sobota, 23 listopada 2013

Blog kopalnią wiedzy



Pamięć ludzka nie jest idealna, więc przypominam o konkursie, w którym do wygrania smaczne nagrody - CLICK

Ludzie są nieobliczalni. Nigdy nie wiesz, czym cię zaskoczą. Czytelnicy blogów i użytkownicy Internetu w szczególności. Ludzka wyobraźnia nie ma granic, a pomysły na wpisywanie rozmaitych fraz w Google przekraczają moje najśmielsze oczekiwania.

Kiedy mam zły humor i wielkiego lenia, a prokrastynacja staje się moją bratnią duszą, aby poprawić sobie humor i mieć wrażenie, że jednak nie siedzę bezczynnie, tylko coś robię, odkrywam tajemnice pulpitu nawigacyjnego Bloggera. W cudownej zakładce statystyka znajduje się jeszcze wspanialsza rubryka źródła ruchu sieciowego. Została tam umieszczona studnia bez dna, jeśli chodzi o kreatywność użytkowników Google. I samego Google. Okazuje się bowiem, że ludzie trafiają na mojego bloga poprzez wpisywanie nad wyraz ciekawych haseł w wyszukiwarce… Postanowiłam podzielić je na trzy kategorie. Przy cytowaniu postanowiłam zachować pisownię oryginalną.

Słowacja
Indie/ choć przywędrowała z Ukrainy

Czy ja pisałam o tym na blogu?!
Kategoria najbardziej absurdalna. W życiu bym nie pomyślała, że Google zdecyduje się wyświetlić adres mojego bloga po wpisaniu takich słów jak:

Film cz słonie umieją pływać – daleko mi do weterynarza, biologa, zoologa, tak samo niewiele wspólnego mam z reżyserem czy aktorem. I w sumie to nie wiem, czy słonie umieją pływać. Obstawiam, że tak.

Sklep ze strojami kąpielowym nieszawka – z przykrością informuję, że nic mi nie wiadomo na temat sklepu ze strojami kąpielowym w mojej okolicy :( O ile jakiś niewielki sklep odzieżowy widziałam, to nie odwiedziłam go ani razu. Jeśli wybieram się na zakupy to w ukochanym Toruniu :)

Mystery land niemiecki pies – Bez komentarza.

Stanie w kolejce marant h&m – kolejka po kolekcję Isabel  Marant stworzoną dla H&M była bardzo długa, ale ja niestety, a może i na szczęście, w niej nie stałam. Budzi ona we mnie mieszane uczucia.

suknie dlapanów – co kto lubi. Teoretycznie – skoro kobiety chodzą w spodniach, to dlaczego mężczyźni nie ubierają się w sukienki? Praktycznie… zapewne wyglądałoby to nietypowo.

Blogi czarownic – wszystkie części Harry’ego Pottera przeczytałam od deski do deski, nie brakuje mi żadnej płyty DVD z przygodami  uczniów Hogwartu. W dzieciństwie zbierałam karteczki z Witch, a po powrocie z przedszkola oglądałam Winx. Gdy dowiaduję się, kiedy mój znajomy ma urodziny, zdarza mi się poznawać jego szczęśliwą liczbę, poprzez krótkie działanie matematyczne. A więc strzeżcie się.

Polska

Polska


Cieszę się, że pomogłam

Często wpisujemy daną frazę w wyszukiwarce, gdy potrzebujemy pomocy, porad, szukamy informacji na jakiś temat. Ciekawa jestem, czy pomogłam osobom, które zdecydowały się wejść na mojego bloga po wpisaniu słów…

Co w lesie tak a co nie - w lesie nie można palić ognisk – tyle nauczyłam się już w przedszkolu. Za to na pewno wskazane jest las w ogóle odwiedzać, a to czy będziecie tam biegać, skakać, tańczyć, spacerować czy robić słit focie, to już od Was zależy.

Jak wejsc do narni – 1) otwórz szafę 2) otrzyj łzy zawodu po uderzeniu głową w jej tył. Ewentualnie przyjedź do Torunia i udaj się do Baja Pomorskiego, który jest polską wersją Narnii.

Kanada
Polska


Informacje mniej i bardziej przydatne

Oprócz przedziwnych stwierdzeń, ludzie trafiają na mojego bloga także poprzez wpisywanie innych określeń, dość zwyczajnych i myślę, że po wejściu na Sawatkę, często mogą znaleźć to, czego szukają. Mowa o:

Pocztówka do żołnierza

Piernikowy konkurs

Wycieczka do muzeum henryka sienkiewicza

Finlandia

Polska
Co jakiś czas na pewno będę umieszczać na blogu krótki opis najbardziej zaskakujących słów kluczowych, dzięki którym ludzie kliknęli w link prowadzący na mojego bloga. Wyczuwam, że może być śmiesznie :)

Pozdrawiam Was serdecznie,

Sara

PS. Już od dawna chciałam Wam pokazać moje pocztówki przedstawiające zwierzęta. Nie mogłam dłużej zwlekać :)

czwartek, 21 listopada 2013

Kofeina sprzyja pobijaniu rekordów



Uwielbiam, jak coś się dzieje i nie cierpię nudy. Festiwale, festyny, akcje, inicjatywy – jeśli tylko wydają mi się intrygujące, zaliczam je wszystkie :D Dzisiejsze wydarzenie zapamiętam na długo, bo prawdopodobnie zostanie ono uwiecznione w księdze, którą mało kto czytał, ale każdy o niej słyszał (i nie chodzi tu o książkę telefoniczną…). Księga Rekordów Guinnessa – brzmi super, prawda? O jaki rekord chodziło? Podpowiem Wam, że w powietrzu unosił się zapach aromatycznego i świeżego napoju… Słychać było także chrupanie, a na Rynku Staromiejskim zgromadziły się setki ludzi spragnionych kofeiny, imbiru, cynamonu i integracji ;)

Moczenie pierniczka w kawie! Czy rekord został pobity? Potrzymam Was trochę w niepewności… 



Miłością mojego życia jest herbata, kilka kubków każdego dnia to dla mnie standard, ale kawa także zajmuje ważne miejsce w mym życiu. I nie, nie jestem bigamistką.

Tak naprawdę rekord był swego rodzaju pretekstem do tego, aby zrobić wspólnie coś dobrego i pożytecznego. Niewielu z Was wie, że 21 listopada obchodzony jest Dzień Pracownika Socjalnego oraz Międzynarodowy Dzień Rzucania Palenia. Toruń postanowił połączyć te dwie okazje do świętowania i zorganizować jedno, wspaniałe wydarzenie. Jak udało się to zrobić? Otóż w czasie imprezy promowana była idea rodzicielstwa zastępczego, nawet na rozdawanych balonikach widniały napisy: Mam ochotę przytulić rodzica. Każde dziecko potrzebuje czułości i rodzinnego ciepła, więc inicjatywa była jak najbardziej słuszna. Jeśli chodzi o Międzynarodowy Dzień Rzucania Palenia, to został on uczczony w sposób niezwykle… smaczny. Mnóstwo osób nie wyobraża sobie dnia bez duetu kawa + papieros. A co byście powiedzieli na o wiele zdrowszą parę – kawa i pierniczek?




Niestety nie dane było mi uczestniczyć w całym wydarzeniu od początku do końca. Cieszę się jednak, że torunianie nie przestraszyli się chłodu i przybyli na Rynek Staromiejski. Kawy nie zabrakło, choć momentami słyszałam takie szepty :) Napój był naprawdę pyszny.

Myślałam, że impreza nie przyciągnie uwagi. Ogromnie się myliłam. Scena, banery, namioty i stoiska zostały przygotowane już kilka godzin wcześniej. Każdy przy wejściu dostawał specjalny kuponik, dzięki któremu mógł otrzymać kawę i pierniczka, a także wziąć udział w losowaniu nagród. Kolejki po napój były naprawdę długie, ale to mnie nie zniechęciło.  Skoro pierniczki to musiały pojawić się… katarzynki. Czyli nasze toruńskie koszykarki :) Były też tańce, zumba (obowiązkowy element każdego z toruńskich festynów) . W programie miał pojawić się również konkurs na najgłośniejsze siorbanie kawy, ale niestety nie dane mi było usłyszeć zwycięzcy :( (może i dobrze, haha). 




Impreza była świetnie reklamowana – zarówno na FB, jak i w radiu. I w sumie profesjonalnie przygotowana, bo pojawili się nawet zawodowi bariści. Kawę serwowała firma Fonte zajmująca się niczym innym jak kawą, ekspresami do jej parzenia i herbatą, natomiast pierniczki, w których było czuć magię Torunia, upiekli uczniowie gastronomika.

Na koniec rozwieję Wasze wątpliwości – rekord został oficjalnie pobity, ponad 2250 osób umoczyło pierniczka w kawie! Oby więcej takich akcji. Chętnie przyczynię się do pobicia kolejnego rekordu :)

  




PS. Narobiłam Wam smaka na piernika? Ślinka cieknie? W konkursie na moim blogu do wygrania tradycyjne, toruńskie pierniczki – o tutaj. Zapraszam

Uściski,

Sara

Edit: Wiadomość z ostatniej chwili - pierniczek w kawie został zamoczony przez 5674 osoby!

wtorek, 19 listopada 2013

Poznań jakiego nie znacie


Na samym początku chciałabym Wam przypomnieć o konkursie, który rozpoczął się na moim blogu w minioną niedzielę. Do wygrania są pyszne smakołyki, więc zachęcam do udziału :) CLICK

Moja podróż do Poznania była niestety tylko jednodniowym wypadem. Nie przeszkodziło mi to jednak w kupieniu ślicznych pocztówek – na rynku było ich pod dostatkiem.
Chciałam opisać Wam moje wrażenie z jeszcze jednego miejsca (z którego nie mam pocztówki, uwierzycie w to?). W Toruniu go nie ma, w Bydgoszczy też nie, dopiero w Poznaniu, ewent. Trójmieście. Pachniało tam hot-dogami za złotówkę, szwedzkimi meblami produkowanymi w Polsce i w Chinach oraz… zaangażowaniem. Ikea to sklep, który ewidentnie walczy o klienta wszelkimi możliwymi sposobami. Automat do rozmieniania pieniędzy, torby, koszyczki, plakaty – wszystko to ma ułatwić kupującym decyzję o wydaniu pieniędzy. Gdy zgłodnieją – czeka na nich tanie, zdrowe/niezdrowe (skreślcie to, co uważacie za prawdziwe) jedzenie. W Ikei istnieje nawet specjalne przejście dla osób, które nic nie kupiły. Jest jednak wyjątkowo wąskie – jeśli ktoś chciałby uniknąć niedogodności, niech lepiej zdecyduje się na zakup czegokolwiek.
My ostatecznie z Ikei nie przywieźliśmy nic, chociaż po drodze moja mama chwytała różne bardziej i mniej przydatne przedmioty. Ostatecznie długość kolejek nas wystraszyła i wystarczająco zniechęciła do zakupu. 
 



Możecie się dziwić, dlaczego postanowiłam opisać wrażenia akurat z tego sklepu. Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie bywa w Ikei na co dzień (założę się, że są osoby, które odwiedzają ten sklep tak często jak pobliskie spożywczaki albo i częściej), to jej forma i wygląd może zadziwiać. Mój brat w czasie naszej wizyty w Ikei wykrzykiwał: To nie muzeum! A wiele osób (dobra, przyznaję, my też) przechadzała się po tym sklepie tylko po to, aby… popatrzeć poszukać inspiracji, a niekoniecznie coś kupować. Podobno niektórzy ludzie mają kuchnie, salony, sypialnie żywcem wyjęte z Ikei. To się nazywa kreatywność.
Nie można zaprzeczyć, że w Ikei są rzeczy… ładne. Tak zwyczajnie dobrze się prezentujące. Gorzej z jakością wykonania. Na pewno trafiają się przedmioty lepsze, gorsze, takie, które lata moment się rozpadną i takie, które przetrwają lata. Sklep jest też urządzony w taki sposób, że gdy poruszamy się po nim, mamy wrażenie, jakbyśmy naprawdę chodzili po domu. Rzeczy wcale nie stoją w rządkach, na półeczkach, zostały raczej pokazane w otoczeniu innych – zupełnie jak w domu. Sklep niewątpliwie oryginalny, wiem, że istnieje spore grono fanów Ikei, ludzi, którzy jadą do danego miasta tylko w celu odwiedzenia tego sklepu. U nas to palmiarnia była głównym punktem wycieczki na szczęście :)




To co z tym Poznaniem? Warty odwiedzenia? Tak jak pisałam już we wcześniejszych notkach, w mieście tym nie ma ogromnej liczby zabytków, ale koziołki i kolorowe kamieniczki mają swój urok. Gdybym miała wybrać się jeszcze raz do Poznania, to zapewne zrobiłabym to w jakimś cieplejszym miesiącu, wybrała się w okolice Malty, bo tam jeszcze nie byłam.

Wrócę jeszcze na moment do palmiarni - wspominałam w poprzednich wpisach, że mają tam miejsce różne ciekawe wydarzenia. Oprócz wystawy królików rasowych, na którą my trafiliśmy, są też wystawy kotów, a niedługo świętowany będzie Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia; palmiarnię odwiedzi także żółw Franklin (pamiętacie go?! :D), z czego na pewno ucieszą się najmłodsi goście palmiarni.




Poznań jest miastem, w których ma miejsce mnóstwo niecodziennych inicjatyw ubarwiających życie mieszkańców. Przykładem mogą być miejskie regały książkowe czy też pierwszy na świecie rekuperator, czyli maszyna, która nagradza właścicieli psów, gdy wrzucą oni do niej niezbyt przyjemnie pachnącą pamiątkę po swoim pupilu.



Cieszę się, że mogłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami z wycieczki do Poznania! :)

Ściskam,
Sara

niedziela, 17 listopada 2013

Piernikowy konkurs



Obiecywałam niespodziankę, a wyszły aż dwie.

Pierwsza z nich to zaskoczenie, które spotkało nas w poznańskiej palmiarni. Okazuje się, że budynek ten to nie tylko ogród pełen roślin i pewnych egzotycznych gatunków zwierząt. To również miejsce, w którym odbywają się różne wydarzenia. Myślałam, że to, na które my się natknęliśmy, było wyjątkiem, szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Myliłam się. Wczoraj odwiedziłam stronę internetową palmiarni - różnorakie ciekawe inicjatywy mają tam miejsce na okrągło. Co w takim razie działo się podczas naszego pobytu w palmiarni? Otóż odbywała się tam wystawa królików rasowych. Mój brat twierdzi, że były to zmutowane gatunki, gdyż ich rozmiary szokowały. Mnie się jednak wydaje, iż wszystko było z nimi w porządku. :) Niektóre z przyjemnością pozowały do zdjęć, inne wcale nie zwróciły uwagi na to, że są fotografowane. Może to taka gwiazdorska obojętność? 
Pod króliczkami czeka na Was kolejna niespodzianka...





Druga niespodzianka, to właściwie coś, co obiecywałam Wam od dawna.

Obiecywałam, obiecywałam, więc… obietnicy dotrzymuję. Pierwszy KONKURS na Sawatce właśnie rusza :) Może zacznę od nagród, w końcu to zawsze jest największą motywacją i zachętą do wzięcia udziału w zmaganiach.

Nagrodą będą słodkie, pachnące, przepyszne, świeże, regionalne, tradycyjne PIERNICZKI TORUŃSKIE kupione w sklepie, w którym znajdziecie najlepsze i jedyne prawdziwe toruńskie pierniki - w sklepie firmy KOPERNIK (ukłon w stronę słynnego astronoma). Różne kształty, różne wielkości, ale niezastąpiony smak, zupełnie nie do podrobienia. Możecie liczyć na zapas na więcej niż jeden wieczór. :) Muszę się z Wami podzielić tym, co najlepsze w moim rodzinnym mieście.

A co musicie zrobić, aby wygrać? Oto krótka instrukcja, jeśli pojawią się jakiekolwiek pytania, zadawajcie je proszę w komentarzach bądź piszcie na sara.watrak@wp.pl


1) Zachęć mnie w maksymalnie pięciu zdaniach do odwiedzenia miejsca, w którym jeszcze nie byłam. Może jest daleko, a może zupełnie blisko, może w górach, a może nad morzem? W Polsce, za granicą, na końcu świata… Jeśli Twoja argumentacja będzie wystarczająco kreatywna, pomysłowa, przekonująca  albo po prostu powali mnie na kolana i sprawi, że zacznę szukać biletów lotniczych albo kolejowych do tego miejsca, to masz szansę wygrać toruńskie pierniczki. :)

2) Polub Sawatkę na FB CLICK albo zostań publicznym obserwatorem bloga.

3) Swoją odpowiedź zostaw w komentarzu pod tym postem wraz z nickiem albo imieniem i nazwiskiem, pod którym obserwujesz mnie, czy to na blogu, czy na Facebooku.

4) Konkurs trwa od 17 do 30 listopada, wyniki pojawią się w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.

5) Nie zapomnij zostawić w komentarzu swojego e-maila! Inaczej nie będę mogła się z Tobą skontaktować, w przypadku ewentualnej wygranej. :)


Chyba napisałam wszystko, co miałam. Życzę Wam dużo weny i oryginalnych pomysłów. Nie mogę się doczekać, aby przeczytać Wasze komentarze! Pamiętajcie: nie więcej niż 5 zdań. Ciekawa jestem, jakie miejsca się pojawią… 

PS. Jeśli nie jesteście pewni, czy miejsce, które chcecie scharakteryzować, zapisało się już w moim wspomnieniach, czyli zostało przeze mnie odwiedzone, zachęcam do przejrzenia poprzednich postów – zawsze dzielę się z Wami tym, co udało mi się zwiedzić i podziwiać :)