niedziela, 21 września 2014

Narzędzie zbrodni i inne urodzinowe słodkości



Na samym początku – przypominam o akcji Stop samotności blogerskich skrzynek. Czekam na chętnych do wymiany pocztówkowej. :)

Chyba dopadło mnie pierwsze, wczesnojesienne przeziębienie. Mimo że czuję się jak chodzące zwłoki, to swoje urodziny świętowałam właściwie przez kilka dni. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy uczynili te dni magicznymi, rodzicom, krewnym, przyjaciołom, znajomym, czytelnikom bloga. Gdy przeczytałam życzenia od mojej najlepszej przyjaciółki, uświadomiłam sobie, jak szczęśliwa jestem. Dziękuję z całego serca. :)
Jednym z elementów, który sprawił, że dosłownie kipiałam z radości, były oczywiście prezenty. Jak to się dzieje, że dostaję to, czego akurat potrzebuję, czego pragnę, jak to jest, że ktoś tak dobrze mnie zna? :)



Obecnie, szczególnie w świecie dorosłych, prezentem jest najczęściej koperta z zawartością. I nic w tym dziwnego – pieniądze zawsze się przydadzą, można odłożyć sobie na coś większego, uzbierać na spełnienie swojego marzenia. Z drugiej strony pieniądze to taki trochę objaw braku inwencji. Ja zapowiedziałam jednak, że zbieram na Filadelfię, więc serdecznie dziękuję rodzince za pomoc. Skarbonka powoli się zapełnia... Przyjaciółki natomiast sprawiły mi niesamowitą radość, dając wspaniałe prezenty, które wcale nie były kopertami! Cieszę się, że potrudziły się trochę, aby znaleźć coś naprawdę idealnego. Nawet nie wiecie, jaka jestem im wdzięczna. Gdy wręczały mi prezenty w ciasnym, szkolnym korytarzu, do moich oczu napłynęły małe, kompromitujące łezki. 
 


Jako miłośniczka wszelkiego rodzaju ciepłych napojów, w torebkach prezentowych znalazłam oczywiście herbaty, które piję hektolitrami, narzędzie zbrodni, do wydłubywania oczu, okazjonalnie do parzenia herbaty, a także profesjonalne syropy do kawy i herbaty. Koniec szwendania się po kawiarniach, teraz najlepszej kawy i herbaty mogę skosztować w każdej chwili, we własnym kubku, w swoim, nie zawsze czystym, pokoju. :)




Miłość bezgraniczna, nie do końca bezinteresowna – moja miłość do książek. Chociaż w roku szkolnym czytam zdecydowanie mniej niż np. w wakacje, to jednak chwile spędzone z kilkusetstronicową, czy też zupełnie cienką powieścią w ręku, to te najlepsze, pozbawione nieprzyjemnego stresu momenty, pozwalające naprawdę oderwać się od rzeczywistości i zapomnieć o rzeczywistych problemach. 






Pięknie pachnący olejek, który mój kolega z klasy postanowił… posmakować. Chyba był okropnie wyczerpany niezwykle frapującą lekcją polskiego i musiał sobie chlapnąć… Coś nie wydaje mi się, aby mu smakowało.



Raczej nie noszę biżuterii, ale kolczyki mam w uszach prawie zawsze. Przez lata moje upodobania do kolczyków zmieniały się i teraz cenię te minimalistyczne. Mniej znaczy więcej.



Kupon na kapelusz to wymysł moich kochanych i bardzo kreatywnych rodziców. Nie ma na nim podanej sumy, czyżby kapelusz od Burberry niebawem pojawił się w mojej szafie? Nie sądzę. :) Szukam czegoś klasycznego i czarnego, no i nie pustoszącego portfela – w końcu bilety na samolot są ważniejsze. :)



Mapami świata na ścianach, tablicach korkowych, drzwiach szafy, wiszącymi gdziekolwiek jestem zachwycona. Moim tegorocznym podarkiem była mapa Europy – świata może uda mi się dostać za rok, abym miała co tam zaznaczyć. Niedługo wezmę się za kolorowanie poszczególnych państw… Chyba sama będę się do siebie uśmiechać, uświadamiając sobie, ile już zwiedziłam. :)
 


Koniec chwalenia się, haha. Mam nadzieję, ze wszystkie prezenty będą mi świetnie służyć – każdy z nich to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Dziękuję raz jeszcze!
Pozdrawiam Was ciepło!
Sara

piątek, 19 września 2014

Stop samotności blogerskich skrzynek



Każda okazja jest dobra, aby coś świętować! Celebrujmy więc wspólnie 200 postów na blogu. :)

Blogi w Polsce są już popularne od kilku lat, blogi pocztówkowe również powstają jak grzyby po deszczu. Odwiedzam mnóstwo takich stron, jednak nie ze wszystkimi autorami wymieniłam się jeszcze pocztówkami. A czy istnieje lepsza forma interakcji między kolekcjonerami pocztówek i jednocześnie blogerami od wysyłania sobie nawzajem pocztówek? Nie wydaje mi się. :)

Z niektórymi osobami prowadzącymi blogi o pocztówkach już się wymieniłam i z przesyłek byłam bardzo zadowolona. Otrzymałam kartki od Wioli z bloga przepełnionego pozytywną energią i od Darka, który prowadzi aż dwa blogi i to w dwóch różnych językach.

Polska

Polska


Wiem jednak, że blogów stricte pocztówkowych jest dużo, dużo więcej. Chciałabym odkryć te nowe, jak również wzbogacić kolekcję tych, których blogi znam, odwiedzam i doceniam. Akcję stop samotności blogerskich skrzynek uważam za otwartą.

USA
Rosja

Zasady akcji :)

1. Wymieńmy się pocztówkami! Po prostu. Jeśli chciałbyś/chciałabyś wziąć udział w akcji, daj znać w komentarzu poniżej albo napisz od razu na sara.watrak@wp.pl

2. Pomyślałam, że najprzyjemniej byłoby, aby pocztówki były niespodziankami – to znaczy, że nie pokazujemy wcześniej przyszłemu odbiorcy kartki, którą zamierzamy wysłać, ale mile widziane, wręcz wskazane, jest określenie swoich preferencji. Łatwiej będzie mi sprawić radość blogerowi czy blogerce, jeśli dowiem się, czy lubią oni kartki z pojedynczymi widokami, czy tzw. multi views, czy podobają im się kartki z ramkami oraz czy napisy na kartkach np. z nazwą miasta im nie przeszkadzają. :) Chciałabym także, abyście przekazali mi informacje na temat rewersu pocztówki. Wiadomo, że każdy z nas lubi czytanie o czymś innym – jedna osoba woli zobaczyć na odwrocie cytat, druga parę słów o obiekcie na pocztówce… A może macie inne prośby? Koniecznie napiszcie, gdyż chciałabym, aby pocztówki, które ode mnie dostaniecie, uszczęśliwiły Was na dłużej niż chwilę.

3. Oczywiście jak wymiana to wymiana, więc ja także proszę Was ślicznie o pocztówki. Obiecuję, że wszystkie z nich pokażę na blogu w poście (a może nawet dwóch, zobaczymy, ilu chętnych się nazbiera) podsumowujących całą akcję. Możecie liczyć na linki do swoich blogów. Im więcej osób pozna pięknie prowadzone blogi z pocztówkami, tym lepiej! Miło mi będzie, jeśli Wy też pokażecie kartkę ode mnie na swoim blogu i wystukacie na klawiaturze kilka słów o całej akcji.

4. Jakie pocztówki ja lubię? Aby nie pisać dwa razy tego samego, odsyłam Was na mój profil na postcrossing.com 

5. Na zgłaszanie się daje Wam czas do 3 października, czyli dwa tygodnie. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy blogerzy spędzają każdy dzień przed komputerem. Chciałabym, aby kartki zostały wysłane do 17 października, czyli w ciągu miesiąca. Ja sama postaram się wysłać niespodzianki niedługo po otrzymaniu zgłoszenia, adresu i wszelkich wskazówek dotyczących tego, jak kartka ma wyglądać. 

Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do wzięcia udziału w tym małym wydarzeniu. Nie pozwólcie, aby Wasze skrzynki cierpiały na samotność! Nie dajcie zachorować mojej skrzynce. :)

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, wątpliwości, pytajcie! Nie ma głupich pytań, a ja postaram się nie udzielać głupich odpowiedzi.
Sara

czwartek, 18 września 2014

Relaks wśród krzaków malin



Wśród uczuć, towarzyszącym mi właściwie przez cały dzień urodzin, pojawiło się ogromne szczęście, wręcz trochę duszące w gardle, zupełnie niepasująca do siedemnastolatki, wręcz dziecięca radość, nieokrzesany entuzjazm, niemożliwa do zatrzymania głupawka i zadowolenie. Z kolei we wczorajszy wieczór przybrałam postać wraku człowieka i nawet kawa nie zdołała tego zmienić. Stwierdziłam, że nadszedł czas na relaksacyjny post. :)


 
300 mieszkańców, pewnie dwa razy więcej kur, a do tego stadko koni, trochę krów i hektary pól. Zaszyłam się w takim miejscu na tydzień. Spędziłam te dni, grając w planszówki, podsycając zamiłowanie względem hazardu, połykając ckliwe, ale nadal romantyczne powieści Sparksa i jedząc, jedząc, jedząc. Ale też spacerowałam i trenowałam, żeby nie było, że wróciłam o 5 kilogramów cięższa. :) I mimo iż naładowałam akumulatory, to wydaje mi się, że 2 lub 3 dni w zupełności by wystarczyły. 




Ostatniego dnia naszego pobytu w Zosinie, stwierdziłam, że muszę uwiecznić ogród dziadków. Uwielbiam kwiaty, ale tylko, gdy je dostaję, oglądam albo wącham – sama nie potrafiłabym pewnie o nie zadbać i czekałaby je śmierć na miejscu. Nawet drzewko szczęścia nie mogło u mnie przetrwać – pewnie to przez ten nadmiar szczęśliwego pierwiastka. Nie potrafię podać nazwy raczej żadnego z tych kwiatków (ale mogę im nadać imiona, jeśli chcecie :)), ale to nie przeszkodziło mi w fotografowaniu ich ze wszystkich stron. 




Gdy kwiaty odwróciły się ode mnie i płatki skierowały w stronę słońca, ja zawędrowałam do sadu połączonego z ogródkiem warzywnym. Dziwną radość sprawiło mi robienie zdjęć darów Matki Natury, prawie porównywalną z jedzeniem… ;) Mogę Wam zdradzić, że maliny były przepyszne, a ja, porzucając na chwilę moje zasady zdrowego odżywiania, skonsumowałam je z bitą śmietaną.




Przyjemnie było pokręcić się trochę po typowej wsi. Takiej, do której autobusy przyjeżdżają od święta, w której wszyscy się znają (i obgadują, ale to tak przy okazji) i w której znajduje się może jedna ulica i tak niemająca nazwy. Kilkudniowy pobyt – nie ma sprawy, ale później już ciągnęło mnie do miasta… Dusza mieszczucha nigdy mnie nie opuści. :)
A czy Wy lubicie wypady na wieś? Jesteście zakochani w swoich metropoliach czy małych miasteczkach?
Dziękuję wszystkim za piękne życzenia!
Sara
PS Żywą, merdającą wesoło ogonem i żądną głaskania modelkę też udało mi się znaleźć.



wtorek, 16 września 2014

Jak to jest mieć 17 lat?



Właściwie to jeszcze nie wiem...
Stało się. Dziś kończę 17 lat. Mam ochotę zaśpiewać Dancing Queen Abby, ale tak właściwie to wcale nie jest mi do śpiewu, to znaczy do śmiechu. Bliżej mi do studentki niż do dziecka. I kiedy to wszystko się wydarzyło? Sama nie wiem.

Może nie będę podsumowywać, co się stało przez ten czas, bo moja miłość do podsumowań w końcu Was zemdli. Ale powiem Wam, że o ile perspektywa starzenia się nie jest zbyt przyjazna, to zawsze staram się szukać plusów. Więcej lat to i więcej perspektyw, więcej możliwości, więcej swobody. Jednocześnie więcej decyzji i większa odpowiedzialność, ale coś za coś.

Czego sobie życzę? Jak zawsze tego samego! Spełnienia marzeń, bo mam wrażenie, że na tym polega życie. :) Jak największej liczby podróży, więcej cierpliwości, motywacji, mniej przejmowania się niepotrzebnymi drobiazgami, mniej stresu. Tyle samo romantyzmu i optymizmu. A w sumie to nawet więcej, kto mi zabroni. :) Zdrowia, bo bez tego nic się nie może udać i szczęścia, które może pomóc w najmniej oczekiwanych momentach. Uśmiechu wtedy, gdy inni myślą, że będę szczękać zębami.

A jeśli chodzi o bloga to życzyłabym sobie tego, aby każdy, kto tutaj zaglądnie, znalazł coś dla siebie, aby uśmiechnął się, czytając moje notki.

Pamiętacie, jak rok temu pisałam, że w 2014 na pewno, ale to na pewno wyślę trochę kartek z oficjalnego Postcrossingu w sierpniu i wrześniu, aby może, a nuż, dostać jakąś kartkę z życzeniami? Oczywiście plan planem (nawet Julian Tuwim mówił, że plan to coś, co zazwyczaj wygląda zupełnie inaczej). Pocztówki wysyłałam, ale nie z oficjalnego Postcrossingu, tym sposobem dostałam aż jedną kartkę z życzeniami.

Jeżeli pojawią się jakieś niespodzianki urodzinowe, to na pewno się z Wami tym podzielę! 
A tymczasem publikuję dwa zdjęcia - sprzed roku oraz sprzed kilku dni. Zmieniłam się? Tak, ale w środku. Na pierwszy rzut oka widać może... dłuższe włosy. ;)




Co ja sobie zamierzam podarować z okazji siedemnastych urodzin? Najdroższą kawę w kawiarni, haha. Skoro sukcesywnie unikam kupowania drogich, kawiarnianych kaw od początku roku szkolnego, to w tym niby zwyczajnym dniu, który postaram się uczynić niezwyczajnym, mogę sobie pozwolić na chwilę niebiańskiej przyjemności. 
Pozdrawiam Was już jako siedemnastolatka :) Za rok osiemnastka! Czy nie mogę się doczekać? Pff, a kto by tam chciał mieć 18 lat :)?
Sara


PS Moje dwie ulubione piosenki z motywem siedemnastki :) Na inne rocznice też mam piosenki, nie martwcie się!