tradycyjnej korespondencji. Byłam nim zachwycona!
Przede wszystkim – Olga, chapeau bas! Nie dość, że przyszedł Ci do głowy tak fantastyczny pomysł, jakim jest pudełko z pocztówkowymi skarbami, to jeszcze zdecydowałaś się wprowadzić go w życie i wziąć sprawy w swoje ręce.
Gdy dostałam od listonosza mój pierwszy Snail Mail Box, byłam naprawdę zaintrygowana i zastanawiałam się, co znajdę w środku. Otwieranie niespodzianki mogę z czystym sercem porównać do rozpakowywania prezentu gwiazdkowego. W środku znalazłam 16 pocztówek, 3 ozdobne koperty, naklejki z morskim motywem i tasiemkę do dekoracji widokówek czy listów. Pocztówki są naprawdę dobrej jakości. Olga pomyślała, że byłoby jeszcze fajniej, gdyby każdy box miał swój motyw przewodni. Tym razem były to gwiazdy, święta – w końcu najpiękniejszy czas w roku już coraz bliżej (śnieg jeszcze zdąży spaść ;)). 
Nie przesadzę, jeśli napiszę, że każdy kolekcjoner pocztówek znalazłby wśród kartek wybranych przez Olgę taką, która by go po prostu oczarowała! Moimi faworytami są te nawiązujące do Bożego Narodzenia - pocztówki z reniferem oraz z życzeniami "merry postcrossing!". Cały czas się zastanawiam, czy posłać je dalej w świat, czy też zostawić sobie.

Komu polecam Snail Mail Box? I tym, którzy nadal bawią się w losowanie adresów na oficjalnej stronie Postcrossingu, i tym, którzy skupiają się na prywatnych swapach, ale i tym, których bliscy uwielbiają wysyłać i otrzymywać listy. 


Jeszcze jedno. Zakup takiego boxa (albo kilku ;)) najzwyczajniej w świecie się opłaca. Pocztówki w sklepach internetowych nierzadko kosztują powyżej 2zł. Tymczasem zakup 1 Snail Mail Box (w którym znajdziecie co najmniej 16 kartek i inne akcesoria postcrossingowe) wraz z przesyłką poleconą wyniesie 28,30zł. A zaskoczenie bezcenne. ;) Dodam jeszcze, że jeżeli kupicie cały pakiet boxów – na 3 miesiące bądź 6 miesięcy, zapłacicie odpowiednio 78,90zł/151,80zł.


Jeśli lubicie niespodzianki, dajcie się zaskoczyć! 

Swój Snail Mail Box możecie zamówić tutaj.

Jak Wam się podoba ta inicjatywa?
Buziaki!
Sara

piątek, 1 kwietnia 2016

Oj, działo się... - marzec 2016



Marzec minął mi tak, jakby go nie było. Zdecydowanie za szybko. Nim się obejrzałam, jechałam do Budapesztu, później mały urlop z powodu rekolekcji, kolejny urlop z przyczyn nieprzyjemnych i wirusowych, potem były święta i… koniec. Nauczyciele, o dziwo, powoli przestają nas cisnąć sprawdzianami, a do matury został już tylko miesiąc. Codziennie staram się uczyć, ale nadal zostało mi wiele do powtórzenia. Najchętniej w ogóle nie chodziłabym już do szkoły, aby przysiąść nad maturalnymi przedmiotami. Chociaż z drugiej strony pani P. trochę mnie motywuje, każąc powtarzać kolejne lektury przed lekcjami. W przeciwnym wypadku pewnie tylko wpatrywałabym się w zeszyty z polskiego, a raczej ich okładki. 

Tak sobie myślę, że miniony miesiąc niby nie był zbyt męczący, ale przez zaległości w szkole i ciągłe myśli o zbliżającej się maturze, czułam się chronicznie zestresowana. Gdyby nie podróż do Budapesztu, pewnie ledwo bym wytrwała.  Ach, Budapeszt, kolejna stolica... Nadal nie wiem, gdzie wybiorę się w wakacje, ale to musi być coś naprawdę super. :D I coś taniego przy okazji.
W marcu udało mi się kilka razy wpaść do kawiarni i to nawet tak szpanerskiej jak Starbucks! 

Udało mi się również tak rozchorować, że pan doktor nie wiedział, co mi jest. Wyobraźcie sobie to: w piątek czujecie się dobrze, w sobotę zaczynacie funkcjonować jak zwłoki. W poniedziałek wybieracie się więc do lekarza tylko po to, by dowiedzieć się, że nie jest źle, nawet zwolnienie ze szkoły nie jest konieczne. We wtorek wychodzicie ze szkoły, bo nie możecie wykrztusić słowa ani myśleć. Śpicie przez pół dnia. W środę jest niewiele lepiej. Bierzecie tonę lekarstw, które nie pomagają. W końcu w piątek, zamiast spotkać się z przyjaciółką, idziecie do lekarza po raz kolejny i… dowiadujecie się o tuzinie chorób, które Was dotknęły, a Wy nawet się tego nie domyślaliście. Zapalenie krtani, zatok, tchawicy… jeny, czego jeszcze? Dostajecie antybiotyk, który niewiele pomaga, i multum zaleceń w stylu "nie myć się" (!) (ten doktor był serio nawiedzony). Oczywiście nie stosujecie się do jego bezsensownych słów, ale bierzecie wszystkie leki. Odzyskujecie głos, ale nadal męczy Was kaszel i katar. I tak spędzacie święta. I nadal nie jest dobrze. Tak właśnie było w moim przypadku. Obecnie czuję się już trochę lepiej i pod względem fizycznym, i psychicznym. Trochę tylko boli mnie fakt, że dbam o siebie, wysypiam się, staram się zdrowo odżywiać, ciepło ubierać, a tu bach – co chwila albo mam katar, albo tracę głos.

Ale dobra, skończę już ten lament pesymistki i podzielę się z Wami bardziej przyjemnymi marcowymi wspomnieniami. Wreszcie dostałam kartonowe pudło i to w sowy! Jak sądzicie, co w nim trzymam? ;)
Marzec to też święta wielkanocne czyli nadziewane jajka, mazurek, ciasto-zebra (w końcu!), tarta ze szpinakiem i kurczakiem, kocia piżama, dwie przeczytane książki i jeden obejrzany film. 
Za tę kartkę dziękuję Andrzejowi i Norbertowi!
Za tę kartkę dziękuję Edi!

Jeśli chodzi o czytanie, to udało mi się skończyć "Mama kazała mi chorować" – może nie jest to doskonale napisany pamiętnik, ale i tak porusza, szokuje. Słyszeliście kiedyś o zastępczym zespół Münchhausena? Ja, przed przeczytaniem tej książki, nie. Cały czas jest mi trudno pojąć to zaburzenie psychiczne. W skrócie – chodzi o to, że matka maltretuje swoją córkę, wywołując u niej objawy choroby, wmawiając jej (i lekarzom!), że mała jest ciężko chora, że potrzebuje leków i operacji. Okrucieństwo.  Nie wiem, co gorsze – zachowanie matki czy naiwność medyków? 
O drugiej książce już wspominałam na blogu – to "Zazdrośnice" Schmitta. Spodziewałam się czegoś równie wzruszającego jak "Oskar i Pani Róża". Tymczasem "Zazdrośnice" to opowieść o nastolatkach i ich problemach, ale nie prosta i infantylna, tylko raczej dość smutna. Choć cały czas mam problem z zakończeniem. Zszokowało mnie, ale i w pewien sposób obrzydziło mi ono autora. Książkę przeczytałam w dwa dni, bo naprawdę wciągała, tylko czy ktoś tu nie przesadził?
Co do filmu to poświęciłam swój czas, by obejrzeć "Carte Blanche" i nie żałuję. To polski film (nie zrażajcie się po przeczytaniu tego epitetu!), opowiadający prawdziwą historię nauczyciela, który zaczyna tracić wzrok. Ukrywa to, ponieważ bez możliwości nauczania jego życia nie miałoby sensu. Według mnie to naprawdę dobry film, zresztą, już trochę mnie znacie, wiecie, że mam dziwną manię katowania się takimi trudnymi tekstami kultury. 

Jestem ciekawa, jak Wam minął marzec! Poczuliście już wiosnę? Objadaliście się w święta? A może przeczytaliście coś intrygującego albo obejrzeliście wciągający film?
Życzę Wam, aby ten miesiąc był pełen słońca i radości. :)
Sara
PS W tym roku odpuściłam sobie post primaaprilisowy. Ale w zeszłym roku trochę się nabijałam. :D Kto nie pamięta, niech wróci do tamtego wpisu. :D Przed chwilą sama przeczytałam go ponownie, hahaha. :D

niedziela, 27 marca 2016

Specyficzne święta


Tegoroczna Wielkanoc jest dla mnie wyjątkowa. Niestety w złym tego słowa znaczeniu. Antybiotyki, lekarstwa, kaszel, zapalenia i inne miło brzmiące słówka to obecnie moja rzeczywistość. Niefajnie jest chorować, a już na pewno nieprzyjemnie jest być chorym w święta. To tak jakby… gorzej. Siedzisz sobie w domku, masz odpoczywać, a de facto nie masz nawet siły tego robić. 
Dziękuję, Kasiu!

Dziękuję, Moniko!

Te święta i ta przerwa od szkoły są też o tyle dziwne, że muszę się uczyć. To znaczy, nikt mi nie każe, ale do matury zostało już niewiele czasu, wolę więc wykorzystać to wolne niż siedzieć po nocach w ciągu zwykłego tygodnia. A mam co przerabiać, mam z czego robić notatki, niestety. Rozwiązuję też (a przynajmniej próbuję rozwiązać) arkusze maturalne z zeszłych lat (jak ktoś może to nazywać matematyką podstawową?!). 
I w tym niezbyt optymistycznym nastroju "celebruję" tegoroczne święta. 
Dziękuję, Babciu!

Życzę Wam, ale i (trochę egoistycznie) sobie wszystkiego najlepszego na ten czas. Przede wszystkim dużo, dużo zdrowia, dbajcie o siebie! Życzę Wam radości z małych rzeczy. Miłości. Pogody ducha. Uśmiechu. Niech te święta będą okazją do odpoczynku (jak ja nie odpoczywam, to chociaż Wy musicie!), do chwili refleksji, do spędzenia czasu z bliskim, do spróbowania dawno niejedzonych pyszności (Fanny, myślę tu o Tobie i mazurkach :DD). I niech ta wiosna w końcu zapuka do naszych drzwi i zostanie jak najdłużej. Samych słonecznych dni, kochani! 
Dziękuję, Weroniko!

Dziękuję Babciu, dziękuję Dziadku!

Dziękuję za wszystkie kartki z życzeniami, wielką radość mi sprawiliście. :) Mnie w tym tygodniu choróbsko przytrzymało w domu i nawet nie miałam jak i kiedy kupić kartki, a co dopiero wysłać… 
Trzymajcie się ciepło, a przede wszystkim zdrowo!
Sara