Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Optymistyczne przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Optymistyczne przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lipca 2020

Wakacje 2020: co już zrobiłam, a co chcę zrobić?



W zeszłych latach jeszcze w czerwcu przygotowywałam listę, co chcę zrobić w wakacje. Mamy końcówkę lipca, a ja do tej pory takiego spisu nie stworzyłam. Te wakacje zdecydowanie różnią się od poprzednich. Co więc już zrobiłam, a co planuję?

Zacznijmy od tego, że w te wakacje pracuję sobie na etacie. Wolne mam więc wyłącznie popołudnia i weekendy, jak większość ludzi, chociaż zdarza się, że dyżuruję również w soboty i niedziele. Co robię, gdy mam wolne? Zwykle układam puzzle (Minionki nas nie pokonały!) albo gdzieś wychodzę. Powiem Wam, że jestem w szoku, o ilu miejscach w Toruniu nie miałam pojęcia. Torunianie, wiecie, gdzie jest alpinarium? A zatoka nad Wisłą? A byliście już na terenach rekreacyjnych na osiedlu JAR? Ja staram się choć raz w tygodniu odkryć jakieś nowe miejsca. Pewnie kiedyś ich zabraknie, ale na razie się na to nie zanosi i Toruń na każdym kroku mnie zaskakuje.
Ostatnio miałam też sporo okazji do świętowania. Mój brat skończył osiemnaście lat. Wręczyłam mu z tej okazji milion. Z kolei mój facet został magistrem. A Taylor dziś ogłosiła, że wydaje ósmą płytę. Więc okazji do celebrowania nie brakuje. Niebawem wybieramy się też na wesele. Trochę się boję, bo koronawirus, trochę się cieszę, bo sobie potańczę, a trochę się stresuje, bo praktycznie nikogo tam nie znam. Ale mam nadzieję, że żadne moje obawy się nie sprawdzą, choć miłośniczką wesel raczej nie jestem.
Cały czas kuszą mnie też wyjazdy. Od tych niedalekich – Chełmno czy Golub-Dobrzyń, do tych nieco dalszych, tak do 200 km - może jakiś pałac w Wielkopolsce?, skończywszy na tych naprawdę odległych kierunkach jak Islandia we wrześniu. Dopiero wtedy mam tydzień urlopu (czuję się taka stara, gdy o tym piszę) i mogę sobie pozwolić na wycieczkę dłuższą niż jeden dzień. Mama rozgląda się za lotami, ale narzeka, że wszędzie już byłam (co prawdą nie jest, bo odhaczyłam dopiero/aż 25 stolic europejskich ;)). Ja trochę obawiam się, że lot w ostatniej chwili mogą po prostu odwołać, ostatnio sporo słyszy się o takich akcjach. Może już mniej lękam się zachorowania, bo w sumie wylecę z kraju, w którym jest 400 zakażeń dziennie, do miejsca, w którym odnotowuje się kilka czy kilkanaście zachorowań na dobę… Na razie to jednak tylko plany i/lub marzenia. 
Ale jak już o wycieczkach mowa, to muszę Wam też wspomnieć o szalonym pomyśle, który zakwitł w mojej głowie, gdy pisałam artykuł o luksusowych miejscach na urlop w kujawsko-pomorskim. Wyobraźcie sobie, że w Chełmży, ok. 20 km od Torunia, powstał ekskluzywny kemping. Śpi się w ogromnych, luksusowych namiotach z kuchnią, łazienką i klimatyzacją. Kemping znajduje się tuż nad jeziorem, a nocleg dla dwóch osób na trzy noce to koszt 900 zł. Nie za tanio, ale też nie jakoś mega drogo. Pomyślałam, że może to byłby odpowiedni pomysł na wyciszenie umysłu przesiąkniętego pracą. Ale z realizacją tej szalonej idei też musiałabym poczekać do września – na lipiec i sierpień nie ma już wolnych miejsc.


Czy jest coś takiego, co chętnie bym zrobiła w te wakacje? Bardzo chodzą już za mną koncerty. Wybrałabym się też do kina. Tylko że na razie grają "365 dni", które zdążyłam już wymęczyć na Netflixie (nie polecam).

Jeśli ktoś ma mniej pracowite wakacje niż ja i po prostu mu się nudzi, to podrzucam moje dwa teksty – w jednym z nich znajdziecie 100, w drugim 50 pomysłów na to, co robić w wakacje. Ten drugi post to najchętniej czytany wpis na blogu. Gdybym miała krótko doradzić, co warto zrobić w lato, powiedziałabym: to, na co nie mieliście dotąd czasu, a co bardzo lubicie. Coś szalonego. Coś, co sprawia Wam przyjemność. Weźcie wąż ogrodowy, wąż do wody i popsikajcie się na działce. Obejrzyjcie filmiki na YouTubie i pośmiejcie się do ekranu. Odpoczywajcie. Relaksujcie się. A jeśli będziecie mieli ochotę, to odkryjcie najbliższą okolicę. Może Was zdziwić, co czeka za rogiem.
Miłych wakacji!
Sara
PS A magisterki nadal nie piszę.  

wtorek, 26 maja 2020

Top 10 niezapomnianych przygód, które przeżyłam w podróży wraz z mamą



Pomyślałam, że zrobię tym postem niespodziankę mojej mamie i przypomnę nasze przygody podróżnicze. Niektóre fajne, niektóre mniej fajne, ale na pewno – niezapomniane. I co ważne, ze wszystkich wyszłyśmy cało!

1. Podczas pobytu w Wiedniu spałyśmy w jednym pokoju z… Włochem (a może Hiszpanem?), który śpiewał pod prysznicem. Trochę fałszował. W Wiedniu moja mama musiała też dobudzać mnie, gdy przysypiałam na ławce przed Hofburgiem (ale nie dlatego, że tak mi się nudziło, o nie. Po prostu dobiła mnie dwunastogodzinna podróż autokarem).
2. W Paryżu z kolei jeden pan podszedł, by zrobić sobie ze mną zdjęcie. Fotografowała moja mama. Nie wiem, czy pan sądził, że jestem sławna (może o czymś nie wiem?). Również we Francji tak długo czekałyśmy w kolejce do kontroli bezpieczeństwa na lotnisku, że prawie nie zdążyłyśmy na samolot.
3. W Finlandii z kolei utrzymywałam, że widziałam łosia. A może renifera! A mama mi nie wierzyła. Bo on leżał. Łoś w sensie. Również podczas tej podróży okazało się, że lotnisko w Turku to jest właściwie taka większa poczekalnia i cywilizacja jeszcze tam nie dotarła (chociaż fortepian mają). Kartę pokładową trzeba więc wydrukować. Udałyśmy się do biblioteki w Helsinkach i szczęśliwie udało się.
4. Na Słowacji też nie obyło się bez przygód. Zaczęło się od hotelu, który niby miał być dwugwiazdkowy, ale właściwie to on chyba nawet obok gwiazdek nie leżał. W kuchni było tak brudno, że kubki przyklejały się do blatu i… trudno było je odkleić. Poza hotelem czekała na nas masa innych przygód, tylko chyba nie wszystkie nadają się do publikacji. :D Ale domyślam się, że mama pamięta, jak to pokazywała pani w aptece, co chcemy kupić.
5. W Brukseli było pysznie: pyszne gofry, dobre frytki. I hostel tuż obok… wesołego miasteczka. Ale było też strasznie: raz ja myślałam, że zginę, a raz moja mama była pewna, że już po nas. Jechałyśmy metrem, gdy do wagonu wszedł, a raczej został wepchnięty żebrak. Niewidomy mężczyzna stanął na środku i zaczął zawodzić w niezrozumiałym mi języku. Później przeszedł się po wagonie, żebrząc. Moja mama myślała, że z nami koniec, że mężczyzna zaraz się… wysadzi. Jego śpiew przypomniał jej arabskie wzywanie muezzina i skojarzył z terrorystami-samobójcami.
6. Za to na Maltę prawie nie polecieliśmy. Bo okazało się, że mój brat ma nieważny paszport. Łzy wylewałyśmy beczkami. Ostatecznie paszportu nie udało się załatwić w dwa dni, więc polecieliśmy o wiele później. Na wycieczce moja mama spróbowała królika (nigdy więcej) i drinka z ananasa. Udałyśmy się też razem do meczetu i na spływ do grot.
7. W Budapeszcie najpierw wspięłyśmy się na górę, a potem trafiłyśmy na… protest.
8. Wspinania nie zabrakło też w Andorze. I w Barcelonie. W Hiszpanii widziałyśmy też tak długą kolejkę na koncert, że szybko sprawdziłyśmy w Internecie, co jest grane. A była grana Billie Eilish.
9. Na Cyprze z kolei mama prawie włączyła alarm w pałacu arcybiskupa.
10. A do Szwecji popłynęłyśmy jak królowe, bo rejs promem wygrałyśmy w konkursie.
Mamuń, życzę nam kolejnych wygranych podróży i jak najwięcej przygód – oczywiście tych pełnych radości!
Sara

niedziela, 9 lutego 2020

Zostałam mamą, czyli jak adoptować fokę?


Nie planowałam tego. Samo wyszło. Ale to była świetna decyzja. Zostałam przybraną mamą foczki. A raczej foczka. Jak to się stało?

Opowieść powinnam zacząć od mojej koleżanki Weroniki, która poleciła mi bloga Janiny Daily. Słyszałam wcześniej o niej, ale jakoś nie czułam potrzeby obserwowania jej na Facebooku. Posłuchałam jednak rekomendacji Weroniki i posty Janiny zaczęły mi się wyświetlać na facebookowej tablicy. Nie minęło kilka dni, gdy zobaczyłam wpis o adopcji fok. Janina przyznała, że ona adoptowała już 38 (!) fok z Seal Rescue Ireland, co więcej - była w tym schronisku, więc wie, że wolontariusze robią świetną robotę. W poście znalazła się także informacja o tym, że kiedy już adoptujesz zwierzątko, nie tylko otrzymujesz certyfikat, lecz także jego zdjęcia. I to nie jednorazowo! W miarę rozwoju foczki dostajesz na maila kolejne fotografie.
Nie zastanawiałam się długo. Weszłam na stronę Seal Rescue Ireland, zobaczyłam, ile taka pomoc kosztuje – adopcja jednej foki to jednorazowy wydatek 30 euro, 2 foczek – 50 euro, z kolei 5 zwierzaków można wesprzeć, płacąc 100 euro. Na początek zdecydowałam się na adopcję jednej foki, a raczej foczka. Wabi się Christmas Cactus.
Po kilku dniach od zapłaty otrzymałam na maila certyfikat potwierdzający adopcję przeze mnie foki, list opisujący działalność organizacji, a także kilkunastostronicowy informator o fokach, w którym opisane są różnice między gatunkami, ich zwyczaje, sposób żywienia, a także zagrożenia, jakie czekają na te ssaki.
Oprócz tego organizacja podesłała mi historię Christmas Cactusa – jak go znaleziono i leczono. Uratowano go 7 grudnia 2019 roku w miasteczku Rush, niedaleko Dublina. Wokół zwierzątka było dużo flegmy i widać było, że mały potrzebuje pomocy. Okazało się, że Christmas Cactus ważył zaledwie 17,5 kg, tymczasem w jego wieku powinien osiągać wagę min. 30 kg. Był ospały i gdyby nie pomoc Seal Rescue Ireland, prawdopodobnie by nie przeżył. W schronisku podano mu elektrolity, następnie specjalną rybną zupę. Leczony był też antybiotykami i lekami walczącymi z pasożytami, bo jego płuca były zainfekowane.
Gdy stan foczka zaczął się poprawiać, przeniesiono go do czegoś w rodzaju budy, gdzie ma własną wannę oraz matę podgrzewającą. Kolejnym krokiem będzie nauczenie Christmas Cactusa jedzenia ryb.
Kiedy mój pupil poczuje się lepiej i będzie jadł rybki bez problemu, wówczas zostanie przeniesiony do basenów, gdzie pozna się z innymi fokami. Będzie mógł więcej pływać i budować mięśnie. Kiedy Christmas Cactus w pełni wydobrzeje i zdobędzie umiejętności potrzebne do życia na wolności, wówczas zostanie wypuszczony do morza.
Przyznaję, że historia Christmas Cactusa mnie wzruszyła. Mam nadzieję, że jego stan szybko się poprawi. Piękne były słowa, które przeczytałam w mailu - organizacja powiadomi mnie o dokładnej dacie wypuszczenia foczka na wolność, abym mogła uczestniczyć w tym wydarzeniu. Prawdopodobnie nie polecę do Irlandii, ale na pewno będę myślami z moim podopiecznym.
W mailu otrzymałam 40 zdjęć mojego pupila, w tym fotografie z akcji ratunkowej.
Mam nadzieję, że niebawem otrzymam zdjęcia z basenów!
Kolejne foczki czekają na Waszą adopcję. W szczególności foka obrączkowana Cloudberry, która powinna pływać w zimnych, arktycznych wodach. Wolontariusze nie będą mogli wypuścić jej na wolność u wybrzeży Irlandii. Potrzebne są fundusze na transport do jej rodzimych stron.

Niektóre foki znajdowane są w naprawdę złym stanie, często winny jest człowiek. Szyje fok owinięte są sznurami i sieciami, co powoduje głębokie rany.

I pamiętajcie: jeśli zobaczycie fokę na jakimkolwiek wybrzeżu, na plaży – czy w Polsce, czy w Irlandii, czy gdziekolwiek indziej, nie płoszcie jej, nie przeszkadzajcie, bo ona odpoczywa!
Sara

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Pomysły na prezent na Dzień Babci i Dziadka


Uwielbiam tworzyć na blogu prezentowniki. Chciałabym, aby każdy z nas dostawał wyłącznie trafione upominki. Zależy mi na tym, by prezent, który otrzyma obdarowywana osoba, był do niej dopasowany i naprawdę się jej przydał. Dziś mam dla Was parę pomysłów na podarki dla Waszych babć i dziadków – w końcu zbliża się ich święto. Nie zapomnijcie o tym. Być może te przedmioty sprawdzą się również jako upominki wręczane z innej okazji.

1. Przedmioty ze zdjęciem wnuków. Myślę, że większość babć i dziadków odczuwa radość i wdzięczność, widząc swoje wnuki i zapewne cieszyliby się bardziej, gdyby mogli spotykać się z nimi częściej. Jednak jeśli jest to niemożliwe, zawsze miło jest mieć przy sobie jakiś drobiazg ze zdjęciem wnucząt. Sami możecie wybrać, czy podarujecie babci bądź dziadkowi kubek, poduszkę, a może etui na telefon? Obecnie prawie na wszystkim można nadrukować fotografię – nawet na puzzlach! A jeśli nie zdążycie już zamówić produktu ze zdjęciem, zawsze możecie podarować dziadkom swoje fotografie w pięknie zdobionej ramce.

2. Wazony z grawerem. Kobiety uwielbiają kwiaty – a babcie chyba szczególnie! Co Wy na to, by podarować im bukiet w wazonie z wygrawerowanymi życzeniami? Taki przedmiot będzie spełniał zarówno funkcję użytkową, jak i estetyczną. Treść wygrawerowanego napisu zależy tylko od Waszej inwencji. Do wyboru są tradycyjne wazony, jak i – obecnie bardzo modne – naczynia przypominające kształtem kule.

3. Termofory i koce. Starsze osoby szybciej marzną – tak jakoś niesprawiedliwie został stworzony ten świat. Wydaje mi się, że ciepłe kocyki czy termofory byłyby idealnym prezentem dla babć i dziadków (choć nie tylko dla nich!). Co prawda w tym roku zima nie jest zbyt mroźna, ale myślę, że każda osoba chętnie usiądzie wieczorem z kubkiem herbaty z cytryną i milusim kocem na kolanach.

4. Bilety na spektakl. I nie tylko! Opera, balet, musical, a może… kabaret? Starsze osoby zdecydowanie za rzadko uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych. Taki bilet czy voucher będzie mobilizacją do tego, by wyjść z domu i spędzić miło czas. A może wybralibyście się do teatru z dziadkami?

5. Rzeczy związane z pasją. Czasami wydaje nam się, że seniorzy mają niewiele pasji. Wystarczy jednak trochę szerzej otworzyć oczy, by przekonać się, że większość dnia nasza babcia spędza w ogródku, a dziadek w warsztacie (lub na odwrót!). A może pasją naszych bliskich jest gotowanie, szydełkowanie bądź wędkowanie? Warto wspierać hobby naszych babć i dziadków. Nawet wtedy, gdy jest to rozwiązywanie krzyżówek!

Pamiętajcie o Waszych babciach i dziadkach. Nie tylko w ich święto. Spędzacie więcej czasu w ich myślach, niż Wam się wydaje. Najlepszym upominkiem będzie więc Wasza obecność.
Sara

niedziela, 8 grudnia 2019

10 pomysłów na prezenty świąteczne


Jak co roku spieszę Wam z pomocą! Prezenty świąteczne to coś, nad czym głęboko zastanawiam się już w listopadzie. Chcę, by były piękne, praktyczne, przydatne, a jednocześnie trafione. Żeby nie poszły w zapomnienie. Oto moja lista 10 pomysłów na prezenty świąteczne (ale nie tylko! Równie dobrze nadadzą się na urodziny czy imieniny).

1. Vouchery. Uważam, że to jeden z lepszych pomysłów na prezenty, bo pozwala obdarowywanemu coś przeżyć. W tych czasach można kupić voucher niemal na wszystko – na podróż, skok ze spadochronem, lot szybowcem, wizytę w escape roomie, ale także na masaż, musical czy warsztaty kulinarne. Jeszcze Wam mało? To może zdecydujecie się podarować bilet do kina albo po prostu wykupicie komuś Netflixa.


2. Książki. Jeszcze kilka lat temu byłam przeciwniczką kupowania książek w prezencie i to wcale nie dlatego, że nie lubiłam czytać! Po prostu od zawsze pozostawałam wierna bibliotekom i twierdziłam, że wydawanie pieniędzy na książki, które przeczytamy w dwa dni, a potem postawimy na półkę, jest pomyłką. Trochę dojrzałam i zmieniłam zdanie na ten temat. Na święta proszę o takie tytuły, których od dłuższego czasu nie ma w bibliotece albo o powieści moich ulubionych autorów.
3. Biżuteria. Kolczyki, broszki, wisiorki, łańcuszki, pierścionki – wybór jest ogromny, więc na pewno uda nam się znaleźć taką ozdobę, którą obdarowywana osoba będzie nosić z dumą i radością. Możemy postawić na biżuterię prostą, bez kamieni szlachetnych bądź bardziej zdobioną jak np. pierścionek z ametystem. Ja najbardziej lubię delikatną, srebrną biżuterię, pasuje ona do mojego typu urody. W tym punkcie warto wspomnieć o tym, że biżuteria i ozdoby to nie tylko domena kobiet. Mężczyznom można wręczyć chociażby eleganckie spinki do mankietów.
4. Jedzenie i picie. Być może to brzmi śmiesznie, ale sądzę, że to jeden z najbardziej praktycznych i niewątpliwie najsmaczniejszych prezentów. Pisząc "jedzenie" mam na myśli zarówno egzotyczne przyprawy, jak i ręcznie robione pierniczki czy domowe dżemy. Jeśli ktoś uwielbia gotować, na pewno ucieszy się z wyjątkowych składników, a jeżeli ktoś od pichcenia woli konsumowanie, również chętnie przygarnie zestawy herbat bądź smakołyki z innych krajów. Teraz wcale nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by je kupić.
5. Rzeczy związane z pasją. Zawsze podkreślam, że jeśli ktoś ma jakieś hobby, o wiele łatwiej jest mu kupić prezent. I nieważne, czy osoba kolekcjonuje płyty, czy wędkuje, uprawia jogging, a może maluje, szydełkuje bądź z zapałem gra w planszówki. Na pewno przedmioty powiązane z zainteresowaniami sprawią jej radość.

6. Kosmetyki. Tutaj trzeba bardzo uważać i raczej nie kupować dezodorantu. Ale świetnie sprawdzą się pięknie pachnące, naturalne kosmetyki takie jak balsamy, maseczki, sole do kąpieli - kojarzą się one z relaksem i pozwolą obdarowywanemu na urządzenie małego, domowego SPA.

7. Elektronika. Tu wybór też jest większy niż Wam się wydaje. Nie trzeba przecież od razu kupować laptopa. Może komuś przyda się elektryczna maszynka do golenia, a może prostownica? Czytnik ebooków dla zabieganego miłośnika literatury, blender dla amatorki gotowania, trymer dla zadbanego mężczyzny. Dobrym pomysłem może okazać się też powerbank – większości z nas się przyda.

8. Dodatki. O ile z zakupem ubrań może być trudno, bo dobranie rozmiaru wcale nie należy do najłatwiejszych zadań (wiem to po sobie – jestem wyjątkowo niewymiarowa). Ale stylowe apaszki, portfele, kolorowe skarpetki czy skórzane paski powinny być udanym prezentem. Wydaje mi się, że wyszliśmy już z tego okresu, gdy dostawanie skarpet na święta było obciachem. Obecnie im bardziej szalone skarpetki, tym lepiej.

9. Ogrzewacze. Czyli wszystko co cieplusie i milusie. Szaliki, czapki, rękawiczki, termofory, kubki termiczne, kocyki, poduszki. Zimą sprawdzą się doskonale. Ja jestem wielkim zmarzluchem, więc na pewno doceniłabym taki gorący prezent.
10. Przedmioty z ciekawymi cytatami i rysunkami. Jestem wielką fanką praktycznych przedmiotów, które mają na sobie motywujące albo zabawne teksty bądź urocze rysunki. Możecie przebierać spośród kalendarzy, kubków, skarpetek, poprzez plakaty, obrazy czy etui na telefon, skończywszy na notesach i torbach na zakupy.
A Wy w tym roku co chcielibyście znaleźć pod choinką? Co planujecie podarować najbliższym?

Życzę Wam dużo radości z dawania i otrzymywania.
Uściski!
Sara

środa, 2 października 2019

Podsumowanie wakacji - co robiłam i przeżyłam



Moje trzymiesięczne wakacje dobiegły końca. Z jednej strony się cieszę, bo wreszcie zacznę coś robić. Z drugiej strony powrót na znienawidzone studia nie powoduje u mnie nadmiernej ekscytacji.

Co ciekawego zrobiłam w te wakacje? Jakie miejsca odwiedziłam? Czego nie robiłam, bo nie chciałam albo… mi się nie chciało? Oto podsumowanie.
Zacznijmy od tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli od podróży! W te wakacje nie planowałam dwóch wycieczek zagranicznych, ale tak jakoś przypadkiem wyszło, że wygrałam rejs promem do Szwecji. Dzięki temu z bratem zwiedziliśmy cudowną Karlskronę, do której pewnie nie wybrałabym się, gdyby nie ten konkurs. Poza tym odhaczyłam dwudziestą czwartą stolicę i to dość niepopularną – miasto Andorra la Vella. A stało się to przy okazji podróży do Barcelony - żałuję, że to nie stolica Hiszpanii, bo znalazłaby się na pewno bardzo wysoko w moim rankingu.
Niezapomniana była również dla mnie podróż na Podlasie. To jedna z tego rodzaju wycieczek, które odwlekałam od dawna. W końcu zobaczyłam meczet w Kruszynianach. Być może część z Was pamięta, że przez kilka lat jednym z moich celów rocznych było: "Zobaczyć meczety w Kruszynianach i Bohonikach". Tym razem nie umieściłam tego punktu na liście, a na Podlasie pojechałam. I przekonałam się, że to faktycznie jest trochę inny świat. Tam można usłyszeć ciszę.
Co jeszcze ciekawego zrobiłam w wakacje? Ano starałam się jak zawsze trochę ukulturnić. Obejrzałam dwa wspaniałe muzyczne filmy – "Rocketman" i "Yesterday". Byłam w kinie na "(Nie)znajomych" – bardzo Wam polecam tę produkcję. Jest polska, ale niech to Was nie odstrasza. Można się pośmiać, ale też… zastanowić nad życiem. Bo film ten jest w gruncie rzeczy bardzo, bardzo życiowy i prawdziwy. Nie jakieś tam dyrdymały, które zdarzają się tylko na srebrnym ekranie. W wakacje obejrzałam także dwa starsze filmy – "Utoya, 22 lipca" o zamachu Breivika i "Marsjanin" z genialnym Mattem Damonem. Opowieści o kosmicznej tematyce raczej nie należą do moich ulubionych, ale tę ogląda się wyjątkowo przyjemnie. Można trochę się pośmiać, ale i wzruszyć.

W wakacje przeczytałam 15 książek. Niektóre były bardzo słabe jak bijąca rekordy książka z leniwcem na okładce "Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych", ale były też wyjątkowo świetne jak "Too late" Colleen Hoover, która niezmiennie pozostaje moją ulubioną autorką.

Ukulturniałam się nie tylko w domowym zaciszu. W minione lato odwiedziłam dwa świetne muzea toruńskie – Muzeum Zabawek i Bajek oraz Muzeum Dom PRL-u. Oba serdecznie Wam polecam, a szczegółowe relacje z tych miejsc znajdziecie na blogu.
W wakacje odhaczyłam również punkt z mojej listy celów, który brzmiał "Zobaczyć Notre Dame de Paris". Kupno biletów na ten musical było świetną decyzją, nie żałuję wydanych pieniędzy. Uwielbiam muzykę z musicali, słucham Studia Accantus, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze do teatru. Tymczasem to, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Mam nadzieję, że w najbliższym sezonie uda mi się zobaczyć kolejny musical – może "Miss Saigon" w Łodzi.
Sporo czasu w ciągu ostatnich trzech miesięcy spędziłam również na oglądaniu… list przebojów. Na Stars TV emitowano genialne topy alfabetyczne (top 36 przebojów na daną literę), a także inne listy ze starymi, kultowymi piosenkami. Trochę żałowałam, że nie mam telewizora we własnym pokoju, ale w sumie w salonie jest więcej miejsca do tańczenia.

I w końcu dochodzimy do jednego z najważniejszych wydarzeń tego lata. Decyzji, która zmieniła moje życie. W naszym domu zamieszkał Nicolas, kotek brytyjski. Zmodyfikował niektóre z naszych nawyków, a przede wszystkim dał nam dużo radości. Co lubi robić Nicolas? Siedzieć tam, gdzie dużo kurzu, czyli pod łóżkiem, prosić o jedzenie, uprawiać parkour. To prawdziwa gwiazda Instagrama. Nie wiem, jak to się dzieje, że z miejsca go pokochałam. Chociaż budzi mnie nad ranem, udając okręt.
Przeglądam mój kalendarz i nadziwić się nie mogę, że tyle fajnych rzeczy miało miejsce w te wakacje. A wydawało mi się, że nie robiłam kompletnie nic. Przeczą temu odwiedzone festiwale, escape roomy, napisane teksty, przeprowadzone wywiady, zdobyte nagrody. Cieszę się, że zapisuję miłe rzeczy, które wydarzyły się danego dnia. To pozwala jakoś bardziej docenić życie. I nawet to, że nie poszłam w końcu do kina na "Króla lwa", przestaje mnie martwić.
A ostatni dzień wakacji spędziłam w studiu nagraniowym. Szczegóły wkrótce. :)
Jak tam Wasze wakacje? Gdzie byliście, co zobaczyliście, co przeżyliście, co dobrego zjedliście, co przeczytaliście?
Sara

poniedziałek, 15 lipca 2019

Co robić w wakacje? - 100 pomysłów


Kilka lat temu napisałam posta "Co robić w wakacje? – 50 pomysłów". Mój blog twierdzi, że pomógł on ponad 10 tysiącom osób uporać się z nudą w wakacje. Dziś więc przychodzę z zaktualizowaną listą. Co robić, by odpocząć? Co robić, by nie mieć poczucia zmarnowanego czasu? Co robić, by się rozwijać? Co robić, by zapamiętać te wakacje? Jak spędzić czas ciekawie, nietypowo, aktywnie? Sprawdźcie!

Co robić w wakacje? - 100 pomysłów

1. Wybierzcie się do teatru. Może na musical?
2. Urządźcie piknik. W ogrodzie, w parku, na działce. Z przyjaciółmi czy z rodziną.
3. Pójdźcie na karaoke. Albo samemu zorganizujcie karaoke w domu przy zamkniętych szczelnie drzwiach i oknach.
4. Popsikajcie się wężem ogrodowym.
5. Wybierzcie się do sauny (gdy będzie Wam za zimno).
6. Pojedźcie gdzieś pociągiem.
7. Zróbcie sobie prezent i zafundujcie masaż.
8. Nadróbcie serial albo obejrzyjcie ten, który znacie już na pamięć.
9. Polećcie za granicę. Nie musi to być długa podróż. Krótkie wypady też są super!
10. Ucieknijcie z escape roomu.
11. Obejrzyjcie listę przebojów na Stars TV.
12. Odmóżdżcie się trochę i poczytajcie coś lekkiego albo obejrzyjcie coś nie do końca mądrego, ale bardzo wciągającego!
13. Odwiedźcie dziadków.
14. Wypijcie w kawiarni coś tak hipsterskiego jak kawa jeżynowa z piankami.
15. Zajmijcie się wreszcie swoją kolekcją! Uporządkujcie ją. A jeśli żadnej nie macie, może wakacje to dobry moment, by zacząć coś zbierać?
16. Idźcie do kina.
17. Wypożyczcie książki z biblioteki.
18. Róbcie krzyżówki, Sudoku albo wykreślanki.
19. Idźcie na basen. W wakacje wiele z nich dostępnych jest za darmo.
20. Poskaczcie w parku trampolin.
21. Posprzątajcie pokój.
22. Zróbcie remanent w szafie z ciuchami, szufladzie od biurka albo łazience.
23. Posprzątajcie pulpit.
24. Wyrzućcie niepotrzebne pliki z komputera i znajomych z Facebooka.
25. Sprzedajcie to, czego już nie używacie i nie potrzebujecie.
26. Zacznijcie pisać bloga albo tę książkę, która od dawna siedzi w Waszej głowie.
27. Zróbcie coś szalonego. Ale z głową.
28. Wybierzcie się na festiwal muzyczny.
29. Nauczcie się czegoś nowego.
30. Zróbcie sobie domowe SPA.
31. Znajdźcie dorywczą pracę.
32. Zróbcie jakąś rzecz po raz pierwszy.
33.  Zwiedźcie muzeum albo galerię.
34. Znajdźcie darmowe atrakcje i wydarzenia w Waszym mieście.
35. Odkryjcie coś nowego.
36. Zorganizujcie sesję zdjęciową.
37. Przygotujcie coś pysznego.
38. Wybierzcie się gdzieś całą rodziną.
39. Pograjcie w kręgle.
40. Spróbujcie swoich sił na strzelnicy.
41. Rozbudźcie swoją kreatywność i spróbujcie sztuki DIY.
42. Idźcie na siłownię. Tradycyjną albo… plenerową! Ta druga jest przecież za darmo.
43. Wyślijcie do kogoś list.
44. Poćwiczcie z Chodakowską.
45. Wywołajcie zdjęcia.
46. Spotkajcie się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi.
47. Zorganizujcie imprezę tematyczną.
48. Wyślijcie pocztówkę z wakacji.
49. Zróbcie remont.
50. Pobawcie się z młodszym rodzeństwem. Przygotujcie dla niego podchody!
51. Obejrzyjcie film, który od dawna chcielibyście zobaczyć.
52. Kupcie magazyn lub gazetę, których nigdy wcześniej nie kupowaliście.
53. Zagrajcie w planszówkę!
54. Zróbcie sobie choć jednodniowy odwyk od Internetu.
55. Wybierzcie się na spacer do parku.
56. Przeglądnijcie stare albumy.
57. Zróbcie coś dla swojego zdrowia psychicznego i rozpocznijcie terapię.
58. Spójrzcie na swoje miasto oczami turysty.
59. Zróbcie grilla albo ognisko.
60. Weźcie udział w konkursie internetowym.
61. Idźcie do zoo.
62. Wymyślcie jakiś dzień i celebrujcie go.
63. Zagrajcie w zakurzoną grę (Simsy!)
64. Weźcie udział w warsztatach lub półkoloniach. W części z nich można uczestniczyć bezpłatnie!
65. Zagrajcie na Play Station albo Xboxie.
66. Zadbajcie o swojego pupila. 
67. Wyśpijcie się.
68. Nauczcie się gry w brydża albo inną grę karcianą.
69. Idźcie na koncert.
70. Wyprowadźcie psy ze schroniska.
71. Zostańcie wolontariuszami.
72. Zróbcie rutynowe badania u lekarza.
73. Pooglądajcie filmiki z kotami lub chow chowami na YouTubie.
74. Kupcie prawdziwą herbatę w herbaciarni i rozkoszujcie się jej smakiem.
75. Poukładajcie puzzle.
76. Idźcie do najlepszej restauracji w Waszym mieście.
77. Postawcie sobie jakieś wyzwanie i zrealizujcie je.
78. Spędźcie cały dzień w łóżku.
79. Wybierzcie się do wesołego miasteczka.
80. Weźcie udział w spływie kajakowym.
81. Idźcie do fryzjera albo do kosmetyczki. Albo i tu, i tu.
82. Znajdźcie mało uczęszczaną plażę, choćby nad jeziorem.
83. Zadbajcie o ogródek.
84. Wybierzcie się na wycieczkę rowerową.
85. Zdobądźcie jakiś szczyt.
86. Poskaczcie przez fale.
87. Zgłoście się do programu telewizyjnego albo teleturnieju.
88. Zróbcie komuś prezent.
89. Idźcie w końcu do tego dentysty i miejcie to z głowy.
90. Zróbcie coś na zapas. Przetwory, pierogi albo notatki do pracy magisterskiej.
91. Ubrudźcie się na festiwalu kolorów.
92. Przypomnijcie sobie, jak się kręci hula-hopem albo gra w badmintona.
93. Wystawcie leżak na balkon, taras albo do ogrodu i po prostu rozkoszujcie słońcem.
94. Zróbcie prawko.
95. Spróbujcie nowej potrawy.
96.  Wybierzcie się do stajni.
97. Zróbcie coś, co lubiliście robić jako dziecko.
98. Posprzątajcie samochód.
99. Przyrządźcie komuś śniadanie do łóżka.
100. Zróbcie w końcu to, co ciągle odkładacie na później.

Co byście dodali do tej listy?
Udanych wakacji!
Sara

piątek, 12 lipca 2019

Moje wymarzone życie


Ostatnio na Facebooku zobaczyłam, że moja koleżanka z liceum ma już męża, dziecko i dyplom wyższej uczelni. Ja nie mam żadnej z tych rzeczy. 
Trochę to dołujące, że mój scenariusz na wymarzone życie tak się przesuwa w czasie. 

Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałoby Wasze wymarzone życie? Pracowalibyście? Gdzie byście mieszkali? Co byście jedli?

Od czasu do czasu miewam takie myśli, że w swoim przyszłym, dorosłym życiu chciałabym… no właśnie, co?

Gdzie chciałabym mieszkać?

W moim wymarzonym życiu chciałabym dalej mieszkać w Polsce. Mimo że narzekam na ten kraj, nie wyobrażam sobie życia na emigracji. Już po kilku dniach pobytu w innym kraju zaczynam tęsknić za rodziną. Poza tym wymiana z USA uzmysłowiła mi, że o ile kocham podróże i mogłabym co chwilę wyjeżdżać, o tyle nade wszystko uwielbiam powroty do domu.

Co chciałabym robić?

W moim wymarzonym życiu chciałabym zarabiać, pisząc. Byłoby super na co dzień pracować w jakiejś redakcji, najlepiej magazynu podróżniczego (a najlepiej być jego redaktorką naczelną!). Chciałabym także pisać książki, ale raczej nie beletrystykę, lecz poradniki podróżnicze. A już najlepiej byłoby, gdybym podjęła w przyszłości taką pracę, która pozwoliłaby mi pisać z różnych miejsc na świecie. Dwa dni w Mediolanie, trzy dni w Tromso. 

Z kim chciałabym żyć?

W moim wymarzonym życiu chciałabym mieć dzieci. Wcześniej przydałby się więc jakiś facet. Najlepiej taki, który byłby dla mnie oparciem. Poza tym chciałabym mieć kota brytyjskiego krótkowłosego. To akurat niebawem się ziści.

Co chciałabym robić częściej?

W moim wymarzonym życiu chciałabym przede wszystkim częściej podróżować, częściej chodzić do kina i do escape roomu. Chciałabym też kupować więcej książek, aby mieć dostęp do nowości, a potem je… sprzedawać, bo nie lubię otaczać się zbyt wieloma rzeczami. Chciałabym też częściej mówić "nie".

Małe rzeczy

W moim wymarzonym życiu chciałabym codziennie kupować pieczywo w piekarni. Każdego dnia mieć w domu świeże kwiaty. I kupić wyciskarkę wolnoobrotową. I ekspres, który robiłby mi takie kawy, jak w kawiarni. I taki jeżdżący odkurzacz, który byłby jednocześnie pojazdem dla mojego kota.

Czego nie chciałabym robić w moim wymarzonym życiu?

W moim wymarzonym życiu chciałabym nie chorować. Nie chciałabym nadmiernie się martwić i przejmować. Nie chciałabym też dać sobą pomiatać. 

A co Wy byście chcieli robić w swoim wymarzonym życiu?
Sara

środa, 1 maja 2019

Oj, działo się... - kwiecień 2019


Cieszę się, że piszę te podsumowania. Pozwalają mi dostrzegać jaśniejsze strony. I napawają wiarą, że może nie zakończę roku, jęcząc, jaki to był ciężki, okropny czas, jaka jestem samotna, chora i zapracowana.

Kwiecień rozpoczął się całkiem nieźle, bo udało mi się Was… nabrać! Nie spodziewałam się, że aż tyle osób uwierzy w mój mały, primaaprilisowy żart. Nie wiem, czy to studiowanie psychologii pozwoliło mi być tak przekonującą, wrodzona skłonność do kłamstwa czy może po prostu umiejętność pisania bajek. :D Dziękuję za wszystkie gratulacje. Stewardessą nie zostałam, choć nie ukrywam, że jest to takie moje małe, niespełnione marzenie. Wydaje mi się jednak, że, ze względu na stan zdrowia, nie uda mi się go zrealizować. Za to w kwietniu przeprowadziłam wywiad ze stewardessą. Możecie go przeczytać tutaj. W naszej rozmowie Weronika obaliła trochę mitów na temat tego zawodu.
W kwietniu sporo czasu spędziłam w pracy. Zaowocowało to wieloma tekstami na Oto Toruń i relacjami na stronie Jordanek. To ogromna radość móc zarabiać pieniądze, robiąc to, co się lubi. Oczywiście czasami narzekam. Ale tylko czasami.
W minionym miesiącu odwiedziliśmy też kilka escape roomów, w tym drugi najlepszy pokój w Polsce – "W cieniu piramid". Mój brat stwierdził, że… to nie był escape room. To była przygoda. Żadnych kłódek, sama elektronika, mechanizmy. I mnóstwo, mnóstwo emocji. W takim escape roomie jeszcze nie byliśmy. To zupełnie inny typ pokoju. Nie mogę się doczekać kolejnych wypraw do Bydgoszczy. W momencie gdy piszę ten post w Toruniu został mi już tylko jeden nieodwiedzony pokój, ale to się zmieni w najbliższych dniach... ;)
Pod koniec kwietnia wzięłam udział w… dyktandzie. Konkurs odbywał się w ramach Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Gdy słuchałam tekstu dyktanda, śmiałam się pod nosem. Nie był to jednak śmiech związany z pewnością siebie, lecz raczej z niedowierzaniem. Słowa wydawały mi się trudne i  gdy je zapisywałam, miałam wrażenie, że robię to po raz pierwszy w życiu. Blamaż, rzeczułka, sczeznąć… To tylko niektóre z przykładów. Tymczasem siedzący obok mnie Piotr, filolog, nie mógł wyjść z podziwu, jak łatwe jest to dyktando. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy otrzymałam… wyróżnienie! A w nagrodę grę Monopoly: Edycja Toruń.

Kwiecień minął mi także na pisaniu pracy rocznej. Wielu osobom tłumaczyłam już, co to za dziwny twór, więc i z Wami się tym podzielę. Moje studia są jednolite – nie ma licencjatu, jest pięcioletnia magisterka (z jednej strony przyprawia mnie to o ból istnienia, z drugiej – dzięki temu nie rzucę tych studiów po trzecim roku). Zanim napiszemy pracę magisterską, musimy zmierzyć się z pracą roczną. Przypomina ona bardziej artykuł naukowy, może liczyć maksymalnie 20 stron. Oczywiście ta praca nie da nam żadnego tytułu, po prostu jest częścią zaliczenia roku. Moje badania dotyczyły powiązań preferencji reklamowych z otwartością na doświadczenia. Najtrudniejsze było dla mnie zebranie się do tego, by w ogóle zacząć tę pracę pisać. Ale gdy już zaczęłam, to byłam z siebie niezwykle dumna.

Co jeszcze ciekawego działo się w kwietniu? Oprócz tego, że kwitły magnolie i konwalie (czy Wy też kochacie te kwiaty?). Wspominałam Wam w jednym z postów, że czekam na 26 kwietnia. Tego dnia ukazała się nowa piosenka Taylor. Wiecie, to jest niesamowite i sama sobie zazdroszczę, że potrafię być fanką. Mam wrażenie, że ludzie, którzy nie pałają takim uwielbieniem do jakiegoś wykonawcy… coś tracą. Ta ekscytacja w oczekiwaniu na nowy singiel była nie do opisania. A gdy już obejrzałam teledysk, po prostu przepełniała mnie radość.
A co u Was działo się w kwietniu? Maj zapowiada się u mnie bardzo, ale to bardzo aktywnie!
Sara