Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Andory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do Andory. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2019

Jaki był dla mnie rok 2019? - podsumowanie cz. 1


Nie ma co ukrywać. Rok 2019 był do kitu. Może nie cały. Ale pewne wydarzenia źle na mnie wpłynęły.

W tradycyjnym alfabetycznym podsumowaniu zebrałam wszystkie ważne chwile, te radosne i te bolesne. Te, które sprawiły, że płakałam ze wzruszenia, ale i z bezradności.

Najsmutniejsze jest chyba to, że mimo iż sporo było miłych, zaskakujących, przyjemnych i ekscytujących chwil, to często te złe kładły się na nich cieniem. Dlatego tym bardziej muszę sobie przypomnieć te momenty, które sprawiły mi radość. 

A jak Andora. Jedna z najbardziej oryginalnych stolic europejskich, jakie odwiedziłam. Niewielka, ale otoczona wielkimi szczytami. Malownicza, urocza i idealna na jeden dzień. Pojechałam tam we wrześniu z mamą. Z Andory przywiozłam wyłącznie dobre wspomnienia.
B jak Barcelona. Odkąd wróciłam z Barcelony, powtarzam, że szkoda, iż nie jest ona stolicą kraju. Byłaby na pewno wysoko w moim rankingu stolic. To miasto ma tyle do zaoferowania! Gaudi, gotyk, plaże… I da się stamtąd dojechać do Andory. ;)
C jak cele. W 2019 roku zrealizowałam 7 z 9 celów. Wydaje mi się, że to świetny wynik. Niestety, nie udało mi się odhaczyć tego tajemniczego punktu, o którym nie chciałam Wam powiedzieć na początku roku. Ale myślę, że prędzej czy później go zrealizuję. To jedno z moich marzeń.

D jak dolnośląskie. W drugim półroczu byłam we Wrocławiu dwukrotnie – raz na nagraniu odcinka teleturnieju "Gra słów. Krzyżówka", który udało mi się wygrać! Z kolei druga wizyta była czysto turystyczna – z mamą wybrałyśmy się na słynny jarmark bożonarodzeniowy, a także oglądałyśmy klaszczące kotiki w Afrykarium.
E jak escape roomy. Planowałam w tym roku odwiedzić ich 12, wyszło… 19. To hobby zupełnie mi się nie nudzi. Fajnie by było znaleźć kolejnych towarzyszy do ucieczek z pokojów zagadek. W tym roku odwiedziłam nie tylko toruńskie escape roomy, lecz również pokoje w Bydgoszczy, Białymstoku i Gdyni.
F jak Finlandia. To kraj wyjątkowy. Widziałam w nim łosia (tyle że leżał). Finlandia dała nam się poznać jako spokojna, niezatłoczona, zielona. Bardzo leśna. Niestety, pogoda średnio dopisała. Ale co chciałyśmy, to zobaczyłyśmy – oprócz kościoła w skale, w którym akurat odbywała się jakaś uroczystość.
G jak gazeta. Pracę w OtoToruń zaczęłam w 2019 roku i w tym samym roku ją również rzuciłam, bo czułam się w tej redakcji po prostu źle. Nieszanowana, niedoceniana i olewana. Ale nie zmienia to faktu, że sporo się tam nauczyłam (zajmowałam się głównie tekstami sponsorowanymi, więc nagle stałam się ekspertką od wszystkiego!), a moje artykuły ukazywały się nie tylko na portalu internetowym, lecz także w gazecie.
H jak hasanie. W moim domku zamieszkała puchata kulka, zwana również Nicolasem, Nicosiem, Niko, Prezesem, Puciem, Pysiem. Kotek nie biega po domu – on hasa. Skradł moje serce i zasłużył na dwie literki w tym zestawieniu.
I jak irytacja. To uczucie towarzyszyło mi dość często. Gdy TSH nie chciało wzrosnąć. A potem gdy nie chciało spaść. Kiedy szef dzwonił do mnie w niedzielę o 9 rano. Gdy czekałam na autoryzację wywiadu przez miesiąc. A także w wielu innych momentach. Irytowałam się z powodu polityków i ludzi w Biedronce. I wyglądałam wtedy mniej więcej tak.
J jak Jordanki. Gdy sobie przypomnę, jak skomplikowana i wieloetapowa była rekrutacja do Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki, zdaje sobie sprawę, jaką szczęściarą (a może i zdolniachą?) jestem, że mam tę pracę. Dzięki niej rozwijam się, zarówno pod względem kulturalnym, jak i redakcyjnym i kreatywnym.
K jak koncerty. Ten punkt bezpośrednio łączy się z poprzednim, bo to dzięki pracy w Jordankach miałam szansę uczestniczyć w świetnych koncertach. Widziałam na żywo mnóstwo gwiazd polskiej muzyki. Ale w tym roku brałam też udział w wielu świetnych koncertach poza CKK Jordanki. Wreszcie usłyszałam na żywo największe przeboje z musicali i bajek w wykonaniu Studia Accantus. Bawiłam się świetnie także na koncercie Sorry Boys i show z przebojami Italo Disco. Ale powiem Wam coś jeszcze – przyszły rok zapowiada się o wiele bardziej koncertowo. We wrześniu moja największa idolka, Taylor Swift, ogłosiła, że przyjedzie do Polski na Openera. Gdy się o tym dowiedziałam, najzwyczajniej w świecie się popłakałam. W czerwcu spełni się moje wielkie marzenie – będę na koncercie Taylor!
Dalszy ciąg podsumowania już niebawem. 
A jaki był dla Was rok 2019?
Sara

poniedziałek, 7 października 2019

Andora - komunikacja, ceny, wskazówki i koszty podróży


Andora to państwo, które nie posiada własnego lotniska ani stacji kolejowej. Dostać się tam można więc albo samochodem, albo busem. Najwięcej połączeń jest z Barcelony, choć w podobnej odległości znajduje się też francuska Tuluza.

Jak dotrzeć do Andory z Barcelony?

Do wyboru mamy kilka firm: Andora Direct Bus, Andora by Bus, Alsa, Andbus… Przewoźnicy różnią się, jeśli chodzi o ceny i godziny połączeń. My postawiłyśmy na Andora Direct Bus. Nie była to ani najdroższa, ani najtańsza opcja, ale  odpowiadały nam godziny kursów. Po opłaceniu rezerwacji na maila otrzymacie potwierdzenie, zwane przez przewoźnika voucherem. Musicie go wymienić w biurze Eurolines przy dworcu Barcelona Sants na bilety. Trzeba to zrobić min. 15 minut przed odjazdem busa. Co ważne, do miasta Andorra la Vella można dotrzeć nie tylko z dworca Barcelona Sants, lecz także z lotniska Barcelona El Prat. Bilety z Barcelony do Andory kosztowały nas:
- bilet normalny Barcelona-Andora 30,50 euro
- bilet normalny Andora-Barcelona 20,50 euro
- bilety ulgowy Barcelona-Andora  27,50 euro
- bilet ulgowy Andora-Barcelona 18,40 euro
A zatem podróż do Andory w obie strony to koszt ok. 50 euro. Na miejscu właściwie możecie nie ponosić żadnych dodatkowych kosztów, jeśli zdecydujecie się tak jak my na nocleg w Hiszpanii. Patrząc w ten sposób, odwiedziłyśmy kolejny kraj za nieco ponad 200 zł.
Jak poruszać się po Andorze?

Całą stolicę można obejść bez problemu piechotą. Czasami będzie pod górkę, ale dacie radę! A gdy będziecie chcieli skrócić sobie czas marszu, skorzystajcie z darmowej windy. Natomiast jeśli będziecie mieli chrapkę zapuścić się gdzieś dalej, np. w okolice szlaków i szczytów, to przyda Wam się samochód. Oczywiście istnieje komunikacja miejska w Andorze, my jednak obawiałyśmy się, że cztery godziny nie wystarczą nam na podróż poza stolicę kraju.
Ceny w Andorze

Walutą Andory jest euro, choć kraj nie należy do Unii Europejskiej. Ceny jedzenia czy pamiątek są podobne do tych w Hiszpanii. Wiele osób decyduje się na większe zakupy w andorskich sklepach bezcłowych. Podobno opłaca się kupić tam markowe ubrania, kosmetyki, perfumy, alkohol czy sprzęt elektroniczny. My z Andory przywiozłyśmy jedynie pocztówki, magnesik i słodycze. W tamtejszym markecie można znaleźć słodkości z Francji i Hiszpanii. Pocztówka to koszt 0,40 eurocentów, a magnes - 2,50 euro. 
Gdzie spać w Andorze?

Jeśli planujecie jedynie jednodniowy wyskok do Andory, spokojnie możecie szukać noclegu w Barcelonie. Oferta hoteli w Andorze jest dość bogata, jednak są to głównie droższe, bardziej luksusowe miejsca. Tanich hosteli jest jak na lekarstwo.

Co warto wiedzieć przed podróżą do Andory?

- aby wjechać na teren tego państwa, musicie mieć paszport, dowód osobisty nie wystarczy
- czasami na przejściu granicznym tworzą się kolejki
- językiem urzędowym jest kataloński. Pani w sklepie z pamiątkami, którą spotkałyśmy, nie mówiła po angielsku, za to pani w McDonaldzie już tak
- Andora nie należy do UE ani Strefy Schengen, więc dzwonienie, smsowanie i korzystanie z Internetu będzie Was słono kosztować
- EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego) nie działa na terenie Andory, więc warto wykupić sobie ubezpieczenie. Moje ubezpieczenie na jeden dzień kosztowało… 3,70 zł.

Według mnie odwiedzenie Andory przy okazji wizyty w Barcelonie jest punktem obowiązkowym. Czytałam, że sporo osób wybiera się tam również na… narty lub po prostu w góry.
Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące podróży do Andory, piszcie śmiało. A o tym, co można zwiedzić i zobaczyć w stolicy tego kraju, przeczytacie tutaj. Przygotowanie wycieczki do Andory wcale nie było takie łatwe. O tym kraju nie znajdziecie zbyt wielu przewodników czy stron internetowych. Dlatego mam nadzieję, że ten tekst Wam się przyda!
Sara

środa, 2 października 2019

Podsumowanie wakacji - co robiłam i przeżyłam



Moje trzymiesięczne wakacje dobiegły końca. Z jednej strony się cieszę, bo wreszcie zacznę coś robić. Z drugiej strony powrót na znienawidzone studia nie powoduje u mnie nadmiernej ekscytacji.

Co ciekawego zrobiłam w te wakacje? Jakie miejsca odwiedziłam? Czego nie robiłam, bo nie chciałam albo… mi się nie chciało? Oto podsumowanie.
Zacznijmy od tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli od podróży! W te wakacje nie planowałam dwóch wycieczek zagranicznych, ale tak jakoś przypadkiem wyszło, że wygrałam rejs promem do Szwecji. Dzięki temu z bratem zwiedziliśmy cudowną Karlskronę, do której pewnie nie wybrałabym się, gdyby nie ten konkurs. Poza tym odhaczyłam dwudziestą czwartą stolicę i to dość niepopularną – miasto Andorra la Vella. A stało się to przy okazji podróży do Barcelony - żałuję, że to nie stolica Hiszpanii, bo znalazłaby się na pewno bardzo wysoko w moim rankingu.
Niezapomniana była również dla mnie podróż na Podlasie. To jedna z tego rodzaju wycieczek, które odwlekałam od dawna. W końcu zobaczyłam meczet w Kruszynianach. Być może część z Was pamięta, że przez kilka lat jednym z moich celów rocznych było: "Zobaczyć meczety w Kruszynianach i Bohonikach". Tym razem nie umieściłam tego punktu na liście, a na Podlasie pojechałam. I przekonałam się, że to faktycznie jest trochę inny świat. Tam można usłyszeć ciszę.
Co jeszcze ciekawego zrobiłam w wakacje? Ano starałam się jak zawsze trochę ukulturnić. Obejrzałam dwa wspaniałe muzyczne filmy – "Rocketman" i "Yesterday". Byłam w kinie na "(Nie)znajomych" – bardzo Wam polecam tę produkcję. Jest polska, ale niech to Was nie odstrasza. Można się pośmiać, ale też… zastanowić nad życiem. Bo film ten jest w gruncie rzeczy bardzo, bardzo życiowy i prawdziwy. Nie jakieś tam dyrdymały, które zdarzają się tylko na srebrnym ekranie. W wakacje obejrzałam także dwa starsze filmy – "Utoya, 22 lipca" o zamachu Breivika i "Marsjanin" z genialnym Mattem Damonem. Opowieści o kosmicznej tematyce raczej nie należą do moich ulubionych, ale tę ogląda się wyjątkowo przyjemnie. Można trochę się pośmiać, ale i wzruszyć.

W wakacje przeczytałam 15 książek. Niektóre były bardzo słabe jak bijąca rekordy książka z leniwcem na okładce "Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych", ale były też wyjątkowo świetne jak "Too late" Colleen Hoover, która niezmiennie pozostaje moją ulubioną autorką.

Ukulturniałam się nie tylko w domowym zaciszu. W minione lato odwiedziłam dwa świetne muzea toruńskie – Muzeum Zabawek i Bajek oraz Muzeum Dom PRL-u. Oba serdecznie Wam polecam, a szczegółowe relacje z tych miejsc znajdziecie na blogu.
W wakacje odhaczyłam również punkt z mojej listy celów, który brzmiał "Zobaczyć Notre Dame de Paris". Kupno biletów na ten musical było świetną decyzją, nie żałuję wydanych pieniędzy. Uwielbiam muzykę z musicali, słucham Studia Accantus, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze do teatru. Tymczasem to, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Mam nadzieję, że w najbliższym sezonie uda mi się zobaczyć kolejny musical – może "Miss Saigon" w Łodzi.
Sporo czasu w ciągu ostatnich trzech miesięcy spędziłam również na oglądaniu… list przebojów. Na Stars TV emitowano genialne topy alfabetyczne (top 36 przebojów na daną literę), a także inne listy ze starymi, kultowymi piosenkami. Trochę żałowałam, że nie mam telewizora we własnym pokoju, ale w sumie w salonie jest więcej miejsca do tańczenia.

I w końcu dochodzimy do jednego z najważniejszych wydarzeń tego lata. Decyzji, która zmieniła moje życie. W naszym domu zamieszkał Nicolas, kotek brytyjski. Zmodyfikował niektóre z naszych nawyków, a przede wszystkim dał nam dużo radości. Co lubi robić Nicolas? Siedzieć tam, gdzie dużo kurzu, czyli pod łóżkiem, prosić o jedzenie, uprawiać parkour. To prawdziwa gwiazda Instagrama. Nie wiem, jak to się dzieje, że z miejsca go pokochałam. Chociaż budzi mnie nad ranem, udając okręt.
Przeglądam mój kalendarz i nadziwić się nie mogę, że tyle fajnych rzeczy miało miejsce w te wakacje. A wydawało mi się, że nie robiłam kompletnie nic. Przeczą temu odwiedzone festiwale, escape roomy, napisane teksty, przeprowadzone wywiady, zdobyte nagrody. Cieszę się, że zapisuję miłe rzeczy, które wydarzyły się danego dnia. To pozwala jakoś bardziej docenić życie. I nawet to, że nie poszłam w końcu do kina na "Króla lwa", przestaje mnie martwić.
A ostatni dzień wakacji spędziłam w studiu nagraniowym. Szczegóły wkrótce. :)
Jak tam Wasze wakacje? Gdzie byliście, co zobaczyliście, co przeżyliście, co dobrego zjedliście, co przeczytaliście?
Sara

piątek, 20 września 2019

Andora - co warto tam zobaczyć?



Andora. Niektórzy nie wiedzą, gdzie leży. Inni jeżdżą tam na narty albo… na zakupy. Raj podatkowy, księstwo w samym środku Pirenejów. Poza Unią, poza Schengen. Oto, co warto zobaczyć, będąc w Andorze! Dwudziestej czwartej odwiedzonej przeze mnie stolicy europejskiej. :) 

Do Andory z Barcelony odjeżdżają autobusy różnych firm. Koszt biletów jest różny. W Internecie znalazłyśmy nawet oferty za 30 euro w obie strony, jednak opinie o przewoźniku Alsa były tak negatywne, że zdecydowałyśmy się na zakup biletów na stronie Andorra Direct Bus w cenie 50 euro w obie strony. Do wyboru macie też m.in. Andora By Bus, jednak tam natknęłyśmy się na najdroższe przejazdy.

Bardzo ważna informacja: zakupienie biletów przez Internet nie wystarczy. Na maila otrzymujecie bowiem tylko potwierdzenie rezerwacji, zwane przez przewoźnika voucherem. Musicie go wymienić w biurze Eurolines przy dworcu Barcelona Sants na bilety. Trzeba to zrobić min. 15 minut przed odjazdem busa.

Ze stolicy Katalonii wyjechałyśmy o 8:15. Najpierw trasa prowadziła autostradą, później natomiast pobocznymi drogami, aż w końcu za oknem pojawiły się wysokie szczyty i bajkowe jeziora. Widoki były niezapomniane. W szczególności piękne prezentowały się górskie stawy. Żałowałam, że obserwuję je tylko przez okno.
Andora nie należy do Unii Europejskiej ani Strefy Schengen, wobec tego istnieje tradycyjne przejście graniczne. Nie sprawdzano nam jednak paszportów. Dokument należało okazać jedynie przy odbiorze biletów w biurze. 

O 11:15 dotarłyśmy do stolicy państwa – miasta Andorra la Vella. Zwiedzanie musiałyśmy zaplanować wyjątkowo dokładnie, gdyż nie było mowy o korzystaniu z Internetu, w tym Google Maps. Kosztowałoby nas to podobnie jak dzwonienie z Afryki. Miałyśmy ze sobą wydrukowane trasy. Mapki miasta można znaleźć również na dworcu autobusowym.

Nasz spacer po stolicy rozpoczęłyśmy od zobaczenia nowoczesnych rzeźb przy Placa Casadet. Myślę, że mało kto je ogląda, my jednak chciałyśmy dotrzeć w Andorze nawet do tych mniej znanych miejsc. Skoro już przyjechałyśmy do najwyżej położonego państwa w Europie, zależało nam na tym, by maksymalnie spożytkować cztery godziny, które miałyśmy. Jak to ze sztuką współczesną bywa, niektóre z rzeźb nie przypominały niczego, wręcz zastanawiałyśmy się, czy mamy to fotografować, czy może lepiej nie robić sobie wstydu….
Efektowniej prezentowały się figury na słupach – Siedmiu Poetów. Na razie podziwiałyśmy je z dołu, ale jeszcze tego samego dnia miałyśmy okazję zobaczyć dumających mężczyzn z zupełnie innej perspektywy. 
Przeszłyśmy przez uroczy Park Centralny, który może być świetnym miejscem na chwilę relaksu. My jednak na razie nie byłyśmy zbyt zmęczone. Udałyśmy się w kierunku rzeźby "The nobility of time" autorstwa Salvadora Dalego. Nie da się ukryć, że jest to jedna z najciekawszych atrakcji miasta. Podarował ją miastu były agent artysty, Enric Sabater. W tle rzeźby widać słynny most z napisem z nazwą stolicy. Warto dodać, że do tej pory nasz spacer prowadził wzdłuż rzeki Valira. Nie przypominała ona jednak statecznej Wisły, lecz raczej wartki, górski potok.
Czekał nas spacer pod górę. Musiałyśmy zawrócić, by następnie po schodkach udać się w kierunku kapliczki św. Andrzeja. To niewielki budynek, nieco ukryty, jednak warto go zobaczyć, podobnie jak panoramę, która rozpościera się w jego okolicy.
Udałyśmy się do centrum miasteczka. Tam czekały na nas dwa główne zabytki – Kościół św. Szczepana (Sant Esteve) oraz Casa de la Vall. Świątynia znajduje się przy ogromnym placu, z którego również możemy podziwiać górskie szczyty. Właściwie to z każdego miejsca w Andorze możemy to zrobić, ale w niektórych częściach miasta Pireneje widać jak na dłoni i prezentują się one wyjątkowo okazale. Z placu obok świątyni widać też Siedmiu Poetów. Romański Kościół św. Szczepana powstał na przełomie XI i XII wieku. Niestety nie dane nam było zajrzeć do jego wnętrza, gdyż akurat odbywał się tam pogrzeb. Ciekawostką może być fakt, że w całym kraju rocznie umiera ok. 540 osób.
Casa de la Vall to budynek powstały w XVI wieku. Obecnie jest siedzibą rządu i sądownictwa. 
Przyszła pora na ostatni punkt wycieczki. I to nie byle jaki punkt, bo punkt widokowy. Wiedziałyśmy, że czeka nas niezła wspinaczka. Udałyśmy się szlakiem pod górę, trochę dysząc. Ale warto było. Punkt widokowy znajduje się przy szlaku kanałów irygacyjnych. Z centrum to ok. 10-15 minut spaceru pod górę. 
Zostało nam trochę czasu, kupiłyśmy więc kilka pamiątek, jedzonko i udałyśmy się na autobus. Cztery godziny bez problemu wystarczyły, by spokojnym tempem zwiedzić stolicę Andory.

Moja mama powiedziała, że gdyby zabytki, które oglądałyśmy w Andorze, zobaczyła gdzieś indziej np. w Barcelonie, to byłaby zawiedziona. Jednak ze względu na swoje wyjątkowe położenie, obiekty znajdujące się w Andorze, zapadają w pamięć i przykuwają wzrok. 

Jeśli mielibyście więcej czasu lub podróżowali po Andorze samochodem, wówczas warto udać się też do innych miejscowości, by zobaczyć wiekowe świątynie czy inne punkty widokowe. Sporo osób decyduje się również na zakup perfum, papierosów, alkoholu, markowych ubrań czy sprzętu elektronicznego ze względu na niskie ceny w bezcłowych sklepach.

O Andorze wyczytałam wiele ciekawostek, na koniec podzielę się z Wami kilkoma z nich:
- w Andorze nie ma ani lotniska, ani dworca kolejowego
- głową państwa są książęta - współksiążę francuski prezydent Francji Emmanuel Macron oraz współksiążę episkopalny, hiszpański duchowny Joan Enric Vives Sicília
- Andora nie należy do UE, ale walutą jest euro
- to jedyny kraj na świecie, w którym mówi się po katalońsku
- w stolicy państwa znajduje się jedno z największych SPA na świecie
- prawie że nie występuje tam bezrobocie i analfabetyzm

Zaplanowanie wycieczki po Andorze przysporzyło mi trochę trudności, ale ostatecznie na miejscu spędziłyśmy świetny czas i na pewno będziemy miło wspominać tę wyprawę.
Dajcie znać, z czym kojarzy Wam się Andora! I przede wszystkim – jeśli macie jakieś pytania lub potrzebujecie mapek, piszcie śmiało.
Sara

środa, 18 września 2019

Barcelona i Andora – jak połączyć te dwa miejsca w jedną wycieczkę?


Dość długo myślałyśmy z mamą nad kolejnym kierunkiem podróży. Chciałyśmy połączyć Madryt z Barceloną, ale kalkulacja takiej wycieczki nas przerażała. Rozważałyśmy też Cypr, Sardynię… Chciałyśmy lecieć gdzieś, gdzie będzie wysoka temperatura, ale i jest co zwiedzać. W końcu wymyśliłam, że można by jednocześnie odwiedzić ciepłe miasto pełne zabytków, w dodatku leżące nad morzem – Barcelonę i podczas tej samej wyprawy pojechać do Andory i zaliczyć kolejną stolicę. To brzmiało jak genialny plan. I… taki faktycznie był. Jak i cała wycieczka.

Jak wyglądał nasz plan?

Do Barcelony leciałyśmy w poniedziałek, 2 września, o 11:20 z Modlina. Ważne jest to, że z Polski samoloty docierają aż na trzy barcelońskie lotniska:
– główne El Prat, które jest oddalone o pół godziny drogi od centrum, 
- lotnisko Girona, do którego mamy aż 100 km
- położone w podobnej odległości, tylko w innym kierunku, Reus
Gdy szukałam biletów, wyskakiwały mi tanie oferty do Girony, ale stwierdziłam, że koszt i czas trwania dojazdu do Barcelony nie jest tego wart. Zdecydowałyśmy się więc na lot na El Prat. W poście podsumowującym koszty naszej wycieczki dokładniej opiszę dojazd z tego lotniska do centrum.
Popołudnie poświęciłyśmy na spacer po Wzgórzu Żydowskim.
We wtorek, 3 września, zwiedzałyśmy Barcelonę na piechotę. Tego dnia zobaczyłyśmy najważniejsze obiekty zaprojektowane przez Gaudiego, a także inne najbardziej znane atrakcje miasta. Po południu zostało nam trochę czasu, więc wybrałyśmy się na plażę.
W środę, 4 września, o godz. 8:15 wyruszyłyśmy do Andory. Podróż busem z Barcelony trwa 3 godziny. Od 11 do 15 zwiedzałyśmy stolicę Andory – miasteczko Andorra la Vella. Te kilka godzin w zupełności wystarczyło, by zobaczyć wszystkie ważne i mniej ważne obiekty.
Wieczorem, tego samego dnia, wybrałyśmy się na pokaz magicznych fontann w Barcelonie.
W czwartek, 5 września, od godz. 9 zwiedzałyśmy słynny Park Guell. Spędziłyśmy tam około dwóch godzin. Potem udało nam się jeszcze zobaczyć jeden budynek Gaudiego,  Casa Vicens, położony nieco na uboczu. O 17 miałyśmy samolot powrotny do Polski.
Obawiałam się, że w te kilka dni nie zdążymy zobaczyć wszystkich ważnych zabytków w Barcelonie. Tymczasem nam starczyło czasu jeszcze na pójście na plażę i wyjazd do Andory. Oczywiście, gdybyśmy chciały zwiedzać każdy budynek zaprojektowany przez Gaudiego wewnątrz, wówczas potrzebowałyśmy pewnie z dwóch tygodni i… dwóch walizek pieniędzy. :D

W kolejnych postach opowiem Wam ze szczegółami o tym, jak zwiedzać Barcelonę, na co uważać i jak sprawić, by taka wycieczka nie kosztowała milionów. Opiszę również Andorę, która dla wielu osób pozostaje zagadką. Nie znam nikogo, kto by był w tym kraju, a i na blogach niewiele napisano o Andorze.

I na koniec… czy polecam podróż do Barcelony? Tak! To wyjątkowe miasto, w którym czuć ducha Gaudiego. Zabytki znajdziecie tam na każdym kroku. W dodatku to dobry kierunek dla tych, którzy chcą zarówno odpocząć nad morzem, jak i podziwiać ciekawą architekturę. Na początku września wcale nie było w Barcelonie niesamowitych tłumów, jakimi nas straszono.

A czy polecam wycieczkę do Andory? Zdecydowanie. Ten kraj jest nieco mniejszy od Warszawy, położony w Pirenejach, więc gdzie się nie obrócisz, widzisz szczyty. Dzięki górskim krajobrazom wszystkie zabytki prezentowały się o wiele bardziej malowniczo. Uważam, że być w Barcelonie i nie pojechać do Andory to błąd. Tym bardziej że w tym kraju nie ma ani lotniska, ani stacji kolejowej. Najłatwiej się tam dostać z Barcelony bądź Tuluzy. 

Zapraszam Was na kolejne posty!
Kto z Was był w Barcelonie? A może… komuś marzy się Andora? Dajcie znać!
Sara