11 kwietnia tego roku był dziwnym
dniem. Można powiedzieć, że zaczął się o 3 rano, kiedy B. waliła w moje drzwi.
Ja na nią nawrzeszczałam i próbowałam spać dalej. Poprzedniego dnia
organizatorka wymiany obiecała mojej mamie wiadomość, co też poczynić z naszym
gościem. Żadnej odpowiedzi nie dostaliśmy. Więc w sobotę moi rodzice,
zdeterminowani, zmęczeni i niewyspani, przyjechali do szkoły.
Chyba nikt za bardzo nie
wiedział, co wpisać w harmonogram tego właśnie dnia, bo nakazano nam przez trzy
godziny obserwować galę z okazji dwudziestolecia toruńskiej koszykówki. Nikogo
to za bardzo nie fascynowało, B. pokładała się na gimnastycznych krzesełkach, a
ja próbowałam jakoś zabić nudę.
Tego samego dnia odbyła się
rozmowa w sprawie mojego gościa. B. rozmawiała z tatą przez telefon, my
rozmawialiśmy z nauczycielami. Jak już wiecie, tego samego dnia przyjechała do
mnie nauczycielka.
Około 14 zamówiono nam pizzę (Jedyną
osobą niejedząca był kto? Tak, zgadliście. Znów problemy), mogliśmy robić, co
tylko nam się wymarzy. Nie chciałam wracać z B. do domu i widzieć jej
oglądającej bajki, więc postanowiłam, że wraz z X. i jego gospodarzem oraz M. i
jej gospodynią pójdziemy do Żywego Muzeum Piernika. Wcześniej byliśmy też na
wieży ratusza (zdjęcia w jednym z kolejnych postów!) i w McDonaldzie, co
spotkało się z aplauzem Amerykanów.
![]() |
| Selfie, modelki i szafa z Narnii. |
Do muzeum wybraliśmy się głównie
ze względu na M. i jej fascynację historią. Chociaż chyba bardziej spodobałoby
się tam fanom pieczenia. Ja nie jestem ani amatorką historii, ani dobrą
kucharką, a mimo to w muzeum dobrze się bawiłam.
Na początku… zabłądziliśmy. Tak,
zabłądziłam we własnym mieście, bowiem pomyliłam Dom Kopernika z Żywym Muzeum Piernika. Ale wstyd!
Muzeum Żywego Piernika to
właściwie nie muzeum, a przynajmniej nie takie, po którym spacerujemy wolnym
krokiem, podziwiając eksponaty w gablotach. W miejscu tym powitali nas Wiedźma
z Mistrzem. Na początku zarówno w języku polskim, jak i angielskim,
zaprezentowali i każdemu z osobna pozwolili powąchać poszczególne przyprawy wchodzące
w skład tradycyjnego piernika toruńskiego. Mnóstwo ich było. Ciekawa jestem, o
których wiedzieliście. :)
Do pieczenia pierników używa się i cynamonu, i gałki muszkatołowej, i imbiru, i
goździków, i kardamonu… I na pewno o czymś zapomniałam. ;) Nie można pominąć innych
składników - miodu i dwóch rodzajach mąki,
pszennej i żytniej (które przesiewamy). Wszystko opowiedziano nam staropolskim
językiem. Świetne było to, że co chwila wyławiano kogoś z tłumu – w tym naszych
Amerykanów. Czarnoskóry i wysoki X. razem z drobnym blondynkiem przytrzymywał
wielką michę, bo Mistrz stwierdził, że wyglądają jak bliźniacy.
Po dokładnym
zapoznaniu się z tajemniczymi składnikami, przystąpiliśmy do… pieczenia! Przy
wielkich stołach każdy dostał swój kawałek ciasta. Dlaczego nie mogliśmy zrobić
ciasta sami? Bo musi ono leżakować przez kilka miesięcy. Następnie
wysłuchaliśmy dokładnych instrukcji mistrza – posypywaliśmy ciasto mąką,
ugniataliśmy. Każdy mógł wybrać dowolną formę. Po skończeniu pracy kiedy R.
grzecznie i subtelnie powiedział mi, że na policzku mam mąkę, czekaliśmy kilka
minut, aż nasze pierniki będą gotowe. Niedługo, prawda? Niestety, nie można ich
jeść, bo stracimy wszystkie zęby. :)
Potem udaliśmy się do kolejnej sali,
gdzie opowiedziano nam o różnych fabrykach produkujących toruńskie pierniki, o
maszynach. Tym razem to mnie wybrano z tłumu, miałam szansę poruszać wajchą,
haha. Dowiedzieliśmy się również, jak dekorować pierniki. B. jest w klasie o profilu cukierniczym, więc nakupowała zestawów do lukrowania.
![]() |
| X. stwierdził, że wyglądam na tym zdjęciu jak supermodelka. Jaaasne. |
Żywe Muzeum Piernika to jedno z
tych muzeów, które absolutnie mnie nie znudziło. Czy jest to miejsce bardziej dla
dzieci? Nie sądzę. :)
W końcu nie tylko maluch chce się dowiedzieć, jak i z czego przygotowywane są
pyszne toruńskie pierniki.
Amerykanom w muzeum bardzo się
podobało! A mnie nurtuje jedna sprawa – czy odwiedziłam to muzeum wcześniej?
Pamiętam, że będąc w przedszkolu, gdzieś przygotowywałam własnego piernika… Ale
gdzie?
Toruńskie pierniki są najlepsze.
:D
Słonecznego weekendu!
Sara
PS Wiecie, że nazwa piernik
pochodzi od słowa pierny (pieprzny)?






















