Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Estonii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Estonii. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2019

Mój subiektywny ranking stolic europejskich cz. 1


Podobno już się pogubiliście. Nie wiecie, gdzie byłam, gdzie nie byłam. Dziś więc skromnie przypomnę 23 stolice, które już odwiedziłam. Drugie tyle przede mną!

Ostatni ranking stolic europejskich pojawił się na tym blogu w 2017 roku, gdy miałam za sobą 14 odwiedzonych stolic. Od tego czasu sporo się zmieniło – nie tylko zwiedziłam nowe miasta, lecz także wróciłam do niektórych z nich.

Właściwie im więcej miejsc poznaję, tym trudniej jest mi tworzyć takie rankingi. Bo trudno jest porównywać coś, co jest zupełnie inne. Dlaczego mam zestawiać Helsinki z Rzymem, skoro te miasta powstały w zupełnie innym okresie, położone są na innej szerokości geograficznej, różni je wielkość, liczba ludności i tysiące innych rzeczy? Tym razem postanowiłam, że ranking będzie wyglądać nieco inaczej. Stworzyłam właściwie spis skojarzeń – i tych dobrych, i tych złych. Starałam się jakoś uporządkować miasta pod względem poziomu sympatii, ale nie jest to sztywne ustawienie. Za to bardzo, bardzo subiektywne.

Powiem Wam, że w pewnym momencie, gdy rozpisałam ten ranking  na kartce, stwierdziłam, że uszeregowanie stolic od najwspanialszej, najpiękniejszej, tej, którą wspominam najlepiej do tej, która nie zagościła w moim sercu, jest… niewykonalne. Nie chciałam skrzywdzić żadnej ze stolic. Poza tym niektóre może nie cechują się wyjątkową architekturą, ale są po prostu bliskie mojemu sercu. Z kolei ślad po wizytach w niektórych z nich powoli zaciera się w mojej pamięci…

Wpis podzieliłam na dwie części – gdybym zaczęła opisać wszystkie dwadzieścia trzy odwiedzone stolice w jednym tekście, to wyszedłby nam rozdział książki.

Zacznę od końca.

23. Bratysława. Nawet po kilku latach od wizyty w tym mieście Bratysławę nadal umieszczam na szarym końcu. No ale ktoś musi zająć to zaszczytne, ostatnie miejsce. Bratysława to stolica, do której nie chciałabym wrócić, bo nie widzę powodu, dla którego miałabym to zrobić. Miasto dało mi się poznać jako szare, smutne, brudne, postkomunistyczne, zaniedbane. Zobaczyłam, co miałam zobaczyć, skręciłam kostkę, spałam w obskurnym hotelu i nie mogłam się z nikim dogadać. Czy zauważyłam jakiekolwiek plusy tego miasta? Ciekawe pomniki i ładny zamek.
22. Tallinn. To miasto nie jest brzydkie. Tylko że nie zapisało się w mojej pamięci. Pewnie przyćmiła je Ryga, w której wówczas nocowaliśmy. Tallinn… po prostu odwiedziłam. Było fajnie, momentami zabawnie. Na przykład wtedy gdy nie byliśmy pewni, czy to, co oglądamy, to faktycznie Pałac Kadriorg, czy może tylko jakaś przybudówka.
21. Wilno. Po latach jawi mi się jako miasto, do którego nie chciałabym wrócić. Gdy myślę o Wilnie, widzę kościoły, cmentarze… Mało zachęcający widok, prawda? Pozytywnym punktem tego miasta była na pewno wizyta w Republice Zarzeczańskiej, czyli artystycznym państwie w państwie. Władca tej nie przez wszystkich uznawanej krainy wysłał mi nawet maila z podziękowaniami za promowanie jego kraju.
20. Dublin. Podróż do Dublina zaliczam do dość… trudnych. To był nasz pierwszy wspólny wyjazd z Maćkiem, dochodziło do małych zgrzytów, w naszym pokoju chrapał narkoman, a i pogoda nie za bardzo sprzyjała. Może miasto pubów po prostu nie powinno przypaść do gustu dziewczynie, która nie pije alkoholu. Co dobrego zapamiętam z Dublina? Przepiękne parki.
19. Berlin. Byłam w tej stolicy kilkukrotnie i wydaje mi się ona zbyt nowoczesna. Wiadomo, że Berlin był zniszczony po II wojnie światowej i nie znajdziemy tak urokliwego Starego Miasta. Gdybym miała wrócić do tej stolicy, to chciałabym zobaczyć Pałac Charlottenburg, który de facto położony jest pod Berlinem.
18. Sofia. Gdy wybieraliśmy się w podróż do Aten i Sofii, czułam, że grecka stolica mnie zawiedzie, a ta bułgarska zaskoczy. W sumie było na odwrót. W Sofii spodobała mi się multireligijność – tu meczet, tam cerkiew, nieco dalej synagoga. Lubię czytać o wierzeniach innych narodów i te elementy miasta wydawały mi się interesujące. Poza tym było jednak dość… smutno. Dało się dostrzec, że nie jest to zachodnie miasto. Plus za położenie nieopodal gór i przelatujące samoloty.
17. Bruksela. Zawsze gdy opowiadamy z mamą o stolicy Belgii, podkreślamy, że zabytki były piękne, ale samo miasto brudne i zaniedbane. Spotkałyśmy w nim wielu bezdomnych i żebraków – nawet takich z Polski… Zaskoczyło nas to, że miasto uznawane za stolicę Unii Europejskiej wygląda właśnie tak. Zabytki były naprawdę piękne, kojarzyły się nieco z architekturą wiedeńską. Gofry w Brukseli bardzo nam smakowały. Frytki belgijskie natomiast lepsze jadłam w Polsce.
16. Londyn. Gdy myślę o Londynie, to dochodzę do wniosku, że to wcale nie jest jakieś wybitnie ładne miasto. Na pewno najlepiej zapamiętam z tej stolicy wizytę w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds. Możecie uważać to za płytkie, ale ja bawiłam się w tym miejscu po prostu genialnie. I to najlepiej zapamiętałam z Londynu
15. Sztokholm. Możliwe, że gdybym odwiedziła nieco mniej stolic, to Sztokholm znalazłby się wyżej. To naprawdę przyjemne miasto, ciekawie położone, otoczone przez wodę. Super było to, że w Sztokholmie nie tylko oglądałyśmy zabytki, lecz także bawiłyśmy się w Junibacken, czyli Muzeum Szwedzkiej Literatury, i spacerowałyśmy po ogromnym skansenie. Co więcej, zajrzałyśmy też do parku rozrywki Grona Lund, gdzie przejechałam się kolejką górską. W sumie teraz żałuję, że miałam wówczas zamknięte oczy.
14. Watykan. Niełatwo oceniać drugą najmniejszą stolicę świata. Wiadomo, że trudniej będzie jej się bronić. W dodatku nie czuję się do końca swobodnie, wypowiadając się o Watykanie, bo, mimo że odwiedziłam ten kraj i miasto dwukrotnie, to nie zwiedziłam Kaplicy Sykstyńskiej. Bądź co bądź uważam, że warto zobaczyć Watykan, nieważne, czy jesteś osobą wierzącą czy nie.
13. Helsinki. Niby takie nic, a jednak coś. Helsinki to ostatnia odwiedzona przeze mnie stolica. I chociaż pogoda nie w pełni dopisała, to miasto będę wspominać miło, głównie ze względu na wyspę Suomenlinnę. Mało turystów, sielsko, cicho i przyjemnie.
Kolejne miejsca w następnym poście. Jak obstawiacie, co znajdzie się na podium? Czy coś Was zdziwiło? Jak wyglądałby Wasz ranking stolic europejskich?
Uściski!
Sara

niedziela, 31 grudnia 2017

Oj, działo się... - rok 2017 #2

Ten rok był pełen wspaniałych momentów. Nie zmieściłam ich wszystkich w poprzednim poście.

Ł jak Łotwa. Rygę odwiedziłam w 2017 roku dwukrotnie i… obstawiam, że jeszcze tam wrócę! To miasto mnie zauroczyło. Wiecie, jaki uśmiech na mojej twarzy wywołał fakt, że pamiętałam drogę do hotelu i inne trasy?
M jak miłość. Rozczaruję Was – nie obejrzałam ani jednego odcinka tego serialu. Wystarczyło mi życie. Z Maćkiem jesteśmy parą od ponad szesnastu miesięcy, podróżujemy, dzielimy wspólne pasje, chociaż w wielu kwestiach nie podzielamy swojego zdania. Związek na odległość ani trochę nam nie zaszkodził.
N jak nadczynność tarczycy. Żyjesz sobie spokojnie, aż tu nagle ktoś cię informuje, że możesz mieć guzki na tarczycy i że jesteś za młoda na taką chorobę. Na szczęście potężna dawka leku znacznie poprawiła mój stan – już nie płaczę z bólu brzucha. Kochani, zróbcie czasami badanie krwi. Serio.

O jak oryginalne tytuły. W tym roku na blogu opublikowałam ponad 130 postów. Zmienił się nieco mój sposób blogowania, z prowadzenia strony zaczęłam mieć wymierne korzyści w postaci darmowych wejść do różnych instytucji. Poza tym mój blog był wspominany chociażby w lokalnych gazetach. Specjalnie dla Was wybrałam najdziwniejsze tytuły, jakie nadawałam moim tekstom w 2017 roku:

"Walentynki – wiać czy uciekać?"

"Polska to kraj absurdów, a prawda jest jedna"

"Godzina seksu za zamkniętymi drzwiami"


P jak pokoje zagadek. To obecnie jedna z moich ulubionych form rozrywki. Odwiedziłam już łącznie 15 escape roomów w Toruniu oraz w Warszawie. Relacje z wielu z nich mogliście przeczytać na blogu. Mam nadzieję, że zachęciły Was one do spróbowania tej formy spędzenia wolnego czasu – podekscytowanie, satysfakcja i radość z ucieczki to niesamowite uczucia.
R jak Reputation. I znów o podekscytowaniu. Po trzech latach moja ulubiona wokalistka, Taylor Swift, wydała płytę. I choć nie jest to - moim zdaniem - jej najlepszy album, to i tak jestem ogromnie szczęśliwa, że mogę usłyszeć nowe utwory (i teksty!) Taylor.

S jak Sparks. Gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że zobaczę Nicholasa Sparksa, jednego z moich ulubionych pisarzy, na żywo, popatrzyłabym na niego z mieszaniną politowania i sceptycyzmu. Tymczasem okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Nie tylko spotkałam Sparksa w Warszawie, lecz także dostałam od niego autograf! Amerykański pisarz to nie jedyna gwiazda światowego formatu, którą miałam okazję zobaczyć na żywo w 2017 roku. W sierpniu zrobiłam sobie zdjęcie ze zwycięzcą Eurowizji, Alexandrem Rybakiem. Okazał się on uroczym facetem z poczuciem humoru.
T jak Tallinn. Szesnasta stolica. Mimo że spędziłam tam zaledwie jeden dzień, zobaczyłam większość zabytków. Co zapamiętam przede wszystkim? Liczne baszty, pałac Kadriorg, który nie wiadomo, czy tym pałacem był oraz pozę na sexy Misię.
U jak udział w "Milionerach". W listopadzie niespodziewanie zostałam na chwilę sławna, a to dzięki wygranej w "Milionerach". Znajomi śmiali się, że jestem dziewczyną, która stała się memem. Po emisji programu otrzymywałam zarówno gratulacje i wyrazy uznania, jak i czytałam komiczne hejty. Cały ten odzew ogromnie mnie zaskoczył i… trochę przerósł.

W jak Warszawa. Przez całe życie nie byłam tyle razy w Warszawie, ile w tym roku. To miasto stało się takim moim drugim domem, bo przeprowadził się tam Maciek. Warszawę zdążyłam i polubić, i znienawidzić. Są tam cudowne, warte zobaczenia miejsca, jak chociażby Niewidzialna Wystawa, ale stolica ma również swoje słabe strony. Czy zamieszkam tam w przyszłości? Nie wiem.
Z jak zaliczony rok. Zdałam na drugi rok studiów psychologicznych, które chciałam rzucić! Nie rzuciłam i już tego nie zrobię. Nie jestem zachwycona, ale da się przeżyć. Za wyniki w nauce udało mi się zgarnąć stypendium naukowe. Będzie na podróże.

Jaki był dla Was 2017 rok? Co będziecie wspominać przede wszystkim?

Życzę Wam, by 2018 był pełen uśmiechu, niezapomnianych przygód, ale też żebyście nie zapomnieli, co jest w życiu najważniejsze. Spełniajcie marzenia i nie odkładajcie ich na kolejne lata!

Sara

niedziela, 10 grudnia 2017

Pieśń pochwalna, czyli za co pokochałam Lux Express


Obiecywałam Wam kiedyś post pochwalny na cześć firmy Lux Express. Oto on. Nikt mi za niego nie zapłacił (a szkoda).

Jechaliście kiedyś Lux Expressem? Jeśli nie, to żałujcie i nadróbcie to szybko. Polski Bus, Ecolines i Flibco to nic przy luksusie, jaki zapewnia Lux Express. Nazwa pasuje idealnie. Razem z Maćkiem podróżowaliśmy z tym przewoźnikiem z Rygi do Tallinna. Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy po wejściu do autobusu, to spora przestrzeń. Foteli wcale nie było tak dużo. Nie czuliśmy się upchani jak sardynki. Spokojnie można było wyciągnąć nogi, postawić coś pod fotelem, nikomu nie przeszkadzając. To zaleta nr 1.

Kolejny plus – ekrany w siedzeniach. Wybór filmów był ogromny, znalazło się tam sporo nowych produkcji. Część z nich była dostępna z polskimi napisami, co bardzo mnie ucieszyło. W drodze do Estonii obejrzałam "Annę Kareninę" z Keirą Knightley, a wracając, zdecydowałam się na "Dziewczynę z portretu" - Eddie Redmayne powinien otrzymać Oscara za tę rolę. Oprócz filmów na tabletach znalazły się gry, muzyka oraz strona przewoźnika. Z Maćkiem już wtedy zaczęliśmy snuć plany o kolejnych podróżach. :D Warto dodać, że pod siedzeniami znajdują się gniazdka. W autokarach jest także dostęp do darmowego WiFi, które – uwaga – działa!

Co więcej w autokarach było WC. To naprawdę ważne podczas kilkugodzinnej czy kilkunastogodzinnej wycieczki. Toaleta była czysta, co także mile nas zaskoczyło.

I teraz najważniejsza zaleta… darmowa kawa i herbata!!!!!! Maciek i ja pijemy herbatę litrami, dlatego możliwość wyboru różnych smaków i wypicie ciepłego napoju w drodze, zupełnie bezpłatnie, było dla nas niczym raj. :D

Wyczytałam, że w pojazdach Lux Express można zakupić słuchawki lub poduszkę oraz butelkę wody. Poza tym bilety na podróż możecie kupić u kierowcy, co nie jest możliwe np. w przypadku Polskiego Busa.

Jeśli miałabym wybierać się w długą podróż, powiedzmy z Rygi do Saint Petersburga, to tylko Lux Expressem. Dodam, że firma ta często organizuje różne promocje i bilety kosztują tylko 5 euro. My płaciliśmy ok. 10 euro za bilet. Poza tym obowiązują stałe zniżki:

- dla dzieciaczków do 7. roku życia -80%
- dla starszych dzieci do 16. roku życia -40%
- dla starych dzieci jak Maciek i ja, do 26. roku życia -10%
- dla starszych osób powyżej 60. roku życia -10%

Jakiś czas temu podróżniczy świat obiegła informacja, że Lux Express wycofuje się z Polski. Liczba tras została zmniejszona… Jednak obecnie ponownie można udać się z tym przewoźnikiem z Warszawy do Wilna, Kowna, Rygi, Suwałk i Tallinna! Nic tylko planować podróż.

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące naszej wyprawy Lux Expressem, piszcie śmiało, spróbuję pomóc.
Szerokiej drogi!
Sara

niedziela, 22 października 2017

Tallinn - ceny, praktyczne wskazówki i informacje


Tradycja tradycją – w tym poście muszę się przed Wami trochę obnażyć. I zdradzić, ile wydałam na podróż do Rygi i Tallinna.
Mam cichą nadzieję, że moje wpisy podsumowujące podróże sprawią, że, po pierwsze, uwierzycie, że bez milionów na koncie da się podróżować, a po drugie ułatwią Wam one planowanie własnych wypraw. O kosztach wycieczki do Rygi już kiedyś pisałam (o, tutaj). Dziś chciałam się skupić na Tallinnie.
JAK się tam dostać?

Nic mi nie wiadomo na temat tanich lotów z Polski do Tallinna. Do stolicy tej można za to dostać się różnymi liniami autobusowymi. Do wyboru mamy połączenia bezpośrednie (oferowane przez Ecolines) albo z przesiadką w Wilnie lub Rydze (wówczas możemy wybrać takich przewoźników jak Ecolines, Lux Express czy Eurolines). Na Litwę lata Wizz Air, jeżeli ktoś bardzo nie lubi podróży autokarowych. My – z racji tego że Maciek wygrał bilety do Rygi – najpierw dojechaliśmy do tego miasta, a dopiero potem, Lux Expressem, udaliśmy się do Tallinna. Podróż trwała 4h25min.
GDZIE mieszkać?

I tu wyjątkowo Wam nie pomogę, ponieważ w Tallinnie nie nocowaliśmy. Miasto spokojnie można zwiedzić w jeden dzień (chyba że chcecie zajrzeć do licznych muzeów – wtedy pewnie potrzebny będzie nocleg). Spaliśmy w Rydze, w Central Hostel – jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym hostelu, w jakim byłam. Z tego, co się orientowałam, przeglądając oferty na stronie Hostelbookers, noclegi w Tallinnie są droższe niż w Rydze. Nie tylko noclegi zresztą.
JAK poruszać się po Tallinnie?

Nie kupowaliśmy biletu całodziennego, ponieważ większość atrakcji w Tallinnie znajduje się blisko siebie. Dojechaliśmy jedynie z dworca autobusowego w okolice starówki oraz później z centrum do pałacu Kadriorg. Pojedynczy bilet na komunikację miejską w Tallinnie kosztuje odpowiednio 2 euro – normalny i 1 euro – ulgowy (specjalnie wyrabiałam kartę ISIC, o którą i tak nikt mnie nie poprosił). Bilety kupowaliśmy u kierowcy.
ILE nas to kosztowało?

Tallinn w niektórych aspektach był droższy niż Ryga, w innych tańszy. Ceny nie były może tak wysokie, jak w zachodnich państwach Europy, ale i tak zaskoczyło nas, że mały kraj, w sumie niezbyt często odwiedzany przez turystów, tak wysoko się ceni. Przykładowe ceny w Tallinnie:

Pamiątkowa koszulka – 12 euro
Magnes płaski – 1 euro
Magnes wypukły – 2-3 euro
Pocztówka – od 0,50 euro do 1,50 euro. Ale najczęściej 1 euro
Czekolady, batoniki, cukierki – od 1 do 3 euro
Rachunek:

Wycieczka do Rygi i Tallinna miała być dość niskobudżetowa. I chyba nieźle udało nam się to postanowienie zrealizować.
Bilety Warszawa->Ryga i Ryga->Warszawa 0zł :D :D
Bilety Ryga->Tallinn i Tallinn->Ryga 84zł (jeden bilet ok. 10 euro).
Dwie noce w hostelu w pokoju dwuosobowym – 160zł. Dzieliliśmy ten koszt między siebie, co dawało 80zł na głowę za dwie noce.
Poruszanie się po Tallinnie – 2 euro :D
A zatem bez jedzenia i pamiątek koszt wycieczki na głowę wyniósł… nieco ponad 170zł. Istne szaleństwo!
Spodobał Wam się Tallinn? Chcielibyście kiedyś się tam wybrać? A może… już byliście?
Udanego tygodnia!

Sara

poniedziałek, 16 października 2017

Tallinn - co warto zwiedzić? - cz. 2

Do Tallinna możecie udać się nie tylko po to, by zobaczyć baszty. W mieście tym będziecie mieli okazję do tego, aby podziwiać między innymi kościół, który przez blisko sto lat był uważany za najwyższy w Europie. Są tam też współczesne pomniki i… pałac zbudowany przez cara.

Kontynuowaliśmy zwiedzanie Tallinna. Naszym kolejnym punktem był średniowieczny kościół św. Ducha. Maciek bardzo chciał zobaczyć jego wnętrze, ponieważ jest to świątynia luterańska – ciekawiło go, czym różni się od katolickiej. Niestety wstęp kosztował, więc ostatecznie do środka nie weszliśmy. Naszą uwagę zwrócił za to efektowny zegar. Mój wzrok przyciągnęła dodatkowo niezbyt zadbana elewacja kościoła. Na myśl przyszła mi brzydka Bratysława. Brr, szybko odepchnęłam tę myśl od siebie, bo do Bratysławy wracać nie chcę (nawet w myślach!).

Udaliśmy się ponownie w stronę Pikk Jalg, by po chwili natknąć się na uroczy pomnik sarenki. Niedługo potem naszym oczom ukazały się… Tak, zgadliście, baszty! Najstarsze wieże w Tallinnie to Nunne, Sauna and Kuldjala. Przyznajcie, że to ciekawe nazwy. Na baszty można wejść, wstęp kosztuje 2 euro.

W końcu dotarliśmy do słynnego kościoła św. Olafa. Zbudowano go prawdopodobnie w XIII wieku – jak widzicie, zabytki Tallinna cieszą się naprawdę długą historią. Świątynia kilkakrotnie płonęła, ale na szczęście w czasie II wojny światowej nie była zbytnio zniszczona. Wieża kościoła św. Olafa liczy 123,70cm. Wcześniej była jeszcze wyższa, ale zburzyło ją uderzenie pioruna. Niestety ten budynek również nie może pochwalić się zbyt czystą elewacją.

W Rydze można znaleźć Trzech Braci, a w Tallinnie – Trzy Siostry. Skąd nazwa kamieniczek? Być może pochodzi ona od legendy o kupcu, który wybudował domy dla swoich córek.

Nieopodal Trzech Sióstr podziwiać można Bramę Morską z XVI wieku. Na pewno wiecie, że stolica Estonii ma dostęp do morza. My jednak nad Bałtyk nie dotarliśmy, widzieliśmy go jedynie przez szybę autobusu.

Tuż za Bramą Morską znajduje się jedna z moich ulubionych budowli w Tallinnie – Gruba Małgorzata. To wyjątkowa baszta i nie można jej przeoczyć (zresztą, trudno byłoby jej nie zauważyć, że względu na tuszę… A ja narzekam, że jestem gdzieniegdzie zbyt duża). W myślach cały czas nazywałam basztę Grubą Bertą. Swoją drogą gdy wpisywałam w Google "gruba Małgorzata", wyszukiwarka zaproponowała "gruba Małgorzata Rozenek". Hm. Dlaczego Małgorzata? Tego nikt nie wie. Być może tak nazywało się jedno z dział, a może takie imię nosiła kucharka pracująca w baszcie. Ale dlaczego gruba, to chyba wiecie, nie?

Nie musieliśmy iść zbyt daleko, by zobaczyć pomnik „Przerwana linia”. Powiem jedno – robi wrażenie. Chociaż gdyby ktoś przechodził obok i nie wiedział, z jakiego powodu postawiono taki pomnik, to pewnie pomyślałby "ale dziwadło". Monument upamiętnia ofiary katastrofy promu "Estonia", który zatonął w 1994 roku. Zginęło wówczas ponad 850 osób. Pomnik jest bardzo symboliczny i wyjątkowy.

Wsiedliśmy do tramwaju i udaliśmy się w kierunku Kadriorgu. Maciek nie był przekonany do tego miejsca – wydawało mu się kiczowate. Ja natomiast bardzo chciałam zobaczyć pałac, który powstał na zlecenie Piotra Wielkiego. W okolicach Kadriorgu mieliśmy trochę przygód. Mnie bolał brzuch, a gdy w końcu dotarliśmy do pałacu to… nie byliśmy pewni, czy to ten budynek. Później z kolei musieliśmy włączyć nawigację, by dotrzeć do dworca.

Już w autobusie analizowaliśmy zdjęcia Kadriorgu i mówiliśmy „Kurczę, chyba widzieliśmy Kadriorg, ale… od tyłu.” Pewności nie mam nadal, bo w tamtejszym parku znajduje się kilka okazałych budynków.


I tak zakończyło się nasze zwiedzanie Tallinna. Kupiliśmy jeszcze trochę estońskich słodyczy, Maciek zaryzykował i spróbował kwasu chlebowego (dla mnie smakował on jak napój gazowany o smaku chleba). Na zwiedzenie Tallinna wystarczyło nam ok. pięć godzin.

Co sądzicie o tym mieście? Chcielibyście je odwiedzić? Jakie inne miasto przypomina Wam Tallinn?

Pozdrawiam ciepło

Sara

PS Nie widzieliście pierwszej części mojej relacji z Tallinna? Przeczytacie ją tutaj

piątek, 13 października 2017

Tallinn - co warto zwiedzić? cz. 1


Jaki jest Tallinn, szesnasta odwiedzona przeze mnie stolica? Niewielki, ale uroczy. Pełny baszt, baszteczek, wież i wieżyczek. O dziwo – droższy niż Ryga.

Zwiedzanie stolicy Estonii rozpoczęliśmy od podjechania autobusem kilku przystanków. Lux Express, którym dotarliśmy z Rygi do Tallinna, zatrzymywał się na dworcu autobusowym oddalonym od starówki o ok. 2,5km.

Naszym pierwszym punktem "must see" była Kiek in de Kök – baszta z XV wieku. Ciekawym elementem tej wieży są wmurowane kule. To symbol uszkodzeń, jakim uległa wieża wskutek ostrzału podczas wojen inflanckich. Być może zastanowi Was nazwa tej baszty. Okazuje się, że kiek in de kok w potocznym niemieckim oznacza peep into the kitchen czyli… zerknięcie do kuchni (?). Nazywano tak różne baszty, które były częścią murów obronnych miasta. Co ciekawe – kiek in de kok możemy znaleźć również w… Gdańsku. Mowa o Baszcie Jacek.
Mieliśmy dokładnie wytyczoną trasę z zaznaczonymi na mapce punktami. Oczywiście zboczyliśmy z niej już po obejrzeniu pierwszego zabytku. A to dlatego że naszym oczom ukazał się piękny sobór (który mieliśmy zobaczyć później). Sobór św. Aleksandra Newskiego jest świątynią prawosławną. Został wzniesiony pod koniec XIX wieku. W soborze znajduje się aż jedenaście dzwonów. Mnie jednak bardziej podobała się złota cerkiew w Rydze. Wiedzieliście, że wchodząc do świątyni prawosławnej, kobiety powinny zakryć włosy chustą?
Cofnęliśmy się nieco, by zobaczyć kolejną basztę. Tym razem tę o nazwie Długi Herman. Jest to część zamku Toompea (chyba jego najbardziej okazała część). Wieża została dobudowana do zamku przez krzyżaków. Składa się ona z dziesięciu pięter.
Przeszliśmy się ulicą Pikk Jalg (takim miniaturowym Montmartre ;)), aż w końcu dotarliśmy do ratusza. Od samej budowli o wiele bardziej spodobał mi się klimat ryneczku i otaczające go kamienice. Chociaż nie muszę wspominać, że pamiątki przy ratuszu były droższe niż w innych miejscach? Ratusz w Tallinnie został wpisany na listę UNESCO. Jest to jedyny zachowany ratusz w stylu gotyckim w Europie Północnej, a powstał… ponad 600 lat temu.
Na Vana Turg Maciek zrobił zdjęcie, z którego był później bardzo dumny. ;) Udało mu się sfotografować symbol miasta – figurkę Starego Tomasza. O postaci tej krążą różne legendy. Nie możemy stwierdzić, która jest prawdziwa, ale na pewno wiemy, że wiatrowskaz umieszczono na czubku wieży w XVI wieku.
Dlaczego nie wzięli mnie do teledysku One Direction?
Kolejne miejsce, które udało nam się zobaczyć, nieco mnie zawiodło. Chodzi o Katarinna Kaik. To uliczka żywcem wyjęta ze średniowiecza. Mnie jakoś nie zachwyciła, za to Maćka bardzo. Znajduje się tam mnóstwo galerii z rękodziełem.
W tym momencie ponownie nieco zboczyliśmy z trasy, by posilić się w McDonaldzie (ceny wyższe niż w Rydze!) i kupić pamiątki (pocztówki również kosztowały więcej niż na Łotwie). Tuż obok McDonalda Maciek uderzył panią (na szczęście tylko na zdjęciu). Po prostu chciał zbyt fajnie zapozować przy bramie Viru. W Tallinnie widzieliśmy sporo baszt, wież i pozostałości murów obronnych. Wzniesiona w XIV wieku Brama Viru wyglądała prawdopodobnie najbardziej efektownie z nich.
To nie koniec estońskich wrażeń. W następnym poście pokażę Wam budynek, który przez długi czas był najwyższym w Europie. Będą też inne, warte zobaczenia miejsca w Tallinnie. 
Co sądzicie o tym mieście?
Sara