wtorek, 19 lipca 2016

Cała prawda o pracy w call center

Przypominam o konkursie! :D

Już nie pracuję. Mogę Wam więc w końcu opowiedzieć o call center. Niektórych faktów nie wolno mi przytoczyć. Jednak nikt nie zabroni mi podzielić się z Wami własnymi przemyśleniami.

Jakie są zalety pracy na słuchawce? I czy w ogóle jakieś są? Co jest nie do zniesienia (czyżby wszystko?)


Zacznę od plusów


- pieniądze. Nie są to marne grosze. Im więcej przepracujesz, tym więcej zarobisz. Ja wydzwaniałam do ludzi też w soboty. Poza tym można liczyć na premie uznaniowe i prowizje. A przyznacie chyba, że pieniądze to niezła motywacja do pracy, prawda?


- przerwy. W ten sposób łatwiej przetrwać dzień. W jakiej pracy macie przerwy co 2 godziny? 


- powiększenie wiedzy geograficznej. Może to brzmi śmiesznie, ale ja, dzwoniąc do ludzi z całej Polski, nie tylko dowiedziałam się o istnieniu nowych miejscowości, lecz także utrwaliłam swoją wiedzę na temat położenia poszczególnych miast. Tyle że nie w każdej firmie telemarketingowej jest okazja taką wiedzę poszerzyć. 


- kontakt z ludźmi. Mam tu na myśli i ten telefoniczny, i ten na żywo. Zdarzało się, że dodzwaniałam się do przemiłych osób, z którymi z chęcią gawędziłabym przez godziny. Były komplementy, były (mniej lub bardziej nachalne) zaproszenia na randki. Niektóre osoby wykazywały się empatią i zrozumieniem. I to podnosiło mnie na duchu. Jeśli ktoś lubi pracować wśród ludzi, call center jest dobrym pomysłem, bo zawsze jest się do kogo odezwać. Można pośmiać się z upierdliwych rozmówców albo ponarzekać.


- możliwość dopasowania grafiku. Dorobić sobie mogą i studenci, i uczniowie, i osoby pracujące nocami, i te, które mają wolne popołudnia. 


- nagrody-motywatory. Zrobisz dużo zaproszeń? Dostaniesz upominek. 


- każdy może dostać tę pracę. 
 

Wady?


- praca jest monotonna i żmudna. W kółko mówimy to samo i non stop robimy to samo.

- wyzwiska i obelgi. Ludzie wyzywają od najgorszych, zarzucają nam kłamstwa, straszą policją, sądem, prokuraturą, śmieją się z konsultantów. 


- praca wysokiego ryzyka. Cierpią gardło, struny głosowe, ale także słuch, wzrok i plecy. 


- wynik nie w pełni zależny od nas. Przecież to, że ktoś nie odbiera telefonu, nie jest moją winą. A mimo to, jeśli osiągamy słaby wynik, kierownicy się nas czepiają.


- presja. Jednych to motywuje, innych dobija. A wynik trzeba zrobić. 


- niewdzięczna robota. Gdy inni słyszą, że pracujesz w call center, dziwią się, śmieją czy drwią. Nawet ludzie, do których dzwonimy, mówią, że mamy poszukać sobie lepszej pracy. 


U mnie minusy przeważyły nad plusami. Mimo, że powtarzałam sobie, iż nie będę się przejmować przekleństwami, wyzwiskami i złymi wynikami, po kilku tygodniach nie wytrzymałam. Trzeba mieć mocną psychikę, żeby pracować na słuchawce…

Sara

sobota, 16 lipca 2016

Dzieła Matki Natury na zdjęciach


Dawno temu, gdy jeszcze uczyłam się do matury, na kilku blogach natknęłam się na tag - #ChallengeOnNaturePhotography. Pierwotnie owa zabawa miała polegać na publikowaniu wykonanych przez daną osobę zdjęć każdego dnia przez tydzień. Co więcej fotografie te miały przedstawiać przyrodnicze piękno naszego świata.

Lubię robić zdjęcia i z każdym kolejnym pstryknięciem sprawia mi to większą przyjemność. Kwiaty czy zwierzęta fotografowałam już jako dziecko, używając do tego aparatu-cegły i przedpotopowego, niedotykowego telefonu z klapką. Do dziś mi to zostało, tylko sprzęt mam trochę lepszy. I możliwości większe – wyszłam poza ogródek babci.


Wybrałam dla Was 7 zdjęć, na których to nie zabytek albo ja jesteśmy na pierwszy planie, lecz przyroda!
Toruń
Mała Nieszawka
Gdańsk
Góry Świętokrzyskie

Bałtyk, w okolicach Nynashman
Muszyna

Mała Nieszawka
Które zdjęcie podoba Wam się najbardziej? Czy Wy też lubicie fotografować przyrodę?

Pozdrawiam

Sara

środa, 13 lipca 2016

Pustynie i puszcze czyli kolejne pocztówki z Afryki

Przypominam o konkursie! Mnóstwo smakołyków do wygrania. ;)

Zdobywanie pocztówek z Afryki nie jest wcale takie łatwe. Wiedzą o tym wszyscy postcrosserzy (może z wyjątkiem tych pochodzących z niewielkich, niepopularnych państewek). 


Dla mnie każda widokówka przedstawiająca kawałek Czarnego Lądu jest na wagę złota. Może być nawet wysłana z Polski, może być niewypisana – dla mnie to bez znaczenia. Liczy się to, co na pocztówce jest. 


Pokazywałam na blogu pocztówki z kilku afrykańskich krajów – Egiptu, Maroka, Algierii, Mauritiusa, RPA, Tanzanii i Suazi. Zdobyłam je dzięki znajomym, ale i prywatnym swapom. Dziś chcę Wam się pochwalić kolejnymi zdobyczami. :)
 

Ogromnie zaskoczyła mnie poniższa kartka znaleziona w paczce od Tomasza. Była zapakowana w folię, więc obchodziłam się z nią niezwykle delikatnie. Gdy okazało się, że przedstawia ona Hajle Sellasje, słynnego etiopskiego cesarza, byłam zdumiona. To moja pierwsza kartka z Etiopii! Jasne, że wolałabym, aby przedstawiała jakiś krajobraz, ale waleczny Lew Judy, jak nazywany jest Hajle Sellasje, to tak znana postać, że nie żałuję, iż właśnie ta kartka wpadła w moje ręce. O cesarskiej mości, pierwszym cesarzu-imperatorze Etiopii, dowiedziałam się z książki "Cesarz" autorstwa Ryszarda Kapuścińskiego (notabene mistrza reportażu, choć mnie jego styl nie do końca odpowiada). 

Tomasz dobrze zdawał sobie sprawę, że otrzymywanie pocztówek z nowego kraju to coś, co sprawia mi dużo radości. W moje ręce trafiła więc widokówki, która na pierwszy rzut oka nie przypomina żadnego konkretnego państwa. Jednak dzięki krótkiemu opisowi na odwrocie możemy dowiedzieć się, że to… Mozambik! Czy wiecie cokolwiek o tym kraju? Bo ja niewiele… Widokówka pochodzi z serii National Geographic (podobnie jak ta kartka z Tanzanii) i w ciekawym ujęciu przedstawia ruiny swego rodzaju domu towarowego z XV wieku.

Nie zaskoczę Was stwierdzeniem, że i ta kartka pochodzi od Tomasza ;)? Uzbierało mi się całkiem sporo pocztówek z najbardziej rozwiniętego afrykańskiego państwa. Jak widzicie, na zdjęciu zostali uwiecznieni lokalni mieszkańcy RPA.

Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się otrzymać kolejne kartki z Czarnego Lądu. Pewnie nieprędko zawitam w Afryce, zatem muszę liczyć jedynie na łut szczęścia, miłych swapperów i inne dobre duszyczki. Oby już nikt nie żądał ode mnie w zamian za kartkę pen drive’ów, dolarów, kremów NIVEA i innych dziwnych, europejskich dóbr.


Z jakich afrykańskich krajów udało Wam się  zdobyć pocztówki? I w jaki sposób? 
Pozdrawiam! 
Sara