czwartek, 16 lutego 2017

Pocztówki ze wszystkich europejskich krajów



Jedno zdanie.

Mam pocztówki ze wszystkich europejskich krajów uznawanych na arenie międzynarodowej (i nawet z jednego ogólnie nieuznawanego ;)).

Pod koniec listopada pisałam na blogu, że posiadam już pocztówki z większości krajów Europy. Nie miałam jeszcze wówczas widokówek z Czarnogóry, Watykanu i Kosowa. Dziś sprawa wygląda już zupełnie inaczej. :D

Pocztówkę z Czarnogóry… po prostu kupiłam. Niestety nie przy okazji pobytu w tym kraju (Podgorica jeszcze przede mną!). Tak, wiem, dla niektórych może to brzmi niesprawiedliwie, nieuczciwie, nieetycznie. Wierzcie mi, ja również nie jestem zwolenniczką płacenia za kartki np. 50zł. Za widokówkę przedstawiającą miasto w Czarnogórze zapłaciłam niewiele, a dla mnie nie ma znaczenia, skąd jest wysłana kartka, liczy się to, co przedstawia.


Kartkę z flagą Kosowa otrzymałam od Kanadyjki, której chłopak jest Albańczykiem. A że Kosowo, państwo nieuznawane na arenie międzynarodowej, jest zamieszkiwane przez Albańczyków, Amy postanowiła stworzyć pocztówki z flagą Kosowa. Drukowała też podobne kartki z flagą Albanii. Być może zastanowicie się, czy pocztówka jest dobrej jakości – tak, nie wygląda jak niektóre tworzone przez Internet kartki.


I na koniec heheszki. 3,5 roku temu odwiedziłam Watykan. Nie miałam jednak czasu kupić pocztówki na terenie tego najmniejszego na świecie państwa. Kiedy kilka lat później skapnęłam się, że nadal nie mam widokówki z Watykanu (za to pełno z Włoch), zaczęłam jej gorączkowo poszukiwać. Pisałam zapytania na różnych forach, grupach na Facebooku, wiele osób mi odpisywało: "Mam kartkę z Rzymu przedstawiającą Bazylikę św. Piotra/Plac św. Piotra, może być?" Tyle że ja takie widokówki już miałam… Nawet osoby mieszkające w stolicy Włoch odpowiadały mi, że nie uda im się zdobyć pocztówek z Watykanu. Rozmawiałam o tym z moim chłopakiem. Jak się powie coś na głos, to często uświadamiamy sobie jakieś fakty. Tak było ze mną. Przecież nigdy nie nalegałam na to, by kartka była wysłana z kraju, z którego pochodzi. Dlaczego zatem pocztówka z papieżem Franciszkiem nie mogła być uznana za kartkę z Watykanu?


Tym sposobem mam kartki ze wszystkich krajów Europy. Udało mi się również zebrać pocztówki z krajów częściowo położonych w Azji (Turcja, Kazachstan – ostatnio utwierdziłam moją mamę w przekonaniu, że tego kraju jeszcze brakuje w mojej kolekcji; tymczasem po prostu zapomniałam o pocztówce z Kazachstanu, haha). Jako ciekawostkę dodam, że jestem też szczęśliwą posiadaczką widokówek z takich terytoriów jak Wyspa Man, Guernsey, Gibraltar czy Grenlandia i kilku innych (nie wszystkie mogliście jeszcze zobaczyć na blogu, postaram się to nadrobić).

Pocztówki ze wszystkich państw europejskich nie są AŻ tak trudne do zdobycia, bo na pewno każdy ma jakichś znajomych, którzy podróżują po naszym kontynencie. :) Poza tym z lwiej części europejskich krajów są aktywni postcrosserzy. Pozostają jeszcze prywatne swapy. Jeśli marzycie o zdobyciu kartek z każdego państwa Europy, zdradzę Wam coś: to jest do zrobienia! Mnie zajęło to 5 lat. :D


Życzę Wam pełnej skrzynki, Kochani! (ale nie rachunków…;))
Sara
PS Ktoś może ma pocztówkę z Naddniestrza, haha? :D

poniedziałek, 13 lutego 2017

Walentynki – wiać czy uciekać?



Pierwszy raz od kilku lat będę obchodzić walentynki z kimś. Z kimś, kto nie jest moją mamą. Nie będę tego dnia słuchać rzewnych piosenek o tym, jacy to źli są faceci. Jednak… czy 14 lutego to jakaś wyjątkowa data?

Ludzie dzielą się na tych, którzy piętnują walentynki (bo nie mają ich z kim obchodzić, bo to takie anglosaskie dziady, bo to święto konsumpcjonizmu i centrów handlowych, bo to kicz i żenua) i na tych, którzy czekają na ten dzień (bo może w końcu spędzą trochę czasu ze swoim ukochanym, bo może coś dostaną i może to będzie pierścionek, bo to takie słodkie, urocze i mniamnuśne święto).


Myślę, do której z tych grup się zaliczam. I wymyślić nie mogę. Kiedy byłam sama, zazwyczaj albo bojkotowałam walentynki i wyśmiewałam się z tego święta zakochanych, albo udawałam, że wszystko jest ok i w ogóle nie obchodzi mnie, że wielu ludzi ma z kim spędzić ten dzień, a ja nie. Zazwyczaj moja mama kupowała nam wszystkim jakieś drobiazgi walentynkowe, np. jabłuszko z napisem "I love you". 


W tym roku z M. z okazji walentynek wybieramy się na… jedzenie rzecz jasna. :D Przygotowaliśmy też pytania o sobie – zrobimy mały quiz wiedzy o swojej drugiej połówce (dzięki za inspirację, Piotrze!). I po prostu spędzimy tego dnia ze sobą trochę czasu. Ale, jak to powiedział M., dla nas walentynki są każdego dnia. Wczoraj np. wybraliśmy się razem do escape roomu (co z tego, że nie udało nam się z niego wyjść? Świetnie się bawiliśmy!)


Dlaczego wydaje mi się, że krytykowanie walentynek jest bez sensu? Bo 14 lutego jest idealnym pretekstem. Nie tylko do wydania pieniędzy. To genialna okazja, by zrobić coś razem. Jest to szczególnie potrzebne, gdy wkroczyliśmy już w fazę miłości przyjacielskiej, gdzie namiętność nieco się wypaliła. Można po prostu ugotować coś (razem!), wybrać się do kina/teatru/na koncert (razem!), zagrać w planszówki, po prostu znaleźć czas dla siebie.

Zdradzę Wam coś jeszcze: badania psychologiczne pokazują, że, po 10 tygodniach, pary, który robiły wspólnie coś ekscytującego (skok spadochronowy, na bungee, wspólna podróż pełna przygód), oceniały swój związek jako o wiele bardziej udany niż pary, które robiły coś przyjemnego, ale niezbyt ekscytującego. Więc może zdecydujecie się na odważny krok?


Na koniec kilka słów do osób, które są singlami. Wiecie, co śpiewa Phil Collins? You can’t hurry love. Z jednej strony – zgadzam się z nim. Miłość w końcu przyjdzie. I to w najmniej oczekiwanym momencie. Z drugiej strony – dlaczego by jej trochę nie pomóc? Wyjść do ludzi. Albo założyć profil na portalu randkowym.

Życzę Wam, by walentynki nie były dla Was dniem przygnębiającym, lecz pełnym miłości. Jeśli nie do partnera, to do ukochanych przyjaciół, zwierząt albo kawy ze Starbusia. 
Uściski! 
Sara

PS Tak naprawdę bardziej niż na walentynki czekam na Tłusty Czwartek.

piątek, 10 lutego 2017

Planszowy powrót do dzieciństwa



Przyjrzałam się wszystkim grom planszowym, jakie posiadam. Okazało się, że większość z nich już Wam pokazałam, opisywałam ich zalety i wady, polecałam, w które warto zagrać. Dziś opowiem Wam aż o 3 grach, po które najczęściej sięgam, kiedy mój młodszy brat ma ferie lub po prostu gdy mu się nudzi.

2 spośród poniższych gier są przeznaczone dla dwóch osób. Dlatego gdy mojemu bratu chwilowo zbrzydnie klikanie myszką, siadamy na 15 minut na moim mięciutkim, włochatym dywanie i… oddajemy się duchowi rywalizacji. :D 

Być może znacie Connect 4 pod jakąś inną nazwą. To dość popularna gra, produkowana także w mniejszych wydaniach. Zasady są proste – trzeba ułożyć swoje 4 krążki w pionowej, poziomej bądź ukośnej linii. Rozgrywka trwa kilka, maksymalnie kilkanaście minut. Plusy gry są takie, że rozwija ona strategiczne myślenie, jednak ma ona też dość poważny minus. Kiedy zarówno jeden, jak i drugi gracz świetnie sobie radzą i nie pozwalają temu drugiemu utworzyć ciągu 4 krążków, rozstrzygnięcie następuje dość niesprawiedliwie. Gdy zostaną już tylko dwa wolne pola - cóż, gracz nie może odmówić włożenia krążka. I często przez to musi umieścić go w pozostałym, nieco narzuconym polu, dając drugiej osobie wygrać.


Założę się, że o tej grze też słyszeliście. Nasz pierwszy egzemplarz Zgadnij, kto to pochodził z… McDonalda. Był niewielki i posiadał tylko jedną planszę, ale i tak chętnie graliśmy z moim bratem w tę grę. W końcu dorobiliśmy się większego wydania z różnymi planszami do wyboru (można nie tylko zgadywać, o jaką osobę chodzi, lecz także o jakiego potwora/urządzenie/zwierzątko). Zgadnij, kto to jest grą losową – nie ma co ukrywać. Ale można się przy niej nieźle pośmiać. Między innymi ze swojej kreatywności w wymyślaniu pytań.


I na koniec klasyk w nowoczesnym wydaniu czyli Monopoly z… kartą. Do gry dołączony jest bankomat, który wypluwa banknoty (ale nie prawdziwe niestety xd). Zamiast państw i miejscowości mamy wymyślone, urocze nazwy. Dla małych dzieci – jak znalazł. Mnie, szczerze mówiąc, Monopoly już trochę nuży. Może marna ze mnie bizneswoman? Wolę tradycyjny Eurobiznes. Niestety nasz egzemplarz był w tak tragicznym stanie, że musieliśmy się go pozbyć. :( A to właśnie na tej grze uczyłam się geografii…



Powyższy gry są idealne, jeśli chcecie trochę pobawić się z młodszym rodzeństwem. Nie potrzeba tu ogromnej wiedzy. Chodzi o chwilę rozluźnienia, odmóżdżenia i rozrywki. ;)
Przyznaję, że te planszówki nie należą do moich ulubionych. Ale chciałam Wam je pokazać, być może ktoś z Was znajdzie tu coś dla siebie. ;)
Ciekawi mnie, czy graliście w którąś z tych gier?
Trzymajcie się ciepło!
Sara