czwartek, 25 grudnia 2014

Drzewko szczęścia, a pod nim...



Co roku zastanawiam się, jakim cudem człowiek w Wigilię potrafi wepchnąć w siebie kilka pierogów, krokiety i nie jedną rybkę, przedtem jedząc barszczyk z uszkami, a potem jeszcze zajadać się ciastami. Jedyne, o co wczoraj błagałam, to drugi żołądek, abym mogła to wszystko pomieścić. O nic więcej nie prosiłam, bo i tak dostałam więcej, niż się spodziewałam.

Może nie dorównałam Wisławie Szymborskiej w otwieraniu prezentów – nie macałam każdej paczuszki przez 20 minut, chociaż próbowałam gdybać, co jest w środku, ale też nie rzuciłam się na podarki z miną wygłodniałego wilka. Ciekawość zżerała mnie od początku kolacji, a właściwie to zaczęła już powoli mnie zjadać kilka godzin wcześniej, wtedy gdy prezenty znalazły się pod choinką. W tym aspekcie nadal pozostałam dzieckiem. Dojrzałam natomiast jeśli chodzi o ujawnianie niecierpliwości podczas kolacji – nie pytam co kilka minut, kiedy będzie można otworzyć prezenty. Gdy mama stwierdziła, że mój młodszy brat i ja możemy już zerknąć, co też Mikołaj zostawił dla nas pod drzewkiem, leniwie wstałam, od stołu, ponownie nie ujawniając ekscytacji. Że niby taka dorosła. Kilka chwil później nie potrafiłam jednak zapanować nad dziecięcą radością.






Bez ogródek powiem Wam, że dostałam łóżko. Cieszę się z niego tak, jakbym co najmniej od miesiąca spała na klepisku. ;) W ogóle nie spodziewałam się, że dostanę łóżko, na początku spytałam nieśmiało, czy tylko na obrazku…




Okazało się, że mój tata dwoił się i troił, aby złożyć łóżko wcześniej i postawić w moim pokoju, ale chyba zbyt wiele przebywam w domu i tata nie mógł tego zrobić tak, abym nie zauważyła. Łóżko więc zmontował dzisiaj, a ja nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zasnąć na twardym materacu, który nie wbija się w żadną część ciała.
 


Nowe łóżko… Aż się prosi, abym położyła się na nim w nowej piżamie.

Pamiętacie post o wymarzonych prezentach? Więcej niż jeden z nich udało mi się znaleźć pod choinką. Dostałam portfel, który, mam nadzieję, będzie rozmnażał to, co do niego włożę. 
 


Tyle Wam tłukłam o niekupowaniu książek, ale sama książkę dostałam. Skłamałabym jednak, gdybym napisała, że nie sprawiła mi radości. Przede wszystkim była niespodzianką, a poza tym jest kolejną częścią serii Kobieta na krańcu świata, którą uwielbiam. 




Niektórzy nienawidzą praktycznych prezentów, bo myślą, że przecież sami i tak musieliby sobie to kupić. Właśnie dlatego ja jestem zdecydowanie za praktycznymi prezentami. Perfumy, które czuję na sobie nawet wtedy, gdy tylko dotknę flakonika, były strzałem w dziesiątkę.
Dziękuję za kartkę Weronice

Mój brat także otrzymał wspaniałe prezenty. Śmiałam się, że zrobił się z niego niemały gadżeciarz – a to słuchawki, a to komórka… Dawiś dostał także grę, w której ja zakochałam się podczas nocy w szkole. Już wczoraj nakrzyczeliśmy się, grając w Dobble. 




A na koniec jeszcze chwila hipokryzji. Swojej mamie podarowałam na święta książkę. Dlaczego? Z powodów czysto egoistycznych – miałam dość przynoszenia jej z biblioteki powieści Alex Kavy, które już czytała. :) Tak zupełnie serio to wiedziałam, że sprawię jej tym radość. A chyba to liczy się najbardziej. Tata natomiast otrzymał koszulkę z czołgami, o której marzył już od miesięcy.




Wiecie, co jest najpiękniejsze w tym wszystkim? Nie tylko pamięć o bliskich, ale także fakt, jak dobrze ich znamy (a oni znają nas). Moi rodzice robią niespodzianki, jednocześnie dając nam to, co na pewno nam się spodoba. Mistrzowie, czyż nie?

A co Wy znaleźliście pod choinką? Mam nadzieję, iż jesteście zadowoleni ze swoich prezentów. :) Pamiętajcie, że osoby, które Was obdarowały, poświęciły Wam swój czas, pomyślały o Was, Waszych upodobaniach… I to się liczy.

Wesołych świąt!

Sara

środa, 24 grudnia 2014

Niech zawsze towarzyszy Wam uśmiech :)



Nadszedł jeden z najbardziej wyczekiwanych dni w roku. Chciałabym Was oderwać choć na chwilę od skakania nad garnkami, ganiania po całym domu w poszukiwaniu papieru prezentowego i bombek na choinkę. Ale zapewne mi się nie uda. :) Tak to już jest, że przedświąteczny czas raczej nie przypomina spokojnego, bezstresowego i leniwego okresu. Chociaż może uda nam się dostrzec w tym jakiś urok? Nawet jeśli jesteśmy zabiegani, to uśmiech na naszej twarzy powinien sprawić, że w tym całym przedświątecznym maratonie się nie potkniemy. :)

Z okazji świąt Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć właśnie uśmiechu. Nie tylko przy wigilijnym stole, ale i na co dzień, przy biurku w pracy, w szkolnej ławce, pod wiatą na przystanku (to ostatnie chyba najtrudniejsze :)). Ale warto, bo uśmiech sprawia, że łatwiej kroczyć nam przez życie.

Zapewne jutro pierniczków już nie będzie :)

Niech te święta będą przepełnione uśmiechem, niewymuszoną radością, niech będą rodzinne, ale pozbawione kłótni i oszczerstw. 




Śniegu raczej nie warto wyczekiwać, już prędzej zwierzęta przemówią ludzkim głosem… Skoro pogoda za oknem marna, ja życzę Wam pogody ducha i optymizmu.




Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia!

Niech Was brzuchy nie bolą po zjedzeniu o jednego pierożka za dużo. :)

Przesyłam najlepsze życzenia i pozdrowienia!

Sara

 PS Kto śpiewa ze mną?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wymarzone prezenty




Oprócz szału sprzątania, żaden inny przedświąteczny szał mnie nie dopadł. Być może wszystko przede mną… Po wypucowaniu wraz z rodzicami wszystkich szufladek i szufladeczek, szafek i szafeczek i znalezieniu np. kubka termicznego przyszedł czas na te przyjemniejsze czynności – pakowanie prezentów (te ozdobione przeze mnie pokażę Wam dopiero po Wigilii – moja mama też czyta tego bloga :)), strojenie choinki czy fotografowanie świątecznych kartek (dziękuję za wszystkie!). W dzisiejszym poście pokażę Wam część z tych, które znalazłam w skrzynce, a także te, które ja sama wysyłałam.

Kiedy zapytamy dziecko, dlaczego lubi święta, odpowie: Bo są prezenty. Przyznam, że ja święta Bożego Narodzenia uwielbiam z wielu powodów, ale prezenty także są na tej liście. Zarówno te wręczane, kiedy mogę zobaczyć niewymuszony (mam nadzieję) uśmiech na twarzach bliskich, jak i te otrzymywane, które często są wielką niespodzianką.

Gdybym miała sporządzić listę rzeczy, które chciałabym znaleźć pod choinką w te święta, prezentowałaby się ona następująca: (podkreślam, że są to rzeczy! Zdrowia, spokoju, cierpliwości, wytrwałości, miłości i lepszych ocen z historii niestety pod drzewko nigdy mi nie położy…)

1. Niemożliwe, ale wymarzone

Hehe, bilet na samolot w jakiekolwiek miejsce, a najlepiej to kilka biletów, abym mogła zabrać też mamę, a może i całą rodzinę.

Dziękuję, Edi!

2. Możliwe, ale trudne do znalezienia

Moi kochani rodzice przyzwyczaili się już, że daleko mi do dziewczyny, która ubiera się w to, co akurat modne, w to, co noszą wszyscy. Pewnie chwilami uszami im wychodzi mój indywidualizm, ale cierpliwie tego nie okazują. :) Co jakiś czas mam fazy na pewne części garderoby albo dodatki. Po prostu coś skradnie moje serce i potrafię miesiącami szukać tego w sklepach. Tak było np. z kwiatowym wiankiem, zakochałam się w nim na długo przed wylotem do Londynu, a dopiero tam znalazłam idealny. Od kilku, a może nawet i kilkunastu miesięcy mam fazę na tiulowe spódnice. Niestety, w zwykłych sieciówkach ich nie znajdziemy, a te, na które natknęłam się w Internecie i które nosi np. Kasia Tusk, kosztują 400 złotych… Pół soboty spędziłam z mamą na chodzeniu po sklepach, zaglądałyśmy nawet do tych, do których ja bałam się wejść, bo wydawało mi się, iż wezmą mnie tam za jakąś biedną ciocię. Ku mojemu utrapieniu, spódnicy nie znalazłyśmy. Ale może jeszcze kiedyś uda mi się ją zdobyć.
 



3. Praktyczne

Nowy portfel. Mój obecny przeżył już wszystko, co możliwe, łącznie z wpadnięciem w błoto, oderwanym zamkiem, chyba tylko kradzież go ominęła (na szczęście). Przydałby mi się nowy portfel, nie mogłaby to być portmonetka, bo zazwyczaj w portfelu noszę kilkanaście innych przedmiotów poza pieniędzmi. I nawet jak tych ostatnich w nim brakuje, to portfel wydaje się ciężki. ;)




4. Wymarzone, ale…

Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że naprawdę potrzebuję lustrzanki, że to nie są już żadne widzimisię. Potrzebuję dobrego aparatu, aby robić zdjęcia na bloga i podczas moich wojaży :D Kiedy moja dość dobra cyfrówka się zepsuła, przeżywałam wewnętrzne katorgi. Wiem jednak, że lustrzanka to trochę przesada, jeśli chodzi o święta, nie wiem, czy choinka wytrzymałaby te prawie 2000 zł leżące pod nią. Na lustrzankę przyjdzie więc jeszcze czas. :) Może sama na nią zaoszczędzę.




5. Doskonałe, ale nikt mi tego nie kupi

Mowa oczywiście o pocztówkach i znaczkach. Zauważyłam, że swojego kieszonkowego nie wydaję już na kawę, nie kupuję sobie ciuchów, nie kupuję właściwie nic oprócz… znaczków i kartek. To na poczcie zostawiam najwięcej pieniędzy. Głupio prosić o znaczki i kartki, ale serio, ucieszyłabym się z takiego prezentu, czy to na święta, czy na urodziny. 




6. Tradycyjne

Gra planszowa. Prawie co roku mój brat bądź ja znajdujemy pod choinką grę planszową. Czasami są to bardziej udane prezenty, czasami mniej. Do wielu gier powracamy, pojedyncze egzemplarze okazują się niewypałami. Dość trudno jest znaleźć grę, która nie znudzi się po kilku rundkach, nie będzie wymagała nie wiadomo jak długiego przygotowania, a przy tym spodoba się wszystkim członkom rodziny. Osobiście najbardziej lubię gry słowne, wymagające spostrzegawczości, logicznego myślenia, ale też rozmaite quizy.

Dziękuję, Aniu!
7. Niewymagające kreatywności, ale jakże potrzebne
Pieniądze. Kiedyś sądziłam, że głupio jest znaleźć banknoty pod choinką. Teraz mój pogląd na to nieco się zmienił - po co kupować coś na siłę, tylko po to, aby pod choinką leżała paczuszka, a nie koperta? Oczywiście najlepiej jest to wyważyć - dać nie tylko same pieniądze, lecz także coś drobnego. Święty Mikołaj zdaje sobie sprawę, że zbieram na podróże (Filadelfia!), więc być może trochę pieniążków na święta mi wpadnie. 


A co byłoby Waszym wymarzonym prezentem? Może zdradzicie mi, co kupiliście swoim najbliższym. :)

Pozdrawiam

Sara