Larnaka to trzecie co do
wielkości miasta na Cyprze. Można je zwiedzić w jeden dzień i to piechotą.
Do
Larnaki z Polski latają linie Wizz Air (z Warszawy, Krakowa oraz Katowic).
Lotnisko jest oddalone o ok. 6 km od centrum miasta. Ci odważniejsi mogą więc
dotrzeć do Larnaki pieszo. Jeśli jednak zdecydujecie się na podróż autobusem,
najlepszym wyjściem będzie 425, który kursuje dość często i dociera do miasta w
ciągu kilkunastu minut. Również inne autobusy np. 417, 419 czy 429 zabiorą Was
do Larnaki, ale to 425 jest najczęstszym wyborem turystów.
My
jednak nie wsiadłyśmy do tej linii, bo najpierw chciałyśmy zobaczyć słynny
meczet Hala Sultan Tekke nad słonym jeziorem. Jest on położony ok. 3 km od
lotniska. Ze względu na walizkę i grube, zimowe kurtki, które dźwigałyśmy,
postanowiłyśmy podjechać tam autobusem 429, którego przystanek znajduje się
przy samej świątyni. Od strony miasta dojazd do meczetu komunikacją miejską jest dość kiepski, dlatego zdecydowałyśmy się zobaczyć go jeszcze przed zameldowaniem w mieszkanku z Airbnb.
Meczet
można zwiedzać za darmo. To właśnie tam pochowana jest ciotka Mahometa. Mówi
się więc, że po Mekce, Medynie i Jerozolimie Hala Sultan Tekke jest
najważniejszym miejscem dla muzułmanów. Świątynia jest otoczona roślinnością i
myślę, że to właśnie jej położenie czyni ją jednym z najchętniej
fotografowanych punktów na Cyprze.
Tuż
przy meczecie znajduje się słone jezioro, które również stanowi sporą atrakcję,
głównie ze względu na… flamingi. Można je oglądać zimą – latem zbiornik wysycha
i nie ma w nim wody. My jednak z flamingami miałyśmy pewien problem. Przede
wszystkim ptaki były dość daleko, na środku jeziora. W dodatku wydawało nam
się, że mają raczej biały kolor, a nie różowy. W pewnym momencie zwątpiłyśmy i już
myślałyśmy, że to łabędzie/kaczki/mewy. Dopiero oglądając zdjęcia, zdałyśmy
sobie sprawę, że to, co widziałyśmy, to flamingi, a raczej ich pupy. ;)
Większość z nich miała dzioby w wodzie, dlatego tak trudno było nam ocenić, jakie
zwierzęta właściwie oglądamy. Trochę żałuję, że nie udało nam się zrobić takich
zdjęć, jakie można znaleźć w Internecie, ale cóż, natura też ma swoje kaprysy.
Spod
meczetu można dojechać do miasta autobusem 429. Nam jednak udało się dotrzeć do centrum w
zupełnie niespodziewany sposób. Doszłyśmy do głównej drogi, gdzie wcale nie
było przystanku, a tam nagle zatrzymał się autobus 425, który zabrał nas do miasta.
Po
krótkim odpoczynku ruszyłyśmy na spacer. Nasze zwiedzanie zaczęło się
od Cerkwi św. Łazarza. Ją również można bezpłatnie zwiedzić wewnątrz. Powstała
ona w IX wieku, w miejscu grobu Łazarza, ale przez lata była niszczona,
odnawiana, a przez chwilę pełniła nawet funkcję meczetu. Moja mama była
zachwycona wnętrzem cerkwi. Jak to w prawosławnej świątyni, było tam dużo
złotych zdobień i ogromny ikonostas.
Ruszyłyśmy
dalej ulicą Fanairomenis. Po drodze zboczyłyśmy na chwilę, by obejrzeć meczet Zuhuri. Można powiedzieć, że był on nieco schowany między innymi budynkami. Jego minaret zawalił się w XX wieku. Meczet sprawił na nas wrażenie zaniedbanego.
Wróciłyśmy do ulicy Fanairomenis i po chwili doszłyśmy do morza. Tuż przy plaży znajduje się siedemnastowieczny
fort, zwany również zamkiem. Można go zwiedzać za 2,5 euro. Tuż obok wznosi się meczet Al-Kebir. Po obfotografowaniu zabytków ruszyłyśmy w przeciwną stronę, promenadą Finikoudes. To zdecydowanie najbardziej reprezentatywna część miasta. Z jednej strony ulicy znajdują się hotele i restauracje (w tym wszelkie
możliwe fast foody i Starbucks), po drugiej stronie – plaża. W lutym leżaki są jeszcze
bezpłatne, my jednak z nich nie skorzystałyśmy. Promenadą doszłyśmy do Placu
Europejskiego, z pomnikiem Zenona z Kition. Słynny stoik urodził się na Cyprze. To
jemu przypisuje się powiedzenie "Fortuna kołem się toczy".
Najważniejsze
zabytki Larnaki były już za nami, my jednak postanowiłyśmy nieco oddalić się od
promenady, by zobaczyć inne dzielnice miasta. Trafiłyśmy m.in. na stanowiska
archeologiczne. Chociaż z mamą nie jesteśmy zwolenniczkami oglądania waz.
Za to pozytywnie zaskoczył nas kościół Panagia Chrysopolitissa.
Z
kolei tuż obok naszego mieszkanka można oglądać dwa kościoły – nowszy Panagia Faneromeni oraz starszy., zdecydowanie bardziej zniszczony.
Czego
nie udało nam się zobaczyć w Larnace? Odpuściłyśmy osmański akwedukt, gdyż
znajduje się on kilkadziesiąt minut drogi od centrum. Nie poszłyśmy również na
plażę Mackenzie. W sumie był to mój błąd – gdy przygotowywałam trasę, od razu
odrzuciłam Mackenzie, bo to przecież plaża, a my i tak nie zamierzałyśmy się kąpać.
Tymczasem to świetny punkt do obserwacji samolotów. Okazuje się, że wcale nie
trzeba lecieć na drugi koniec świata na wyspę Sint Maarten, by odpoczywając na plaży, fotografować
nisko przelatujące maszyny. Mogę dopisać plażę Mackenzie na Cyprze do listy "miejsc,których nie zobaczyłam".
Jak
oceniam Larnakę? Na pewno jest bardziej zadbana niż Nikozja. Ale właściwie
żaden z obiektów nie wywołał u mnie wielkiego wow. Było przyjemnie, tym
bardziej że pogoda dopisywała. Ale myślę, że jeden dzień w Larnace w zupełności
wystarczy.
Gdybym
miała wybrać, co najbardziej podobało mi się w tym cypryjskim mieście, to byłby to
zdecydowanie meczet Hala Sultan Tekke oraz Cerkiew. św. Łazarza, która pięknie
prezentuje się także po zmroku.
Sara
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za wszystkie miłe słowa, komplementy, ale także za rady i konstruktywną krytykę.
Thanks for all kind words, compliments but also for advice and constructive criticism.