środa, 17 maja 2017

Mój ranking stolic europejskich #1



Myślę, że co najmniej kilka osób czekało na ten post. Na pewno moja mama i Maciek. Ale może o kimś nie wiem?

Przez blisko 20 lat swojego życia udało mi się zwiedzić 14 stolic europejskich. Choć pierwszą zagraniczną stolicę odwiedziłam, mając lat 12, więc właściwie można powiedzieć, że tak na serio zwiedzam od 8 lat.


Kiedy postanowiłam, że chcę zobaczyć wszystkie stolice europejskie? Wydaje mi się, że stało się to po zachwycie Pragą – a więc pierwszą zobaczoną przeze mnie zagraniczną stolicą. Największe miasto Czech przez długi czas zajmowało pierwsze miejsce w moim rankingu… Wydaje mi się, że miałam do Pragi pewien sentyment, wydawała mi się zawsze słonecznym miastem z pysznymi lodami. Ale w końcu musiała oddać złoty medal…. 


Ułożenie takiego rankingu jest bardzo trudne. Na to, czy dana stolica mnie zachwyci czy nie, wpływają nie tylko architektura, lecz także pogoda, to, z kim zwiedzam dane miasto, to, jak się czuję… Więc ranking ten jest do granic możliwości subiektywny. Niestety w pewnym sensie wpłynęła też na niego odległość czasowa. Stolic, które odwiedziłam kilka lat temu, nie pamiętam tak dobrze, jak tych, które widziałam w zeszłym roku. Starałam się jednak przypomnieć wszystkie obejrzane zabytki oraz emocje, które towarzyszyły mi podczas pobytu w konkretnej stolicy. I tak właśnie powstał ten ranking. Na pewno w przyszłości miejsca ulegną zmianie, być może nawet podium będzie wyglądać inaczej. Ale na razie moja miłość przedstawia się następująco:


14. Bratysława, Słowacja, sierpień 2015. Szara, brudna, smutna, postkomunistyczna…. Ta stolica mogłaby mieć coś do zaoferowania. Ale zdecydowanie nie wykorzystuje swojego potencjału. Budynki nie są odnowione ani wyczyszczone. Na moją ocenę wpłynęła także aura -  podczas naszej wizyty w Bratysławie padało - skręcona kostka podczas zejścia z Wzgórza Zamkowego, trudności z porozumiewaniem się "English? Polish? Niee, slovenský!"oraz obskurny hotel (hotel? To był jakiś bunkier z niemiłą panią recepcjonistką). Gdy widzę tanie loty do Bratysławy, zawsze się śmieję. Moja mama twierdzi, że mogłaby udać się znów do tego miasta, jeśli… ktoś by jej dopłacił.

13. Wilno, Litwa, czerwiec 2014. Wycieczka klasowa. Wilno w ogóle mnie nie zachwyciło. Było po prostu nudne. Przypominało mi niektóre polskie miasta. Jeśli ktoś lubi podziwiać kościoły, to być może Wilno go do siebie przekona. Mnie nie przekonało. Ale podczas wizyty na Litwie urzekły mnie Troki.

12. Berlin, Niemcy, sierpień 2013 i grudzień 2013. Jedna z trzech stolic, które odwiedziłam więcej niż raz. Dwa kroki do zakochania nie wystarczyły. W Berlinie podobały mi się pojedyncze obiekty, ale miasto całościowo… wydawało mi się mało zabytkowe. Poza tym za pierwszym razem podczas podróży do Berlina z rodzinką zepsuł się nam aparat, a za drugim razem autokar z wycieczką utknął na całą noc  w zaspie i korku przez Ksawerego (ten huragan)… Do dziś wspominam, jak co chwilę zasypiałam i budziłam się, i ciągle widziałam przez okno tę samą gałąź.

11. Dublin, Irlandia, marzec 2017. Maćkowi pewnie będzie przykro, ale cóż – Dublin nie jest miejscem, do którego chciałabym wrócić. O ile irlandzkie wioski pewnie są piękne, o tyle w samym Dublinie nic nie powaliło mnie na kolana. Spacerowałam po ładnym parku, zobaczyłam słynne Temple Bar i most Ha’Penny znany mi z powieści Cecelii Ahern, ale… brakowało mi tego "wow". Poza tym pierwsza wycieczka z chłopakiem okazała się w pewien sposób trudnym wyzwaniem.

10. Warszawa, Polska, kilkanaście razy. Przyznaję, że kiedyś stolica naszego kraju mi się nie podobała. Mówiłam sobie, że nie chcę tam mieszkać. Cóż, nadal nie chcę, bo przerażają mnie korki i tłumy, ale dałam Warszawie szansę. I dostrzegłam w niej plusy. Nie myślę tylko o Starbusiach. Lubię spacerować po warszawskiej starówce, do tej pory pamiętam, jakie emocje wzbudziło we mnie Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Muzeum Historii Żydów Polskich. W naszej stolicy cenię również możliwości. To stamtąd latam do innych krajów, to tam wzięłam udział w eliminacjach do programów telewizyjnych.

To tyle na dziś, Kochani. Muszę dawkować napięcie. Pierwszą dziewiątkę poznacie w następnym poście!

Podzielcie się swoimi rankingami stolic! Jakie są Wasze największe marzenia podróżnicze?

Ściskam! 
Sara

poniedziałek, 15 maja 2017

10 majowych przemyśleń

1. Śniegu to ja jeszcze w maju nie widziałam...

2. Znów Eurowizji nie wygrał mój faworyt... Ale chyba nadal będę ją oglądać. Chyba na pewno.

3. Dla mnie Eurowizja w sumie i tak trwa cały rok. I przez cały rok na nią czekam. 

4. Majówka? Możemy grillować, ale siedzimy w domu.

5. Czasami to, co Wam wyda się odruchowe i naturalne, dla innych będzie znaczyło naprawdę wiele. 

6. Bydgoszcz też potrafi być ładna.

7.  Warto uwierzyć w siebie i w to, co robicie. Tak, wiem, bardzo odkrywcze. Ale jeśli robicie coś z pasją, jeśli coś Wam wychodzi, to naprawdę możecie coś z tego mieć. Coś więcej niż satysfakcję.

8. Nie sądziłam, że szwendanie po mieście i robienie zdjęć graffiti może dać tyle radości.

9. Wiek przestaje mieć znaczenie, jeśli chodzi o przyjaźń.

10. Obcięcie króliczkowi pazurków wcale do łatwych nie należy.


Słonecznego tygodnia!
Sara

piątek, 12 maja 2017

Polska to kraj absurdów, a prawda jest jedna



Wiecie już, że lubię się czasami ukulturnić. Nie potrzebuję do tego mamy, chłopaka, wielkich pieniędzy i tygodnia wolnego.


W czwartek przed Wielkanocą wybrałam się do toruńskiego Centrum Sztuki Współczesnej. Kłamstwem byłoby napisanie, że robię to regularnie. W CSW pojawiam się od czasu do czasu, zwykle podczas Nocy Muzeów lub w jakiś czwartek, gdy wstęp na wystawy jest darmowy. Nie chcę później pluć sobie w brodę, że wydałam kasę na coś, co nie wywołało we mnie zbyt wielu emocji. A trzeba przyznać, że sztuka współczesna jest ryzykowna – raz zachwyci, raz szokuje, innym razem obrzydzi i wprawi nas w zażenowanie, a jeszcze innym razem spłynie po nas jak po kaczce.


Podczas mojej wizyty w muzeum trafiłam na dwie wystawy. Jedna z nich, "Jednoczesność zdarzeń", prezentowała prace laureatów i finalistów konkursu Artystyczna Podróż Hestii. Nie jestem żadną znawczynią sztuki nowoczesnej, więc nie zarzucę Was ambitnymi recenzjami i głębokimi refleksjami. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, co zapamiętałam z tej wystawy i, co być może, warte zapamiętania.

Najwięcej czasu spędziłam przed ekranem. Jedna z artystek postanowiła pokazać nam, co kryje Internet. Po wpisywaniu abstrakcyjnych haseł w Google takich jak prawda, miłość czy śmierć okazało się, że Polacy na różne sposoby rozumieją te pojęcia, niekiedy zupełnie sprzeczne i absurdalne.


Cenię sztukę współczesną za jej interaktywność. Wchodząc do CSW, nie jesteśmy skazani wyłącznie na oglądanie martwych obrazów. Czekają na nas filmy, animacje czy ruszające się eksponaty. Na jednym z nagrań mężczyzna obrysowywał swoje ciało. Na innym naga kobieta przyjmowała różne pozy na tle pokoju. Dłuższą chwilę spędziłam przy świetnej animacji zatytułowanej iście poradnikowo (coś dla mnie!): "Jak namalować realistyczną martwą naturę w 121 prostych krokach".


Druga wystawa, jakże odmienna od tej pierwszej!, składała się z setek zdjęć dzieci. Uwielbiam oglądać inspirujące fotografie. Robienie zdjęć stanowi dla mnie wielką przyjemność, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze sporo muszę się nauczyć. Co urzekło mnie w tej wystawie? Przede wszystkim pomysłowość i kreatywność autorek, jak również niezwykłe odwzorowanie emocji. Mój M. dziwił mi się kiedyś, że robię zdjęcia zdjęć. Ale po prostu czasami muszę. Muszę uwiecznić te niezwykłe, utrwalone chwile, te uśmiechy, tę dziecięcą ciekawość świata i wyobraźnię.


Zdaję sobie sprawę, że sztuka współczesna nie jest czymś konformistycznym. Nie wszystkim się spodoba. Ale może tu nie chodzi o to, by się podobała? Może jej zadaniem jest zadziwiać, inspirować? Coś mi się zdaje, że artyści współcześni od słów "ale to  ładne" woleliby zobaczyć emocje na twarzach odbiorców. Mam wrażenie, że obcowanie z tak dziwną, niecodzienną sztuką jest pewnym aktem odwagi. Zdecydujecie się wyjść poza schematy?

Sztuka współczesna – przekonacie się? A może już dawno to zrobiliście? 
Sara

wtorek, 9 maja 2017

Pierwszy z tegorocznych celów odhaczony



Udało się! Zrealizowałam pierwszy z tegorocznych celów! Tak się cieszę. Jest już maj, więc wypadałoby wziąć się w garść. Jak myślicie, który punkt odhaczyłam?

Chyba zgadliście. Udało mi się zdobyć pocztówki z 10 nowych krajów. A w sumie to nawet z 10 i pół. Trochę statystyk na początek. Spośród tych 10,5 kartek (dobra, zaokrąglijmy w górę, zaraz wyjaśnię ;)) cztery otrzymałam czyste, siedem – wypisanych. Dwie z nich dostałam za darmo dzięki dobrym serduszkom innych ludzi, za cztery zapłaciłam, pięć zaś było wynikiem wymiany. Nie ma dla mnie znaczenia, skąd zostały wysłane kartki – dwie spośród otrzymanych przeze mnie w ostatnich miesiącach widokówek zostały  wysłane z Wielkiej Brytanii. Nie trzymam Was dłużej w niepewności. Oto lista krajów, z których udało mi się zdobyć pocztówki od początku stycznia bieżącego roku. Kolejność otrzymywania kartek zachowana.


1. Azerbejdżan

2. Saint Vincent i Grenadyny

3. Czarnogóra (tę pocztówkę pokazałam Wam tutaj)

4. Kostaryka

5. Gruzja

6. Bangladesz

7. Laos

8. Kuba

9. Urugwaj

10. San Escobar

11. Vanuatu


Przy wyciąganiu ze skrzynki pocztówki-niespodzianki z San Escobar wysłanej przez Tomasza zaczęłam się zastanawiać, czy liczyć to państwo stworzone przez Witolda Waszczykowskiego… W końcu to nowy kraj w mojej kolekcji. Co z tego, że nie istnieje naprawdę? Postanowiłam jednak poczekać. Nie musiałam się długo niecierpliwić, bo krótko po otrzymaniu kartki z egzotycznego San Escobar, znalazłam w skrzynce kopertę wysłaną z równie egzotycznego Vanuatu.


Czy trudne było dla mnie zebranie pocztówek z 10 nowych państw?


Powiem tak: łatwe nie było. Ograniczały mnie głównie koszty i fakt, że posiadam już pocztówki z naprawdę wielu krajów. No i niektórzy ludzie nie chcą już wymieniać się z Polakami…  Spodziewałam się jednak, że ten cel zrealizuję jako pierwszy.

Dlaczego w mojej skrzynce znalazły się kartki akurat z tych krajów?

Azerbejdżan, Saint Vincent i Grenadyny oraz Czarnogórę kupiłam od Karoliny, bo akurat pocztówki z tych trzech krajów miała na sprzedaż, a mnie właśnie ich brakowało w kolekcji. Użytkowników z Kostaryki, Bangladeszu, Laosu i Urugwaju znalazłam na postcrossing.com i dostałam od nich  odpowiedzi (wysłałam multum wiadomości do osób z różnych krajów). Jeśli chodzi o Gruzję, na wymianę kartek umówiłam się przez Facebooka, kartką z San Escobar zaskoczył mnie nieoceniony Tomasz, pocztówkę z Vanuatu załatwiłam sobie u Gdzie Bądź, płacąc za nią 13,57zł (i nie, nie przeszkadza mi, że to nie jest tradycyjna widokówka), natomiast kartkę z Kuby znalazłam pewnego dnia obok telewizora... Okazało się, że jest dla  mnie. Znajoma taty mu ją podarowała.

Która kartka z nowych państw w mojej kolekcji podoba mi się najbardziej?


Trudny wybór… Ale chyba postawię na Gruzję, ze względu na białą ramkę, podpis, piękny widok i  estetyczne wykonanie.

Dzięki postawionemu sobie celowi i dążeniu do jego realizacji każda widokówka z nowego kraju cieszyła mnie jeszcze bardziej.

Macie już pocztówki z tych państw? Która zaprezentowana przeze mnie przesyłka podoba Wam się najbardziej?
Miłego dnia!
Sara